Marzec nie będzie oszczędzał Jeziorowców

Opublikowane przez , 1 marca 2015 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Po fatalnym lutym, w którym Lakers zaliczyli jedną z najgorszych serii porażek w całej historii istnienia organizacji (7 ) pora na marzec. Teraz czeka nas aż 16 spotkań, ale jeśli liczycie, że Jeziorowcy wygrają choćby pięć z nich to jesteście w błędzie. Ekipa Byrona Scotta walczy jedynie o jak najwyższą lokatę w czerwcowym drafcie. Wiąże się to z niską pozycją w tabeli, beznadziejnym stosunkiem zwycięstw do porażek oraz wystawianiem młodych graczy, aby ci się ogrywali. W końcu większość zawodników po sezonie pożegna się z zespołem ale m.in. Clarkson, Kelly czy Black mają ważne umowy na kolejny rok. To ich w głównej mierze wystawia do gry opiekun Jeziorowców i trzeba przyznać, że momentami ta młodzież pozytywnie zaskakuje. Jordan z meczu na mecz nabiera coraz większej pewności siebie. Bije rekordy punktowe, walczy z najlepszymi rozgrywającymi, poprawia braki defensywne. Być może wcale nie będzie potrzeby bić się o Rajona Rondo latem, tym bardziej, że ten ostatnio znacznie obniżył formę i w niczym nie przypomina playmakera, którym był w Celtics. Black miał znakomite wejście do drużyny, ale później jego rozwój zaburzyła kontuzja. Jednakże pokazał, że Lakers bez żalu mogą spróbować wymienić Jordana Hilla, którego kontrakt może okazać się ciekawą kartą przetargową do wymian latem. Jedynie Ryan Kelly nie wykorzystuje szans jakie dostaje od trenera. Gra on przeciętnie i pewnie też zostanie dołączony do którejś z wymian, jakich to latem będzie chciał dokonać Mitch Kupchak.

Zanim to jednak nastąpi Jeziorowcy muszą do końca dograć ten fatalny sezon. W marcu będzie jednak niezwykle ciężko bo rywale będą bardzo wymagający i każdy będzie chciał wyrwać zwycięstwo przeciwko młodym wilkom z Los Angeles. W tym miesiącu będzie aż sześć starć więcej, a spowodowane jest to przerwą, jaka w lutym przypadła na Mecz Gwiazd. 16 spotkań, a pierwsze z nich Lakers rozegrają już dzisiaj w niedzielę. Przeciwnik jaki wówczas zawita do Staples Center to drużyna z najwyższej półki, która powoli pnie się w górę i zalicza ostatnio serię wygranych, dzięki czemu znajduje się już w czołowej ósemce. Mowa oczywiście o Oklahoma City Thunder, którą do playoffs dzielnie prowadzi Russell Westbrook. Wobec licznych kłopotów zdrowotnych Kevina Duranta – zeszłorocznego MVP sezonu zasadniczego, to właśnie rozgrywający sieje największy postrach wśród rywali zespołu Scotta Brooksa (podobno jednak ma go zabraknąć w dzisiejszym spotkaniu). Poza tym liczne transfery zrobione w trakcie rozgrywek tylko wzmocniły siłę ognia Thunder. Enes Kanter, Dion Waiters, Kyle Singler i D. J. Augustin na pewno będą znaczyli wiele i wspomogą duet gwiazd. Ba, oni już to robią, bo przecież Oklahoma wskoczyła do czołówki, a pewnie ma chrapke na awans parę pozycji wyżej. Zespół jest na fali i w L.A. pewnie zobaczymy takie samo show w ich wykonaniu jak zawsze.

Później Lakers czeka mała wycieczka na Wschód kraju. Nie można trgo określić trasą wyjazdową, gdyż Jeziorowcy jadą tam raczej w celach turystycznych, a nie po zwycięstwa. Tym bardziej, że ich rywale, zarówno Miami jak i Charlotte walczą o miejsca premiowane grą w decydującej fazie rozgrywek. Jeziorowcy co prawda mogą sprawić jakąś niespodziankę, bo Heat są w rozsypce odkąd stracili Jamesa, a teraz także Bosha, a na dodatek Wade jest cieniem gracza z mistrzowskiej drużyny, lecz ciężko byłoby postawić na wygraną ekipy z Kalifornii. Prędzej to Miami przegra niż Lakers wygrają. Podobna sytuacja jest w drużynie Charlotte Hornets. Niby walczą oni o ósmą pozycję, ale cały czas mówi sie o zmianach. Mimo to team się nie poddaje i z Lakers to oni będą faworytem do zanotowania wygranej.

Na koniec trasy wyjazdowej Jeziorowcy zawitają do Memphis – miasta kojarzonego przede wszystkim z osobą Elvisa Presleya. Lecz od niedawna, z uwagi na ogromny postęp ekipy Grizzlies, również z koszykówką na najwyższym poziomie. Drużyna popularnych Niedźwiadków ma ogromną rzeszę wiernych fanów, którzy dopingują ich najgłośniej w NBA. Poza tym znakomitą robotę wykonali ludzie zarządzający teamem – świetne wymiany, znakomity młody trener i dzięki tej mieszance Memphis są w czołówce na niezwykle trudnym Zachodzie. Są typowani jako jeden z kandydatów do tytułu, walczą z Warriors o pierwszą lokatę w Konferencji i dlatego zależy im na kolejnych wygranych. Szczególnie także, że z tyłu nie próżnują Houston Rockets i Portland Trail Blazers. Z Lakers powinien czekać ich spacerek, bo ich siła fizyczna pod koszem to za wiele na młodych Jeziorowców.

Skrzydłowy Lakers - Ryan Kelly podczas próby zdobycia punktów przeciwko Grizzlies

Po powrocie z tego krótkiego tripu Lakers rozegrają cztery spotkania z rzędu we własnej hali. Jednakże będą to pojedynki niezwykle ciężkie, bowiem z rywalami, którzy walczą o jak najwyższą lokatę przed playoffami (poza Knicks). Najpierw do Los Angeles zawitają Dallas Mavericks, przeżywający ostatnio kłopoty wewnętrzne. Nie obędzie się w tym wypadku od plotek związanych z Rajonem Rondo. Były rozgrywający Boston Celtics jest na radarze Mitcha Kupchaka, a z uwagi na fatalne wejście do drużyny Marka Cubana może się okazać, że po sezonie odejdzie do innej drużyny. Po kłótni z trenerem playmaker został zawieszony i wydaje się, że Mavs popełnili błąd sprowadzając go w trakcie rozgrywek. Co by jednak nie było Dallas będą się liczyć na Zachodzie i z Lakers poradzą sobie bez problemu, tym bardziej, że w tych rozgrywkach udzielili już ekipie Byrona Scotta kilku srogich lekcji gry w koszykówkę. Ten mecz będzie miał miejsce 8 marca, a już dwa dni później do Miasta Aniołów przyjadą Detroit Pistons. Zupełnie nowi zawodnicy i zgoła odmienne wyniki. Po wielkich wymianach jakich działacze klubu ze stanu Michigan dokonali w trakcie rozgrywek zrodziła się całkiem ciekawa drużyna, która dzielnie walczy o miejsce w czołowej ósemce na Wschodzie. Reggie Jackson jako lider z pewnością się sprawdzi tym bardziej, że długo musiał czekać aż ktoś mu w końcu zaufa jako starterowi. Dlatego też brak Brandona Jenningsa nie powinien być w ogóle widoczny. Tym bardziej, że doświadczony Tayshaun Prince, który powrócił na stare śmieci pomoże młodemu playmakerowi w razie jakichkolwiek problemów przy rozgrywaniu. Pistons dość przeciętnie radzą sobie na wyjazdach, ale przy tak słabych Lakers powinni wyrwać wygraną w Staples Center. W końcu dla nich każda wiktoria jest na wagę złota. Dwa dni po Detroit w Los Angeles pojawią się zawodnicy New York Knicks. Ekipa ta podobnie jak Lakers walczy już jedynie o jak najniższą pozycję w lidze z uwagi na nadchodzący draft. Będzie to więc pojedynek młodych wilczków obu drużyn, który miejmy nadzieję zachwyci widzów. Jeśli wszyscy młodzi gracze zagrają na swoim normalnym poziomie, będziemy świadkami bardzo ciekawego widowiska, rodem z NCAA – zero kunktatorstwa, jedynie chęć zwycięstwa.

Po tych spotkaniach na Lakers czekać będą dwa mecze z rzędu, w którym podejmą oni dwie najlepsze ekipy ligi pod względem bilansu. 15 marca do Staples Center przyjadą gracze Atlanty Hawks, czyli największe zaskoczenie tegorocznych rozgrywek. Ekipa ze stanu Georgia nie była typowana przez niektórych ekspertów nawet do walki o czołową ósemkę, a tymczasem naprzemiennie z Warriors piastuje pierwszą lokatę w całej NBA, a na Wschodzie rządzi niepodzielnie. Nie da się ukryć, że Jeziorowcom nie daje się zbyt dużych szans w starciu z Jastrzębiami, lecz młodzi gracze Byron Scotta potrafią zaskakiwać, a na dodatek przewaga własnego parkietu może być kluczowa, gdyż jak wiadomo młodzież we własnej hali radzi sobie dużo lepiej i mniej boi się podejmować ryzyko. Co innego kiedy przyjdzie im się zmierzyć z niezwykle mocnymi Golden State Warriors w Oracle Arena. Na dodatek jeszcze będzie to dla 16 – stokrotnych mistrzów NBA mecz back-to-back, więc to znacznie zmniejsza ich szansę na powodzenie. Jakby tego było mało ekipa z Oakland u siebie jest bezwzględna dla rywali o czym świadczy bilans 24-2, który jest najlepszym w całej lidze. O zwycięstwo przeciwko Warriors będzie dużo ciężej niż w pojedynku z Hawks. Lecz jeśli ktoś chciałby zobaczyć kawałek całkiem dobrej, można nawet rzec perfekcyjnej koszykówki, powinien zdecydować się na te dwa spotkania. Będzie to bowiem idealna prezentacja tego, czego Lakers brakuje, aby znaleźć się w czołówce ligi.

Jordan Hill zdobywa kolejne punkty dla Lakers po ofensywnej zbiórce

Później Jeziorowcy wracają do domu na dwa starcia z ekipami z dolnych części tabeli. Najpierw 19 marca czeka ich konfrontacja z Utah Jazz, których ostatnio pokonali w Salt Lake City dzięki znakomitemu występowi Jordana Clarksona. Zapowiada się więc kolejny wyrównany pojedynek. Natomiast trzy dni później do Staples przyjeżdżają gracze Sixers, czyli drugi najgorszy zespół w lidze. Philadelphia wciąż znajduje się w przebudowie i naprawdę ciężko im się dźwignąć z dna tabeli, stąd też decyzja o zmianach. Oddali oni bowiem ostatnio swojego młodego rozgrywającego Michaela Cartera-Williamsa w zamian za picki w drafcie. Oznacza to, że zaczynają oni znowu od początku z kompletowaniem backcourtu. 76ers będą głównym rywalem Lakers do zajęcia jak najwyższego miejsca w tegorocznym drafcie, co zwiastuje nam nieciekawe spotkanie, w którym nikt nie będzie chciał wygrać.

Po tych dwóch pojedynkach u siebie Jeziorowcy udadzą się w trasę wyjazdową, która trwać będzie do końca miesiąca. W ciągu tych kilku dni Lakers zagrają pięć trudnych spotkań, w tym trzy z zespołami, które walczą o playoffs, a pozostałe dwa z rywalami do draftowej loterii. Na początku 24 marca gracze Byrona Scotta pojawią się w Oklahomie by drugi raz w marcu podjąć zespół Scotta Brooksa. Do tego czasu do składu Grzmotów powinien już wrócić Kevin Durant, tak więc pojedynek będzie jeszcze cięższy niż ten z 1 marca. Nie ma co ukrywać, że Lakers są raczej bez szans na zwycięstwo w hali w Oklahomie. Dzień później ekipa złota i purpury poleci do Minneapolis aby rozegrać mecz przyjaźni z Timberwolves. Wątpię by ktoś w tym spotkaniu walczył na serio może poza Kevinem Garnettem, który powrócił w swoje rodzinne strony. Mistrz NBA z 2008 roku to bardzo charakterny gracz i nie przepuści okazji do pokonania Jeziorowców. Ostatnie trzy mecze to z kolei podróż po Wschodnim Wybrzeżu kontynentu amerykańskiego. Wizyty w Toronto i Nowym Jorku, a konkretniej Brooklynie mogą nie okazać się udane, gdyż oba zespoły potrzebują wygranych jak tlenu. Raptors chcą utrzymać wysokie drugie miejsce i muszą odpierać ataki rozpędzonych Cavaliers. Natomiast Nets są obecnie na ósmym miejscu, ale zarówno Detroit, Charlotte jak i Indiana oraz Boston wciąż depczą im po piętach. Pocieszeniem dla kibiców Lakers może być fakt, iż zarówno Toronto jak i Brooklyn słabo grają przeciwko ekipom z Zachodu. Co oznacza, że Jeziorowcy wcale nie są na straconej pozycji. Na koniec miesiąca czeka nas kolejne spotkanie z z 76ers, czyli wisienka na torcie. Mecz w rodzinnych stronach Kobe’ego Bryanta przeciwko ekipie, która podobnie jak Lakers woli przegrywać niż dopisywać kolejne zwycięstwa. Czego chcieć więcej? No może już kolejnego sezonu, bo ten jest już trochę męczący dla fanów drużyny z Miasta Aniołów.

Skomentuj