Listopad brutalnie zweryfikował możliwości Lakers

Opublikowane przez , 1 grudnia 2014 w Artykuły, Podsumowania, 3 komentarze

Za nami pierwszy miesiąc rozgrywek NBA, w którym to Los Angeles Lakers wygrali tylko cztery z 17 rozegranych spotkań. Tak fatalna postawa koszykarzy złota i purpury spowodowała, że trzeba zmienić cel na ten sezon. Wpływu na to nie ma nawet fakt, że udało im się nieoczekiwania wygrać w ostatnim meczu z Toronto Raptors 129-122. Dlaczego? Dlatego, że obrona w tym zespole nie istnieje i chyba istnieć nie będzie, a takie zwycięstwa jak to ostatnie (które przyszło dzięki ofensywie), będą zdarzały się niezwykle rzadko. Co to wszystko więc oznacza? To, że musimy zapomnieć o jakimkolwiek ósmym miejscu na Zachodzie. Przed startem rozgrywek pisałem, że Lakers powinni za wszelką cenę walczyć o playoffs w tym roku, żeby pokazać wolnym agentom, że nie są aż tak źli, jak się o nich mówi. Niestety jednak – są. W obecnej sytuacji dalsze gonienie drużyn na Zachodzie nie ma już właściwie sensu – jest za duża przepaść między ostatnimi Lakers, a ósmymi Suns. Do tego przecież do gry o playoffs włączą się jeszcze zawodnicy Oklahomy City Thunder, co powoduje, że podopieczni Byrona Scotta powinni skupić się na obronie picku. A tutaj mają naprawdę ogromne szanse na bycie nawet w top3. O tym jednak innym razem, a na razie zobaczmy, jak statystycznie wyglądał ten pierwszy miesiąc wykonaniu Kobe’ego i spółki.

Tak jak pisałem powyżej – Jeziorowcy wygrali tylko 4 z 17 rozegranych spotkań. 14 – stokrotnie mierzyli się z ekipami z Konferencji Zachodniej ale tylko raz byli w stanie wygrać taki pojedynek (na wyjeździe z Rockets). Pozostałe trzy zwycięstwa zawdzięczają drużynom ze Wschodu, gdzie być może Lakers mieliby szanse na ósme miejsce. Jesteśmy jednak na Zachodzie, który jest niesamowicie mocny, o czym zdążyli się już przekonać koszykarze złota i purpury. Co można jeszcze powiedzieć patrząc na bilans? To, że w tym roku Lakers bardzo słabo prezentują się przed własną publicznością (2-8). Lepiej spisują się natomiast na wyjeździe, gdzie wygrali dwa z siedmiu rozegranych pojedynków. Tak to przynajmniej wygląda na papierze, chociaż większe znaczenie ma jednak chyba to, z kim przychodzi się mierzyć Jeziorowcom – z drużyną Konferencji Zachodniej, czy Wschodniej.

Przejdźmy teraz do bardziej ciekawej kwestii. Mianowicie tego, które miejsca w lidze zajmują zawodnicy z L.A. w poszczególnych kategoriach. Oczywiście najważniejszy jest atak i obrona. Tutaj mamy niezłe dysproporcje. Lakers są bowiem na 11 miejscu pod względem efektywności w ofensywie (ORTg na poziomie 108.5 punktów na 100 posiadań) i dopiero 30 pod względem obrony (DRTg 116.8). To nieco zaskakujące, bowiem to defensywa miała być domeną Jeziorowców (powiedzmy, że spodziewaliśmy się 20 miejsca w lidze, mając na uwadze ich skład, kontuzje itd.). Tymczasem jednak stał się nią atak – ten sam, który jeszcze na początku sezonu opierał się tylko na izolacjach dla Kobe’ego Bryanta. Później jednak zawodnicy Scotta zaczęli grać więcej przygotowanych zagrywek, ścinać pod kosz, grać bez piłki, korzystać ze zasłon itd., co przełożyło się na wysokie zdobycze punktowe przeciwko takim ekipom jak Clippers, Suns, Hornets, Grizzlies, Warriors, czy też Hawks. Co prawda czasami nadal widzimy iso grane pod Black Mambę ale często też możemy podziwiać elementy Princeton Offense, czy Triangle Offense. Oczywiście fakt, że wiele tych zagrywek jest stosowane pod Bryanta, to już inna kwestia. Niemniej jednak na parkiecie jest więcej ruchu i przynajmniej jakakolwiek koncepcja gry. A to duży plus i za to moim zdaniem należy pochwalić Scotta. Między innymi dzięki temu właśnie Lakers notują średnio tylko 12.5 strat na mecz (7 miejsce). Nie oznacza to jednak, że nie mają oni nad czym pracować. Poprawie mogłaby ulec ich skuteczność (tylko 44.8%, 21 miejsce), a przede wszystkim ta na dystansie (31.4%, 28 miejsce). Mogliby się także nieco lepiej dzielić piłką, gdyż średnia 20.2 asyst na mecz i 17 miejsce jest raczej przeciętnym wynikiem i na pewno ma wpływ na ogólną efektywność ofensywy.

Raczej nie takiego początku w wykonaniu Lakers spodziewał się Kobe Bryant...

Jeżeli chodzi o defensywę… Cóż, nie wiem co tutaj napisać. Jeżeli porównamy to, jak Jeziorowcy grali na początku sezonu, a jak pod koniec listopada, to na pewno zauważymy jakąś poprawę ale nie jest ona aż tak widoczna, żeby napisać, że Lakers bronią przyzwoicie. Nadal są bowiem fatalni po tej stronie parkietu, a DRTg mówi samo za siebie. Wszyscy pewnie dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że w zespole brakuje prawdziwych defensorów ale patrząc na to, ile czasu koszykarze poświęcali defensywie na treningach, mając na uwadze fakt, ile mówił o niej Byron Scott oraz pamiętając jeszcze to, jak ekipa złota i purpury broniła rok temu o tej samej porze, można było spodziewać się czegoś więcej. Tymczasem defensywa jest o 6.2 oczka gorsza od średniego DRTg Lakers z poprzedniego sezonu, a problemy po tej stronie parkietu nadal są te same, czyt. brak dobrego zastawiania tablicy (dopiero 20 miejsce w defensywnych zbiórkach – 29.2), słaba postawa podkoszowych drużyny – szczególnie Carlosa Boozera (28 miejsce pod względem liczby traconych punktów w polu trzech sekund – 46.6) oraz transition defense (29 miejsce – 15.7). Do tego warto również dodać, że rywale Jeziorowców rzucają na 48.5% skuteczności, przez co 16 – krotni mistrzowie NBA zajmują pod tym względem dopiero 29 miejsce w lidze. Te wszystkie elementy są już bardzo dobrze znany fanom złota i purpury z poprzednich lat i jak widać, nic się one nie zmieniły. Zmienił się trener, zmieniła się filozofia gry ale problemy pozostały te same.

Wśród podkoszowych jedynie Ed Davis trzyma poziom jako defensor w ekipie z Miasta Aniołów, a z graczy obwodowych Ronnie Price. Ed ma najlepsze DRTg z całej drużyny na poziomie 112 punktów na 100 posiadań, a także jako jedyny przyczynia się do wygranych za sprawą swojej obrony. Blokuje także najwięcej rzutów rywali (5.7% wszystkich rzutów rywali, kiedy przebywa na parkiecie) oraz jest najlepszym zbierającym drużyny pod własną tablicą. Krótko mówiąc – Davis jest teraz najlepszym obrońcą zespołu i tylko na niego można liczyć każdego wieczoru. Price z kolei wykonują niezłą robotę na obwodzie powodując, że 3.1% wszystkich posiadań drużyny przeciwnej, kończy się przechwytami (kiedy przebywa na parkiecie), co jest najwyższym wynikiem w Lakers. Poza tym ma także DRTg poniżej średniej całego zespołu (115), a gdy nie gra, to obrona Lakers jest gorsza aż o 8.1 punktów. Być może właśnie to on powinien wychodzić w pierwszej piątce u boku Bryanta, a nie Jeremy Lin, który dużo bardziej przydałby się drugiemu unitowi. Szczególnie, że przecież Tajwańczyk nie pogra tak dużo swojej koszykówki przy Black Mambie.

Skoro już jesteśmy przy Linie, to nie da się ukryć, że do tej pory były rozgrywający Rockets nieco zawodzi. Przede wszystkim nie jest stabilny i nie wiadomo czego można się po nim spodziewać każdej nocy. Jego średnie po tych pierwszych 17 meczach wynoszą 12.5 punktów, 5.1 asyst oraz 1.2 przechwytów. Lin trafia ponad 47% swoich rzutów, w tym 36.5% zza łuku w niecałe 31 minut spędzanych na parkiecie. Nie są te złe statystyki ale wydawałoby się, że Jeremy’ego, w obliczu tak słabego składu Lakers, stać na więcej i może być niezłą drugą opcją w zespole. Tak się jednak nie stało, a Lin ewidentnie nie odnalazł jeszcze swojego miejsca na parkiecie. Do tego zdarza mu się przysypiać w obronie lub po prostu nie grać z dużą intensywnością, w czym również pewnie wielu z nas zawiódł.

Jak na razie Lin nie jest tego rodzaju zawodnikiem, którego potrzebują Lakers...

Na koniec jeszcze chciałbym poruszyć kwestię Kobe’ego Bryanta. Black Mamba notuje fantastyczne 26.6 oczek, 5.4 zbiórek i 4.6 asyst na mecz ale trafia tylko na 39.2% skuteczności (w tym 28% zza łuku). To właśnie on jest przede wszystkim odpowiedzialny za tak słabą postawę zespołu w tej kategorii. Vino oddaje ponad 23 rzuty na mecz ale tylko 9 z nich znajduje drogę do siatki. Niestety jego nogi nie są już tak mocne jak kiedyś, a wiele rzutów odbija się od zewnętrznej części obręczy. Z przykrością muszę tutaj stwierdzić, ze jest to chyba coś, z czym wszyscy będziemy musieli się pogodzić. Kobe jak na razie tylko trzy razy zaliczył występ, ze skutecznością powyżej 45%. Jego eFG jak na razie wynosi 46.1%, natomiast przeciwników których kryje, aż 55.5%. Do tego wyjątkowo słabo jak na niego spisuje się na linii rzutów osobistych (78.3%), przez co nie jest już pewną opcją nawet w końcowych minutach spotkań, o czym mogliśmy się przekonać choćby ostatnio. To nie jest dobry prognostyk przed dalszą częścią sezonu i szczerze mówiąc obawiam się tego, na jakiej skuteczności Bryant będzie grał w kolejnym miesiącu rozgrywek NBA.

Podsumowując, ten pierwszy miesiąc w NBA w sezonie 2014/15 pokazał nam, że Lakers mają potencjał w ofensywie oraz że zupełnie nie potrafią bronić, a założenia Byrona Scotta się nie sprawdzają. Jest więc inaczej niż pewnie przypuszczaliśmy. Na dodatek defensywa jest tak bardzo słaba, że atak nie jest w stanie nadrobić za nią straconych punktów. Z taką grą nie ma co liczyć na kolejne wygrane. Jeziorowcy są w beznadziejnej sytuacji i teraz powinni skupić się na zachowaniu tego ostatniego miejsca na Zachodzie. Wszyscy powinni się też raczej pogodzić już z myślą, że Kobe nie zdobędzie kolejnego mistrzostwa. Mitch Kupchak nie odbuduje tej drużyny w rok lub dwa. Patrząc na to jak potoczyły się sprawy w bieżących rozgrywkach, wątpliwe jest aby za rok w lato, jakaś gwiazda tej ligi chciała dołączyć do złota i purpury. Lakers muszą więc odbudować się poprzez draft, a dopiero później szukać na rynku wolnych agentów prawdziwego superstara. A to najprawdopodobniej zajmie trochę czasu…

3 komentarze

  1. Pelna zgoda z artykulem. Obrona w wykonamiu Carlosa wyglada jakby robil ruchome pajacyki wiekszosc czasu, rotacje (albo raczej ich brak) sa beznadziejne I tutaj winie w wiekszosci zespol. Zeby grac defensywe na wysokim poziomie trzeba pokazac wysoki poziom zaangazowania ktorego stanowczo brakuje zawodnikom szczegolnie na pick and roll. Byron i Kobe musza zrozumiec ze mniej minut dla Bryanta to Bryant na lepszej skutecznosci z swiezszymi nogami na clutch time. W mojej opinii (I tutaj jest to chyba problem trenera) za duzo rzucamy z mid range’a I to jeszcze bierzemy zle rzuty, Scott musi zdycyplinowac swoich zawodnikow w tym elemencie. Z tego co ogladalem (nie sprawdzalem zadnych statystyk) gra w poscie wyglada najlepiej, ale zbyt rzadko pilka trafia do naszych wysokich zawodnikow aby ci mogli tam pracowac, a wydaje mi sie ze moglo by to pomoc w spacingu na parkiecie I tym samym przyczynilo by sie do lepszego 3ptFG%. Podsumowujac niektore zespoly zyja I umieraja trojkami, my mamy to samo z mid jumperami. Dzisiejszy mecz byl odstepstwem od reguly I wszystko nam wpadalo, ale jesli Lakers dalej beda upierac sie na najgorszym rzucie w grze to nie ma mowy o poprawie wyniku, chociaz to moze I lepiej, bo jesli nie zdobedziemy draft picka to caly sezon bedzie mozna w sumie uznac za stracony.

  2. DrJ

    Jesteśmy w ogonie ligi pod względem ilości rzutów za 3 oraz skuteczności zza łuku(odpowiednio 26. i 28. miejsce). Bez odpowiedniej gry na dystansie nie zapewni się dobrego spacingu i ciężej będzie grać pod koszem.

  3. Arok napisał(a):Zeby grac defensywe na wysokim poziomie trzeba pokazac wysoki poziom zaangazowania ktorego stanowczo brakuje zawodnikom szczegolnie na pick and roll.

    Ja właśnie nawet nie wiem, czy oni mają jakąś koncepcję bronienia picków. Raz widzę ice, raz że hedgują itd. A raz (i najczęściej) po prostu nic nie robią.

    Arok napisał(a):W mojej opinii (I tutaj jest to chyba problem trenera) za duzo rzucamy z mid range’a I to jeszcze bierzemy zle rzuty, Scott musi zdycyplinowac swoich zawodnikow w tym elemencie.

    Taka jest prawda i to właśnie jest wina Scotta, że kazał zawodnikom wchodzić non stop pod kosz i olać obwód (a jedno bez drugiego nie może istnieć, o czym napisał już DrJ). Przez to najwięcej miejsca jest na półdystansie, który nie jest efektywny… No i stąd te wszystkie rzuty.

    Arok napisał(a):Podsumowujac niektore zespoly zyja I umieraja trojkami, my mamy to samo z mid jumperami. Dzisiejszy mecz byl odstepstwem od reguly I wszystko nam wpadalo, ale jesli Lakers dalej beda upierac sie na najgorszym rzucie w grze to nie ma mowy o poprawie wyniku, chociaz to moze I lepiej, bo jesli nie zdobedziemy draft picka to caly sezon bedzie mozna w sumie uznac za stracony.

    100% racji.

    DrJ napisał(a):Jesteśmy w ogonie ligi pod względem ilości rzutów za 3 oraz skuteczności zza łuku(odpowiednio 26. i 28. miejsce). Bez odpowiedniej gry na dystansie nie zapewni się dobrego spacingu i ciężej będzie grać pod koszem.

    Jesteśmy w ogonie i to mimo tego, że oddajemy więcej rzutów zza łuku niż chce tego Scott (17.6). To ciągle jest mało.

Skomentuj