Kto zostanie nowym trenerem Lakers?

Opublikowane przez , 2 maja 2014 w Artykuły, Trenerzy, 0 komentarzy

Rezygnacja Mike’a D’Antoniego ze stanowiska trenera Los Angeles Lakers nastąpiła wcześniej niż można się było tego spodziewać. Jego kontrakt bowiem obowiązywał jeszcze przez przynajmniej jeden sezon, a w przypadku wykorzystania opcji przez Jima Bussa i Mitcha Kupchaka, D’Antoni pozostałby w Kalifornii do końca sezonu 2015-16. Były szkoleniowiec Suns, Knicks, a teraz także i Lakers, chciał jednak być pewnym swojej posady przez następne dwa lata, co nie było w planach zarządu Jeziorowców. Mike tym samym właściwie znając już swoją przyszłość, wolał zrezygnować ze swojej posady, niż żyć ze świadomością, że są to jego ostatnie miesiące w Los Angeles. Tym samym większość fanów (o ile nie wszyscy) jest na pewno w lepszych humorach niż wcześniej i już marzy im się trener z najwyższej półki. Kolejna osoba, która zostanie zatrudniona przez Jima Bussa na tym stanowisku, powinna być „tą właściwą”, a zespół wiązać z nią nadzieję na wygranie w przyszłości mistrzostwa – nawet jeśli plany budowy drużyny zdolnej walczyć o najwyższe cele rozpoczną się dopiero za rok lub dwa

Na pewno Buss nie może sobie pozwolić na kolejnego szkoleniowca ze średniej półki, tak jak to było w przypadku Mike’a Browna i Mike’a D’Antoniego. Wraz z Kupchakiem powinien się on zastanowić nad trenerem z odpowiednim doświadczeniem i kwalifikacjami lub postawić na kogoś, kto po raz pierwszy prowadziłby drużynę w NBA i wydawałyby się być odpowiednim kandydatem na to stanowisko – tak samo jak to miało miejsce w przypadku Pata Riley’a na początku lat 80 ubiegłego wieku. Do tego musiałby on być szanowany przez Kobe’ego Bryanta i przynajmniej w pewnej części pasować do jego stylu gry. Kto zatem mógłby trafić do Miasta Aniołów? Kto wydaje się najlepiej pasować do dzisiejszej NBA i jest najlepszą opcją? Przejrzymy kilka ciekawych nazwisk.

Jeff Van Gundy

Obecny ekspert ESPN nie trenował już od 7 lat, a jego największym sukcesem był awans do Finału NBA w 1999 roku z New York Knicks podczas skróconego sezonu. W swojej 11 – letniej karierze Jeff wygrał w sumie 474 z 762 meczów (57,5%) i dziewięciokrotnie awansował do playoffs. Znany jest przede wszystkim ze znakomitej defensywy (jego Knicks i Rockets w sumie aż 10 – ciokrotnie znajdowali się w pierwszej szóstce najlepszych obron w lidze) i… przeciętnej (o ile nie słabej) ofensywy. Van Gundy często nie miał pomysłu na atak i to nawet pomimo posiadania w składzie Yao Minga i Tracy’ego McGrady’ego. Możliwe jednak, że przez te wszystkie lata spędzone na obserwowaniu zespołów, Jeff wyciągnął odpowiednie wnioski, ma nową koncepcję gry i dokształcił się pod względem schematów ofensywy. Według Mike’a Bresnahana, w najbliższym czasie zostanie on przepytany przez zarząd Lakers, a to oznacza, że nadal jest on zainteresowany objęciem posady trenera. Mimo pewnych wad wydaje się on być bardzo dobrym kandydatem, a nawet jednym z najlepszych na trafienie do Miasta Aniołów i prowadzenie tak utytułowanej drużyny jak Lakers.

Stan Van Gundy

Kolejną osobą jest brat Jeffa – Stan, który w swojej karierze prowadził do tej pory Miami Heat i Orlando Magic, z którymi doszedł do finału w 2009 roku. Stan wygrał dotychczas 64% swoich meczów w sezonie zasadniczym i 55% w rozgrywkach posezonowych. Jednak w przeciwieństwie do jego brata, niemal pewne jest to, że Stan nie jest zainteresowany dążeniem do objęcia posady trenera Jeziorowców, a przynajmniej taką informację podał Marc J. Spears z Yahoo Sports. Niemniej jednak warto co nieco wiedzieć na temat jego osoby, gdyż nigdy nie wiadomo jak się potoczą sprawy. W oczy rzucają się jego zdolność do ustawienia obrony, która w sezonie 2008-09 była najlepsza w lidze (z Dwightem Howardem w składzie) oraz umiejętność wprowadzenia odpowiednich schematów ofensywnych, w czym jest prawdopodobnie dużo lepszy niż jego brat. Do tej pory wykazał się jednak przede wszystkim atakiem typu inside-outside, który wiąże się z posiadaniem dobrego wysokiego i utalentowanych strzelców obwodowych. Trudno więc powiedzieć, czy w przypadku posiadania innej grupy zawodników, również byłby w stanie stworzyć z nimi jedną z 10 najlepszych ofensyw w lidze, tak jak to często miało miejsce podczas jego dwóch przygód na Florydzie.

Lionel Hollins

Były trener Memphis Grizzlies podobno jest zainteresowany pracą w Los Angeles, o czym zdążył już donieść Marc J. Spears. W poprzednim roku doprowadził on Niedźwiadki do Finału Konferencji Zachodniej, gdzie jednak przegrał 4-0 z San Antonio Spurs. Mimo tego niepowodzenia, w ciągu pięcioletniej kariery w stanie Tennessee wykonał naprawdę świetną robotę, którą obecnie stara się kontynuować David Joerger. Jest to też kolejny trener, którego charakteryzuje defensywa, o czym świadczy jego sukces w poprzednim sezonie (drugie miejsce w lidze). Niestety ma on średnie pojęcie o ofensywie, a jego Grizzlies tylko raz znaleźli się w top 15 (w sezonie 2009-10 na 13 miejscu). Ogólnie jednak prezentowali tzw. błotną koszykówkę – taką samą, która przyniosła Lakers mistrzostwo w 2010 roku. W obecnej lidze może ona jednak nie wystarczyć do osiągnięcia sukcesu. Nie można bowiem polegać tylko na jednej stronie parkietu – zarówno w przypadku ataku jak i obrony. Jeśli więc chodzi o osobę Lionela Hollinsa, trzeba by było mieć nadzieję na to, że albo usprawnił swój system albo dobierze sobie odpowiednich asystentów, którzy pomogą mu w prowadzeniu ofensywy (tak jak to zrobił Mike Brown podczas jego pierwszej przygody w Cleveland Cavaliers). Na pewno jednak potrafi on wykorzystać wysokich zawodników, a do tego ciągle ma potencjał rozwoju i jest bardzo prawdopodobne, że wyciągnął odpowiednie wnioski podczas jego rocznych wakacji. Nie da się ukryć, że jest jednym z najlepszych kandydatów dostępnych na rynku, który zatrząsłby obroną Jeziorowców.

Tom Thibodeau

Trener Chicago Bulls ma jeszcze ważny kontrakt w swoim zespole ale pojawiły się plotki, jakoby nie dogadywał się on z władzami drużyny z Wietrznego Miasta i dlatego też Lakers planują zapytać się Byków o możliwość rozmowy z byłym asystentem Doca Riversa. Ponadto niewykluczone, że Bulls od przyszłego sezonu pójdą w zupełnie innym kierunku niż dotychczas, a zmiany obejmą wszystkich – za wyjątkiem Derricka Rose’a. Thibodeau w Jeziorowcach nie jest więc planem niemożliwym do zrealizowania. Podobnie jak Lionel Hollins, Trener Roku 2011 swoją uwagę poświęca przede wszystkim obronie i to właśnie dzięki niej zasłynął w lidze. Bulls pod jego przewodnictwem znajdywali się dwukrotnie na drugim miejscu pod względem defensywy, raz na pierwszym i raz na szóstym. Te liczby mówią same za siebie. Niestety Tom nie jest bez wad, a jedną z nich jest beznadziejna ofensywa. Były członek sztabu szkoleniowego Celtics, przychodząc do Chicago zrobił dokładnie to samo co Mike Brown w Cleveland – oparł atak na swojej gwieździe, co prędzej czy później musiało się źle skończyć. Oczywiście gdy Rose jeszcze grał na parkiecie, to ofensywa zespołu wyglądała całkiem dobrze (przynajmniej na papierze) ale gdy ten opuścił w sezonie 2013-14 72 spotkania, można było gołym okiem dostrzec jej niedoskonałości i to nawet mimo fantastycznego rozgrywania Joakima Noaha na high post. Jeżeli więc Tom miały więc trafić do Lakers, to musiałby wymyślić nowe schematy ofensywne, które nie będą oparte w 90% na 35 – letnim i wracającym po kontuzji Kobe Bryancie.

George Karl

Karl spędził w NBA na stanowisku trenera aż 25 sezonów – prowadząc Cleveland Cavaliers, Golden State Warriors, Seattle SuperSonics, Milwaukee Bucks i Denver Nuggets. Ani razu jednak nie wygrał mistrzostwa NBA, a najdalej doszedł w 1996 roku, bo do Finału NBA, gdzie jego Sonics ulegli Chicago Bulls 2-4. Karl może pochwalić się wieloma zwycięstwami na koncie i dobrym procentem wygranych (60%), a także nagrodą Coach of the Year z 2013 roku oraz czterokrotnym prowadzeniem Drużyny Gwiazd. Poza tym jednak nie wyróżnia się niczym innym od przeciętnego trenera, a jego zespoły aż 14 na 22 razy odpadały w pierwszej rundzie playoffs. Karl to nikt inny jak „trener sezonu zasadniczego”, który nie jest kojarzony z wielkimi sukcesami, co potwierdza jego dotychczasowa kariera. Lakers podobno mają zamiar się z nim spotkać ale zatrudnienie go nie wydaje się być dobrym rozwiązaniem dla przyszłości klubu.

Mike Dunleavy

Ojciec Mike’a Dunlevay’ego Jr. – grającego w barwach Chicago Bulls niskiego skrzydłowego, już raz prowadził Los Angeles Lakers, z którymi w swoim debiutanckim roku (1991) doszedł do Finału NBA. Później jednak zaliczył nieudany epizod w Milwaukee Bucks i swoimi zdolnościami popisał się dopiero w sezonie 1997-98, kiedy to został trenerem Portland Trail Blazers. Ekipa ze stanu Oregan jednak mimo dobrego składu nie była w stanie zajść dalej niż do Finału Konferencji Zachodniej i w końcu postanowiono zwolnić Dunlevaya, który nie potrafił zarządzać drużyną, w której grało wiele silnych osobowości i gwiazd (Shawn Kemp, Scottie Pippen, Damon Stoudamire, Rasheed Wallace, czy Bonzi Wells). Po dwóch latach przerwy Mike został szkoleniowcem Clippers ale podobnie jak w przypadku Bucks, Dunleavy w Los Angeles nie odniósł żadnego sukcesu (poza awansem do drugiej rundy w playoffs w sezonie 2005-06) i raczej uważany jest co najwyżej za przeciętnego trenera, o słabych zdolnościach motywacyjnych. Ostatnio dwukrotnie został przepytany przez rodzinę Bussów i Mitcha Kupchaka – w 2011 roku po odejściu Phila Jacksona i w 2013 po zwolnieniu Mike’a Browna ale do tej pory nie udało mu się ponownie przekonać do siebie zespół z Kalifornii. Teraz Dunleavy ponownie dostanie swoją szansę zaprezentowania się przed zarządem złota i purpury, z czego zresztą bardzo się cieszy, ale jego szanse na objęcie posady (na szczęście) są raczej niewielkie.

Byron Scott

Kandydatem, który bardzo chciałby rozpocząć pracę w Lakers jest również Byron Scott, który wyraził swoje zdanie na antenie Time Warner Cable SportsNet. Jego bilans zwycięstw znajduje się poniżej 50% ale za to Byron może pochwalić się dwukrotnym awansem do finałów NBA z New Jersey Nets (w sezonie 2001-02 i 2002-03). Trzeba mieć tu jednak na uwadze, że za ofensywę odpowiadał wtedy Eddie Jordan, a na pozycji rozgrywającego grał Jason Kidd. Co prawda później udało się Scottowi jeszcze dwukrotnie znaleźć się w playoffs z New Orleans Hornets (po raz ostatni w 2009 roku) ale od tego czasu nie może pochwalić się dobrze wykonaną pracą. W ciągu trzech lat spędzonych w Cleveland, jego Cavaliers ani razu nie wygrali więcej niż 24 spotkań. Tym samym raczej nie byłby on być lepszym trenerem niż Mike D’Antoni. Wydaje się on być na tym samym poziomie co były szkoleniowiec Jeziorowców, a to nie pomogłoby Lakers stać się lepszym zespołem i mieć nadzieję na mistrzostwo w przyszłości. Nadchodząca zmiana musi być widoczna gołym okiem i dać prawdziwe podstawy fanom na uwierzenie w to, że organizacja wraca na właściwe tory.

Kurt Rambis

Oczywiście jeżeli padło nazwisko Byrona Scotta, to nie mogło zabraknąć również Kurta Rambisa – kolejnej osoby bardzo związanej z ekipą złota i purpury, która w ostatnim sezonie była asystentem Mike’a D’Antoniego. Choć Kurt w moich oczach jako asystent spisuje się całkiem dobrze, to jako trener do tej pory nie pokazał się z dobrej strony i raczej nie jest kimś, kto powinien objąć prowadzić Lakers. Rambis w 1998-99 zaliczył krótką przygodę w Jeziorowcach, kiedy to wygrał 24 z 37 rozegranych spotkań (3-5 w playoffs) ale gdy już prowadził Minnesotę Timberwolves, zdołał odnieść tylko 32 zwycięstwa podczas pełnych dwóch sezonów. Wilki pod jego wodzą w ogóle się nie poprawiły, a próba zaimplementowania trójkątów do ich ofensywy zakończyła się fiaskiem. Tak czy inaczej według doniesień zza oceanu, będzie on mógł przedstawić swoją koncepcję gry zarządowi mistrzów NBA z 2010 roku.

Ettore Messina

Pora przejść do listy osób, które mogłyby po raz pierwszy wykazać się w NBA i odnieść w niej spore sukcesy. Pierwszy na niej jest Ettore Messina –  trener CSKA Moskwa. Messina pracował już w Jeziorowcach w sezonie 2011-12, kiedy to był „dalekim asystentem” Mike’a Browna. Nie miał jednak wpływu na grę zespołu, a raczej po prostu zbierał doświadczenie. Po roku pracy w Kalifornii, wrócił do Europy, gdzie ponownie zajął się prowadzeniem ekipy ze stolicy Rosji. Ettore może pochwalić się naprawdę wieloma osiągnięciami: czterokrotnie wygrywał Euroligę, dwa razy został wybrany Trenerem Roku w Eurolidze, czterokrotnie sięgał po mistrzostwo Włoch, siedem razy wygrywał Puchar Włoch, pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo Rosji oraz dwa razy po Puchar Rosji. Nazywany jest ofensywnym geniuszem, który buduje swój system pod graczy – w zależności od grupy jaką posiada. Na dodatek szanowany jest przez Kobe’ego Bryanta, co również powinno mu pomóc w pracy w Los Angeles. Messina bowiem podobnie jak Tex Winter, kładzie nacisk na czytanie defensywy przez swoich zawodników i każe im reagować na ich poczynania. Na dzień dzisiejszy wiadomo, że włoski szkoleniowiec nie zostanie w CSKA Moskwa na kolejny sezon ale to czy opuści Europę, pozostaje zagadką. Istnieją także pogłoski jakoby wolał on dołączyć do sztabu szkoleniowego Gregga Popovicha, niż zostać głównym trenerem w amerykańsko-kanadyjskiej lidze. Z drugiej strony ile osób byłoby w stanie odmówić Lakers? Prowadzenie tak utytułowanej drużyny wydaje się być spełnieniem marzeń dla wielu osób, więc być może i Messina, jeśli dostałby taką propozycję, zgodziłby się ja przyjąć.

Quin Snyder

Podobnie jak Messina, Snyder przebywał już w Jeziorowcach podczas sezonu 2011-12, kiedy to był asystentem Mike’a Browna. Po roku spędzonym w Mieście Aniołów, dołączył jednak do włoskiego szkoleniowca w CSKA Moskwa, a następnie (od 2013) został asystentem Mike’a Budenholzera w Atlancie Hawks. Snyder uchodzi za inteligentną i pracowitą osobę, która miała okazję podglądać w akcji wielu trenerów – w tym wspomnianego Browna oraz Douga Collinsa i Mike Krzyzewskiego na uniwersytecie w Duke. Spędził także ogromne ilości czasu na rozwijaniu zawodników, w tym także Kobe’ego Bryanta. Może się więc okazać kolejnym stosunkowo młodym i obiecującym trenerem, takim jak Brad Stevens czy Frank Vogel. Podobno jest kilka drużyn w lidze zainteresowanych jego usługami i niewykluczone, że w przyszłym sezonie dostanie własny zespół do prowadzenia. Warto jeszcze wspomnieć, że w czasie trenowania Austin Toros z NBA D-League (odpowiednik San Antonio Spurs), udało mu się wygrać mistrzostwo w 2008 roku, a z kolei w następnym sezonie został wybrany Trenerem Roku.

Steve Kerr

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Kerr niemal na pewno wyląduje w Nowym Jorku ze względu na jego kontakty z Philem Jacksonem. Gdy zwolniło się jednak miejsce w Jeziorowcach, Ben Higgins z Sirius XM napisał na Twitterze, ze były rozgrywający przede wszystkim Bulls, chętnie porozmawiałby o posadzie trenera w Mieście Aniołów. Dlaczego? Dlatego, że chciałby on zostać na Zachodnim Wybrzeżu, gdyż na co dzień mieszka w San Diego, a jego córka uczęszcza do college’u w Berkeley. Steve wcześniej zaliczył niezbyt udany okres jako menedżer w Phoenix Suns i dlatego po kilku latach przerwy, postanowił spróbować swoich sił w lidze jako coach. Do tej pory jeszcze nigdy nie prowadził drużyny ale jest osobą inteligentną, która miała okazje być częścią mistrzowskiej ekipy z Chicago i podglądać techniki szkoleniowe Phila Jacksona. Wiele lat spędził również jako ekspert TNT, co dla niektórych może być nawet podstawą do ocenienia jego zdolności analitycznych i umiejętności czytania gry. Nie wiadomo jednak co może zaoferować Kerr oraz jaką filozofię by wdrożył do zespołu ale można spodziewać się, że bardziej lub mniej miałaby ona związek z trójkątami. Niemniej jednak nie ma on żadnego doświadczenia na stanowisku trenera lub nawet asystenta, przez co zatrudnienie go byłoby bardzo ryzykownym ruchem. W Los Angeles miałby on przed sobą ogromne wyzwanie – dużo większe niż w Nowym Jorku, gdzie przecież mógłby liczyć na wsparcie Zena Mastera.

Kevin Ollie

Ollie jeszcze do niedawna był zawodnikiem NBA, który natychmiast po zakończeniu kariery, został asystentem Jima Calhouna w NCAA. Zdolnościami trenerskimi popisał się zaledwie dwa lata później, kiedy to został trenerem w Connecticut i w swoim drugim sezonie wygrał mistrzowski tytuł. Nic więc dziwnego, że budzi ogromne zainteresowanie w NBA, a Lakers mają zamiar spotkać się z nim osobiście, aby porozmawiać na temat objęcia posady trenera. Ponadto dorastał on w Los Angeles, a więc niemal pewne jest, że przyjąłby propozycję Lakers, gdyby taka pojawiła się na stole. Jest on młodym szkoleniowcem (41 lat), a to oznacza, że ma ogromny potencjał. Jego dwa sezony spędzone jako trener Huskies były bardzo udane ale kto wie, czy nie były to tylko jednorazowe wyskoki, a jego techniki szkoleniowe nie sprawdziłyby się w NBA. Co prawda jego atak polegałby głównie na pick & rollach (co jest normą w dzisiejszej NBA) ale nie da się ukryć, że brakuje mu doświadczenia i tak szybkie przejście do zawodowej ligi może okazać się niewypałem. Jeśli jednak Kevin oczaruje zarząd swoim nastawieniem, planem, filozofią gry i systemem, który wprowadziłby do zespołu złota i purpury, to mógłby dostać swoją szansę w Mieście Aniołów. Tym bardziej, że jest on dobrym znajomym Kevina Duranta, który w 2016 roku zostanie wolnym agentem. Jego obecność mogłaby więc pomóc mistrzom NBA sprzed 4 lat w sprowadzeniu do siebie gwiazdy Oklahomy City Thunder.

John Calipari

Calipari to kolejny po Olliem, trener z NCAA, który może mieć swoje pięć minut z Lakers. Do tej pory spędził prawie całą karierę w NCAA – raz wygrywając tytuł i dwukrotnie zajmując drugie miejsce. Mówi się jednak, że jest on typowym coachem, nadającym się do krótkiego szkolenia zawodników aspirujących do draftu NBA i mający z nimi tylko i wyłącznie bardzo dobre relacje. Nie jest jednak żadnym wybitnym strategiem, co pokazał zarówno w Memphis jak i w Kentucky wprowadzając dribble drive motion offense. W profesjonalnej lidze zadebiutował w sezonie 1996-97 w barwach New Jersey Nets ale wygrał tylko 39% rozegranych spotkań, przegrywając wszystkie trzy w fazie playoffs. Poza tym nie wiadomo, czy jest on w ogóle zainteresowany posadą w ekipie 16 – krotnych mistrzów NBA. Ostatnio bowiem zapowiedział, że nie chce i że nie opuści swoich chłopaków z Kentucky. Szczerze mówiąc miejmy nadzieję, że tak właśnie się stanie, gdyż nie wydaje być się on żadnym „ulepszeniem” nad Mike’em D’Antonim.

Billy Donovan

Nazwisko Donovana zostało ostatnio nieco zapomniane w NBA, ze względu na odbywaną przez niego karę. Billy po zdobyciu dwóch mistrzostw z rzędu w NCAA, został trenerem Orlando Magic w roku 2007 ale po kilku dniach natychmiast zrezygnował, w efekcie czego nie mógł trenować w amerykańsko-kanadyjskiej lidze przez kolejne pięć lat. Ten okres się jednak już skończył i Billy może szukać pracy w najlepszej lidze na świecie. Do tej pory spędził aż 18 sezonów na Florydzie, gdzie może pochwalić się wieloma osiągnięciami. Zdarzały mu się jednak wpadki, takie jak odpadanie w pierwszej rundzie z niżej rozstawionymi zespołami, a komentatorzy i eksperi zarzucali mu brak dokonywania odpowiednich zmian podczas trwania spotkań, czy też rozwijania umiejętności swoich zawodników. Tak czy inaczej ostatnio Donovan nie wykluczył powrotu do NBA ale jak na razie chyba sam nie wie, czy jest już gotowy na dużo większe wyzwanie niż w NCAA.

Podsumowanie

Oprócz wymienionych wyżej kandydatów, mówi się jeszcze o Alvinie Gentrym, a nawet Dereku Fisheru, który podobno jest gotów do przyjęcia posady szkoleniowca, członka zarządu lub komentatora sportowego po zakończeniu obecnego sezonu. Nazwisk zatem nie brakuje i choć Mitch zapowiedział, że natychmiast rozpoczną poszukiwania z Jimem, to nie oznacza to, że poznamy trenera Jeziorowców już w najbliższym czasie. Zarząd może bowiem poczekać do draftu, zakończenia playoffs lub nawet dnia otwarcia rynku wolnych agentów i wtedy podjąć decyzję, po wielu przeprowadzonych rozmowach z potencjalnymi szkoleniowcami i rozeznaniu na rynku. Wybór nowego trenera na pewno będzie przemyślany przez osoby zarządzające organizacją i miejmy nadzieję, że dużo bardziej trafny niż poprzednie dwa. Najważniejsze wydaje się być nie podpisywanie umów ze „zużytymi trenerami”, którzy mieli swoją okazję na osiągnięcie sukcesu w NBA i raczej nie pokażą się z lepszej strony niż dotychczas. Następny trener powinien być dynamiczny, zdolny do dostosowania się i przeprowadzania odpowiednich zmian, a także mający jeszcze potencjał i możliwości rozwoju. Powinien on jasno określić tożsamość drużyny i starać się realizować takie założenia, które najlepiej wykorzystałyby zdolności podpisanych zawodników. Musi to być więc ktoś, kto jest otwarty na wszelkie zmiany oraz zdolny połączyć wszystkie aspekty koszykówki w jedną całość. Czy to będzie ktoś z weteranów lub młoda osoba, mająca świeże spojrzenie na NBA – to bez znaczenia. Na pewno jednak w długim okresie czasu musi być w stanie osiągnąć sukces w Los Angeles, bo tylko to jest akceptowane przez zarząd i kibiców.

Skomentuj