Marcin Harasimowicz o narkotykach w NBA

Opublikowane przez , 14 marca 2015 w Newsy, Inne, 0 komentarzy

Z okazji zbliżającej się premiery książki Marcina Harasimowicza „Los Angeles Lakers. Złota historia NBA”, nad którą objęliśmy patronat, mamy dla Was (czytelników) kolejny fragment z tej pozycji. Tym razem dotyczy on problemu narkotyków w National Basketball Association w latach 70-tych i opisuje postać Reggiego Hardinga. Przy okazji w ten sposób pragniemy przypomnieć wszystkim, że z kodem LAKERSLAND25 otrzymacie rabat -25% na zakup książki w księgarni internetowej wydawnictwa SQN – La Botiga (link).

Frag­ment książki:

Przed przyjściem Birda i Magica NBA przechodziła kryzys wizerunkowy. Powodów było kilka, ale jeden szczególnie poważny – plaga uzależnień od twardych narkotyków. W połowie lat 70. większość graczy piła albo ćpała. Początkowo przyjmowano, że alkohol to głównie „trucizna białych ludzi”, a narkotyki są domeną czarnych. W drugiej połowie dekady różnice się jednak zatarły. W południowej Kalifornii ćpali prawie wszyscy bez wyjątku – menedżerowie firm, prawnicy, artyści i sportowcy.

Pierwszym znanym narkomanem w NBA był Reggie Harding, który jako pierwszy trafił do ligi z pominięciem college’u, gdy w 1963 roku w drafcie wybrali go Detroit Pistons. Tam spędził cztery lata (notując niezłe średnie 9 punktów i 9,1 zbiórki na mecz), a później grał jeszcze w Chicago Bulls oraz Indiana Pacers. Harding był jednak gangsterem, który w swojej torbie sportowej nosił broń. Gdy wychodził spod prysznica, wycierał się ręcznikiem, a następnie brał strzelbę, ładował magazynek na oczach przerażonych kolegów i wychodził.

W Detroit dzielił na wyjazdach pokój z późniejszym zawodnikiem Lakers Flynnem Robinsonem. Pewnego razu Harding wszedł po cichu do pokoju o 5.00 rano, po czym stanął przy drzwiach. Robinson obudził się i zapalił światło. Wtedy jego oczom ukazała się sylwetka skupionego kolegi z wymierzonym w niego pistoletem. Harding uśmiechnął się z wyraźnym zadowoleniem i stwierdził: „Aha, miałem rację. Jednak po ciemku trafiłbym cię między oczy!”. Innym razem kolega z drużyny Terry Dischinger natknął się na Hardinga na parkingu. Ten kazał mu zacząć tańczyć. Gdy Dischinger zrobił zdziwioną minę, Reggie zaczął strzelać w okolicach jego stóp, mówiąc: „Powiedziałem – tańcz!”. Następnie zaordynował, by wrócił do pokoju, czołgając się po ziemi.

W wolnych chwilach Harding lubił napadać na sklepy. Raz z nudów postanowił obrobić spożywczak w swojej dzielnicy. Wszedł zamaskowany do środka i krzyknął: „Ręce do góry, oddawaj wszystko, co masz w kasie!” Na to sprzedawca odparł spokojnie: „Reggie, przecież wiem, że to ty”. Harding się obruszył: „Nieprawda, to nie ja!”. Jego profesjonalna kariera skończyła się w momencie, gdy w wywiadzie telewizyjnym zagroził generalnemu menedżerowi Pacers (swojemu pracodawcy) Mike’owi Storenowi, że go zastrzeli. Później zgwałcił Florence Ballard, piosenkarkę słynnej grupy The Supremes. Gdy miał 30 lat, ktoś dopadł go na przejściu ulicznym w Detroit i wpakował kulkę w łeb. W notce prasowej poinformowano, że zginął na skutek mafijnych porachunków.

Fragment pochodzi z książki Marcina Harasimowicza „Los Angeles Lakers. Złota historia NBA”
Premiera 18 marca

Tagi:

Skomentuj