Mitch podzielił się swoją opinią na temat draftu

Opublikowane przez , 30 czerwca 2015 w Wywiady, Konferencje, 0 komentarzy

Los Angeles Lakers wybrali w Drafcie 2015 trzech młodych zawodników – D’Angelo Russella, Larry’ego Nance I Anthony’ego Browna. Po draftowej nocy, Generalny Menadżer „Jeziorowców”, Mitch Kupchak, odpowiedział na pytania mediów, związane z wyborami drużyny i jej przyszłością. Dotyczyły one zarówno spraw organizacyjnych, jak i, w głównej mierze, zawodników wybranych w tegorocznym drafcie. Dziennikarze nie omieszkali też zapytać Mitcha o nadchodzące plany, co do rynku wolnych agentów. Generalny Menadżer Lakers udzielał wyczerpujących odpowiedzi, poruszył parę interesujących kwestii, a czytając między wierszami, można stwierdzić, że niekoniecznie Jahlil Okafor był, obok D’Angelo Russella, faworytem „Jeziorowców” do wyboru z 2. numerem, w kogo celują podczas tegorocznego offseason włodarze Lakers, a także kto mógłby wziąć udział w potencjalnej wymianie. Z pewnością po przeczytaniu poniższego wywiadu, nikt nie będzie miał wątpliwości, że od 1. lipca w organizacji złota i purpury będzie się działo…

O tym, jak ciężko było zdecydować o wyborze Russella zamiast Jahlila Okafora:

Zasady NBA pozwalają na dwukrotne zaproszenie zawodników na indywidualne treningi. Oczywiście widzieliśmy, jak zawodnicy prezentowali się na przestrzeni sezonu. To pierwszoroczniacy, więc nie mieliśmy 2-3 lat, aby im się przyglądać, oceniać, ale musieliśmy to zrobić w ciągu jednego roku. Naturalnie istnieje ograniczona możliwość śledzenia ich występów przed pójściem na studia, jednak nie możemy już więcej jeździć na mecze do ich szkół średnich. Tak więc wyczerpaliśmy wszelkie możliwe środki, jeśli chodzi o skauting Ohio State w tym roku, nagrania, dwukrotne zaproszenie D’Angelo na trening, wyjście z nim i spędzenie trochę czasu wolnego, kolacja, rozmowy o koszykówce. Moi ludzie zabrali D’Angelo na kolację, a następnego dnia zrobili to ludzie ze sztabu szkoleniowego. Myślę, że biorąc pod uwagę ilość możliwości, pozwalających nam ocenić zawodników, wykorzystaliśmy wszystkie dostępne, potrzebne do podjęcia decyzji. W drafcie było wielu dobrych zawodników, ale czuliśmy, że on, mając drugi wybór, był zawodnikiem, którego nie mogliśmy przepuścić.

O tym, czy zmiana stylu gry w NBA na tzw. small ball, miała wpływ na wybór zawodnika obwodowego z drugim numerem:

Tak, trochę tak. Można prowadzić dyskusję na ten temat przez długie godziny. Rozglądając się dookoła widzisz Wilta Chamberlaina i Kareema Abdul-Jabbara, widzisz Shaquille O’Neala i jego koszulki na ścianach. To byli trzej całkiem dobrzy centrzy, był też center do wyboru w tym drafcie, ale nie postawiliśmy na niego. A jest także Jerry West i Gail Goodrich, jest Magic Johnson. Można debatować nad tą kwestią. Czy wybraliśmy go ze względu na kierunek w jakim koszykówka i sama liga idą? Niekoniecznie, to nie był powód. Ciągle potrzebujesz wysokiej jakości zawodników podkoszowych, aby osiągnąć sukces w tej lidze. I jeśli któryś z takich zawodników byłby dostępny do wyboru, to wzięlibyśmy go bez wahania, jednak takiego gracza nie było. Więc nasz wybór był jaki był i jesteśmy szczęśliwi, że do „Jeziorowców” dołączył D’Angelo.

O tym, czy na wybór w drafcie zawodnika obwodowego miała wpływ duża ilość dobrych, wysokich zawodników, na tegorocznym rynku wolnych agentów:

Nie, to nie był czynnik, jeśli chodzi o wybór tego zawodnika. Faktycznie, w tym roku jest wielu świetnych zawodników podkoszowych, którzy zostają wolnymi agentami, a zarazem nie tak wielu zawodników obwodowych. Jednak nie był to czynnik decydujący o naszym wyborze.

O tym, co spodobało mu się w Larrym i Anthonym:

Uważamy, że Larry Nance Jr. jest zawodnikiem, którego zdolności ujawniły się stosunkowo późno. Z każdym kolejnym rokiem stawał się coraz lepszy na Uniwersytecie Wyoming. Około półtora roku temu złapał fatalną kontuzję ACL, ale potem wyleczył ją, poddał się rehabilitacji i rozegrał fantastyczny ostatni rok na uczelni. Znam sztab szkoleniowy Wyoming bardzo dobrze. Z wielu powodów znam zarówno pierwszego trenera i asystentów. Rozmawiałem z nimi wielokrotnie przez ostatnie 3-4 miesiące o Larrym – jego charakterze poza boiskiem, faktem, że dłuższy czas zajęło mu pokazanie swoich umiejętności, świetnym ostatnim roku. On ciągle jest w fazie powracania po kontuzji ACL. Zaprosiliśmy go dwukrotnie na treningi. Był w Chicago, podczas NBA Combine. Ale co ważniejsze, podczas tych dwóch treningów, wykazał się niesamowitym atletyzmem, jego wyczyny były poza jakąkolwiek skalą. Więc po prostu stwierdziliśmy, że z czasem, kiedy będzie zdrowiał po kontuzji, stanie się jeszcze lepszym atletą. Jak w wielu przypadkach, zawsze wydaje się, że mógłby on być parę centymetrów wyższy, jednak jego wzrost jest jak najbardziej w porządku. Jego zasięg ramion jest potężny… Mamy nadzieję, że jeszcze nie pokazał pełni swoich możliwości i ciągle będzie się rozwijał. Anthony’ego Browna, który grał w Konferencji Pac-12, oglądaliśmy wielokrotnie. To chłopak stąd, z Południowej Kalifornii. Uważamy, że jest jednym z lepszych strzelców w drafcie. Naszym zdaniem, może on grać na kilku pozycjach, z naciskiem na rzucającego obrońcę i niskiego skrzydłowego, a jest wystarczająco uniwersalnym graczem, żeby prowadzić grę pod naciskiem obrońcy, chociaż oczywiście ma w tym aspekcie dużo do poprawy. Świetny atleta z dobrej szkoły. Rozmawiałem kilka dni temu z jego trenerem z college’u, Johnnym Dawkinsem. Wiadomo, że trzeba być sceptycznym wobec ich opinii, ale ma o Anthonym bardzo wysokie mniemanie, zwłaszcza jeśli chodzi o jego charakter i umiejętności czysto koszykarskie. Oczywiście wiele okaże się w najbliższym czasie. Zawodnicy wybierani pod koniec 1. rundy i na początku drugiej, zwykle muszą udowodnić, że pasują do tej ligi i się w niej odnajdą. Jeden z nich dostanie gwarantowaną sumę pieniędzy, drugi niekoniecznie. Niezależnie od tego, obaj muszą udowodnić swoją wartość podczas letnich przygotowań i treningów. Uważamy, że obaj są warci numerów, z którymi zostali wybrani i że przed nimi świetlana przyszłość.

O tym, czy rozważał wymianę z udziałem 2. wyboru:

Drugi wybór tak naprawdę nie był na poważnie rozważany, jeśli chodzi o wymianę. Nie mogliśmy ani zbytnio zyskać w kolejności wyboru w drafcie. Jeśli chodzi o wymianę na dalsze numery to nie, nie wchodziła ona w grę. Od momentu, w którym zdobyliśmy ten numer w drafcie, zdaliśmy sobie sprawę, że jest to dla nas ogromna szansa i nie myśleliśmy, żeby z niej rezygnować. Z numerami 27. i 34. Mieliśmy inną sytuację, dużo miejsc do zyskania lub stracenia, ale czuliśmy, że mamy szansę na dwóch dobrych zawodników. I ci zawodnicy są warci, żeby dać im szansę wykazania się w tej drużynie, żeby zaczęli budować swoją karierę. Szukaliśmy co prawda opcji zdobycia wyboru pod koniec draftu i zdobycia praw do jeszcze jednego zawodnika, ale nie udało nam się dopiąć tej operacji.

O procesie decydowania o tym, aby nie wymieniać drugiego picku w drafcie:

Od początku wiedzieliśmy, że będzie co najmniej trzech zawodników, których, mając drugi wybór, bylibyśmy chętni sprowadzić, może nawet więcej niż chętni. Myślę, że między tymi trzema a resztą była mała różnica, ale to się okaże. Bardzo podobał nam się też Kristaps Porzingis. Ale czuliśmy, że była między nimi naturalna różnica w umiejętnościach. Skupiliśmy się więc na tych trzech możliwościach. Tydzień czy dwa temu, stało się jasne, że Minnesota wybierze Karla-Anthonego Townsa, co zostawiło nam dwie opcje, jednak z którą byśmy nie skończyli, bylibyśmy zadowoleni.

O tym, czy draft potoczył się tak, jak przewidywali:

Zawsze mamy dobre odczucia, co do draftu, już po jego zakończeniu. Czasem może te odczucia nie są aż tak dobre, jak innym razem, ale w tym roku jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co udało nam się osiągnąć. Oczywiście mając drugi wybór, mieliśmy kontrolę nad sytuacją, nie byliśmy od nikogo uzależnieni, może z wyjątkiem Minnesoty. Tam nie było zbyt dużo stresu. Natomiast w przypadku numerów 27. i 34., skończyliśmy z zawodnikami, z których wyboru jesteśmy bardzo zadowoleni. Więc ogólnie draft wypadł w naszej opinii świetnie. Byłem w podobnej sytuacji już wcześniej i za 3-4 lata być może patrząc wstecz na Draft 2015 pomyślę, że nie wszystko potoczyło się tak, jak to zakładaliśmy i nie będziemy już tacy zadowoleni. Ale czasem jest szansa, że sprawy potoczą się lepiej niż się zakładało, jak to było w naszym przypadku w ubiegłym roku. Tak więc wszystko się okaże, ale podobają nam się wybrani przez nas zawodnicy.

Mitch Kupchak podczas spotkania z D'Angelo Russellem i Anthonym Brownem

O tym, jak istotne jest posiadanie w drużynie zawodnika o statusie gwiazdy:

Kiedy wybierasz z drugim numerem, masz nadzieję, że weźmiesz gracza z potencjałem na gwiazdę i tak uważamy w przypadku D’Angelo. Jest młody, ma umiejętności, które są wyjątkowe – niektórzy pracują niezwykle ciężko, a i tak ich nie posiądą, a on urodził się z tym, ma to w sobie. Ale musi wciąż się uczyć, rozwijać, pracować nad swoją grą, wkładać ogromny wysiłek i godziny pracy i stawać się lepszym każdego kolejnego roku. Bycie numerem 1. lub 2. w drafcie powoduje, że ludzie zwracają na ciebie większą uwagę, ciąży na tobie większa presja i oczekiwania są proporcjonalnie większe, niż w przypadku innych, dalszych numerów. On po prostu musi dalej pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Ale naszym zdaniem ma nieograniczone możliwości, a nie mieliśmy takiej opinii o wszystkich graczach, jakich braliśmy pod uwagę.

O balansie między draftowym niewypałem, a celnym wyborem:

Nieczęsto zdarza się, że masz okazję wybierać z drugim numerem, więc musisz naprawdę szczegółowo przeanalizować dostępnych zawodników i mimo wszystko wybierać z pewną dozą pewności. Nie można wybierać zawodnika i ryzykować za wiele, ale my przez kilka tygodni analizowaliśmy wszystkie kwestie. Ale po drugim razie, kiedy mieliśmy D’Angelo u siebie na treningu, stało się jasne dla wszystkich, że jest on dla nas najlepszą opcją.

O podejmowaniu decyzji:

To był process. Pomimo, że oglądaliśmy tych wszystkich zawodników przez cały sezon w college’ach, to mogliśmy każdego z nich zobaczyć indywidualnie na naszym treningu tylko dwukrotnie. Raz na dwa dni, drugim razem na jeden dzień. Wtedy jest szansa ich przetestować, iść z nimi na kolację, na spotkania z różnymi ludźmi, zobaczyć film i pooglądać koszykówkę. Tak więc jest to proces, który zaczął się trzy tygodnie temu i po tym czasie i po obejrzeniu każdego z tych zawodników dwukrotnie, osiąga się pewien „komfortowy” poziom wiedzy.

O tym, czy był to świadomy wybór, żeby wziąć zawodników gotowych na grę w NBA:

Nie, to jest typowe dla draftów. Zawodnicy, którzy ukończyli studia, zwykle są wybrani w drafcie, ale dużo później, Pierwsze 10-20 wyborów to zwykle pierwszoroczniacy. Jest wśród nich paru drugoroczniaków, ale w tym roku… Większość z pierwszej dziesiątki to zawodnicy dziewiętnastoletni. Więc w drafcie patrzy się na grupę niedoświadczonych chłopaków, tak to po prostu wygląda.

O tym, jak istotne jest wybranie zawodnika, który ma duże szanse na zostanie gwiazdą, biorąc pod uwagę zasady umowy dotyczącej negocjacji zbiorowych:

Biorąc pod uwagę ograniczenia, jakie wprowadzają nowe zasady, wielką przewagą jest wybieranie w pierwszej rundzie. Nie tylko wydaje się rozsądną sumę z budżetu, ale też ma się nad tym kontrolę przez 4-5 lat. A jeśli okaże się, że zawodnik jest naprawdę kimś, ma się przewagę pięcioletniego kontraktu nad czteroletnim. Tak więc ma się jeden dodatkowy rok, który można zaoferować zawodnikowi, co jest ogromną zaletą, której nie było w przypadku poprzedniej umowy CBA (Collective Bargain Agreement – Umowa dotycząca Negocjacji Zbiorowych – przyp.red.). Przewaga, jaką ma się obecnie, wybierając zawodnika w drafcie, jest dużo większa niż wcześniej.

O niechlubnym tweecie Larry’ego Nance’a o Kobe Bryancie:

Nie widziałem cytatu, ale zostałem o tym poinformowany dziś wieczorem. Rozmawiałem z Larrym razem z Johnem Blackiem, naszym dyrektorem do spraw PR. Nie mogę zdradzać szczegółów tej rozmowy, ale jest to coś co Kobe i Larry muszą wyjaśnić między sobą. Z mojego punktu widzenia, to jest coś co wydarzyło się parę lat temu, a w dzisiejszym świecie, takie rzeczy zostają i można potem je znaleźć, co jednak nie usprawiedliwia tego, co było w tym tweecie napisane.

O ekscytacji wśród zarządu klubu i właścicieli, co do młodej kadry:

Naszym zdaniem, to był bardzo udany draft. Właściciele byli obecni i każdy był bardzo podekscytowany. Damy tym trzem graczom szansę w Lidze Letniej, mamy także Jordana Clarksona i Juliusa Randle, który od miesiąca trenuje już każdego dnia i obecnie gra już minigierki 5 na 5. Tak więc mając jeszcze dwóch graczy z poprzedniego sezonu, Tarika Blacka i Jabariego Browna, daje nam to już siedmiu graczy. Możemy dać im wiele minut i dzięki temu, będzie to interesujące dwa i pół tygodnia dla nas tego lata. Naprawdę, potrzebujemy tylko dać im szansę, niech zgrają się z nowymi zawodnikami. To jest szczególnie ważne dla Juliusa.

O podejściu organizacji do rynku wolnych agentów:

Myślę, że powinniśmy skupić się na zawodnikach podkoszowych. Postaramy zdobyć się najlepszych możliwych. Zawsze podchodzimy z optymizmem, choć zawsze jest to wyzwanie, ponieważ jest 29 innych drużyn. Wiele z nich nie ma za dużo miejsca w budżecie, ale wiele też ma. Ale każdy zawodnik ma swoją poprzednią drużynę i te drużyny mają w negocjacjach dużą przewagę – możliwość dodatkowego roku w kontrakcie, jest to szczególnie ważne w przypadku zawodników z maksymalnymi umowami. To są czynniki działające przeciwko nam, ale podchodzimy z optymizmem i dobrze zorganizowani. Mamy fenomenalne miasto i dziedzictwo do zaoferowania.

Kupchak i władze Lakers są zadowoleni z draftu - a to najważniejsze

O umiejętności Randle’a do gry na obu pozycjach skrzydłowego:

Wahałbym się nad przypisaniem mu obecnie pozycji, częściowo dlatego, że nie miałem okazji zobaczyć go w akcji w ubiegłym sezonie. Umie zbierać i prowadzić piłkę jak Lamar (Odom – przyp.red.). Wiem, że może bronić i walczyć o zbiorkę przeciwko najlepszym zawodnikom podkoszowym, umie grać przodem do kosza i grać w kontrze. Ma świetne warunki fizyczne i siłę. Ale nie sądzę, że jest typowym silnym skrzydłowym, ale też nie jest stereotypową „trójką”. Nie jest też tzw. „stretch four” (silnym skrzydłowym rozciągającym grę uciekając na dystans, z dobrym rzutem zza łuku – przyp.red.). Jest uniwersalnym zawodnikiem, który musi znaleźć swój styl w tej lidze. To wyzwanie dla sztabu szkoleniowego, jak najlepiej wykorzystać jego umiejętności, aby pomógł nam wygrywać kolejne mecze.

O tym, jak wybór danych zawodników w drafcie wpłynie na ruchy na rynku wolnych agentów:

Dzisiaj jesteśmy lepsi, niż byliśmy przed draftem, ponieważ zyskaliśmy na talencie w naszej drużynie. Przed draftem mieliśmy wiele luk w składzie, a dzisiaj uzupełniliśmy je trzema graczami. Są to pierwszoroczniacy, więc nie możemy zrzucać na nich całej odpowiedzialności, ale z pewnością mamy obecnie bardziej kompletną kadrę. Ale musimy być aktywni na rynku wolnych agentów i dodać brakujące elementy do naszej układanki. Tak, jak wspominałem, skupimy się na zawodnikach podkoszowych. Uważam jednak, że ciągle potrzebujemy uzupełnienia na pozycjach obwodowych.

O tym, czy potencjalny silny skrzydłowy pozyskany z rynku wolnych agentów, mógłby grać razem z Randle:

To zależy od zawodnika oraz jak będzie widział go w drużynie trener i jego sztab. Trenerzy byli tutaj przez cały dzień, ale nie brali czynnego udziału podczas draftu, widziałem ich może raz. Po prostu oni nie znają jeszcze tych chłopaków. Byli tutaj na indywidualnych treningach, oglądając i jestem pewien, że wypracowali sobie opinię. Ale nie miałem jeszcze okazji ich o nią zapytać, z wyjątkiem 2-3 najlepszych, których tu oglądaliśmy, a było ich ponad 90. Oni ich po prostu nie znają. Ale kiedy nadejdzie 1. lipca, będą mieli zdecydowanie większą wiedzę o zawodnikach i bardziej się zaangażują.

O odrzuceniu przez Eda Davisa jego opcji zawodnika na następny sezon:

Był tu przez ostatnie 2-3 dni trenując w sali. Miał opcję przedłużenia umowy o rok, ale z niej nie skorzystał, co wcale nas nie zaskoczyło. Miał minimalną umowę w ubiegłym sezonie, który był dla niego bardzo udany. Myślę, że będzie się cieszył dużym zainteresowaniem i będzie przebierał w ofertach, jednak zaznaczył, że ciągle jesteśmy jego pierwszym wyborem. Pozostaję więc w kontakcie z jego agentem podczas lata i myślę, że nic nas nie zaskoczy, chociaż rynek wolnych agentów działa często wyjątkowo szybko. Wiem jednak, że był tutaj szczęśliwy i jeśli znajdziemy sposób, żeby tu wrócił, on na pewno się ucieszy.

O tym, jak bardzo zwraca uwagę na prognozy przed draftem:

Nie patrzę nawet na nie. Oddelegowuję paru naszych ludzi, aby przejrzeli je, aby upewnić się, że nic nie przeoczyliśmy. Ale nie czytam ich. Moim zdaniem, zmieniają się one co 4-5 dni, a więc bardzo często i nie wiem skąd oni biorą te informację. Tak więc nie zwracam na nie uwagi.

O tym, czy stara się zdawać sobie sprawę z tego, co mogą zrobić inne drużyny:

Ciężko jest być nieczułym na informacje z zewnątrz. Nieważne, czy to podczas oglądania meczu w telewizji, kiedy Jay Bilas może powiedzieć: „To jest naprawdę świetny zawodnik.”. A ty oglądasz mecz i ciężko jest nie słuchać tego i jednocześnie skupiać się na oglądaniu. Czytanie gazet, programy o college’ach w telewizji, March Madness – do pewnego stopnia opinia innych ma na nas wpływ, nie zaprzeczę temu. Jednak staramy się podejść do draftu niezależnie i indywidualnie.

O Larrym Nance’ie Jr., który był przewidywany do bycia wybranym w drugiej rundzie draftu:

Nie słyszałem o tym. Za cztery lata pogadamy o tym, jak zobaczymy jakim zawodnikiem się stanie.

O cechach Russella, które najbardziej mu zaimponowały:

Ma czucie podczas gry, przegląd pola i umiejętność rozgrywania ustalonych zagrywek, podejmowania właściwych decyzji, wpływa pozytywnie na innych zawodników w drużynie, trafia ważne rzuty. Najpierw szuka podania, gra altruistycznie. Niekoniecznie jest typowym rozgrywającym, myślę, że może grać na obu pozycjach obwodowych. Jest wspaniałym atletą, ale nie jednym z pięciu najlepszych w NBA. Jest wysoki, jednak nie tak jak Magic Johnson. Jednak jego wzrost jest perfekcyjny, jak dla zawodnika obwodowego. Myślę, że ma wiele wysokich umiejętności i talentów koszykarskich. Ale jego rozumienie gry, przegląd pola i rozgrywanie akcji oraz cechy lidera – myślę, że ma to w sobie.

O podejściu Russella:

Każdy z chłopaków z tej pozycji, z którymi rozmawialiśmy był świetny, naprawdę. Kilku było bardziej wstydliwych, skromnych. Treningi Emmanuela Mudiay’a i D’Angelo z nami, były ich pierwszymi spośród wszystkich drużyn i nie wiem czy wiedzieli, czego się spodziewać. Byli więc bardziej spokojni i cichsi, niż tak naprawdę są. Za drugim razem, byli trochę bardziej otwarci i wyluzowani. Za pierwszym razem bali się trochę „opuścić gardę”. Nie tylko był to ich pierwszy trening, ale w ogóle pierwsza styczność z klubem NBA. Ale to dobre dzieciaki. Bylibyśmy szczęśliwi mając któregokolwiek z nich.

O tym, jak przewidywane podniesienie salary cap może wpłynąć na ruchy organizacji na rynku wolnych agentów:

Nie wiem, jak tak naprawdę to będzie wyglądać. Myślę, że obecnie największą przeszkodą jest proponowany przeskok w salary cap, nie w tym roku, lecz dopiero w następnym. Jestem bardzo ciekawy, jak będzie to wyglądało w tym roku, jak ci wszyscy zawodnicy zechcą to rozegrać. Czy podpiszą jedno- lub dwuletnie umowy z opcją na kolejny rok, czy też dłuższe z maksymalną płacą, na 4-5 lat, myślę, że każdy zawodnik podejdzie do tego indywidualnie, jednak z pewnością będzie to interesujące lato.

O tym, czy nauczył się czegoś o podejściu do wolnych agentów, na podstawie ubiegłorocznych doświadczeń:

Nie, to było dobre doświadczenie, aby przygotować prezentację. Dzisiaj panuje wielka rywalizacja, panują inne zasady i zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. Robienie prezentacji i rywalizowanie z innymi drużynami, nawet wtedy, gdy ma się dużo mniej pieniędzy do zaoferowania. Tak więc było to dobre doświadczenie, które pomoże nam iść naprzód.

Źródło: Lakers.com (link)

Skomentuj