Koszmar minionego sezonu

Opublikowane przez , 2 stycznia 2014 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

To był miesiąc wielkich oczekiwań i nadziei. Lakers po tym jak zaliczyli niespodziewanie bardzo udany start, mieli być jeszcze lepsi w grudniu, szczególnie że pokonali wcześniej na wyjeździe Brooklyn Nets, Detroit Pistons i Sacramento Kings. Do tego do gry powrócił Kobe Bryant, który z czasem miał pomóc Jeziorowcom wskoczyć na jeszcze wyższy poziom, a jego zespół miał w końcu ustabilizować się na pozycji, gwarantującej awans do playoffs. Jednak właściwie nic nie poszło po myśli zarządu, trenerów i samych zawodników. Grudzień okazał się być przeklętym miesiącem dla koszykarzy złota i purpury, którzy stoczyli się praktycznie na samo dno tabeli, a ich szanse na grę w rozgrywkach posezonowych bardzo zmalały. Wszystko właściwie z powodu plagi kontuzji, która ponownie nawiedziła ekipę 16 – krotnych mistrzów NBA.

W pierwszych dniach ostatniego miesiąca 2013 roku z gry wypadł odnajdujący formę Jordan Farmar, który był przywódcą drugiego składu, co potwierdził podczas krótkiej serii wyjazdowej pod koniec listopada. Później z kolei, mimo powrotu Kobe’ego Bryanta, kontuzja łokcia dopadła Steve’a Blake’a, który pod nieobecność Black Mamby notował średnio 9.8 punktów i 7.7 asyst na mecz, będąc cichym liderem drużyny i chyba najbardziej odpowiedzialną osobą za funkcjonowanie ataku. Ta sytuacja zmusiłq Vino do stania się rozgrywającym Jeziorowców i skupieniu się na ułatwianiu życia swoim partnerom. Choć Kobe często w swojej karierze decydował o aktualnie granych zagrywkach i miał olbrzymi wpływ na działanie ofensywy, to nigdy nie był i prawdopodobnie nie będzie takim typem rozgrywającego jak Steve Nash, czy choćby Steve Blake i dlatego ten scenariusz nie mógł się sprawdzić od razu, szczególnie że Bryant potrzebował czasu aby wrócić do swojej formy.

Cała drużyna jak i Kobe musieli więc przystosować się do nowego typu gry i nowych ról, co odbiło się na dyspozycji praktycznie wszystkich. Wyjątek stanowili tylko Nick Young i Pau Gasol, na których powrót Mamby podziałał bardzo motywująco. Swaggy P od dnia 8 grudnia notuje średnio 19.9 punktów na mecz, z kolei Hiszpan 16.1 oczek na 50% skuteczności. Choć w pierwszych spotkaniach gra Lakers nie wyglądała najlepiej, to w starciach z Bobcats i Grizzlies można było doszukać się pierwszych pozytywnych aspektów, które mogły zaowocować w przyszłości. Niestety w tym momencie pojawiła się kolejna kontuzja, czyli problem z kolanem dwukrotnego MVP finałów NBA. Był to następny niespodziewany uraz, który zupełnie dobił zespół i zmusił go do radzenia sobie bez trzech, a nawet czterech rozgrywających.

Kontuzje nie przestają nękać ekipę z Los Angeles

Lakers co prawda udało się wygrać z Minnesotą Timberwolves ale już od kolejnego spotkania, mieli wyraźne problemy po obu stronach parkietu, a Pau Gasol raz grał w meczach, a raz pauzował ze względu na chorobę dróg oddechowych (czyt. kolejna kontuzja). Jeziorowcy zostali więc kompletnie ograniczeni w ataku, nie mając osoby, która byłaby w stanie wypełnić lukę po wyżej wymienionych graczach. To z kolei doprowadziło do zmiań w piątkach pojawiających się na parkiecie i zakłóciło chemię oraz zgranie. Dodatkowo całej sytuacji nie pomógł Mike D’Antoni, który postanowił dać szansę Ryanowi Kelly’emu – pierwszoroczniakowi, który wcześniej nie miał ani ważnej roli w zespole, ani okazji grać z graczami z pierwszej lub drugiej piątki. Z rotacji wyleciał za to Chris Kaman, a i Robert Sacre nie był już takim samym pewniakiem jak na początku miesiąca. To tylko utrudniło zawodnikom złapanie odpowiedniego kontaktu i zgranie się, co jest wymagane przy dobrej grze w ataku i obronie. Zawodnicy złota i purpury za bardzo nie wiedzieli czego się po sobie spodziewać i często spóźnione rotacje oraz brak zrozumienia wśród wysokich, przyczyniały się do zdobywania łatwych punktów przez przeciwników.

Przed spotkaniem w EnergySolutions Arena, pisałem na Twitterze, że porażki w kolejnych czterech meczach powinny dać zarządowi do myślenia nad tankowaniem przez resztę sezonu. Nie spodziewałem się jednak, że może do nich dojść, szczególnie że do gry wrócił przecież Jordan Farmar. Niestety rozgrywający ekipy z Miasta Aniołów nie miał tak dużego wpływu na grę swoich kolegów jak w listopadzie i potrzebował więcej czasu aby ponowne zaaklimatyzować się w drużynie. Pech chciał, że znów mu go zabraknie, bo w starciu z Milwaukee Bucks ponownie zerwał ścięgno podkolanowe i być może tym razem, zechce dłużej pauzować aby być spokojniejszym o swoje zdrowie w przyszłości. Do tego kilka spotkań w najbliższym czasie opuści również Xavier Henry, który jako jedynka w 48 minut gry zdobywa średnio 27.8 punktów na mecz – wynik najlepszy spośród wszystkich trzech pozycji, na których grał w tym sezonie. Są to więc kolejne powody dla których zarząd powinien prawdopodobnie zmienić oczekiwania co do obecnie trwających rozgrywek..

Fatalną grę Lakers w grudniu zdają się potwierdzać także statystyki. W ostatnim miesiącu poprzedniego roku drużyną D’Antoniego zdobywała średnio 102.2 punkty na 100 posiadań, a traciła ich 109. Jednak dopiero ostatnie sześć spotkań były okropne pod tym względem. ORTg i DRTg w tym okresie czasu wynoszą odpowiednio 96.2 i 109.3, co daje różnicę aż 13.1 punktów na 100 posiadań. Choć obrona pick & rollów w wykonaniu Jeziorowców wyglądała nieźle od meczu z Memphis Grizzlies, a Wesley Johnson, kryjący rozgrywających rywali był ciekawym posunięciem, to problemy pojawiały się przy wejściach pod kosz przez środek pola, oraz w grze defensywnej podkoszowych, którzy nie dawali sobie rady z przeciwnikami. Do tego ci często tak bardzo pomagali sobie nawzajem w obronie, że zapominali o tablicy, na której Lakers w ostatnich sześciu starciach zbierali tylko 44.5 piłek na mecz, pozwalając rywalom na 13.3 zbiórki w ataku i 50.5 w całym meczu. Dodatkowo Jeziorowcy w tych spotkaniach tracili średnio aż 19.5 punktów z kontrataków, co w głównej mierze spowodowane było brakiem rozgrywających i popełnianiem przez nich średnio 16.5 strat . Wszystkie te czynniki negatywnie odbiły się na ich grze po obu stronach parkietu i sprawiły, że nawet dobre postawy w defensywie (np. przeciwko Warriors i Heat) były szybko zapominane. Częściej za to fanom utkwiło pewnie wiele ofensywnych zbiórek Suns, Jazz czy 76ers, po których ekipa z Miasta Aniołów pozwalała na łatwe punkty.

Trzymać się razem - to najważniejsze w takich chwilach

Jeszcze w połowie grudnia po wygranej z Grizzlies oraz Timberwolves można było mieć nadzieję na to, że Lakers zaliczą ten miesiąc z dodatnim bilansem. Niestety Jeziorowcy w ostatnich tygodniach grudnia zupełnie zawiedli wszystkich. Choć ich skuteczność w ataku i czasami problemy ze zdobywaniem punktów można jeszcze zrozumieć, to defensywa i deska akurat powinny być bardziej stabilne niż miało to miejsce. Znów jednak być może nie doceniamy tego, że postawa po jednej stronie parkietu wpływa na drugą, brak kluczowych zawodników zmniejsza motywację reszty, a stosowane przez trenera nowe rotacje osłabiają komunikację i zrozumienie na parkiecie.

Choć już w lecie było wiadome, że obecny sezon będzie tylko przejściowym w organizacji Lakers, to szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będzie to aż tak widoczne. Niestety po raz kolejny na drodze stanęły kontuzje, które całkowicie zniszczyły drużynę 16 – krotnych mistrzów NBA. Jeziorowcy są obecnie w wielkiej rozsypce, przegrali ostatnie sześć spotkań z rzędu i zajmują dopiero 13 miejsce w Konferencji Zachodniej. Do tego Steve Blake powróci najwcześniej w połowie stycznia, Kobe Bryant pod jego koniec, a Jordan Farmar na początku lutego. Nie wiadomo też czy Pau Gasol uporał się już z problemami dróg oddechowych oraz jak się ma kostka Chrisa Kamana i kolano Xaviera Henry’ego. Trzeba więc zadać sobie pytanie: czy dalsze celowanie w playoffs ma jakikolwiek sens? Za dużo zawodników ważnych dla Mike D’Antoniego wypadło z gry w jednym czasie i za bardzo odbiło się to na drużynie, która w grudniu wygrała tylko 4 z 15 rozegranych meczów. Styczeń również nie zapowiada się kolorowo dla Lakers i trzeba spodziewać się najgorszego w najbliższych dniach. Na tak dzikim Zachodzie każda porażka jest bardzo ważna i ma ogromny wpływ na pozycję końcową. Wydaje się, że Lakers przegrali ostatnio za dużo spotkań i w obecnej sytuacji ciężko będzie im się odbić od dna. Być może jest to odpowiednia pora na to, aby przejść do kolejnego planu, którego efekty będziemy mogli oglądać za parę lat.

Skomentuj