Legendy Lakers: Bill Sharman

Opublikowane przez , 9 listopada 2013 w Historia, Legendy Lakers, 0 komentarzy

25 października odszedł od nas ktoś bardzo wyjątkowy. Ktoś, kto dla organizacji koszykarskiej Lakers uczynił wiele dobrego jako trener, generalny menadżer, a także jako prezydent. Dość powiedzieć, że przy jego udziale drużyna z Los Angeles zdobyła swoje wszystkie tytuły mistrzowskie w latach 70-tych i 80-tych. Jednak William Sharman był nie tylko znakomity prowadząc drużynę z ławki. Jest także jedną z trzech osób, które są w koszykarskiej galerii sław zarówno jako trener, a także koszykarz. Pozostała dwójka zawodników to Lenny Wilkens i John Wooden. Trudno sobie wyobrazić zacniejsze grono, ponieważ wyżej wymienione osoby to legendy przez duże L. Sharman może być niepamiętany przez młodszych kibiców Lakers, ale chyba każdy fan pamięta słynną serię 33 zwycięstw, która do dziś jest rekordem NBA. To właśnie Sharman był wówczas trenerem tej niesamowitej ekipy i to on mobilizował graczy do kolejnych wygranych, czego efektem był mistrzowski tytuł wywalczony w tym samym roku.

Zacznijmy jednak od początku. William Walton Sharman urodził się 25 maja 1926 roku w Abilene w Teksasie. W późniejszym okresie swego życia przeniósł się wraz z rodzicami z tego małego miasteczka na prowincji do słonecznej Kalifornii i wychowywał się w mieście Lomita. Tam uczęszczał do liceum w Porterville, lecz w trakcie nauki wspomógł amerykańską marynarkę, która zmagała się wówczas z Japończykami podczas II wojny światowej. W 1946 roku Sharman trafił do słynnego Uniwersytetu Południowej Kalifornii, gdzie miał powalczyć o mistrzostwo akademickie. Już wówczas wróżono mu wielką karierę koszykarską, stąd też nikogo nie zdziwiło, że w swoim ostatnim roku gry w collegu, Sharman znalazł się w pierwszej piątce rozgrywek. Bill został wybrany w drafcie, co również nie było zaskoczeniem, choć trzeba przyznać, że 17 miejsce mogło być rozczarowaniem dla młodego zawodnika. Trafił on do drużyny Washington Capitols, gdzie zagrał tylko jeden sezon, by później zostać graczem Bostonu Celtics.

To właśnie w barwach odwiecznego rywala Los Angeles Lakers grał do końca swojej kariery zawodniczej. Podczas swojej przygody w Celtics, Bill miał okazję do święcenie wielu triumfów, ponieważ w tamtym okresie Boston zbudował znakomitą drużynę. U boku Sharmana na obwodzie biegał Bob Cousy – słynny rozgrywający, jeden z najlepszych graczy wszech czasów. Na ławce trenerskiej zasiadała kolejna legenda, czyli Red Auerbach. Sharman czuł się tam znakomicie i mógł pokazać pełnię swoich umiejętności strzeleckich. Był on bowiem takim Rayem Allenem, czy Reggie Millerem tamtych czasów. Oglądanie jego rzutu równało się z czytaniem poezji. Piękno samo w sobie.  Dość powiedzieć, że jako pierwszy obrońca w historii zaliczał ponad 40% skuteczność z gry. W latach 1956-59 był także najlepszym punktującym ekipy ze stanu Massachusetts, zdobywając ponad 20 punktów na mecz. Warto także wspomnieć, że przecież wówczas nie było linii rzutów za trzy, w czym z pewnością specjalizowałby się Bill. Do dziś dzierży natomiast rekord w ilości trafionych rzutów wolnych pod rząd w Playoffach (56). W siedmiu sezonach regularnych (pięciu z rzędu) był natomiast najlepszym wykonawcą rzutów wolnych. Wraz z Bostonem Sharman wygrał aż cztery tytuły mistrzowskie. Byłoby ich znacznie więcej ale zawodnik Celtics postanowił zakończyć wcześnie karierę. Stało się to w 1961 roku, a w kolejnych pięciu latach to właśnie jego była drużyna wygrywała ligę, dominując jak nikt nigdy przedtem.

Bill Sharman jeszcze za czasów gry w Bostonie Celtics

Dla Sharmana zaczął się nowy rozdział w życiu, bowiem otrzymał ofertę poprowadzenia drużyny w rozgrywkach ABL. Była to liga, której działalność trwała zaledwie niecałe dwa sezony, ale Bill zdążył się zapisać w jej historii. Jego drużyna Cleveland Pipers wygrała w 1962 roku mistrzostwo. Następnie William wrócił do swojej ukochanej Kalifornii, by trenować drużynę Los Angeles State. Spędził tam dwa sezony, ale jego jedynym i najważniejszym celem było dostanie się do NBA. W 1966 roku jego marzenie się spełniło, gdy dostał szansę poprowadzenia San Francisco Warriors i już w pierwszym roku awansował z nimi do finału ligi. Tam Sharman musiał przełknąć gorycz porażki, gdyż Wilt Chamberlain i Philadelphia 76ers okazali się zbyt mocni dla Wojowników, których pokonali 4 – 2. Po drugim sezonie Bill zdecydował się jednak odejść i przenieść swoje talenty do rywala NBA czyli ABA. W latach 70-tych ta liga była równie popularna, a posiadanie wielu gwiazd czyniło z niej prawdziwego potentata. Stąd też wielką nadzieję wiązano także z zatrudnieniem wspaniałego i utytułowanego trenera. Sharman nie zawiódł pokładanych w nim nadziei i w ciągu jednego sezonu jaki spędził w Los Angeles/Utah Stars wprowadził wiele usprawnień. Przede wszystkim jego drużyna jako pierwsza w historii wprowadziła trening rzutowy z samego rana w dniu meczu, co było autorskim pomysłem Billa, a z czego korzystają gracze do dzisiaj. Nie można także pominąć wielkiego triumfu jaki zanotowali na koniec sezonu koszykarze Stars. Podopieczni Sharmana wywalczyli bowiem mistrzostwo ligi ABA, pokonując 4 – 3 Kentucky Colonels.

To nie mogło pozostać niezauważone przez włodarzy klubów w NBA. Sharman był medialną osobą i przyciągał uwagę. Jednak on marzył tylko o jednym. Chciał poprowadzić ekipę ze swojego ukochanego stanu – Los Angeles Lakers. Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, nie wahał się ani chwili i zdecydował się sprostać oczekiwaniom w Mieście Aniołów. A te były naprawdę ogromne, ponieważ drużyna była naszpikowana gwiazdami, choć mimo to w dwóch sezonach z rzędu nie potrafiła wywalczyć tytułu. Wraz z przyjściem Sharmana wszystko się jednak zmieniło. Początek nie był jednak łatwy, gdyż zakończenie kariery ogłosił Elgin Baylor. Z tego powodu większą odpowiedzialność za zdobywanie punktów przejęli Jerry West i Wilt Chamberlain. Na szczęście nie wpłynęło to negatywnie na zespół. Początek rozgrywek to prawdziwa dominacja Jeziorowców. Drużyna wygrała 14 meczów z rzędu w listopadzie, dodała do tego 16 spotkań w grudniu i trzy w styczniu nowego roku. Po 33 zwycięskich bojach dopiero Milwaukee Bucks z Lew Acindorem udało się zatrzymać rozpędzonych graczy Billa Sharmana. Trener podobnie jak w ekipie Stars wprowadził do harmonogramu poranny trening rzutowy w dzień meczu, co przyniosło wymierne efekty. W całym sezonie zasadniczym Lakers wygrali 69 z 82 spotkań i tylko Chicago Bulls w sezonie 1995-96 mogą pochwalić się lepszym bilansem. Ponadto w czerwcu 1972 roku to właśnie ekipa z Los Angeles okazała się lepsza w finale, pokonując New York Knicks 4 – 1. MVP finałów został Chamberlain, ale to Sharman był prawdziwym ojcem tego sukcesu, dlatego też jednogłośnie zgarnął statuetkę dla najlepszego trenera sezonu.

Sharman, Chamberlain, Baylor i West na jednym zdjęciu

Rok później wszyscy spodziewali się powtórki, gdyż Lakers byli jeszcze mocniejsi. Wygrali co prawda tylko 60 spotkań w sezonie zasadniczym, ale bez problemu awansowali do finału, gdzie znowu spotkali się z New York Knicks. Tym razem jednak to ekipa z Nowego Jorku okazała się lepsza, a po sezonie karierę zakończył Chamberlain. Natomast po rozegraniu 31 meczów nogi odmówiły posłuszeństwa Jerry’emu Westowi i zespół czekała przebudowa. W 1975 roku po strasznie słabym sezonie i braku awansu do fazy Playoff zdecydowano się na kluczowe posunięcie. Na mocy wymiany z Milwaukee Bucks pozyskano Kareema Abdula-Jabbara, największą wówczas gwiazdę ligi. W 1976 roku Sharman zdecydował się ustąpić miejsca na ławce trenerskiej swojemu byłemu podopiecznemu – Jerry’emu Westowi. Sam z kolei został generalnym menadżerem drużyny. To właśnie on stał za wyborem z pierwszym numerem w drafcie 1979 roku Earvina Johnsona i niebywale przyczynił się do stworzenia drużyny wiązanej z określeniem Showtime z lat 80-tych. W 1982 roku, gdy właścicielem drużyny był już dr Jerry Buss, za liczne zasługi Bill Sharman został prezydentem organizacji Lakers. Posada generalnego menedżera przypadła z kolei jego wybitnemu uczniowi – Westowi i to właśnie ten duet sprawował pieczę nad ekipą Lakers w latach 80-tych i na początku lat 90-tych. Williama oficjalnie na emeryturę przeszedł dopiero w 1991 roku.

W 2004 roku Bill Sharman trafił do koszykarskiej galerii sław jako trener. Wcześniej, bo w 1976 roku znalazł się tam także jako zawodnik. Ponadto na 50-lecie istnienia ligi NBA uznano go jako jednego z 50 – ciu najwybitniejszych graczy wszech czasów. W 2013 roku, po przeżyciu 87 lat ten wielki człowiek odszedł od nas. Umarł w swoim domu w Redondo Beach w Kalifornii – stanie który pokochał od młodzieńczych lat. W tych rejonach Stanów Zjednoczonych będzie już na zawsze pamiętany, gdyż tego czego dokonał dla Los Angeles Lakers nie da się opisać słowami. Nogaendy nigdy nie umierają i Bill Sharman na pewno pozostanie w sercach każdego fana złota i purpury.

Tagi:

Skomentuj