Najpierw sukces, a dopiero potem sen

Opublikowane przez , 5 października 2014 w Wywiady, Inne, 0 komentarzy

Wydawałoby się, że gwiazda Los Angeles Labers – Kobe Bryant oraz Arianna Huffington – współzałożycielka Huffington Post Media Group, to zupełnie dwie różne osoby. Jednak podczas ostatniego ich spotkania w restauracji Antonello Ristorante w Santa Ana, tej dwójce szybko udało się znaleźć wspólny język. Już na początku zresztą Kobe rozluźnił atmosferę, wchodząc do restauracji tuż po tym, jak pojawiła się w niej 64 – letnia Arianna Huffington i zaczynając płynnie mówić po włosku do tamtejszych kelnerów. To zaimponowało, a także rozbawiło współzałożycielkę Huffington Post, która doceniła akcent pięciokrotnego mistrza NBA. We wszystko zaangażowany był również Philip Galanes, który był rozmówcą wyżej wymienionej dwójki i który ostatecznie zredagował cały wywiad oraz opublikował go dla New York Times. Przy stole zasiadło więc troje ludzi, a cały wywiad dotyczy przede wszystkim wzlotów i upadków Bryanta oraz Arianny Huffington, rzeczy, które motywują ich do dalszego działania, a także różnicy pomiędzy tym, co robimy, a kim jesteśmy.

Philip Galanes: Nie miałem pojęcia, że się znacie. Jak do tego doszło?

Kobe Bryant: Jestem znany z pisania maili. Uwielbiam uczyć się od ludzi, którzy są najlepsi w tym co robią. Chciałem się dowiedzieć jak Arianna dokonała tego wszystkiego i dlaczego.

Arianna Huffington: Kobe przyszedł do mojego domu sześć miesięcy temu na herbatę. Najlepszą rzeczą było to, że nasza gosposia, która widziała wiele znanych osób, cóż nigdy nie widziałam jej tak poruszonej. Były nawet łzy.

Gala­nes: To może zabrzmieć dziwnie, ale im więcej o was się dowiaduje tym więcej podobieństw odnajduje.

Bryant: To mnie nie dziwi. Bez różnicy o jakiej dziedzinie rozmawiamy, ludzie, którzy dokonują fenomenalnych rzeczy mają wspólne cechy. Zawsze byłem tego ciekaw, żeby stać się lepszym koszykarzem.

Gala­nes: Wszyscy wiedzą, że Arianna jest greczynką, ale czy ktoś wiedział, że ty spędziłeś dzieciństwo we Włoszech?

Bryant: Mój ojciec grał w NBA przez 8 lat, a później przeniósł swoje talenty za granicę. Kiedy miałem 6 lat, a moje siostry 7 i 8 przenieśliśmy się do Włoch. Tam spędziliśmy 8 lat.

Gala­nes: Najtrwalsze wspomnienie z dziecięcych lat spędzonych nad morzem śródziemnym?

Huf­fing­ton: Zdecydowanie stół kuchenny. Mieszkaliśmy w jedno – pokojowym mieszkaniu w Atenach. Pamiętam niekończące się posiłki, w trakcie których poruszaliśmy wszystkie tematy, takie jak : życie, nasze lęki, szkoła. Nasza mama wierzyła, że jeśli nie spożyjemy posiłku w ciągu każdych 20 minut stanie się coś złego.

Bryant: Dla mnie był to fakt w jaki sport łączy świat. Kiedy się przeprowadziliśmy się znałem ani słowa po włosku. Z kolei w pobliżu nie było abyt wiele afroamerykańskich dzieci. Byłem jak ziarenko pieprzu w wielkiej soliczce. Jednakże nie musiałem rozmawiać w tym języku, aby komunikować się na boisku.

Gala­nes: Czy twoi rodzice uświadomili całą rodzinę o twoich talentach?

Huf­fing­ton: Nie zanim powiedziałam, że chce się dostać do Cambridge, co miało miejsce w wieku 14 lat.

Gala­nes: Wtedy twoja mama przeprowadziła rodzinę do Anglii.

Huf­fing­ton: Sprawiła, że mój sen stał się realny. Wszyscy mówili: „Nie bądź śmieszna. Nigdy się nie dostaniesz. Ledwo co mówisz po angielsku. Nie masz pieniędzy.” Moja odpowiedziała: „Zobaczymy co się wydarzy”. Dała też mi do zrozumienia, że nic się nie stanie jeśli mi się nie powiedzie.

Bryant: Włochy były inne. Dzieci mogły zniknąć na cały dzień i wrócić dopiero na posiłek. Chodziłem do parku i grałem w koszykówkę. Nie wiem nawet, czy moi rodzice mieli świadomość jak dobry byłem.

Huf­fing­ton: Kiedy prawda wyszła na jaw?

Bryant: Na obozie po powrocie do Stanów. Miałem 15 lat i około 120 funtów kiedy byłem cały przemoczony (śmiech). Stałem z tatą i skautowie znali go. Jeden z nich powiedział mojemu ojcu, że jest tu dzieciak, który jest naprawdę, naprawdę dobry i ma szansę stać się numerem jeden na świecie. Nazywa się Kobe. A mój ojciec rzekł: ” To mój syn!” Wtedy ten skaut złapał mnie za ramię i powiedział: Nie wyglądasz jak przyszły numer jeden na świecie.”

Gala­nes: Zero presji, tak?

Bryant: Nie ze strony mojej rodziny. Ja stworzyłem presję. Znalazłem moją pasję wcześnie i …

Huf­fing­ton: Ile miałeś wtedy lat?

Bryant: Sześć. Wtedy sobie uświadomiłem. Do diabła, zamierzam to robić. Arianna, kiedy ty sobie uświadomiłaś, że pisanie i wyrażanie siebie to rzecz stworzona dla ciebie?

Huf­fing­ton: Na Cambridge Union (kółko dla chętnych do debat). Lecz poruszanie ludzkich serc i myśli miało miejsce już wcześniej.

Gala­nes: A twoja pierwsza książka, „The Female Women”, powstała z debat?

Huf­fing­ton: Wierzę, że kobietom należy się jednakowy szacunek w zależności od wyborów jakie dokonają, czy to będzie wybór kraju czy wydanie na świat dzieci. Teraz wszysyc się z tym zgadzają, lecz kiedy napisałam tą książkę w 1973 roku, kobieta która nie szła do pracy i nie wspinała się po drabinie, była przegrana. Chęć posiadania dzieci była traktowania jak społeczne pranie mózgu.

Gala­nes: Pierwsza książka Arianny, która wydała w wieku 23 lat okazała się bestsellerem. Kobe z kolei trafił do NBA w wieku 18 lat i w ciągu pierwszych pięciu wygrał 3 tytuły mistrzowskie. Próbowaliście się uszczypnąć, żeby wybudzić się ze snu?

Bryant: To chyba właśnie powinienem zrobić. Moi bohaterowie z wieku dorastania, Jordan. Russell czy Magic Johnson oni wszyscy wygrali kilka tytułów. Ja chciałem więcej. Jednak nie chodziło tylko o wyniki. To była długa droga, aby się tam dostać.

Kobe Bryant i Arianna Huffington podczas ich wspólnej kolacji

Gala­nes: Podobał ci się ten proces?

Bryant: Uwielbiałem go. Wyniki zawsze przychodzą później.

Huf­fing­ton: On mówi w ten sam sposób o powrocie do gry po kontuzji. Kobe znalazł przyjemność w rehabilitacji. To wspaniałe, ponieważ wiele ludzi jest nastawionych tylko na sukces.

Gala­nes: Jak w trakcie twojego pierwszego touru?

Huf­fing­ton: Miałam wtedy 23 lata i latałem po całym świecie. Byłam w hotelu z szampanem, czekoladkami, kwiatami i przeżyłam wówczas kryzys, ponieważ myślałam, że osiągnięcie tego wszystkiego zajmie mi całe życie. Myślałam sobie: „Czy to wszystko tu jest?” I tak zaczęłam moją duchową podróż.

Bryant: Co szkodzi wielu osobom, szczególnie tym znanym, że zaczynają siebie postrzegać jako przez pryzmat tego czym są, czy też to jak ich świat widzi: pisarza czy koszykarza. A ty wierzysz, że to kim jesteś zależy od ciebie. A to wielka różnica.

Gala­nes: Dobrze powiedziane, ale ciężko chyba tego dokonać, gdy ma się 20 lat i gra się z 10 lat starszymi facetami.

Bryant: O boże. Panoszyłem się na prawo i lewo. A ci dorośli faceci spoglądali na mnie w taki sposób jakby pytali: „Kim ty diabła jesteś?”. Jednakże przestudiowałem grę dokładnie. Kiedy stałem się starszy zacząłem się dowiadywać, że nie chodzi tylko o mecz. Ludzie ciągną swoje emocje ze sobą. Mają życie poza boiskiem. To sprawiło, że mogę się dużo łatwiej komunikować.

Huf­fing­ton: Byłam niezwykle surowo oceniającą siebie osobą i to odbiło się na tym w jaki sposób widziałam innych ludzi. Musiałam się nauczyć jak być dla siebie mniej ostra i nie słuchać tego co nazywam nieznośne w moich myślach. Kobe jest niezwykły w zamykaniu tego rodzaju myśli.

Gala­nes: Najbardziej niezwykła statystyka opisująca Kobe to fakt, że managerowie NBA na pytanie: Komu powierzylibyście piłkę, gdyby ważyły się losy meczu? 10 lat z rzędu wskazali właśnie jego.

Bryant: Pozwól, że opowiem ci pewną historię. Moja córka właśnie wróćiła ze szkoły. Ma 11 lat. Powiedziała mi: Pamiętasz kiedy denerwowałam się matematyką? Jej recę wówczas się trząsły. Spytałem jak pozbyła się tego, a ona odpowiedziała: „Zaczęłam myśleć, że kiedy raz podejdziesz do testu z matematyki, jest już po wszystkim. Obudzę się następnego dnia.” Może to być zły dzień, może być dobry, ale cykl trwa, nie ważne co stanie się na sprawdzianie z matematyki.

Gala­nes: Więc bycie wspaniałym w końcówce meczu, oznacza, że wiesz to iż życie toczy się dalej po niej?

Bryant: Istnieje nieskończoność. Czy trafisz czy spudłujesz rzut to nie ma znaczenia.

Huf­fing­ton: Możesz uczyć się i dorastać w trakcie podróży nie ważne co się wydarzy.

Gala­nes: Oboje działaliście znakomicie, z wielkimi sukcesami i wtedy przyszedł 2003 rok, nagłe nieoczekiwane upadki. Ariannie nie udała się kampania na gubernatora Kalifornii, a Kobe został oskarżony o gwałt, który ostatecznie nie został udowodniony. Jednakże wróciliście oboje jeszcze silniejsi niż wcześniej. Huffington Post jest ogromnym globalnym przedsiębiorstwem. Kobe ustalił rekordy punktowe, wygrał kolejne tytuły mistrzowskie, stając się jednocześnie prawdziwym liderem drużyny. Czy potrzebny jest kryzys aby wznieść nas na wyżyny?

Huf­fing­ton: Jeśli nie uzewnętrznisz porażki w takim stopniu żeby cię aż sparaliżowała to może się okazać straszne w skutkach. Pomyślisz sobie: „Ej, przegrałem, ale jestem zdrowy, moje dzieci mnie kochają i mam wspaniałych przyjaciół. Całe życie przede mną. Nagle będziesz chciał podjąć jeszcze większe ryzyko.

Bryant: W 2003 roku przechodziłem przez tą całą sytuację z Kolorado, która była niezwykle ciężka. Musiałem siebie zapytać, co zamierzam osiągnąć. Chciałem utrzymać moją rodzinę razem. Musiałem się na tym skupić. Jestem dobrym koszykarzem, więc chciałem więcej tytułów. Na tym też się skupiłem. Ludzie od marketingu przewidywali, że nie da się mnie naprawić. Podzieliłem więc problem na kawałki i skupiłem się na każdym po kolei.

Gala­nes: Mówiąc o dzieleniu rzeczy, zauważyłem czytając „Thrive”, że utrzymanie znakomitej kondycji fizycznej musi być drugą naturą sportowców, którzy chcą wznieść na wyżyny swoje występy. Czy ty medytujesz?

Huf­fing­ton: Każdego dnia.

Bryant: Phil Jackson zapoznał mnie z tym. Kiedy miałem 18 lat Michael Jackson chciał mnie wciągnąć w medytowanie. On mógł siedzieć i medytować przez siedem godzin. Lecz ja nie mogłem usiedzieć w bezruchu przez 20 minut.

Gala­nes: Michael Jackson?

Bryant: Tak, ten Michael Jackson.

Gala­nes: Kiedy przybył Phil Jackson?

Bryant: Jego pierwszy sezon miał miejsce kiedy miałem 21 lat. I wtedy wpadłem w sidła medytacji. Zawsze wiedziałem, że gra ma dużo większe znaczenie, że nie tylko zagrywki X czy O się liczą.

Huf­fing­ton: Phil Jackson był pionierem wprowadzenia tego do sportu. Pomógł medytacji i innym sposobom odnawiania siebie, dzięki czemu stały się one popularne dla ludzi biznesu i tak zwanych macho, którzy zaczęli się identyfikować z tym. Nagle dzięki medytacji można było poprawić swoje występy, a także odbyć odkrywczą podróż wewnątrz siebie.

Bryant: To szaleństwo, ale medytacja jest postrzegana jak hokej. Spójrzmy tylko na ludzi, którzy dokonują niezwykłych rzeczy. Czy oni medytują? Zdecydowanie tak.

Gala­nes: Co się dzieje z „nieprzyjemnym lokatorem”, kiedy nie medytujesz?

Huf­fing­ton: Ciągle nad tym pracuje. Jednakże „nieprzyjemny lokator” występuje coraz rzadziej, a to dla mnie niezwykle wielkie osiągnięcie. Staram się nie oceniać siebie jeśli nie medytuje. Osądzanie się stwarza błędne koło.

Bryant: Z kolei kiedy mój puka do drzwi w mojej głowie, dowiedziałem się, że czasem lepiej go wpuścić. Kiedy starasz się go wyciszyć on stuka coraz głośniej. Jeśli go wpuścisz, po prostu usiądzie, poogląda telewizję i się uciszy. Wiesz co mam na myśli?

Gala­nes: Następny problem: Sen. Ile dziennie śpisz?

Bryant: Dorosłem w tej kwestii. Zdarzało się, że spałem po 3 lub 4 godziny. Miałem problemy z zaśnieciem. To jednak się zmieniło. Teraz potrafię przespać od 6 do 8 godzin.

Bryant naprawdę dobrze się bawił podczas rozmowy z Arianną

Gala­nes: Co się zmieniło?

Bryant: Dorosłem i zrozumiałem, że sen jest ważny dla rozwoju.

Huf­fing­ton: To jest niesamowite, ale jest sród ludzi taka kultura chwalenia się tym jak mało potrafią spać, to jak taka rzecz dla macho, którzy się chwalą: „Oh potrzebuje tylko czterech godzin snu.” To jednak nie jest dobre, gdyż jak dowodzą naukowcy zdrowy sen ma wpływ na zdrowie, a brak snu może powodować chorobę Alzeimera.

Gala­nes: Brzmi jak lek cud.

Huf­fing­ton: Niestety byłam jedną z tych, którzy praktykowali tego typu zachowania. Działo się tak aż do 2007 roku kiedy zemdlałam z przemęczenia, wtedy zaczęłam większą wagę przykładać do zdrowego snu.

Gala­nes: Jakieś senne rytuały?

Huf­fing­ton: Moim jest gorąca kąpiel bez żadnych urządzeń. Wszystkie telefony i komputery zostają usunięte z mojej sypialni przynajmniej na godzinę przed położeniem się do łóżka. A także książki, które nie mają nic wspólnego z pracą.

Bryant: Ja mam podobne rytuały. Gorący prysznic.

Gala­nes: Czy jesteście tak samo uzależnieni od swoich smartfonów jak każdy w Ameryce?

Bryant: Tak, ale po kąpieli telefon pozostaje wyłączony. Wiesz jaka jest inna ważna rzecz związane ze spaniem? To daje mi więcej energii do spędzania czasu z moją rodziną i zabawy z dziećmi. Odkąd mam więcej odpoczynku, mogę pracować, wrócić do domu i znowu dawać z siebie pełno energii.

Gala­nes: Wygląda na to, że oboje jesteście bardzo zadowoleni ze swoich dzieci.

Huf­fing­ton: Jestem niewiarygodnie szcześliwa z faktu posiadania moich dzieci. To nie oznacza, że obywa się bez problemów. Moja młodsza córka przechodziła przez anoreksję. Moja starsza córka z kolei uzależniła się narkotyków, lecz teraz od dwóch i pół roku jest czysta. Obie chcą opisać swoje problemy przez które przeszły, aby pomóc innym dzieciom i rodzinom. Koniec końców, to nas tylko zbliżyło do siebie.

Bryant: Ta więź jest niesamowita.

Gala­nes: Spójrzmy w przyszłość, czy jest coś co koniecznie pragniecie zrobić?

Huf­fing­ton: Wspaniała rzecz w Huffington POst jest taka, że wszystko co pragnęłam zrobić już uczyniłam. Napisałem „Thrive”, które stało się dużą częścią naszą materiału redakcyjnego.

Gala­nes: Czytałem, że chcesz grać jeszcze przez kilka sezonów, Kobe – łącznie przez 20, a potem odejść na emeryturę. Masz już jakieś plany co zrobisz po zakończeniu kariery?

Bryant: Myślałem o tym odkąd miałem 21 lat. Miałem wtedy świetną rozmowę z Giorgio Armanim. Powiedział mi, że stworzył swoją firmę w wieku 40 lat. To było dla mnie jak prawdziwa pobudka. „Co ja zamierzam zrobić?”

Gala­nes: W listopadzie ukaże się dokument Showtime pod tytułem „KObe’s muse”. O czym to jest?

Bryant: Zobaczycie wszystkie rzeczy, które robię na i poza boiskiem. Każdy mały szczegół, każdy smakołyk, każde polepszenie. I od tego wyjdziemy do głównej kwestii, czyli dowiedzenia się kim jestem. W końcu nie możesz zrozumieć co robię, bez poznania kim jestem.

Gala­nes: Brzmi jak serial.

Bryant: Jest taka wizja. Ja jestem pierwszy, jednak może później będą kolejne odcinki. Ja chciałbym się dowiedzieć jak Arianna została Arianną. Miałem taka rozmowę z Hilarym Swank o jej początkach aktorstwa. Jestem bardzo zainteresowany poznaniem tych wszystkich szczegółów.

Huf­fing­ton: Ludzie chcą wiedzieć takie rzeczy.

Gala­nes: Jako sposób do zrozumienia się nawzajem?

Bryant: Dokładnie. Dam ci przykład. Kiedy oglądasz mnie jak rzucam z odchylenia, zauważ, że moja noga zawsze jest wysunięta. W przeszłości miałem problemy z trafianiem tego typu rzutów. Jest on trudny. Jednak pewnego dnia oglądając Discovery Channel zauważyłem jak poluje gepard. Gdy gepard biegnie ogon zawsze utrzymuje jego równowagę nawet jeśli jest on pochylony pod niewiarygodnym kątem. I wtedy pomyślałem: Moja noga może być takim ogonem, prawda?

Huf­fing­ton: To niesamowite.

Bryant: Inspiracja otacza nas zewsząd.

Źródło: New York Times (link)

Tagi:

Skomentuj