Marzec – wkraczamy w erę Magica!

Opublikowane przez , 3 marca 2017 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Po trade deadline zmieniło się wiele w Los Angeles Lakers. Dokonano drastycznych ruchów jeszcze przed końcem sezonu. Jeannie Buss nie wytrzymała i postanowiła zwolnić zarówno swojego brata jak i Mitcha Kupchaka. Oberwało się także Blackowi, który był rzecznikiem prasowym drużyny. Stery w ekipie Jeziorowców przejął Magic Johnson, a nowym generalnym managerem ma zostać agent Kobe Bryanta Rob Pelinka. Od razu dokonano też transferów przed końcem okienka. Lou Williamsa oddano do Rockets za Corey Brewera i pick z 1 rundy draftu, a Marcelo Huertasa wymieniono na Tylera Ennisa. Nie były to najlepsze ruchy, zważywszy na wartość rynkową Sweet Lou, bądź co bądź najlepszego strzelca z ławki w całej lidze. Brewer to gracz przeciętny, ze słabym rzutem z dystansu, co na pozycji której gra jest wręcz kluczowe. Na dodatek pick od Rockets będzie to wybór w granicach 25 miejsca, co nie wróży dobrze, wielkie gwiazdy idą raczej znacznie wyżej. Lato będzie jednak kluczowe dla przyszłości organizacji. Poprzednie przyniosło tylko wielkie rozczarowania. Podpisano wysokie kontrakty z Dengiem i Mozgovem, którzy teraz są zupełnie nieprzydatni i Magic najchętniej by się ich pozbył. Jednak nikt w lidze nie chce takich wypalonych koszykarzy. Pelinka będzie miał pełne ręce roboty i jeśli uda mu się dokonać jakiś wymian już podczas draftu to będzie na pewno spory sukces. Na pewno priorytetem dla Jeziorowców będzie utrzymanie swojego wyboru w nadchodzącym drafcie. Aby tak się stało Lakers muszą zająć jak najniższe miejsce w lidze. Choć jak mówi Johnson jego team nie będzie tankował, trudno jednak spodziewać się innych wypowiedzi, a kolejne przegrane tylko nas w tym utwierdzają. Marzec to będzie kwintesencja tankowania w wykonaniu Lakers. Połączona z ogrywaniem młodych zawodników. Tak więc nie zdziwcie się jeśli już niedługo w pierwszym składzie zobaczymy Ivicę Zubaca. Jednak po kolei. Zobaczmy co nas czeka w zbliżającym się miesiącu.

Do rozegrania będzie aż 14 spotkań, w tym 9 w Staples Center. Już 3 marca Magic i jego Lakers podejmą Boston Celtics. W tym meczu nie ma prawa dojść do żadnego odpuszczania i pozwalania rywalowi na łatwe punkty. Johnson zapamiętał Celtów z czasów swojej gry w lidze i z pewnością nie ułatwi przeciwnikom zwycięstwa. Spodziewajmy się ostrej gry i walki do samego końca. Luke Walton na pewno otrzyma przed spotkaniem specjalne wytyczne jak uprzykrzyć życie wielkiej – choć niskiej wzrostem gwieździe gości – Isaiahowi Thomasowi. Boston walczą o jak najwyższą lokatę przed playoffs na Wschodzie i jak na razie zajmują drugie miejsce. Jednak wzmocnieni po transferowych ruchach Raptors nie odpuszczą im do samego końca, a Wizards również są groźni. Toteż każdy mecz dla Celtics będą traktować jak o życie, a z Lakers mają ku temu podwójną motywację. Już raz w tym sezonie obie ekipy mierzyły się ze sobą. wówczas górą byli gospodarze, a do wygranej poprowadził ich nie kto inny jak 173-centymetrowy rozgrywający. Co ciekawe po stronie Jeziorowców najlepszy był Williams, którego nie ma już w składzie. Bez niego Lakers ciężko się zdobywa punkty, a ławka która na początku sezonu była najlepsza w lidze teraz świeci pustkami. To będzie jedno z najciekawszych spotkań w marcu, lecz faworyt może być tylko jeden kiedy grają Lakers.

Dwa dni później do Los Angeles przylecą New Orleans Pelicans, dla których okienko transferowe przebiegło najprzyjemniej ze wszystkich w lidze. Drużynie udało się pozyskać najlepszego centra w lidze za przysłowiową czapkę gruszek. Można by porównać ten trade do wymiany pomiędzy Lakers, a Grizzlies za Pau Gasola, lecz wówczas przekazano także prawa do Marca Gasola, który jest teraz znakomitym koszykarzem – zwycięzcą nagrody dla najlepszego obrońcy roku. Za Demarcusa Cousinsa Kings nie otrzymali Marca Gasola, ani nawet kogoś w stylu Kwame Browna, czyli solidnego defensora. Langston Galloway, Buddy Hield i Tyreke Evans, którego jeszcze niedawno wyrzucono z Sacramento to zdecydowanie za mało, żeby powiedzieć, że ten transfer miał obustronną korzyść. Ciekawe jak Cousins dogada się z Anthonym Davisem i czy uda im się stworzyć zabójczy duet podkoszowy w stylu Robinsona i Duncana. Co prawda czasy są inne i teraz dużo więcej do powiedzenia mają strzelcy obwodowi, ale zarówno Demarcus jak i „Pan Jedna Brew” potrafią przymierzyć z daleka i znakomicie rozciągają grę. A tak znakomitych defensorów jak oni w lidze jest niewielu. Pelicans zaczęli od 0-3 po meczu gwiazd, ale na pewno będą się rozkręcać. Pytanie tylko czy starczy im czasu, aby się zgrać i dadzą radę awansować do playoffs. Na pewno będą walczyć do samego końca, gdyż do Nuggets tracą niewiele. Lakers będą więc dla nich tak zwanym must-win meczem.

Brandon Ingram podczas ostatniego starcia Lakers z Pelicans

Kolejny team, który Lakers podejmą w marcu również walczy o miejsce w czołowej ósemce. 7 marca w Dallas dojdzie do pewnie niezbyt ciekawego, ale ważnego dla układu sił pojedynku. Mark Cuban również dokonał ciekawych ruchów po meczu gwiazd. Najpierw wymienił do Sixers Boguta i Andersona i pick (ale zastrzeżony od miejsca 1-18, czyli najpewniej zostanie przy Mavs) za Nerlensa Noela – bardzo obiecującego młodego podkoszowego. Następnie zwolnił Derona Williamsa, tym samym dając Sethowi Curry’emu więcej minut gry. Jego zmiennikiem będzie teraz prawdziwa rewelacja ostatnich tygodni Yogi Ferrell, a w odwodzie jest jeszcze Devin Harris. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Mavericks wygrali dwa ostatnie spotkania i zbliżyli się do czołowej ósemki na dwa mecze. Jako, że już trzykrotnie pokonali w tym sezonie Lakers trudno spodziewać się innego wyniku również tym razem. Dirk Novitzki i spółka postarają się o kolejną wysoką wygraną. Jest to swego rodzaju specjalność w wykonaniu ekipy Cubana w ostatnich latach. Mavericks tym samym mszczą się za wiele lat porażek, gdy w ekipie Jeziorowców byli jeszcze Kobe i Phil Jackson.

Dwa dni później Lakers wybiorą się do Arizony i to będzie prawdziwy, niejednostronny pojedynek, w którym żadna z ekip nic nie musi, a wręcz przeciwnie. Jeziorowcy z Suns grali już w tym sezonie trzy razy i każdy mecz dostarczył wielu wrażeń, mimo, że to przecież 14 i 15 siła na Zachodzie. Jednak gdy spotykają się dwa teamy posiadające wiele młodych talentów musi dojść do spięć. Koszykarze przechodzący z uniwersytetu mają nieposkromiony charakter i trochę czasu zajmuję im okrzepnięcie i nie okazywanie tylu uczuć na parkiecie. Bardzo często dochodzi więc do wybuchów złości i fauli technicznych. Nie inaczej pewnie będzie 9 marca w Phoenix.

Następnie Lakers będą mieć trzy dni odpoczynku i 12 marca zagrają z Sixers w Staples Center. Philadelphia to jednak z nielicznych ekip, z którą Lal mają dodatni bilans. Udało im się wygrać na wyjeździe, co jest sporym zaskoczeniem, gdy spojrzymy na bilans Jeziorowców w obcych halach. Jednak 76ers to także ekipa będą w fazie przebudowy i co więcej ten proces trwa już dłużej niż ten w Mieście Aniołów. Ostatnie działania mają jednak na celu wyczyszczeniu listy płac. Oddanie do Mavs Nerlensa Noela za Boguta (którego zwolniono) i Andersona miały na celu zrobienie miejsca dla rozwijającego się Sarica i kontuzjowanego Simmonsa. Kolejnym gracze do wymienienia jest Jahlil Okafor, na którego ostrzy sobie zęby pół ligi. Jeśli Sixers dostaną za niego solidnego gracza obwodowego wówczas będzie można marzyć o Playoffach. Bowiem jak na razie pozycję od 1 do 3 są obsadzone fatalnie. Sergio Rodriguez, T. J. McConnell i Nick Stauskas – z takimi nazwiskami nie da się zwojować ligi i nawet Joel Embiid nie sprawi, że ci zawodnicy zaczną grać lepiej. Zarówno Lakers jak i team gości nie grają już o nic w tym sezonie i skupiają się na kolejnych, więc to spotkanie nic dla nich nie będzie znaczyć. To będzie po prostu kolejny mecz do odhaczenia.

Julius Randle w spotkaniu Lakers z 76ers z 16/12/2016

Bez chwili wytchnienia po starciu z Sixers, Lakers ruszają do stanu Kolorado. Tam czekać na nich będą Nuggets, którzy również wzmocnili się przed końcem transferowego okienka. Dodali oni do składu Masona Plumlee, w zamian oddając do Portland Jusefa Nurkica. Zyskali tym samym niezłego centra, który nie dość, że zbiera i blokuje to jeszcze znakomicie podaje. Jest jednym z najlepszych asystentów wśród wysokich graczy i wraz Jokicem może stworzyć zabójczy duet. Dość powiedzieć, że w meczu z Nets obaj oscylowali w granicach triple-double, łącznie notując 15 asyst i 21 zbiórek. Gdy dodamy do tego zawsze groźnego na atakowanej desce Farrieda oraz kilku strzelców w osobie Harrisa, Chandlera czy Gallinariego mamy mieszankę wybuchową. I okazuje się, że Nuggets wcale nie są na straconej pozycji w walce o ósme miejsce z Blazers, Mavs czy Pelicans. Ba! Oni w tym wyścigu prowadzą i ciężko przypuszczać, żeby tak łatwo oddali pole, tym bardziej, że ich terminarz jest zdecydowanie najłatwiejszy.

15 marca Lakers zagrają kolejny mecz na wyjeździe, tym razem ich rywalem będzie ekipa z Teksasu, jeden z wielkich odwiecznych przeciwników czyli Houston Rockets. Ostatnim razem gdy Jeziorowcy grali w tej hali polegli aż 39-cioma punktami. Tym razem może być tylko i wyłącznie gorzej, bowiem najlepszy strzelec teamu z Miasta Aniołów z tamtego wieczoru (Lou Williams 24 pkt 7-12 z gry) zasilił szeregi rywala i teraz będzie zdobywał punkty na „Rakiet”. Od momentu transferu do Teksasu Lou jest jeszcze lepszy. Zdobył 72 punkty w trzech meczach, trafił w nich 14 z 28 rzutów z dystansu i dwukrotnie był najlepszym strzelcem drużyny. W ekipie Mike D’Antoniego czuje się jak ryba w wodzie. Taktyka ofensywna Houston to jego żywioł. Zapowiada się więc kolejna strzelanina w Teksasie. Oby tylko Lakers nie zapomnieli przynieść swoich pistoletów, bowiem w starciu z Rockets obrona nie ma sensu, liczy się tylko run and gun. Jak za starych dobrych lat w Phoenix, tyle tylko, że wówczas nie skończyło się to dobrze w Playoffach dla Suns, ale teraz czasy są inne i grający w podobny stylu Golden State (no powiedzmy – Warriors zdecydowanie lepiej bronią) wygrali już jeden tytuł, a drugi przegrali na własne życzenie, prowadząc 3-1. Houston rzucą wszystko na szalę, aby wygrać z Jeziorowcami. Wszak zależy im na zyskaniu przewagi własnego parkietu w playoffs, a cały czas po piętach depczą im Jazz, Clippers i Grizzlies.

Następnych sześć pojedynków Lakers zagrają w Staples Center, począwszy od meczu z Bucks do starcia z Wizards. Będą to jednak niezwykle trudne spotkania z uwagi na rywali, z których większość walczy o jak najlepszy bilans przed playoffs lub też marzy o zajęciu miejsca w czołowej ósemce. Milwaukee, które zawita jako pierwsze do Miasta Aniołów zajmuje 10 lokatę i do Pistons traci zaledwie 1.5 meczu. To niewiele zważywszy, że do końca sezonu pozostało około 25 spotkań. Ekipa Jasona Kidda straciła jednakże swojego super strzelca Jabari Parkera i ma pewne problemy ze zdobywaniem punktów. Szczególnie, że w słabszej formie po ASG znajduje się Giannis, a bez jego 20+ punktów Bucks nie są w stanie wygrywać. Z Lakers powinni sobie jednak poradzić, ponieważ mają znakomitą defensywę, a z takimi zespołami Jeziorowcy sobie zupełnie nie radzą. Presja na całym parkiecie jest czymś nad czym nie umie zapanować Russell, podstawowy rozgrywający ekipy Luke’a Waltona. Podopieczni Jasona Kidda są w czołowej piątce w przechwytach i blokach i skutecznie zadbają o to, aby uprzykrzyć wieczór młodym gwiazdorom Lakers. Na plus nie działa nawet fakt, że 10 lutego Lal wygrali w stanie Wisconsin. Wówczas mecz w decydujących momentach zdominował Lou Williams, którego nie ma już w Los Angeles.

Jordan Clarkson w pojedynku Lakers z Bucks przed przerwą na All-Star Weekend

O kolejnym meczu ciężko cokolwiek napisać, poza tym, że faworytem i to 100% są mistrzowie ze stanu Ohio. Lakers mogą wygrać tylko wówczas kiedy Lue da odpocząć swoim gwiazdom i postawi na rezerwowych, ale jest to niemożliwe, gdyż nowi gracze muszą się zgrywać z Lebronem. Poza tym on sam uwielbia starcia w Staples, gdzie wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. To będzie pewnie pogrom, ale nie spodziewajmy się rekordu w rozmiarze zwycięstw, prędzej sugerowałbym obstawianie rekordu w ilości trafionych rzutów za 3. Po dodaniu Derona Williamsa praktycznie każdy z graczy Cavaliers (poza Thomphsonem) umie przymierzyć zza łuku. A jakby tego było Lakers bronią najgorzej w całej lidze, pozwalają rywalom na 48% z gry, w tym 36.5% z dystansu. Dwa dni po meczu z Cleveland w Staples dojdzie do pojedynku derbowego. Clippers już pełni zdrowi będą podwójnie zmotywowani, bowiem to mecz z Lakers, a na dodatek walczą oni o przewagę własnego parkietu w 1 rundzie playoffs. Dla nich każdy mecz to jak finał i to na pewno będzie można wyczuć 21 marca. Tym bardziej, że już raz w tym sezonie polegli w starciu z Lakers i to na dodatek w niezwykle prestiżowym świątecznym pojedynku. W tamtym spotkaniu zabrakło jednak Chrisa Paula i Blake Griffina. Obaj będą gotowi na rewanż, a wraz z nimi również Deandre Jordan i powracający do formy Jamal Crawford. Clippers mają wszystkie asy w rękawie. Zapowiada się sromotne lanie ze strony rywala zza miedzy. Pytanie tylko czy Jeziorowcy powalczą chociaż aby nie było jakiegoś totalnego blamażu. To, że przegrają jest tak samo pewne jak porażka z Cavs.

Następne dwa mecze to będą starcia z rywalami ze znacznie niższej półki, ale również walczącymi o każde zwycięstwo. Timberwolves i Blazers wciąż są w grze o playoffs. Oba teamy tracą niewiele do Nuggets i nie można się spodziewać, że przejdą obok meczu z Jeziorowcami. Można nawet stwierdzić, że będą bardziej zdeterminowani niż Cavs i Clippers, gdyż nie są tak zdecydowanym faworytem i będą musieli na parkiecie udowodnić swoją wyższość. Lakers nie wygrali jeszcze żadnego meczu w tym sezonie z tymi przeciwnikami, ale z Minnesotą mierzyli się tylko raz, natomiast aż trzykrotnie przegrywali z Blazers. Nie wróży to dobrze przed tymi pojedynkami i nie zdziwiłbym się gdyby Jeziorowcy przeszli obok nich obojętnie. Oni są już myślami przy letnich transferach, a żeby mieć jakiekolwiek argumenty muszą zachować swój pick w drafcie, czyli powinni zająć jak najniższą lokatę i wówczas liczyć na szczęśliwe losowanie. Przypomnijmy – tylko miejsce w czołowej trójce sprawi, że zachowają swój wybór.

Ostatnie dwa mecze w marcu to starcie z Wizards u siebie i wyjazd do Minneapollis. Ekipa Czarodziei już raz w tym sezonie zwyciężyła z Lakers. Miało to miejsce w stolicy, podczas nieudane tripu Jeziorowców po wschodnim wybrzeżu. Wizards są prawdziwą niespodzianką sezonu. U siebie notują jeden z najlepszym bilansów w lidze, byli tam niepokonani przez 21 spotkań i dopiero Cavs po dogrywce, po niesamowitym rzucie Jamesa udało się przerwać ich serię. Co prawda Lakers w Verizon Center nie przegrali jakoś szczególnie wysoko, ale trzeba dodać, że jedynie prowadzenie mieli na początku 1 kwarty. Później dominowali gospodarze i to oni wyszli z tej batalii zwycięsko. Znakomicie w barwach Wizards radzą sobie w tym sezonie nie tylko John Wall i Bradley Beal, ale też Polak Marcin Gortat, bez którego zasłon dwaj powyżsi panowie nie mieliby takiej swobody rzutowej. W meczu przeciwko Lakers polski „młot” zdobył aż 21 oczek i dołożył do tego 14 zbiórek. Ogółem zapisał już w tegorocznych rozgrywkach na swoim koncie 32 double-double, co daje mu 11 miejsce. John Wall jest 8, zanotował 37 takich meczów z podwójną zdobyczą. Wizards są wysoko na Wschodzie, walczą o czołową lokatę przed Playoffami. Szczytem marzeń byłoby dla nich drugie miejsce, ale przed nimi są Celtics i Raptors, dlatego każda wygrana będzie dla nich na wagę złota.

Cały miesiąc jak widać stoi więc pod znakiem spotkań o wysokim znaczeniu. Niestety tylko rywale Jeziorowców będą mieć o co walczyć, gdyż ekipa Luke’a Waltona nie przejmuje się zwycięstwami. Ich zadaniem jest ogrywanie młodych zawodników i wpasowanie ich do nowej drużyny, którą od przyszłego lata tworzyć będą Magic Johnson i prawdopodobnie Rob Pelinka. Wciąż niepewny pozostaje wybór w drafcie, bowiem będzie on zależeć od szczęścia w losowaniu. Dopiero wówczas dowiemy się jak wiele Lakers są w stanie zaoferować za nową gwiazdę. Bez przybycia wielkiego nazwiska się nie obędzie. Droga do odbudowy przez draft się nie powiodła, a kolejne wybory czy też transfery uzupełniające (Deng, Mozgov) okazały się niewypałami. Magic będzie miał pełne ręce roboty, ale tego chyba chciał, w końcu to człowiek, który nie lubi siedzieć bezczynnie i czekać na rozwój wydarzeń. To człowiek czynu i dlatego latem spodziewajmy się wielkich ruchów.

Skomentuj