Młodzi gniewni, czyli Bazemore i Brooks

Opublikowane przez , 21 lutego 2014 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Mimo wielu plotek, które ostatnio krążyły wokół Jeziorowców, Mitchowi Kupchakowi udało się wymienić tylko Steve’a Blake’a, który trafił do Golden State Warriors. W przeciwną stronę powędrowała dwójka młodych graczy, którym po sezonie kończą się kontrakty: Kent Bazemore i MarShon Brooks. Obaj nie dostawali za dużo szans w ekipie Wojowników, a szczególnie Brooks, który wystąpił zaledwie w siedmiu meczach i spędził na parkiecie łącznie 15 minut. Teraz ta dwójka będzie miała 28 spotkań na pokazanie swojej wartości i znalezienie uznania w NBA. Jeżeli im się nie uda tego zrobić, to zespół z Kalifornii nic na tym nie straci. Jeśli jednak wybiją się tak samo jak Kendall Marshall czy Xavier Henry, to w przyszłym roku Lakers mogą mieć kolejnych role playerów za małe pieniądze.

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że Kupchakowi uda się wyciągnąć jakichkolwiek graczy za Blake’a. Na takie rozwiązanie liczyłem przy ewentualnej wymianie Jordana Hilla ale jak widać, dobry sezon 33 – latka podwyższył jego wartość rynkową. Teraz z pewnością wszyscy fani złota i purpury liczą na to, że z Bazemore’a i Brooksa będzie pożytek i oboje pokażą się z dobrej strony w najbliższym czasie. Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie aby właśnie tak było. Oboje są młodzi, głodni gry, a do tego te dwa ostatnie miesiące będą pod skrzydłami Mike’a D’Antoniego. Prawdę mówiąc – lepiej trafić nie mogli.

Kent Bazemore to mierzący 196 centymetrów obrońca, znany przede wszystkim ze swojej atletyczności, defensywnego potencjału i naprawdę niezłych warunków fizycznych. Dobrze pracuje na nogach, lubi biegać do kontr i agresywnie atakować kosz. W swoim drugim sezonie w college’u został wybrany do CAA All-Defensive team, a rok później nazwany CAA Defensive Player of the Year. W NBA nie miał jednak okazji zbyt często grać, a dużo czasu spędził w D-League, gdzie zaliczał prawie 21 punktów  i 4 przechwyty na mecz. Przed startem obecnych rozgrywek Warriors próbowali wprowadzić go do zespołu, zestawiając obok Curry’ego ale nic z tego nie wyszło, a on sam otrzymywał średnio tylko sześć minut na mecz. Z tego też powodu nie ma sensu przywoływać zaawansowanych statystyk, gdyż nie będą one odzwierciedlały jego gry. Można jeszcze ewentualnie wspomnieć o jego udanych występach w ostatniej edycji Ligi Letniej, w której notował średnio 18.4 punkty, 4.6 zbiórek, 3.1 asyst i 1.7 przechwytów na jedno spotkanie ale oczywiście z tego również nie da się wyciągnąć żadnych wniosków.

Nastawieniem do gry może trochę przypominać Marcusa Banksa, którego Lakers mieli kiedyś na oku (okolice sezonu 2005-06). Nie jest on specjalistą od ofensywny, ani tym bardziej rozgrywającym, a jego rzut wymaga bardzo wiele pracy. Z drugiej jednak strony będzie grał dla D’Antoniego, więc być może rozwinie swoją grę po tej stronie parkietu. Tak czy inaczej ma dwa miesiące na zaprezentowanie swoich umiejętności i pokazanie, że zasługuje na grę w NBA. Można się zatem spodziewać, że da z siebie wszystko.

Drugim nabytkiem Lakers jest pochodzący z New Jersey MarShon Brooks. Były gracz Nets, Celtics i Warriors również mierzy 196 centymetrów i może grać zarówno na pozycji rzucającego obrońcy jak i niskiego skrzydłowego. Głośno zrobiło się o nim dopiero w collegu, kiedy to z sezonu na sezon spisywał się coraz lepiej. Jako pierwszoroczniak zdobywał 3.4 punkty na mecz, jako drugoroczniak 10.6, a z kolei jako senior już 24.6, rzucając na 48% skuteczności. Przy okazji jego wskaźnik PER w tamtym sezonie wyniósł 28.8 i tylko Jimmer Fredette mógł pochwalić się lepszym. Wtedy też niektórzy eksperci zaczęli widzieć w Brooksie młodego Kobe’ego Bryanta, zwracając uwagę przede wszystkim na jego ofensywną mentalność. Dzięki temu trafił do NBA, zostając wybranym z 25 numerem w pierwszej rundzie draftu 2011 roku. W swoim pierwszym roku w lidze grał naprawdę przyzwoicie, spędzając na parkiecie nieco ponad 29 minut i pojawiając się prawie we wszystkich spotkaniach. W tym czasie zdobywał średnio 12.6 oczek, zbierał 3.6 piłek i rozdawał 2.3 asysty. Dzięki temu został wybrany do All-Rookie Second Team, a do tego znalazł się na 10 pozycji w głosowaniu na Rookie of the Year. Wydawało się więc, że w kolejnym roku rozwinie swoje umiejętności ale na jego niekorzyść Nets sprowadzili do drużyny Joe Johnsona, a MarShon na początku rozgrywek skręcił kostkę i powoli ludzie zaczęli o nim zapominać. Obrońca z Providence grywał średnio już tylko 12.5 minut na mecz i zaczęło brakować dla niego miejsca w rotacji. Przed startem obecnego sezonu trafił do Bostonu Celtics w wymianie za Paula Pierce i Kevina Garnetta, a po kilku meczach do Golden State Warriors. W żadnej z tych drużyn za dużo nie pograł i właściwie od początku sezonu, nie miał zbyt wiele wspólnego z koszykówką.

Przez nie dostawanie szans, jego rozwój stanął w miejscu i obecnie można się po nim spodziewać wszystkiego. Może zarówno powrócić do poziomu, który prezentował jako rookie, jak i nadawać się tylko do pomagania zawodnikom na treningach. Wiadomo o nim, że jest co najwyżej przeciętnym obrońcą oraz potencjalnie niezłym atakującym. Podobnie jak Nick Young, potrafi sam wypracować sobie okazje do zdobywania punktów i trafiać przez ręce rywali. Musi jednak poprawić swoją skuteczność zza łuku. Do tej pory wynosiła ona zaledwie 30%, a jako gracz obwodowy w dzisiejszej lidze, po prostu musi polepszyć się w tym aspekcie. Szczególnie, że będzie miał doczynienia z systemem Mike’a. Drzemie w nim jednak potencjał, co raz pokazał już w NBA, więc być może przy dużej ilości minut, znów wytworzy się wokół niego zainteresowanie i okaże się udanym ruchem zarządu.

Wszystkie kontuzje w drużynie Jeziorowców powinny pomóc dwójce byłych graczy Warriors znaleźć swoje miejsce w NBA. Gdyby oczywiście Henry, Young, Nash czy Farmar byli zdrowi, to Bazemore i Brooks mogliby zapewne pomarzyć o jakichkolwiek minutach. W obecnej sytuacji jednak jest bardzo prawdopodobne, że będą oni stałą częścią rotacji. W końcu powrót do gry Kobe’ego i Xaviera jest nieznany, a Steve Nash co chwile ma jakieś problemy. Swaggy P z kolei jeszcze trochę odpocznie od gry, a ścięgno Jordana Farmara jest wielką niewiadomą. Jest to więc doskonała okazja dla Kenta i MarShona na pokazanie swojego potencjału i umiejętności. Do tej pory brakowało im zaufania i ogrywania się ale w Jeziorowców, nie powinni mieć z tym problemu. Na dodatek przecież Mike D’Antoni znany jest z tego, że role playerzy grają u niego nadzwyczaj dobrze i dlatego może pomóc swoim nowym obwodowym wskoczyć na wyższy poziom. Nie przypadkowo w końcu Marshall zalicza najlepszy sezon w swojej karierze, po tym jak przyszedł z D-League, a rekord New York Knicks w ilości rozdanych asyst, należy do Chrisa Duhona (22).

Skomentuj