Lakers zawiedli w samej końcówce miesiąca

Opublikowane przez , 31 marca 2015 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Na początku miesiąca podopieczni Byrona Scotta przegrali 9 z 10 rozegranych spotkań. Po 22 marca jednak ich bilans to trzy zwycięstwa i trzy porażki. Mimo więc, że Lakers ogólnie wygrali tylko 4 z 16 rozegranych spotkań, co statystycznie w kontekście draftu nie wygląda źle, tak jednak ostatecznie marzec okazał się być jednym, wielkim rozczarowaniem. A wszystko właściwie przez zwycięstwo z 76ers, które tak naprawdę jest porażką zespołu i może ono kosztować go nawet utratę wyboru w tegorocznym drafcie. Przez to teraz każda taka niepotrzebna wygrana będzie z pewnością niepokoić i negatywnie odbijać się na nastrojach fanów, które przecież i tak są już złe. Marzec wyglądał całkiem dobrze na papierze aż do ostatniego meczu. Niektórym może to wydawać się śmieszne ale niestety taka jest prawda – Lakers mają aż dwa mecze przewagi do 76ers i tylko dwa mecze straty do Magic, którzy obecnie przegrywają wszystko co się da. Na Jeziorowców natomiast czekają w kwietniu dwa spotkania z Sacramento Kings i po jednym z Denver Nuggets oraz New Orleans Pelicans, którzy na wyjeździe przecież nie radzą sobie najlepiej.

Ale zostawmy na razie kolejny miesiąc rozgrywek i wróćmy do marca. Ten tak jak pisałem wyżej, byłby „udany” gdyby nie zwycięstwo z 76ers. Lakers nie sprawili raczej żadnych niespodzianek (poza tą w Minneapolis), a nawet udało im się przegrać z Knicks (chyba nikt nie wie jak to się stało). Choć większość spotkań przegrywali, tak ogólnie zaprezentowali się z niezłej strony, a Jordan Clarkson i Jabari Brown mogli się przy tym wszystkim cały czas rozwijać. Niestety chyba jednak obaj gracze rozwinęli się aż za bardzo, stąd też te dwie niepotrzebne wygrane. Clarkson w ciągu ostatnich 31 dni notował średnio 15.8 punktów, 4.8 zbiórek i 5.2 asysty na mecz (FG 45.2%). Brown z kolei może pochwalić się średnimi na poziomie 9.4 oczek  przy 50% skuteczności, w tym 45.8% zza łuku w 24.5 minuty spędzane na parkiecie. To całkiem nieźle jak na kogoś, kto otrzymał tylko 10-dniowy kontrakt i zastępuje kontuzjowanego Nicka Younga. Gra tej dwójki zdecydowanie mogła się podobać i spowodowała, że Lakers w kilku meczach przez długi czas byli w grze.

Lepiej zaczął się także spisywać Jeremy Lin, który chyba uświadomił sobie wreszcie, że za niedługo skończy mu się kontrakt i musi nieco lepiej się zaprezentować. Rozgrywający zespołu z Los Angeles w 14 rozegranych spotkaniach notował średnio 14.4 punktów i 5.4 asysty na mecz. Jego skuteczność zza łuku wyniosło znakomite 42.4%, a z linii rzutów osobistych 85.9%. Lin miał też jeden z lepszych wskaźników +/- ze wszystkich Jeziorowców. Co prawda był on ujemny ale wyniósł tylko -0.9 oczek, co na tle innych, wygląda całkiem nieźle. Jego wpływ na grę mogliśmy zaobserwować przede wszystkim w tym wygranym starciu z Timberwolves. Kiedy Jeremy usiadł na ławce w drugiej połowie, to gra Lakers od razu się posypała, przez co mieliśmy emocje do samego końca. Większość z tych meczów Lin rozpoczynał z ławki ale jako członek pierwszej piątki również pokazał, że może być produktywny. Co prawda Lin przy Jordanie Clarksonie nie może tak często jakby chciał kontrolować piłki ale jest za to bardziej agresywny w ataku i ma więcej miejsca dla siebie, przez co jego zdobycze punktowe według średnich na 36 minut gry są wyższe o prawie 3 punkty.

Czyżby Jeremy Lin wreszcie odnajdywał się w Lakers?

To właśnie on i dwójka pozostałych wspomnianych zawodników prezentowała się najlepiej ze wszystkich graczy złota i purpury. A na największe wyróżnienie z nich wszystkich zasługuje oczywiście Jordan Clarkson, który wskoczył chyba na jeszcze wyższy poziom i znów wykonał kolejny duży krok w przód (a właściwie to skok). Ogólnie Lakers jako drużyna prezentowała się całkiem dobrze. Nie wiem czy było to spowodowane nieco mniej poważnym traktowaniem ich przez takie zespoły jak np. Hawks i Warriors, czy też zawodnicy faktycznie poczynili postępy, lepiej rozumieją się ze sobą na parkiecie itd. (skłaniam się raczej ku temu pierwszemu). W każdym bądź razie fakty są takie, że efektywność obrony Jeziorowców wyniosła 106.8 punktów na 100 posiadań, a więc była lepsza o od ich średniej z sezonu o 2.9 oczek. Rywale przeciwko Lakers rzucali tylko z 31.7% skutecznością zza łuku, a poza tym zbierali prawie trzy piłki mniej w każdym meczu niż w lutym. Ofensywa natomiast teoretycznie była trochę mniej skuteczna (ORTg na poziomie 103.3 punktów na 100 posiadań) ale tą średnią zaniża przede wszystkim beznadziejny występ przeciwko Jazz. Oczywiście atak jakiegoś większego szału nie robił ale też raczej nie był gorszy niż zazwyczaj. Plusem na pewno były kontrataki, z których zawodnicy z Kalifornii zdobywali 13.8 punktów w każdym pojedynku (o 3.6 więcej niż w poprzednim miesiącu) oraz to, że większość zdobytych punktów była asystowana.

Nadal jednak trójki nie są mocną stroną 16-stokrotnych mistrzów NBA. W marcu podopieczni Scotta trafiali tylko z 34.4% skutecznością na dystansie. Rzutów zza łuku oddawali średnio 17.3, a więc o 2.4 mniej niż w lutym i tak samo jak w styczniu. Największy wpływ na to mieli Ryan Kelly, Jordan Clarkson i Wesley Johnson. Wszyscy trzej trafiali poniżej 30% trójek. O ile w przypadku Clarksona można to zrozumieć, gdyż nie byl znany jako shooter, o tyle Kelly i Johnson po prostu rozczarowują w tym elemencie. Nie chcę też za bardzo bawić się w zgadywanie co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Zła forma zawodników to na pewno jedna rzecz ale też nie można zapominać o nastawieniu drużyny i filozofii Byrona Scotta, która musiała się jakoś odbić na graczach. Tak czy inaczej Jeziorowcy nie są i już w tym sezonie nie będą solidni pod względem trójek. W przyszłym sezonie jednak to musi się zmienić.

Lakers przed meczem z Timberwolves

Ilość popełnianych strat z kolei zawsze była solidnym punktem w ekipie złota i purpury ale w marcu nie było już tak kolorowo. Średnia 14 strat na mecz to raczej przeciętny wynik. Warto też wspomnieć w tym miejscu, że to właśnie przez straty Lakers przegrali spotkania przeciwko Hawks i Warriors. Choć oczywiście dobrze, że stało się jak się stało, tak nie możemy pominąć tego elementu w naszych rozważaniach i w tym miejscu trzeba skrytykować Clarksona i Lina, którzy popełniają odpowiednio 2.5 i 2.4 straty na mecz. Co ciekawe oboje nie mieli z nimi problemu w lutym (mimo podobnego wskaźnika wykorzystania ich osób), także taki obrót spraw, może nieco dziwić. Być może jednak poczucie, że zbliża się koniec sezonu sprawiło, że zawodnicy nieco luźniej podchodzili do spotkań i częściej decydowali się na ryzykowne zagrania.

Tak czy inaczej w marcu mieliśmy okazję do zobaczenia kilku emocjonujących i ciekawych pojedynków, które nie wpłynęły negatywnie na szanse Lakers na wybór w pierwszej trójce. Oczywiście nie licząc spotkania z 76ers. Te ostatnie starcie spowodowało, że nawet tak słaby bilans jak 4-12 nie może do końca cieszyć fanów złota i purpury. Mało tego – wielu z nich krytykowało Jordana Clarksona za jego zwycięskie punkty. Zawodnikom nie ma się jednak co dziwić, że starają się wygrywać za wszelką cenę. Oni chcą udowodnić wszystkim swoją wartość w lidze i pokazać się z jak najlepszej strony. Na tankowanie wpływ mają przede wszystkim zarząd i trener. Szkoda tylko, że w przypadku złota i purpury Mitch Kupchak oraz Byron Scott są nieco uparci i nadal nie mają zamiaru słuchać o celowym przegrywaniu. A szkoda.

Skomentuj