Lakers czynią postępy w preseasonie

Opublikowane przez , 17 października 2015 w Artykuły, Drużyna, 3 komentarze

Za nami już połowa sezonu przygotowawczego w wykonaniu Jeziorowców, którzy do tej pory zdołali wygrać zaledwie jedno z czterech rozegranych spotkań. Mimo to nie da się ukryć, że gra ekipy z Miasta Aniołów wygląda lepiej niż rok temu o tej porze. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka i to właśnie na nich chciałbym się dzisiaj skupić. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jest to właściwie tylko preseason i do każdego zachwycania się jak i krytykowania powinno podchodzić się z dystansem. W sezonie zasadniczym bowiem wszystko może wyglądać zupełnie inaczej, dlatego też z góry uprzedzam, aby nikt nie popadał w jakiś hurraoptymizm, czy też od razu skreślał zespół za pewne braki. Nie zmienia to jednak faktu, że na obecną drużynę złota i purpury patrzy się dosyć przyjemnie, a Byron Scott wyciągnął jednak pewne wnioski z poprzednich rozgrywek i nieco zmienił swoje podejście do gry w dzisiejszej lidze (choć oczywiście niektóre rzeczy zostały po staremu). Tak więc w Los Angeles Lakers na pewno zaszły pewne zmiany, przez które na pewno warto będzie zarwać przynajmniej kilka pierwszych nocy w sezonie zasadniczym.

Zacznijmy od samego początku i przywołajmy tutaj wspomnianego już trenera – Byrona Scotta. W zeszłym sezonie był on wielkim przeciwnikiem gry na dystansie. Uważał, że nie wygrywa ona mistrzostwa i dlatego starał się wpoić swoim zawodnikom, aby oddawali jak najmniej rzutów zza łuku (średnio od 12-15). Teraz jednak sprawa wygląda zupełnie inaczej. Scott uważa, że poprawił się skład drużyny i dlatego ta powinna oddawać od 18 do 24 rzutów wartych trzy punkty. Oczywiście ta wymówka Scotta jest raczej słaba ale nie wdając się w szczegóły – dobrze, że Lakers będą wreszcie bardziej otwarci na nowoczesny styl gry. I widać to już w preseasonie. Oddają oni średnio 24.6 prób zza łuku, a trafiają około 8.4 z nich. Skuteczność 34.1% pozostawia wiele do życzenia ale weźmy tutaj poprawkę na to, że jest to tylko sezon przygotowawczy. Dobrą informacją natomiast jest to, że Nick Young wrócił do swojej formy i z taką samą łatwością jak w rozgrywkach 2013/14 trafia trójki (3FG 39.3%). Również Kobe na razie wypada całkiem nieźle w tej kategorii (3FG 37.5%) ale jak długo będzie miał jeszcze siły w nogach, żeby celnie przymierzać zza linii 7 metrów i 24 centymetrów, tego na razie nie wie nikt.

Skoro już poruszyłem temat Black Mamby, to chciałbym tutaj najpierw wspomnieć o jednej rzeczy. Przed startem preseasonu, Byron Scott mówił, że będzie ściśle monitorował minuty Kobe’ego oraz że całkiem prawdopodobne jest, że posadzi go na ławce rezerwowych w kilku meczach aby go nie przemęczać. Brzmiało to tak, jakby szkoleniowiec zespołu wyciągnął wnioski z poprzedniego roku. Niestety jednak tutaj wbrew zapowiedziom, nie widzę jakiejś większej zmiany. Nawiązuję tutaj do ostatniej kontuzji Bryanta, której nabawił się w starciu z Sacramento Kings. Scott powinien z góry powiedzieć, że choć jego lider czuje się całkiem nieźle, to i tak da mu odpocząć w spotkaniu z Golden State Warriors. Tymczasem Byron przez długi czas upierał się, że Kobe wystąpi w sobotnim pojedynku i że kontuzja w ogóle nie jest poważna. Pytanie tylko po co? Bo chce poprawić swój rekord w preseasonie? Nie ma sensu na siłę wystawiać 37-latka w sezonie przygotowawczym. Na szczęście jednak lekarze przemówili do rozsądku trzykrotnemu mistrzowi NBA i Kobe nie pojawi się dzisiaj na parkiecie.

Kobe przed drugim starciem z Utah Jazz

Wyjątkowo jest to naprawdę dobra wiadomość, bowiem MVP z 2008 roku jest w całkiem niezłej formie i najważniejsze to to, żeby był zdrowy na rozpoczęcie sezonu zasadniczego. W obecnym preseasonie Vino notuje średnio 13 punktów przy 9.4 oddawanych rzutach na mecz (FG 44.7%, 3FG 37.5%, TS 60.6%) w 18.1 minut spędzanych na parkiecie. Co najważniejsze jednak – pozwala D’Angelo Russellowi oraz Jordanowi Clarksonowi rozgrywać akcje i sprawować kontrolę nad piłką, o czym zresztą świadczy fakt, że 76.2% zdobywanych przez niego punktów jest asystowana. Bryant stara się jak najwięcej grać bez piłki i pozwalać podejmować decyzje młodym graczom złota i purpury, co na pewno pozytywnie przyczyniło się do wzrostu jego efektywności, gdyż gra on bliżej kosza i ma więcej sił do bezpośredniego atakowania rywala. Jego rzut wygląda solidnie oraz płynnie i jeżeli tak samo będzie wyglądała jego rola w sezonie zasadniczym, to obu stronom powinno to wyjść na dobre.

Przejdźmy teraz do kolejnej dwójki graczy – młodych i żądnych udowodnienia swojej wartości w NBA. Mowa tutaj o wspomnianym już D’Angelo Russellu oraz Juliusie Randle’u. Obaj bowiem poczynili znaczny postęp od czasu NBA Summer League. Pierwszy z nich notuje statystyki na poziomie 5.3 punktów, 3.3 zbiórek, 4.3 asyst oraz zaledwie jednej straty na mecz (średnio spędza 16.1 minut na parkiecie). Jego wskaźnik asyst do strat jest najwyższy z całego zespołu (4.25), a sam zawodnik wygląda na dużo bardziej pewnego siebie niż podczas Ligi Letniej. Russell ma naprawdę znakomity przegląd pola, a mniej strat nie jest spowodowane zmniejszeniem ryzyka wykonywanych przez niego podań, tylko zwiększoną dokładnością samego zawodnika, która naprawdę imponuje. Póki co swój najlepszy występ zaliczył bez wątpienia przeciwko Maccabi Haifa, gdzie rozdał 11 asyst w zaledwie 18 minut. W tym wszystkim najważniejsze jest jednak to, że D’Angelo zachowuje się jak weteran, a nie jak pierwszoroczniak. Ma bardzo profesjonalne podejście do sportu, co od razu zauważył Metta World Peace.

On jest weteranem. Koniec kropka. Robi wszystko tak, jak doświadczony zawodnik w tej lidze. Zdobył tym mój szacunek.

To samo zresztą tyczy się Juliusa Randle’a, który wreszcie naprawdę jest tą bestią, o której wszyscy mówili od kilku miesięcy. Po kolejnej rozczarowującej edycji Summer League, w czasie której Julius wielokrotnie bił głową w mur, 20-latek wreszcie odnalazł swoje miejsce na parkiecie, a obecność Kobe’ego Bryanta oraz Roy’a Hibberta na pewno mu w tym pomogła. Nie oznacza to jednak, że Randle nie zasługuje na pochwały. Wręcz przeciwnie, gdyż gra naprawdę znakomicie i może być uznawany za najlepszego Jeziorowca w preseasonie. Przede wszystkim bowiem jest on wreszcie efektywny. Korzysta z nadarzających się okazji, a nie próbuje na siłę zaimponować wszystkim. Tym sposobem notuje średnio 12.8 punktów (FG 52.8%), 6 zbiórek, 3 asysty oraz 1.2 przechwytów na mecz, spędzając 24.5 minuty na parkiecie. Na razie porzucił też grę na dystansie, a zamiast tego jest bardziej agresywny na desce, gdzie m.in. wykorzystuje umiejętność Roy’a Hibberta do zastawiania tablicy. W sumie zbiera 13.9% możliwych do zebrania piłek gdy przebywa na parkiecie, co jest jednym z lepszych wyników w całym zespole.

Julius Randle w starciu z Toronto Raptors

Oczywiście daleko mu pod tym względem do Roy’a Hibberta (23.4%), który już kilkakrotnie w tym preseasonie pokazał swój głód. Jak na razie były center Indiany Pacers spisuje się bardzo dobrze i to po obu stronach parkietu. Broni dostępu do kosza (średnio 1.6 bloków na mecz), zbiera (10.4), punktuje (7.8), a także robi wszystko to, czego nie widać w statystykach (np. ułatwia grę innym stawiając twarde zasłony). Można więc powiedzieć, że Hibbert nie zawodzi i stara się ze wszystkich sił pomóc drużynie spisywać się jak najlepiej. Pokazuje to też wskaźnik PIE (Players Impact Estimate), który ukazuje procent wydarzeń na parkiecie, które zawdzięcza się danemu zawodnikowi. W przypadku Hibberta wynosi on 14% – 0.3% więcej od drugiego na liście Juliusa Randle’a.

Chcę aby był on naszym kapitanem w defensywie. Organizuje grę w obronie, rozmawia z zawodnikami, mówi im co mają robić itd. Robi wiele tych rzeczy, które chcę aby robili nasi podkoszowy gracze, więc jestem bardzo zadowolony z tego jak gra – Byron Scott.

Jeżeli jednak Lakers chcą być tak samo dobrym w obronie zespołem jakim była Indiana Pacers choćby rok temu (8 miejsce pod względem efektywności defensywy), to nie będą mogli polegać tylko i wyłącznie na Hibbercie. Sam Roy bowiem nie jest w stanie załatać wszystkich dziur w zespole. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Choć Kobe, Julius, D’Angelo, Roy oraz inni zawodnicy są w dobrej formie, tak jednak Jeziorowcy byli w stanie wygrać tylko jeden z pięciu rozegranych do tej pory meczów, a wszystko przez ich defensywę. To właśnie ona jest tutaj głównym powodem ich porażek i tą ją powinni poprawić w pierwszej kolejności (lub nauczyć się od podstaw). Byron Scott mówił wszystkim po ostatnim sezonie, że w czasie offseasonu zastanowi się nad zmianą swoich defensywnych schematów. Na razie jednak nie widać żadnej poprawy pod tym względem ale nie zamierzam tutaj nikogo oceniać, czy też krytykować. W każdym bądź razie Lakers muszą być tego świadomi. W drużynie jest wielu ofensywnie nastawionych graczy, którzy muszą zacząć bronić, jeżeli zespół ma wygrywać pojedyncze mecze (a przynajmniej wiedzieć skąd nadejdzie potencjalna pomoc). Póki co w preseasonie 16-stokrotni mistrzowie NBA są dopiero 25 obroną w lidze. Pora więc zacząć coś działać w tym kierunku, jeżeli sezon 2015/16 chcą aby był lepszy od poprzedniego.

3 komentarze

  1. StaryFan

    „powinni popra­wić w pierw­szej kolej­no­ści (lub nauczyć się od pod­staw).” – Tylko od podstaw.

    Nigdy nie brałem wypowiedzi Scotta na poważnie. A „schematy” obronne HC są jak Atlantyda, wszyscy o niej słyszeli – nikt nie widział.

    „Jeżeli jed­nak Lakers chcą być tak samo dobrym w obro­nie zespo­łem jakim była Indiana Pacers choćby rok temu ” – Nie ma w tym składzie ludzi, aby choć zbliżyć się poziomem obrony do Indiany (pomijając RH). A Vogel w przeciwieństwie do Scotta, ma najlepsze w lidze schematy obronne (pomijając odpoczywającego TT ).

    Julius, D’Angelo, obiecująco. Zostawiłbym Jonathana i młodego Roberta, starszy niech wyrabia markę w państwie środka. „Przyjaciel Pand” może trenować Randle’a nie zabierając miejsca, „Przyjaciel gatorade” nie ma kogo trenować a jego długi pobyt w NBA to dla mnie największa zagadka.

  2. Haha no bez kitu z tą Indianą to jaja.Nawet Hibbert nie jest już tym Hibbertem.

    Ale chyba do jednego trzeba sie zgodzić.Jak nie będzie zdecydowanie lepiej niż rok temu,to trener pójdzie daleko stąd.Chyba tylko dlatego go zostawili,że będzie dobrym kozłem ofiarnym.

  3. StaryFan napisał(a):"Jeżeli jed­nak Lakers chcą być tak samo dobrym w obro­nie zespo­łem jakim była Indiana Pacers choćby rok temu " – Nie ma w tym składzie ludzi, aby choć zbliżyć się poziomem obrony do Indiany (pomijając RH). A Vogel w przeciwieństwie do Scotta, ma najlepsze w lidze schematy obronne (pomijając odpoczywającego TT ).
    dzejdi napisał(a):Haha no bez kitu z tą Indianą to jaja.Nawet Hibbert nie jest już tym Hibbertem.
    Ale chyba do jednego trzeba sie zgodzić.Jak nie będzie zdecydowanie lepiej niż rok temu,to trener pójdzie daleko stąd.Chyba tylko dlatego go zostawili,że będzie dobrym kozłem ofiarnym.

    Taki cel sobie przyjął Byron Scott, także wiecie…

Skomentuj