Marzec idealnym miesiącem na tankowanie

Opublikowane przez , 4 marca 2014 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Takie mecze jak ten w Portland zdarzają się w tym sezonie z udziałem Lakers niezwykle rzadko. Emocjonujące, zacięte i zakończone zwycięstwem Jeziorowców spotkanie nie dla każdego z Was było pewnie powodem do radości. Dla tych, którzy z niechęcią przyjmują dziś jakąkolwiek wygraną Lakers, mamy pocieszenie: spośród wszystkich miesięcy to właśnie marzec przynosi nam najtrudniejszy terminarz w tym sezonie.

Na początek, cytując serwis LA Times, przytoczymy krótką rozmowę, jaką odbyli ze sobą niedawno Mike D’Antoni i jego asystent, Kurt Rambis:

Rambis: Hej Mike.
D’Antoni: Hej Kurt.
Rambis: Chcesz usłyszeć złą wiadomość?
D’Antoni: Nie.
Rambis: Nie ważne, i tak Ci powiem. Do końca sezonu mamy jeden z najtrudniejszych terminarzy w NBA.
D’Antoni: (pauza…)

Wliczając rozegrany już mecz w Portland, w marcu Lakers mają zaplanowanych 14 spotkań. Aż w sześciu z nich rywalami będą drużyny z najlepszej ósemki Konferencji Zachodniej. Jeziorowców czekają 4 mecze back-to-back, podczas gdy ich bilans w tego typu potyczkach wynosi w tym sezonie 4-9. W sumie aż pięć razy naprzeciw złoto-purpurowych staną Oklahoma City Thunder, San Antonio Spurs i Los Angeles Clippers, a więc ekipy, które o tej porze roku zaczynają grać swoją najlepszą koszykówkę, by powalczyć o korzystne rozstawienie i nakręcić się na playoffs. W normalnych okolicznościach nazwalibyśmy taki układ gier koszmarnym. Ale mając w perspektywie chęć zdobycia najwyższych picków w drafcie, kibice Lakers mogą zacierać ręce.

W Portland Lakers zaskoczyli chyba nawet samych siebie. W miejscu, gdzie nawet mistrzowska drużyna z lat 2009 i 2010 miała ogromne problemy z odniesieniem zwycięstwa, Jeziorowcy wygrali w najmniej oczekiwanym momencie. I choć zawodnikom Mike’a D’Antoniego należą się za ten występ słowa uznania, to nie oszukujmy się – dla Blazers był to tylko wypadek przy pracy. Wypadek, na który nie pozwolą sobie znacznie bardziej doświadczone ekipy Spurs i Thunder.

Mecz w Moda Center (tak na marginesie… Moda Center? serio?! błagam, niech wróci stare, dobre Rose Garden) rozpoczął najtrudniejsze w tym sezonie dwa tygodnie dla drużyny D’Antoniego. Dziś Lakers zmierzą się jeszcze u siebie z New Orleans Pelicans i będzie to dla nich jeden z mniej wymagających marcowych rywali. W czwartek poprzeczka zawiśnie znacznie wyżej, zapewne gdzieś metr nad obręczą, bo Jeziorowcy podejmą Los Angeles Clippers. Przypomnijmy, że w ostatnich derbach Miasta Aniołów Griffin i spółka wręcz zmasakrowali szesnastokrotnych mistrzów NBA, wygrywając różnicą 36 punktów. Na dokładkę, niespełna 24 godziny później Lakers wyjdą na parkiet Pepsi Areny, by zmierzyć się z Nuggets. Mecz back-to-back u podnóży Gór Skalistych w Denver? To zawsze oznacza kłopoty, nawet jeśli Bryłki nie błyszczą w tym sezonie formą.

Kendall Marshall mija obrońcę podczas meczu Thunder - Lakers

Spotkania między 9 a 19 marca to już dla zawodników D’Antoniego mission impossible. Lakers dwa razy przystąpią do arcyciężkich dwumeczów – najpierw z Thunder (u siebie i na wyjeździe), a zaraz później ze Spurs (na wyjeździe i u siebie). Żartobliwie można by powiedzieć, że to Jeziorowcy w pewnym sensie będą rozdawać karty w walce o pierwsze miejsce na Zachodzie, ale nawet ich jedna wygrana w którymkolwiek z tych starć będzie ogromną niespodzianką. Możemy być niemal pewni, że po tych dwumeczach Lakers wrócą na ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej.

Druga część marca będzie nieco łatwiejsza, ale tylko z pozoru. Lakers rozegrają wówczas cztery mecze u siebie, w których zmierzą się z Wizards, Magic, Knicks i Suns. Wymagające będą szczególnie potyczki z Phoenix i zespołem Marcina Gortata, czyli zespołami walczącymi o jak najlepszy seed w zbliżających się playoffach. Marcowy terminarz Jeziorowców uzupełnia wyjazdowy back-to-back w Milwaukee i Minnesocie.

Nasz typ? Lakers nie wygrają w marcu więcej niż 4 meczów. Nawet jeśli uda im się pokonać Pelicans i przedłużyć serię zwycięstw do trzech, to już wkrótce znów trafią z powrotem na dobrą drogę po najwyższy pick w drafcie. Jeziorowcy będą mogli czuć się faworytami przed starciami z Magic i Bucks, ale im bliżej playoffs, tym ciężej będzie o niespodzianki w pozostałych spotkaniach z silniejszymi przeciwnikami.

Trochę wyprzedzając najbliższą przyszłość należy wspomnieć, że kwietniu Lakers również nie będą mogli liczyć na chwilę wytchnienia. Wśród ich rywali będą wówczas m.in. Blazers, Mavericks, Clippers, Rockets, Warriors i Spurs. Jeśli mielibyśmy postawić pieniądze na zespół, który zajmie ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej na koniec sezonu, bez skrupułów wybralibyśmy Lakers. Szczególnie, że z każdym dniem coraz bardziej przesądzony wydaje się być fakt, że na parkiet do końca rozgrywek nie wróci już Kobe Bryant, ani nawet Steve Nash.

Czy w takim razie warto zarwać kilka nocy i obejrzeć choć niektóre mecze Lakers w marcu? Jak najbardziej! Choć chyba wszyscy kibice Jeziorowców myślą już o drafcie i zbliżającym się lecie, to warto obserwować, jak w ostatniej fazie rozgrywek spisują się potencjalni kandydaci do pozostania w Los Angeles na przyszły sezon. Już w poprzednich meczach, a przede wszystkim w Portland było widać, że każdemu z nich zależy na pokazaniu się z jak najlepszej strony. W marcu aż siedem spotkań Lakers będzie transmitowanych przez ogólnokrajowe stacje telewizyjne w USA. Nie trzeba chyba dodawać, że fakt ten zawsze dodatkowo mobilizuje wszystkich zawodników, którzy będą chcieli zaprezentować się dobrze na tle silnych rywali z Oklahomy czy San Antonio.

P.S. W niedzielę 9 marca koniecznie załatwcie sobie wolny wieczór. Warto choćby z tylko jednego powodu – Derek Fisher zagra wówczas swój ostatni w karierze mecz na parkiecie w Staples Center.

Skomentuj