L.A. Lakers coraz bliżej Philadelphii 76ers

Opublikowane przez , 1 lutego 2016 w Artykuły, Podsumowania, 1 komentarz

Za nami kolejny miesiąc rozgrywek NBA i kolejny, w którym Lakers zanotowali ujemny bilans. Jeziorowcy wygrali w nim tylko trzy z 17 rozegranych spotkań, z czego dwa na początku stycznia (przeciwko 76ers i Suns), a jedno 12.01, kiedy to w Staples Center pojawili się zawodnicy New Orleans Pelicans. Od tego dnia jednak, 16-stokrotni mistrzowie NBA przegrali aż 10 meczów z rzędu, przez co obecnie mają bilans 9 zwycięstw oraz 41 porażek i już niewiele im brakuje do ostatniej Philadelphii (7-41). Jeziorowcom nawet nie pomogło wystąpienie Kobe’ego Bryanta, który po porażce z Trail Blazers otwarcie skrytykował grę swojej drużyny. Lakers od drugiej połowy stycznia grają naprawdę beznadziejnie i wszystko wskazuje na to, że jednak będą mieli szansę na zachowanie picku. I to większe, niż można było przypuszczać jeszcze na początku roku.

Styczeń był najgorszym miesiącu w sezonie 2015/16 dla Lakers, jeżeli chodzi o ich efektywność w ofensywie. W obronie z kolei był drugim najgorszym okresem (po grudniu). Zawiodła przede wszystkim skuteczność (eFG na poziomie 44.5% vs 51% u rywali), słaba egzekucja kontrataków (średnio 11.6 oczek na mecz), mniej punktów z ponowień (12.6), czy też presja w defensywie (średnio tylko 12.7 strat wymuszanych u przeciwników). Swoje zrobiła także różnica pod względem zdobywanych punktów spod kosza (36.8 przeciwko 47.4). Jedynym plusem było chyba tylko „zatrzymanie” rywali na 32.9% skuteczności z dystansu. Jednak co z tego, skoro wszystko to, co nie wpadało oponentom zza linii 7 metrów i 24 centymetrów, znajdywało drogę do kosza po akcjach z ponowienia? A poza tym ekipa z Miasta Aniołów również grała słabo na obwodzie, gdzie trafiała tylko 29.1% swoich rzutów, przez co nadal okupuje ostatnie miejsce w NBA w tej kategorii.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tych rzutach z dystansu – elemencie, który jest w dzisiejszej lidze niezwykle popularny i który jest jednym z kluczowych, jeżeli myśli się o walce o najwyższe cele. Lakers bowiem tylko w grudniu rzucali na lepszym procencie z gry niż 36.5, z kolei w każdym z pozostałych, było to zdecydowanie poniżej 35%. Gdyby jednak tego było mało, to w ostatnich 31 dniach z trójek zdobywali znacznie mniej punktów niż w poprzednich miesiącach – 20.5%. To prawie o 5% mniej niż w grudniu, co oczywiście przełożyło się na ich atak. Słabo w tej kategorii spisywali się Nick Young, Lou Williams, a nawet Jordan Clarkson. Z jednej strony jest to na pewno wina samych zawodników, ale z drugiej także trenera i jego nieuporządkowanej ofensywy (lub nawet jej braku). O tym jednak już wiele razy wspominaliśmy. Nikogo więc nie powinien dziwić taki stan rzeczy.

Kobe (Lakers) podczas ostatniego meczu w Sacramento

Lepiej za to Jeziorowcy radzili sobie z wymuszeniami fauli i trafianiem osobistych. Rzuty warte jeden punkt stanowiły w ich przypadku 20.9% wszystkich oczek – o 4% więcej niż w grudniu. To jednak oczywiście nie mogło zrekompensować gorszej postawy na obwodzie, stąd też w ogólnym rozrachunku zespół Byrona Scotta praktycznie co noc miał problemy ze zdobywaniem punktów. W ośmiu z ostatnich dziewięciu pojedynków, Lakers tylko raz przekroczyli barierę 95 oczek, a aż osiem razy tracili ich więcej niż 100. Większość z graczy ma już dosyć tego sezonu i wie, że przy obecnym szkoleniowcu organizacja zmierzą donikąd. Stąd też nikt się specjalnie nie wysila. Nawet Kobe, który momentami udaje, że irytują go te wszystkie porażki. Od 1 grudnia jednak wszyscy dobrze wiemy, że w tych rozgrywkach liczy się tylko on, a zespół nie wykona kroku naprzód, dopóki Bryant nie przejdzie na emeryturę.

Wie też o tym Mitch Kupchak, który od jakiegoś czasu zaczął rozglądać się za wymianami. Podobno do ruszenia są przede wszystkim Roy Hibbert, Brandon Bass, Lou Williams i Nick Young. Z tej czwórki tylko Hibbertowi kończy się kontrakt po tym sezonie. Bass z kolei ma możliwość skorzystania z opcji w swojej umowie. Jakaś drużyna musiałaby więc być nim naprawdę bardzo zainteresowana, żeby złożyć ofertę. Na cuda jednak nie ma co liczyć. W obecnych czasach nawet drugorundowy wybór w drafcie jest ważny dla organizacji, dlatego trudno powiedzieć, na co może liczyć menedżer Lakers. Ale o tym będzie jeszcze czas podyskutować.

Czy warto jeszcze coś dodawać odnośnie stycznia? Wydaje się, że raczej nie ma to sensu. Los Angeles Lakers po raz kolejny są na dnie i choć pewnie wielu z was życzy im jak największej ilości wygranych na koniec sezonu, tak jednak póki co wszystko wskazuje na to, że władze w organizacji Jeziorowców znów będą trzymali kciuki za wybór w drafcie. Może to i dobrze. Skoro w tym roku i tak chodzi tylko o Bryanta, to niech 16-stokrotni mistrzowie ligi coś mają z tego sezonu. A dopiero kolejne rozgrywki będą dla nich początkiem nowego rozdziału w historii. Póki co wszystko ku temu zmierza ale jak będzie po kolejnym miesiącu, to zobaczymy.

 

1 komentarz

  1. No a jeszcze Phoenix się ostro wzięło za tankowanie, mogą być groźni pod koniec sezonu ;)

Skomentuj