Koszykarskie życie Brandona Ingrama

Opublikowane przez , 24 grudnia 2016 w Wywiady, Inne, 0 komentarzy

Wybrany z numerem drugim w tegorocznym drafcie, Brandon Ingram jest ogromną nadzieją drużyny Los Angeles Lakers, która liczy na to, że pewnego dnia z tym wzrostem, możliwościami i umiejętnościami motorycznymi, stanie się on jednym z najlepszych zawodników w historii klubu. Choć 20-latek z Kinston ma w swoim debiutanckim sezonie problemy m.in. ze skutecznością (FG 34.8%, 3FG 25.7% po 33 spotkaniach), tak jednak w defensywie zdążył już zaimponować wielu ligowym ekspertom. Swoją ogólną, wszechstronną grą znalazł uznanie trenera Luke’a Waltona, który zazwyczaj daje mu spędzić 27.2 minuty na parkiecie i uważa go za jedną kluczowych postaci ławki rezerwowych Lakers. Wie, że może wystawić go zarówno na pozycji niskiego skrzydłowego, jak i rzucającego obrońcy, czy też rozgrywającego. W obszernym wywiadzie, który został przeprowadzony podczas pierwszych, grudniowych meczów wyjazdowych, Brandon opowiada o swojej miłości do koszykówki, wpływie rodziców i przyjaciół na karierę oraz jak widzi swoją przyszłość w National Basketball Association.

Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie o koszykówce?

Mając cztery czy pięć lat, zawsze moje życie kręciło się wokół koszykówki. Ojciec miał siłownię, oddaloną o pięć minut od naszego domu. Chodziłem oglądać mecze lokalnych drużyn w miarę jak dorastałem, zacząłem się wkręcać ten sport i grać ze starszymi.

Kiedy się zorientowałeś, że możesz grać na poważnie?

W zespołach młodzieżowych byłem całkiem dobry. Grałem z moimi rówieśnikami w wieku 8 czy 9 lat. Podczas gry było dużo walki, ale była też i zabawa.

Jaki wpływ miał na Ciebie twój ojciec?

Prowadził siłownię i sam grał w koszykówkę. Uwielbiał rozgrywkę 3 na 3. Kiedy byłem mały, obserwowałem jak ojciec grał w starszych ligach.

Kiedy zrobiłeś pierwsze kroki w koszykówce?

Wychodząc z gimnazjum, mój tata ustawił mnie w drużynie uniwersytetu AAU. Jerry’ego Stackhouse. To dało mi szansę na rozwój i grę z oraz przeciwko jednym z najlepszych w tamtym środowisku.

Jak zaczęła się Twoja relacja z Stackhouse’em?

On zawsze był w pobliżu. Mieszkał tam, gdzie ja – w Kinston. Miał dom 10 minut od mojego. Znam go od czwartej klasy. Przychodził ze swoją rodziną i grał z nami rekreacyjnie, jako center. Zawsze dawał mi rady, aby kontynuować pracę. On wziął mnie pod swoje skrzydła.

Czy czujesz, że Stackhouse jest dla ciebie specjalną inspiracją?

Zdecydowanie. Ostatecznie, to zawsze było moje marzenie, aby być tutaj w NBA. Biorę to na poważnie. Wiedziałem, że jeśli włożę dostatecznie dużo pracy, to kiedyś w końcu się tu dostanę. Nigdy nie wiedziałem, że to nastąpi tak szybko, ale widząc Jerry’ego Stackhouse’a i kilka innych facetów takich jak (skrzydłowy Detroit Pistons) Reggie Bullock, który utorował mi drogę, na pewno pomyślałem, że mogę to zrobić.

Wspomniałeś po drafcie, że jednym z twoich hobby to wędkarstwo. To jest jednak dla ciebie tylko zajęcie od czasu do czasu. Głównie koncentrujesz się na koszykówce. A co jeszcze lubiłeś robić?

Wszystko kręci się wokół obręczy i siłowni. Zawsze jeżdżę tam i z powrotem do Atlanty, skąd pochodzi zespół Jerry’ego AAU. To był główny cel. Wtedy zaczęłam mój rok seniorski, martwiłem się o kolejny etapu po liceum. To naprawdę było moim głównym celem.

Jak długo trwała podróż z Kinston do Atlanty? Jak często tam jeździłeś?

To było około siedmiu godzin. Czasami byłem co drugi weekend, począwszy od 8 klasy. Stack zawsze wysyłał jednego ze swoich kolegów by mnie podwiózł. Zasadniczo wszyscy byliśmy jak rodzina. Jeden z przyjaciół Jerry’ego, który mieszka teraz ze mną, zawsze miał mnie na oku. To wszystko rodzina. Żył w Atlancie, zabierał mnie i kolegę z drużyny Darnella Dunna z Kinston i zawoził na treningi.

Byłeś najlepszym graczem, prawda? Bądź szczery…

(wzrusza ramionami/śmiech)

Czy Brandon Ingram stanie się gwiazdą Lakers?

Wiemy, że byłeś w liceum Kinston, które wygrało cztery razy z rzędu mistrzostwa stanowe. Zwycięskie tytuły nie jest łatwo zdobywać, zwłaszcza w tak bogatym w tradycje koszykarskie stanie. Czy to było oczekiwane od twojej szkoły? Czy to w ogóle była dla kogoś niespodzianka?

Kinston zawsze było miastem koszykówki. W pierwszym roku wygraliśmy i nie było to niespodzianką. Podczas, debiutanckiego roku, mieliśmy renomę, weszliśmy na parkiet z zamiarem wygrywania z przewagą 30 punktów. W miarę upływu lat, wiedziałem, że moja rola będzie coraz większa. Wziąłem pozycję lidera i starałam się przemawiać do zawodników, dawać im przykład i robić wszystko aby drużyna wygrywała.

Co było największym wyzwaniem w liceum?

W regionalnym finale, graliśmy ze szkołą Farmbille Central. To był mój seniorski rok. Byli bardzo dobrzy, z dużą ilością utalentowanych chłopaków, zarówno w football amerykański, jak i koszykówkę. Mieli wielu atletów. Bywało różnie, ale zawsze mieliśmy dobre relacje z trenerem Perrym Tindle i dzięki temu wszyscy wierzyliśmy w siebie.

Wszedłem z ławki jako student pierwszego roku. Byłem szóstym zawodnikiem. Byłem po to, aby zdobywać punkty i ucinać akcje rywala próbując robić małe rzeczy. Jako student drugiego i trzeciego roku grałem na skrzydle, ale podczas mojego seniorskiego roku, mieliśmy braki, jeśli chodzi o obrońców i trener po prostu umieścił mnie na jedynce, żebym prowadził ofensywę. Wiedział, że to lubię.

Jako student pierwszego roku mierzyłeś 188 centymetrów i rosłeś sześć centymetrów rocznie, dopóki nie osiągnąłeś obecnego wzrostu 207 centymetrów. Jakim byłeś obrońcą zanim urosłeś?

Co prawda blokowałem rzuty, ale nie robiłem tego, co robię teraz w obronie.

Tak przy okazji, skończyłeś już rosnąć?

Nie jestem pewien. Ostatni raz, mierzyłem się na początku tego roku.

Miałeś udany debiut na studiach w Duke, ale przegraliście z numerem jeden z Oregonu. Mieliście tylko sześciu zdrowych zawodników, a ty grałeś przez 40 minut, zdobyłeś 24 punkty przy skuteczność rzutowej 9/20 oraz miałeś pięć zbiórek, trzy asysty, dwa przechwyty i blok. Przez cztery sezony w szkole średniej zdobyłeś jeden tytuł. Jak przyjąłeś tamtą porażkę?

Oczywiście, moim celem w Duke było wygrać mistrzostwo kraju, ale byliśmy w okrojonym składzie i do tego straciliśmy jednego z naszych wysokich zawodników, co było bardzo ważne dla zespołu. Pod koniec sezonu tylko sześciu graczy było zdrowych. Staraliśmy się i ogólnie mieliśmy udany sezon. Od małego, Duke było moim marzeniem. Zawsze lubiłem sposób ich grania. Podobało mi się to, w jaki sposób Coach K trenował. Kiedy odwiedziłem Duke zabrał mnie do domu. Czułem, że jest między nami chemia oraz, że będzie to dla mnie udany rok.

Czy miałeś szansę zostać prawdziwym studentem? Jak łączyłeś marzenie o zostaniu koszykarzem z życiem studenckim?

Zawsze żyłem chwilą. Nigdy nie próbowałem przeskakiwać pewnych etapów. Wiedziałem, że jeśli będę pracował to wskoczę na wyższy poziom. Lepsze rzeczy same przyjdą, kiedy ma się pokorę. Więc zostałem sobą, utrzymywałem kontakty z kolegami z drużyny i szkoły. Wykonywałem swoje zadania w klasie i wiedziałem, że te rzeczy zapracują na moją przyszłość.

To jesteś prawdziwy Ty? Jak myślisz, skąd takie zachowanie?

Tak, to cały ja ale oczywiście wpływ ma na to wychowanie przez dobrych ludzi. Byłem wychowywany przez mamę, tatę i ciocię, od strony matki – Leathę Smith. Zanim poszedłem do szkoły podstawowej, byłem wychowywany właśnie przez nią. Zmarła dwa lub trzy lata temu. Nauczyła mnie wielu rzeczy. Zwykliśmy śmiać się i żartować. To z jej powodu, zrobiłem sobie tatuaż na ramieniu. Lubię sztukę, ale są pewne rzeczy, które wiele znaczą dla mnie. Zasadniczo byłem z ciotką Leathą, bo moja mama i tata zawsze ciężko pracowali, tak samo jak pozostali członkowie rodziny. Oni starali się mi wszystko zapewnić, a ciocia Leatha była zawsze blisko mnie.

Brandon Ingram podczas przygotowań do meczu NBA

Musimy zrobić osobny wywiad na temat tatuaży, ale na chwilę obecną, gdzie pracują twoi rodzice?

Moja mama pracuje w placówce farmaceutycznej, gdzie wypisuje recepty dla starszych osób, a tata pracował w fabryce produkującej wózki widłowe.

Wyobrażam sobie, że twoja etyka pracy wynika z tego, jak ciężko pracowali rodzice?

Oczywiście. Teraz doceniam to jeszcze bardziej. Widzę ojca, który wstaje o czwartej rano, aby wsiąść na wózek widłowy, a potem wraca o trzeciej po południu, po to by uciąć sobie godzinną drzemkę, a na koniec od siedemnastej do dwudziestej pierwszej, czasem drugiej jest na sali treningowej. Potem idzie spać i następnego dnia robi to samo. Na pewno etykę pracy wynosiłem z domu. Natomiast moja mama nadal pracuje i właściwie nie przestaje tego robić. To niesamowity widok.

Jak to jest mieć swoich rodziców po drugiej stronie kraju?

Piszę z mamę codziennie, a z tatą co drugi dzień. Mój tata daje mi wskazówki, co do spotkań i mówi mi, że jest ze mnie dumny. Moja mama jest osobą wierzącą, dlatego też modli się za mnie i ciągle daje mi nowe wyzywania, nakłania mnie to dalszego zaangażowanie w grę i nie tylko.

Wiem, że masz przyrodniego brata i siostrę, którzy są siedem lat starsi od ciebie, a twój brat przeniósł się z tobą do L. A.

Moja relacja z bratem zbudowana jest na koszykówce. Zawsze w liceum chodziliśmy razem na salę aby potrenować. Możemy rozmawiać o wszystkim, co jest związane z koszykówką i nie tylko.

Podczas dnia dla mediów, który był przed sezonem, zapytałem cię, jaki najlepszy prezent dałeś komuś. Odpowiedziałeś dom dla rodziców. Brzmi naprawdę nieźle!

To miłe uczucie wiedzieć, że mama i tata pracują ciężko, aby zapewnić Ci wszystko, co najlepsze. To wspaniale mieć szansę im się odwdzięczyć. Szukali domu przez około pięć czy sześć lat. Byli zmęczeni starym mieszkaniem. Chcieli zamieszkać tam, gdzie jest bardziej bezpiecznie. Więc kiedy nadarzyła się okazja, mogłem im to wszystko wynagrodzić i kupić ten dom.

To całkiem fajne. Pozwól mi wrócić do koszykówki. Luke Walton, wyznaczał cię do robienia różnych rzeczy, zaczynając od wchodzenia z ławki, po bycie niskim skrzydłowym, aż po wychodzenia na parkiet jako rzucający obrońca lub rozgrywający. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

W zasadzie dla mnie liczą się zwycięstwa. Chodzi o to, co mogę zrobić, aby wpłynąć na grę w różny sposób ofensywnie i defensywnie. Po prostu staram się robić drobne rzeczy. Myślę, że w defensywie wykonałem wyjątkowa pracę, aby utrudnić życie moim przeciwnikom i pomóc kolegom z drużyny. Moje rzuty co prawda nie wpadają ale staram się na tym pracować i jest coraz lepiej w tej materii. Z meczu na mecz będą nabierał coraz więcej pewności siebie.

Miewasz trudne wieczory, tak jak w Chicago, gdzie trafiłeś 1 na 9 oddanych rzutów ale zakończyłeś mecz z dodatnim wskaźnikiem +/- (+14).

Jako koszykarz nie można spuszczać głowy, gdy coś nie idzie po twojej myśli. Trzeba wrócić i pracować na tym, co się zrobiło źle. Trzeba znaleźć inny sposób, aby wpłynąć na grę i pomóc swojej drużynie. Myślę, że to jeden z powodów, dla których trener trzyma mnie na parkiecie. Wystarczy spróbować, właściwie podać piłkę albo pomóc koledze w defensywie, postarać się o zbiórkę, spowolnić grę rywala itd. Istnieją różne sposoby.

Brandon Ingram podczas sesji zdjęciowej Lakers

Wielu debiutantów w NBA ma problemy z efektywnością rzutów. Jak Ty to postrzegasz?

W pierwszych siedmiu czy dziesięciu meczach, miałem pewny rzut. Przez ostatnie kilka spotkań tworzyłem sobie sytuacje, ale nie trafiałem. To, co robię podczas rozgrzewek czy treningów, staram się później przenieść na mecz. Myślę, że to zaprocentuje i rzuty będą wpadać.

W tym samym okresie o którym powiedziałeś, wydaje się, że lepiej radzisz sobie z grą, wiesz z jakich kątów można wjeżdżać pod kosz, aby uniknąć kontaktu z rywalem itd. Czy jest to coś, nad czymś specjalnie trenujesz, czy po prostu tak wychodzi?

To zdecydowanie coś, nad czym pracuję podczas treningów. Tu nie chodzi tylko o rzut, ważna jest również praca stóp i poruszanie się po tym jak oddam rzut. Myślę, że w NBA możesz uciec przeciwnikowi robiąc jeden ekstra krok i staram się to robić, tworzyć różne sposoby kończenia akcji. Powiedziałem to m.in. Larry’emu (Nance’owi Jr.), z którym o tym rozmawiałem. Do końca nie zdaję sobie sprawy ze swojego wzrostu, przez co czasem nagle znajduję się pod koszem i mogę zdobyć punkty, a czasem nie potrafię dostrzec tego, w jakim jestem miejscu, jak blisko do obręczy.

Było takie zagranie w Chicago, przeciwko Robinowi Lopezowi, kiedy ominąłeś go wchodząc pod kosz od lewej strony, zaczynając z linii rzutów osobistych i używając lewej ręki wrzuciłeś piłkę prosto do kosza. Wyglądało to tak jak mówisz, że nie zdawałeś sobie sprawy z tego, jak szybko znalazłeś się pod koszem.

Oczywiście. Bywa, że utrudniam sobie grę. Ja po prostu czasami tego nie zauważam.

Czy uważasz, że sprawiedliwi są krytycy, którzy mówią, że mógłbyś używać lewej ręki, gdy wchodzisz pod kosz?

Najczęściej widuje się graczy, którzy kończą akcję swoją naturalną ręką. Chyba, że muszą użyć lewej. Ja zazwyczaj używam swojej prawej ręki. Myślę, że mój problem z wykańczaniem akcji polega na tym, że wybijam się z dwóch a nie z jeden stopy.

Więc teraz zazwyczaj wyskakujesz z dwóch, ale byłoby lepiej abyś robił to z jednej stopy?

Zgadza się. Skok z dwóch, zajmuję dużo czasu. Gracze w tej lidze są szybcy, nie można zwlekać z podejmowaniem decyzji…

Jak się teraz czujesz, po 20-stu spotkaniach w NBA?

Ingram: Szczerze mówiąc, myślę, że z każdym meczem  będę coraz lepszy. Widzę to. Jestem bardziej agresywny, czuję się coraz lepiej na parkiecie. W trakcie sezonu, moja pewności siebie będzie rosnąć. Zobaczycie, jakim zawodnikiem będę się stawał. Jak będę zdobywał punkty, walczył po obu stronach parkietu. Będę po prostu coraz lepszy.

Czy wierzysz, że możesz urosnąć do zawodnika, który wygra tytuł i będzie dobry zarówno w obronie jak i w ataku? Czy dostrzegasz to, jak możesz wpłynąć na grę po obu stronach parkietu?

Myślę, że tak. Wchodząc do tej ligi, nie myślałem o byciu tak dobrym w defensywie, zwłaszcza przy moim wzroście. Widziałem, ze ofensywnie jest w porządku, ale w przeszłości miałem braki w obronie. W liceum i na studiach nie trzeba grać dużo obrony (tak jak w NBA). Teraz to dostrzegam. Mogę być graczem, który będzie dobry zarówno defensywnie jak i ofensywnie. To z pewnością pomoże mi i drużynie. Będę starał się każdego roku być lepszym i zobaczymy do czego to doprowadzi.

Źródło: Lakers.com (link)

Skomentuj