Lakers spadli prawie na dno Konferencji Zachodniej

Opublikowane przez , 1 lutego 2017 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Za nami kolejny słaby miesiąc w wykonaniu koszykarzy złota i purpury. Choć bez wątpienia był on lepszy od grudnia, tak jednak zaledwie 5 zwycięstw w 15 rozegranych spotkaniach, nie jest powodem do dumy. W efekcie Los Angeles Lakers spadli na 14 miejsce w Konferencji Zachodniej. Gorsi od nich są już tylko Phoenix Suns, choć i tych, Jeziorowcy mogą wkrótce „przeskoczyć”. Na Wschodzie z kolei ostatnią lokatę okupują zawodnicy Brooklyn Nets, którzy jak na razie mają bilans 9-39. Nawet Philadelphia 76ers wreszcie zaczęła grać interesującą koszykówkę, przez co wygrała sześć z ostatnich 10-ciu meczów i obecnie jest na 13 miejscu w swojej Konferencji. Wszystko więc wskazuje na to, że 16-stokrotni mistrzowie NBA znów będą tankować i ponownie spróbują swojego szczęścia w loterii draftu. A ten zapowiada się na naprawdę mocny.

W styczniu najgorszy dla podopiecznych Luke’a Waltona był okres od 10 do 17 dnia miesiąca. Lakers przegrali wtedy pięć spotkań z rzędu, z czego trzy przynajmniej 16-stoma punktami. Ta seria porażek była trochę zaskakująca, gdyż tuż przed nią, Jeziorowcy wygrali dwa starcia z rzędu, grając w nich naprawdę dobrze po obu stronach parkietu. Wszystko posypało się tak nagle, a potwierdzeniem tego był blowout 73-122 w Dallas, przeciwko miejscowym Mavericks. Jeziorowcom trudno już będzie wrócić do gry i powalczyć o ósme miejsce na Zachodzie. Wydaje się, że jest to wręcz niemożliwy. I nie zmienia tego nawet fakt, że w ostatnim ich meczu w styczniu, pokonali u siebie Denver Nuggets 120-116, a duet D’Angelo Russell i Ivica Zubac, wyglądał momentami rewelacyjnie.

Statystycznie, w porównaniu do grudnia, Jeziorowcy poprawili się pod wieloma względami. Ich skuteczność z gry wzrosła o 0.9% (44.3%), w tym o 2% zza łuku (36.5% – najwyższy procent w sezonie). Do tego zbierali o 1.2 piłek więcej (44.1) oraz notowali 2.3 asysty więcej (20.9), popełniając przy tym 2.7 strat mniej. W ofensywie więc wypadli całkiem nieźle. Oczywiście to nie ten sam poziom, który prezentowali w listopadzie ale dobrze, że zawodnikom udało się zapomnieć o gorszym okresie gry w ataku pod koniec 2016 roku. Tradycyjnie więc problemem była ich defensywa, która nie radziła sobie z rywalami. Choć była ona lepsza niż w grudniu, tak nie na tyle, aby Lakers mogli odnieść kilka zwycięstw z rzędu. W tym elemencie gry Lakers nadal nie poczynili znaczących postępów, co z przyjemnością wytknął im ostatnio Byron Scott. Trzeba jednak pamiętać o tym, że mimo tego, zespół w większości przypadków walczy do samego końca, czego nie można było powiedzieć o drużynie Scotta, która często już po kilku minutach w meczu, nie miała co myśleć o wygranej.

Wracając do obecnej ekipy z Kalifornii, na pewno warto przypomnieć sobie występy Ivicy Zubaca w ostatnich 31 dniach. Debiutant Lakers wystąpił w sumie w dziewięciu meczach w nowym roku, notując w nich 18 oczek, 12.6 zbiórek i 2.4 bloki PER 36. Według Luke’a Waltona zapracował on na swoje minuty i na jakiś czas powinien wskoczyć do stałej rotacji zespołu. Niektórzy fani drużny z kolei chcieliby nawet, żeby zastąpił on w pierwszej piątce Timofey’a Mozgova, który bez wątpienia nieco rozczarowuje w tym roku. W styczniu PER 36 Rosjanin zdobywał zaledwie 12.6 punktów, 9.5 zbiórek i 1.5 bloków na mecz (15 rozegranych spotkań). To także gorzej od dużo tańszego Tarika Blacka, który PER 36 notował 12.7 oczek oraz 11.5 zbiórek w każdym pojedynczym spotkaniu.

Tarik Black po zdobyciu punktów w meczu Lakers z Blazers

Swoje pięć minut w ostatnim miesiącu miał także Thomas Robinson, którego Walton próbował zestawić z Tarikiem Blackiem w drugim unicie. Początkowo funkcjonowało to nieźle i z pewnością zaskoczyło rywali. W perspektywie długoterminowej nie przyniosło jednak pożądanych efektów, a T-Roba po raz ostatni widzieliśmy na parkiecie w Dallas. Statystycznie jednak trzeba przyznać, że nie wypadł źle. W 11 meczach notował 15.3 oczka, 13.2 zbiórki (5.8 w ataku) oraz 4.1 asysty PER 36. Mimo to na dzień dzisiejszy, inwestowanie w Zubaca wydaje się być bardziej rozsądne i osobiście nie mam nic przeciwko temu, aby center z Chorwacji dostawał jak najwięcej minut.

Dla niektóych nadal zagadką pozostaje natomiast Brandon Ingram, który spędzając 28.4 minuty na parkiecie w styczniu, notował średnio 9.1 oczek (FG 37.7%, 3FG 33.3%), 3.7 zbiórki oraz 2.1 asysty na mecz. Jedne z lepszych spotkań w tym sezonie zaliczył przeciwko Magic i Heat, zdobywając w tych dwóch pojedynkach 17 punktów na 66.7% skuteczności. Z kolei w starciach z Pacers, Nuggets (17 stycznia) oraz Clippers, zdobył przynajmniej 14 punktów na 42.9% skuteczności. Niestety nadal brakuje mu stabilności i pewnej ręki przy rzutach. Luke Walton jednak w ogóle się tym nie martwi i nawet jeśli w tym roku Brandon zakończy sezon z 35% skutecznością, to nie widzi przeszkód, dla których nie miałby on być lepszym strzelcem w przyszłych rozgrywek. Poza tym nie zapominajmy o tym, że Ingram nawet jeśli nie ma swojego dnia w ataku, to wyróżnia się boiskową inteligencją, zalicza udane zagrania i tym samym pomaga swojej drużynie.

W każdym bądź razie w bieżącym sezonie, zwycięskie dni Lakers chyba się już skończyły. Wszystko co najlepsze przeżyliśmy w listopadzie i raczej nie ma co liczyć na powrót Jeziorowców do tego samego poziomu gry. Od początku jednak wszyscy powtarzaliśmy, że najważniejszy jest rozwój młodych zawodników, którzy na pewno będą mieli swoje lepsze i gorsze dni oraz których prędzej, czy później dopadnie kryzys. Być może teraz swoje pięć minut w rozgrywkach 2016/17 będzie miał Ivica Zubac, który pozwoli nam gdybać na temat tego, czy może być w przyszłości podstawowym centrem zespołu. A być może Brandon Ingram nagle odpali i zagra na świetnej skuteczności w całym następnym miesiącu. Na pewno zawsze znajdzie się mała rzecz, z której będziemy mogli się cieszyć. Niemniej ogólnie jednak, oczekiwania wobec zespołu powinny się zmienić. Lakers przedwcześnie grali swoją najlepszą koszykówkę ale tak to już jest z młodymi ekipami. Pora więc chyba rozpocząć walkę o pick w pierwszej trójce. Jest to ostatnia szansa 16-stokrotnych mistrzów NBA na jego zachowanie. W przyszłym roku bowiem, bez względu na miejsce, jakie zajmą Lakers w tabeli NBA, wybór trafi do Philadelphii 76ers. Jest to więc ostatnia szansa na to, aby kolejne porażki dały coś dobrego złocie i purpurze.

Skomentuj