Krajobraz po trade deadline

Opublikowane przez , 26 lutego 2017 w Artykuły, Drużyna, 0 komentarzy

Za nami jeden z najgorętszych okresów w NBA. W tym roku podczas końcówki okna transferowego w Los Angeles Lakers doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi, które zakończyło się wieloma istotnymi zmianami, od najwyższych posad w klubie aż po wymianę dotyczącą gracza znajdującego się poza rotacją zespołu. Dodatkowo Lakers odegrali istotną rolę w zamieszaniu dotyczącym DeMarcusa Cousinsa oraz Paula George’a.Warto przyjrzeć się więc dokładnie wszelakim posunięciom organizacji w ostatnich dniach. Zarówno tych dokonanych jak i tych, które mogły się wydarzyć.

Największą sensacją całego okresu trade deadline w NBA niewątpliwie okazał się transfer DeMarcusa Cousina z Sacramento Kings do New Orleans Pelicans. Dla fanów Jeziorowców najciekawsze jednak okazały się informacje uzyskane już po potwierdzeniu owej wymiany. Lakers złożyli ofertę Kings jednak włodarze Sacramento zażądali Brandona Ingrama, na co z kolei nie zgodził się Mitch Kupchak. Nie wiemy jednak dokładnie czego jeszcze oczekiwali Kings, więc nie do końca w stanie jesteśmy ocenić decyzję byłego już menedżer Lakers. Osobiście uważam, że moment nie sprzyjał Jeziorowcom. Sam Cousins poprawiłby w tym sezonie bilans Lakers, ale cena jaką trzeba byłoby zapłacić raczej byłaby zbyt wysoka. Młodzi gracze z Los Angeles są wciąż dalecy od wejścia w koszykarski prime i oddawanie kilku z nich za Cousinsa byłoby bardzo ryzykowną decyzją, zwłaszcza iż Lakers nie mieliby żadnych gwarancji dotyczących ewentualnego podpisania przez DMC umowy w 2018 roku. Podjęte ryzyko byłoby w mojej opinii zbyt duże, więc ostatnią decyzję Mitcha o odpuszczeniu jednego z najlepszych centrów ligi uważam za słuszną.

Była to już jak wspominałem ostatnia decyzja podjęta przez duet Jim Buss – Mitch Kupchak, gdyż na kilkadziesiąt godzin przed czwartkowym trade-deadline Lakers zaszokowali NBA ogłaszając zwolnienie zarówno Bussa jak i Kupchaka. Zwłaszcza termin tej decyzji był sensacyjny, gdyż Jeannie Buss zdecydowała się na całkowitą zmianę osób decyzyjnych za transfery, w momencie gdy właśnie toczyły się w całej lidze nieustające negocjacje. Początkowo stery objęła legenda Lakers – Magic Johnson, ale błyskawicznie okazało się, iż nowym menedżer Lakers zostanie Rob Pelinka, co mogło uspokoić fanów obawiających się złych decyzji nowych włodarzy w najbliższym okresie, a Jeziorowcy finalnie nie wykonali złych posunięć.

Niewątpliwie odejście Mitcha Kupchaka to koniec pewnej epoki w Los Angeles. Pełniący od 2000 roku obowiązki menedżer w Lakers Kupchak od kilkudziesięciu lat oddał serce organizacji. Daleki jestem od obarczania go odpowiedzialnością za wszystkie nieszczęścia, które napotkały Lakers w ostatnich latach. Pamiętam nie tylko o doskonałych wymianach – po Pau Gasola (co pozwoliło na 3 finały z rzędu i 2 mistrzostwa), czy niestety zablokowanej przez ligę po Chrisa Paula. Nie tylko o świetnym wynalezieniu Arizy czy odważnym wybraniu z 10 numerem w drafcie Bynuma. Pamiętam też świetne wybory w drafcie w ostatnich latach – zwłaszcza z dalszymi wyborami, gdzie Lakers zanotowali aż trzy przechwyty z rzędu (Clarkson, Nance, Zubac), czy odpuszczenie z 2 numerem w drafcie 2015 roku Okafora co pokazuje, że Mitch wciąż potrafił podejmować bardzo dobre decyzje.

Mitch Kupchak nie jest już menedżerem Lakers

Jednakże zmiana była nieunikniona i choć jej czas był najdziwniejszy z możliwych to ze względu na brak nagłych złych posunięć w pierwszych godzinach urzędowania Earvina Johnsona jestem zadowolony. Od dłuższego czasu irytowała pasywność Kupchaka podczas kolejnych sezonów, gdzie nie był w stanie oddać spadających umów za jakiekolwiek assety (pisałem o tym już rok temu – link:http://www.lakersland.pl/pasywnosc-kupchaka-pomaga-lakers/). To Mitch dokonał także wymiany po Steve’a Nasha, za którą Lakers do dziś pokutują. Drżymy o utrzymanie picku podczas kolejnego sezonu, gdyż Kupchak oddał bardzo słabo chronione picki, ryzykując zbyt wiele by zbudować ostatni mistrzowski team wokół Bryanta. Jednakże największe zastrzeżenia i to jak najbardziej słuszne, można mieć do byłego już menedżer Lakers za okresy podpisywania wolnych agentów. Nie chciałbym wylewać pomyj na niego za przegrane licytacje o LaMarcusa Aldridge’a czy Carmelo Anthony’ego. Po pierwsze Lakers byli na straconej pozycji i właściwie nie mieli większych szans w walce o owe gwiazdy, a po drugie finalnie jeśli chodzi o długofalową przyszłość wyszło to Jeziorowcom na dobre. Jednakże zarówno w 2014 jak i w 2015 roku brakło dobrego planu awaryjnego i próby wyciągnięcia z FA jakiejś perełki, które były ówcześnie dostępne, by wspomnieć jedynie Crowdera, Thomasa czy Patricka Beverleya. Co gorsza podczas offseason 2016 Mitch zupełnie nie wyczuł rynku. Tym razem zamiast czekać dłużej rzucił się błyskawicznie z gigantyczną i długoletnią umową dla Mozgova, a później dołożył równie przepłaconego Denga. Te czteroletnie kontrakty będą odbijać się Lakers czkawką jeszcze przez długi okres i w mojej opinii przesądzają o konieczności wymiany na najwyższych stanowiskach. Podsumowując – dziękuję Mitch za wszystko, ale Twój czas już minął.

O powodach zwolnienia wieloletniego menedżer Lakers już napisałem, teraz z kolei patrzeć należy już w przyszłość, więc przyjrzymy się nowym włodarzom Lakers. Magic Johnson to legenda Lakers, ale jednocześnie osoba potrafiąca wygłaszać dość kontrowersyjne opinie, niejednokrotnie budzące wręcz zażenowanie. Gdyby Magic samodzielnie przejął stery szesnastokrotnych mistrzów NBA byłbym zaniepokojony, ale do tego nie doszło. Jeśli jeden z najlepszych rozgrywających w historii ograniczy swą rolę może znacząco pomóc Jeziorowcom na wielu płaszczyznach. Doniesienia zza oceanu dotyczące sposobu negocjacji Mitcha z agentami poszczególnych koszykarzy były kolejnym kamyczkiem do ogródka Kupchaka. Zamiast Jima Bussa w nieśmiertelnej czapeczce rozmawiać podczas negocjacji z poszczególnymi graczami będzie Magic, a tak wybitny były zawodnik z pewnością zostanie dokładnie wysłuchany przez obecnych graczy. Johnson rzecz jasna posiada rozległe kontakty w całej NBA, a dla części graczy jest jednym z idolów. Dodatkowo Magic zamierza się zaangażować w treningi Lakers, a jego pomoc może okazać się nieoceniona w rozwoju młodych talentów.

Zatrudnienie Roba Pelinki z kolei uspokoiło mnie pod względem przyszłych ruchów FA. Obawiałem się, iż Lakers zatrudnić mogą jako nowego menedżer figuranta, który miałby znikomą rolę – podobnie jak ma to miejsce choćby w New York Knicks, gdzie rządzi Phil Jackson. Jednakże Pelinka nie jest postacią anonimową. By objąć posadę menedżer Lakers zrezygnował z gigantycznych zarobków (był obecnie agentem choćby Jamesa Hardena). Z pewnością nie zgodziłby się na poważną stratę finansową by zostać osobą, która nie podejmuje decyzji. Rob cieszy się znakomitą renomą, co sami mogliśmy ujrzeć w ostatnich latach, gdy znakomicie negocjował kontrakt Kobego Bryanta. Znacznie młodszy od Kupchaka (niespełna 50 lat) prezentować ma nowe podejście Lakers. Znany z świetnego oceniania koszykarzy i mający jako były agent fantastyczne kontakty w środowisku NBA Rob Pelinka wydaje się być bardzo dobrym wyborem Jeziorowców. Dodatkowo jeśli chodzi o zmiany na górnych stanowiskach warto wspomnieć, iż w klubie pozostał Ryan West. Syn innej legendy Lakers w ostatnich latach był odpowiedzialny głównie za jakże udane drafty Lakers, więc jego pozostawienie cieszy w kontekście przyszłych lat. Ruchy Jeanie Buss wydają się być zaskakująco dobre, na ocenę efektów rzecz jasna musimy zaczekać.

Rob Pelinka i Kobe Bryant - czy znowu będą razem współpracować w Lakers?

Pierwsza wymiana Magica Johnsona nastąpiła dość szybko. Do Houston Rockets oddany został Lou Williams, w zamian za Coreya Brewera i niezastrzeżony pierwszorundowy pick Rockets z draftu 2017. Czy trade ten był świetny dla Lakers? Nie, wartość uzyskana za Lou raczej była w okolicach najniższej akceptowalnej. Sam słysząc doniesienia o znacznym zainteresowaniu Williamsem liczyłem na więcej, ale najwidoczniej nikt nie był skłonny złożyć lepszej oferty. Co prawda można było poczekać do końcówki trade-deadline, ale najwyraźniej Magic uznał, iż nic więcej nie będzie w stanie uzyskać, a nie chciał stracić okazji na oddanie Williamsa. Jednakże absolutnie nie jestem bardzo rozczarowany, gdyż wytransferowanie Williamsa było koniecznością!

Dlaczego? Złożyło się na to kilka powodów. Lakers nie mają już większych szans na awans do rozgrywek PO, w związku z czym priorytetem obecnie nie jest wygrywanie za wszelką cenę, więc chwilowe osłabienie Lakers oddaniem świetnego rezerwowego jest oczywistą decyzją. Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, iż tegoroczny pick Jeziorowców jest chroniony jedynie dla wyborów 1-3, w innym przypadku otrzymają go Sixers. A klasa draftu 2017 z Fultzem, Smithem, Lonzo, Jacksonem czy Tatumem na czele jest bardzo mocna. Wielu fanów jednakże alergicznie reaguje na słowo „tankowanie”, stąd trzeba wyjaśnić – nikt nie będzie rozpaczał jeśli w końcówce sezonu do zwycięstw Lakers prowadzić będą Russell, Randle i reszta młodych graczy Lakers. Jednakże seriale punktowe Lou Williamsa, gdy na ławce siedzą rozwijający się koszykarze, to ostatnie czego potrzebują obecnie Jeziorowcy. Inną ważną kwestią jaką należy poruszyć są rzecz jasna minuty jakie na boisku spędzać powinni młodzi koszykarze. Luke Walton dąży do zwycięstw i ciężko mu się dziwić, iż nie chciałby odstawiać na ławkę grającego swój najlepszy sezon w karierze Williamsa. Efektem tego był ograniczony czas gry jaki otrzymywali utalentowani obwodowi Lakers. Nieprzypadkowo w pierwszym spotkaniu po tym transferze Russell zagrał ponad 35 minut w Oklahomie, a tendencja grających więcej Russella i Clarksona powinna się utrzymać.

W mojej opinii Russell jest zawodnikiem, który zdecydowanie lepiej czuje się mając komfort długich minut na boisku. Gdy w tym sezonie średnio grał powyżej 30 minut (ledwie 19 takich spotkań dotychczas!) jego statystyki to 20 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst na mecz. Także oddanie Lou wydaje się być błogosławieństwem dla rozwoju Russella, a w związku z tym także dla przyszłości Lakers. Kolejnym aspektem, na który pozytywnie powinno wpłynąć odejście Lou jest gra zespołowa. O ile Williams był w tym sezonie efektywny, o tyle nie miało to przełożenia na pozostałych Jeziorowców. Zwłaszcza Jordan Clarkson grając w duecie z Lou znacznie obniżył loty, dlatego cieszy, iż powinien spędzać teraz na boisku więcej czasu u boku Russella. Pierwszy mecz przeciw OKC to bardzo mała próbka, ale mający w tym sezonie zatrważającą średnio ledwie 2 asyst na mecz Clarkson z marszu wyrównał swój tegoroczny rekord notując 5 asyst.

To koniec wspólnej gry Clarksona i Williamsa w Lakers

Dodatkowo Lakers przejęli kontrakt Coreya Brewera, który obowiązuje do 2018 roku. Weteran nie potrafił się odnaleźć w ostatnich miesiącach w Rockets. W Los Angeles jego rola powinna ograniczać się do kilku lub kilkunastu minut na mecz, w których będzie starał się utrzymać reputację ponad przeciętnego defensora. Jednocześnie jest to kolejny zawodnik, który jest znany jako dobry duch w szatni, co z pewnością rozważyli włodarze Lakers przyjmując jego umowę w wymianie. Bardzo ważny dla Jeziorowców okazać może się pick z końcówki pierwszej rundy draftu 2017 (przypuszczalnie w okolicach 27-28 miejsca). Po pierwsze może zostać użyty jako asset w jakiejś przyszłej wymianie, po drugie w ostatnich draftach Lakers wybierali rewelacyjnie z dalszymi pickami, więc można mieć nieśmiałą nadzieję na wzmocnienie kolejnym Larrym bądź Ivicą. Podsumowując wymiana ta nie zwala z nóg, ale była konieczna i dobrze, że została przeprowadzona.

Ostatnie dwadzieścia cztery godziny przed trade-deadline jeśli chodzi o fanów Jeziorowców upłynęły głównie pod znakiem przeglądania napływających zza oceanu wiadomości dotyczących Paula George’a. Jedna z gwiazd ligi od dłuższego czasu wygląda na niezbyt zadowoloną z polityki Larry’ego Birda (by wspomnieć jedynie nieudane próby przesunięcia PG na czwórkę, czy nie do końca zrozumiałe ruchy Birda podczas kolejnych offseasons, włącznie z zmianą coacha). Na nieco ponad rok przed końcem umowy niskiego skrzydłowego Pacers obawiając się utraty za darmo tak świetnego koszykarza zaczęli sondowanie rynku i tego co mogą otrzymać w zamian za Paula. Głównym zainteresowanym byli odwieczni rywale Lakers, czyli Celtic. Posiadając duża liczbę assetów (w tym bardzo wartościowe picki Brooklyn Nets z pierwszej rundy draftu) Danny Ainge starał się pozyskać George’a za możliwe najniższą cenę. Ofertę złożyli również Denver Nuggets jednak po lidze w międzyczasie rozeszła się potwierdzona przez najlepsze źródła (Wojnarowski, Amick, Stein) informacja, iż PG podczas offseason 2018 wybierać zamierza jedynie między Pacers a Lakers. Oczywiście spowodowało to kolejną falę plotek, włącznie natychmiastowym transferem PG do Los Angeles. Osobiście ponownie (jak i w kontekście DMC) byłem oponentem natychmiastowej wymiany po Paula. Tym razem prawdopodobieństwo przedłużenia przez niego umowy wydawałoby się zdecydowanie wyższe niż w przypadku wspomnianego Cousinsa jednakże również cena, którą należałoby zapłacić Pacers również znacznie przewyższyłaby ofertę za Cousinsa. Lakers nie mający assetów oraz zdolnej młodzieży, uderzający w przyszłe sezony jedynie z Georgem, Mozgovem, Dengiem i w najlepszym przypadku Russellem (wątpliwe, Bird zapewne chciałby również pozyskać D’Angelo) za bardzo przypominaliby mi casus Knicks, gdy ci pospieszyli się z wymianą po Carmelo Anthony’ego. Kibicowałem by George nie został oddany teraz do Bostonu, gdyż to faktycznie mogłoby przekreślić lub znacząco obniżyć szanse na pozyskanie go w przyszłości. Szczęśliwie deal nie został dopięty i PG przynajmniej do końca sezonu pozostanie w Indianie.

Jak wyglądają więc szanse Lakers na przybycie George’a w przyszłości do Los Angeles? Nieoczekiwanie są całkiem spore. Przede wszystkim o ile do wszystkich plotek należy podchodzić z dystansem, to od czasów Melodramy nie mieliśmy (potwierdzonej przez tak znamienite źródła) tak mocnej deklaracji rozgłaszanej przez obóz gracza na temat jego późniejszych decyzji. Paul George w 2018 roku podczas FA ma wybierać jedynie między Pacers a Lakers, a warunkiem pozostania w Indianie ma być wzmocnienie ekipy i walka o tytuł. Takie oświadczenie rozpuszczone po lidze zdecydowanie zniechęca inne kluby do walki o PG, gdyż pozostałe teamy NBA obawiać się mogą oddania swych assetów za rok gry George’a, gdy jego odejście po sezonie byłoby nad wyraz prawdopodobne. Oczywiście Celtics wciąż mogą liczyć na to, iż uda im się zachęcić PG wizją walki o tytuł i skłonić do zmiany zdania, ale nie jest to już dla nich tak komfortowa sytuacja.

Czy Paul George w przyszłości trafi do Lakers?

Patrząc na obecny roster Pacers ciężko wyobrazić sobie sposób w jaki, w ciągu ledwie roku mogliby zbudować bardzo mocny zespół, co także działa na korzyść LAL. Dodatkowo George zaliczył pewien spadek formy przez co może zapewne nie zakwalifikuje się w tym sezonie do żadnej z trzech piątek All-NBA. A w nowym CBA oznacza to, iż Pacers nie mogą podpisać z nim tak zwanego „super-maxa” już w 2017 roku. Jeśli George nie zakwalifikowałby się do All-NBA teams również w przyszłym sezonie argumenty finansowe podczas FA 2018 dla Indiany już niemal nie będą przewagą. Z pewnością więc już latem spodziewać możemy się kolejnej burzy związanej z Paulem Georgem. Lakers mogą zarówno ryzykować i czekać aż do offseason 2018, jak też spróbować sprowadzić PG już latem, bądź podczas przyszłego trade-deadline. Niewątpliwie czas działa na ich korzyść, a po ostatnich doniesieniach wysunęli się właściwie na czoło wyścigu o Paula George’a. Przyszłość pokaże czy ujrzymy PG w purpurze i złocie, ale od kilku dni możemy być optymistami, zwłaszcza gdy uwzględnimy koneksje PG z Kalifornią oraz włodarzami Lakers.

Ostatnim ruchem Johnsona podczas trade-deadline była mało znacząca wymiana ponownie przeprowadzona z Rockets. Z Houston do LA przybył Tyler Ennis, a w zamian Jeziorowcy oddali (natychmiast zwolnionego) Marcelo Huertasa. Lakers takim ruchem nic nie ryzykują, gdyż umowa Ennisa wygasa pod koniec sezonu, a będą mieli okazję przyjrzeć się Ennisowi przez kilka miesięcy podczas treningów oraz ewentualnie jego występów w barwach szesnastokrotnych mistrzów NBA. Niewątpliwie powinien być bardziej użyteczny na treningach, jako znacznie lepszy defensor od Huertasa, a być może mający koneksje w Houston Pelinka dostrzegł coś specjalnego w Ennisie. Przekonamy się o tym już w najbliższych tygodniach.

Po trade-deadline do końca sezonu Lakers pozostały jedynie 23 gry (nie licząc rozegranego już spotkania z Thunder). Dla mnie będzie to okres, na który czekałem od momentu gdy Jeziorowcy przestali się liczyć w walce o PO. Zwiększone minuty dla młodych graczy, lineupy w których grają jedynie nasi utalentowani zawodnicy i obserwowanie podczas każdego spotkania rozwoju owych koszykarzy. Obecnie w rotacji Lakers, po usadzeniu niemal na stałe Mozgova jedynie trzech graczy ma za sobą więcej niż 3 sezony w NBA (Deng, Young oraz Brewer). Jeziorowcy krok po kroku rozpoczęli już marsz ku przyszłości, która zaczyna wyglądać bardzo dobrze. Niecierpliwi fani muszą zrozumieć, iż odbudowa przez draft to nie jest błyskawiczny proces, podobnie jak rozwój poszczególnych młodych graczy. Zazwyczaj po wykonaniu dwóch kroków w przód zdarza się cofnięcie o jeden. Dwa kroki w przód, jeden w tył, dwa w przód, jeden w tył…

Lakers podczas trade-deadline wykonali dobre posunięcia, które powinny zaprocentować długoterminowo. A fani Lakers powinni uzbroić się w cierpliwość i z optymizmem patrzeć w przyszłość. A obecnie z przyjemnością obserwować młodziutkich Jeziorowców zbierających szlify w NBA.

Skomentuj