Lakers zupełnie poddali się w kwietniu

Opublikowane przez , 18 kwietnia 2015 w Artykuły, Podsumowania, 1 komentarz

Ostatni miesiąc rozgrywek 2014/15 Lakers zakończyli z bilansem jednego zwycięstwa i ośmiu porażek, dzięki czemu udało im się zająć czwarte od końca miejsce w tabeli National Basketball Association. To oznacza duże szanse na zachowanie tegorocznego picku i tym samym wybór w pierwszej piątce draftu. I to jest właśnie najlepsza wiadomość z kwietnia. Były bowiem obawy co do tego, że Jeziorowcy znajdą się wyżej od zespołu Orlando Magic ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Oprócz tego jednak trudno doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów z tych 15 dni. Dla 16-stokrotnych mistrzów NBA był to bowiem chyba najgorszy miesiąc w bieżącym sezonie. Dlaczego? Dlatego, że każdy mecz przegrywali średnio różnicą 15.7 punktów, a spotkanie z New Orleans Pelicans było wręcz beznadziejne w ich wykonaniu (mowa tutaj o defensywie). Na twarzach zawodników ewidentnie było widać zmęczenie, a także brak woli walki oraz chęci do rozgrywania kolejnych pojedynków. Wszyscy już chyba mieli dosyć tego koszmarnego sezonu i zwyczajnie chcieli go po prostu jak najszybciej zakończyć.

Kwiecień na pewno był najgorszym miesiącem dla ekipy z Miasta Aniołów pod względem skuteczności z gry (42.5%) oraz rzutów osobistych (69.5%), zbiórek (42.1), ilości notowanych przechwytów (4.9) oraz bloków (3.4). Te ostatnie dwa elementy miały wpływ na ilość zdobywanych przez nich punktów z kontrataków, która również była najniższa w ich przypadku i wyniosła tylko 10.4. Jeżeli chodzi o defensywę, to oczywiście przechwyty i bloki nie są wyznacznikiem do jej oceniania ale na pewno można po nich stwierdzić brak zaangażowania graczy Byrona Scotta po tej stronie parkietu. Ponadto rywale Jeziorowców trafiali na fenomenalnej 50.9% skuteczności, z czego 41.1% zza łuku. Do tego 46.7 oczek notowali w polu trzech sekund, a z kontrataków zdobywali 16.7 punktów. Ogólnie natomiast ich średnie ORTg wyniosło 119.4 (wow!). Krótko więc mówiąc – to był najgorszy miesiąc pod względem efektywności obrony Lakers, przez to ta ponownie spadła na 29 miejsce w całym NBA (gorszą obronę w tych rozgrywkach mieli tylko Wolves – 102.3).

Swoje na pewno zrobiły tutaj kontuzje. W końcu z gry do końca sezonu wypadli Wayne Ellington oraz Jeremy Lin, a do tego pod sam koniec urazów nabawili się także Jordan Clarkson i Dwight Buycks. Jabari Brown natomiast nie jestem tytanem w obronie, a Ryan Kelly na trójce zwyczajnie sobie nie radzi (jego wskaźnik +/- na trójce wynosi -40; na czwórce natomiast +17). Ponadto Byron Scott postanowił dać już właściwie wolne Jordanowi Hillowi, który tylko z przymusu pojawił się w tych końcowych starciach. W kwietniu więc, drużyna z Kalifornii była właściwie zlepkiem młodych, niedoświadczonych i niezgranych ze sobą zawodników. Z tego powodu takie wyniki nie powinny nikogo dziwić. Pretensje można mieć jedynie do dwóch ostatnich pojedynków z Kings (a już na pewno tego z 15 kwietnia) ale z drugiej strony, czy w obecnej sytuacji ma to jakiekolwiek znaczenie?

Trener Lakers - Byron Scott miał powody do zmartwień w kwietniu...

Jeziorowcy w ciągu tych ostatnich 15 dni jedynie pod własną tablicą spisywali się dosyć dobrze (duża w tym zasługa Tarika Blacka), gdzie ograniczali ofensywne zbiórki rywali do średniej 7.3 na mecz (to ich najlepszy wynik w sezonie). Wspomniany Black według średnich na 36 minut zbierał 11.1 piłek (7.9 w obronie), a do tego zdobywał 15.8 oczek na 70% skuteczności. Udało mu się zaliczyć cztery świetne występy – przeciwko Pelicans, Clippers (7 kwietnia), Timberwolves i Mavericks. Szczególnie w konfrontacji z mistrzami NBA z 2011 roku mógł zaimponować fanom złota i purpury. 10 punktów i 19 zbiórek w 33 minut przeciwko Tysonowi Chandlerowi? To naprawdę dobre statystyki. Osobiście myślę, że Lakers powinni podziękować już Jordanowi Hillowi i nie wykorzystywać jego opcji w kontrakcie wartej 9 milionów dolarów za sezon, a postawić na 23-letniego Blacka, który jest dużo tańszą opcją. Ale to temat do rozważenia na inną okazję.

Oprócz niego na pochwałę zasługują także Jordan Clarkson i Jabari Brown. Pierwszy w ośmiu rozegranych spotkaniach notował średnio 19.4 punkty (FG 47.7%, 3FG 34.5%), 4.6 zbiórek, 6.8 asyst i 1.6 przechwytów w 36.1 minut spędzanych na parkiecie. To był bez wątpienia najlepszy miesiąc w jego wykonaniu – jeszcze lepszy niż marzec, za który dostał nagrodę Pierwszoroczniaka Miesiąca w Konferencji Zachodniej. Po raz kolejny był najjaśniejszym punktem w swoim zespole i właściwie jedynym, na którego naprawdę warto było zwrócić uwagę. Z kolei jego dobry znajomy z Missouri – Jabari Brown po podpisaniu kontraktu również nie zwolnił tempa i także dawał z siebie wszystko (Brown w kwietniu zdobywał średnio 14.8 oczek na mecz). Niestety jednak nagły wzrost minut, które ze średniej 24.5 z marca podskoczyły do 35.9, na pewno odbił się na formie tego rzucającego obrońcy. Brown trafiał bowiem w tych 9 rozegranych spotkaniach zaledwie na 35.8% skuteczności (31.6% z dystansu). To słabo jak na kogoś, kogo teoretycznie mocną stroną jest skuteczność. O defensywie natomiast to już w ogóle nie będę wspominał. Niemniej jednak tak czy inaczej, Jabari był jednym z bardziej wyróżniających się Jeziorowców. Choć to nie był bardzo dobry miesiąc w jego wykonaniu, tak jednak zdobyte doświadczenie podczas gry na parkiecie, na pewno zaowocuje w przyszłości.

Jabari Brown był jednym z lepszych graczy Lakers w tym ostatnim miesiącu

Zresztą Brown na pewno wypadł dużo lepiej niż… Jeremy Lin. Tajwańczyk wystąpił w sumie tylko w czterech meczach, po czym został wyłączony do końca sezonu z powodu kolana i zresztą bardzo dobrze, że tak się stało. Lin trafiał tylko 24.3% rzutów z gry i 28.6% z dystansu. Rozdawał słabe 2.5 asysty na mecz, przy aż 1.8 stratach. Na pewno nie zaimponował menedżerom w tym ostatnim miesiącu rozgrywek NBA i prawdę mówiąc, ogólnie cały sezon nie był zbyt udany w jego przypadku. Trudno więc powiedzieć na co może liczyć Jeremy podczas nadchodzącego okresu free agency. Jedno jest jednak pewne – fanów Lakers raczej nie zachwycił swoją grą i ludzie wolą częściej oglądać młodego, dynamicznego i perspektywicznego Jordana Clarksona, niż rozgrywającego znanego głównie z Linsanity. Szkoda by więc było, aby Lin miał w kolejnym sezonie zabierać minuty zawodnikowi z Missouri lub tez innemu, młodemu rozgrywającemu.

Zostawiając już jednak kwestie Lina i podsumowując ostatni miesiąc można bez wątpienia stwierdzić, że był on najgorszy ze wszystkich innych Lakers w sezonie 2014/15. Z drugiej strony jest to zrozumiałe i trudno się dziwić zawodnikom złota i purpury, że zaczęli już myśleć o wakacjach. Kolejne kontuzje z kolei jeszcze bardziej musiały dobić zespół i spowodowały, że niektórzy zawodnicy grali nie na swojej naturalnej pozycji oraz musieli zgrywać się z nowymi osobowościami – m.in. z Dwightem Buycksem, cz też Vander Blue. Te 15 dni w kwietniu po prostu każdy chciał już mieć za sobą. Zresztą fani wielokrotnych mistrzów NBA pewnie również myśleli w podobny sposób i chcieli, aby kolejny koszmar dobiegł już końca. Z tego powodu nie mam zamiaru krytykować graczy Byrona Scotta za ich postawę w tym ostatnim miesiącu. Zostali oni bowiem postawienie w trudnej sytuacji, w której chyba każdemu trudno byłoby znaleźć motywację do gry na 110%. Dobrze więc, że te rozgrywki po prostu dobiegły już końca, a my będziemy mogli skupić się teraz na tym co najważniejsze – czyli na przyszłości tej organizacji.

1 komentarz

  1. Zipi

    Co tu dużo mówić ? Czekamy na draft i wolnych agentów !

Skomentuj