Kolejny sezon w NBA ale nowy początek dla Lakers

Opublikowane przez , 28 października 2013 w Artykuły, Zapowiedzi, 4 komentarze

Kiedy w zeszłoroczne lato Mitch Kupchak dokonywał niesamowitych wzmocnień, wszyscy z miejsca uczynili z Los Angeles Lakers głównego kandydata do tytułu mistrzowskiego. Sprowadzenie Dwighta Howarda i Steve’a Nasha, a także uzupełnienie składu Jodie’em Meeksem i Antawnem Jamisonem wydawało się znakomitym posunięciem i miało przywrócić trofeum Larry’ego O’Briena do Miasta Aniołów. Jednak sprawy potoczyły się inaczej niż przewidywano i zeszłoroczny sezon był prawdziwą udręka dla fanów Jeziorowców, głównie z powodu licznych kontuzji. Teraz po teoretycznie jednym z najgorszych offseasonów w historii, oczekiwania ekspertów zdecydowanie spadły. Po utracie Howarda dziennikarze nie pozostawiają suchej nitki na Los Angeles Lakers i widzą zespół na 12 miejscu w Konferencji Zachodniej pod koniec sezonu zasadniczego. Jednak czy aby na pewno warto tak szybko skreślać drużynę z Kalifornii? W końcu do trzonu ekipy w osobie Kobe’ego Bryanta, Pau Gasola i Steve’a Nasha, dołączyło kilku młodych i perspektywicznych graczy, którzy znacznie lepiej pasują do systemu trenera D’Antoniego niż zeszłoroczni zawodnicy. Może więc Jeziorowcy ponownie zaskoczą wszystkich ekspertów ale tym razem w pozytywny sposób?

To było bardzo pracowite lato dla Mitcha Kupchaka i jego podopiecznych. Kiedy na początku lipca okazało się, że Dwight Howard nie podpisał kontraktu z Los Angeles Lakers, wybierając Houston Rockets, zaczęto zastanawiać się nad dalszym losem drużyny 16 – krotnych mistrzów NBA. Dodatkowo bardzo szybko (i chyba niepotrzebnie pod względem sportowym) pożegnano się z Mettą World Peace’m, na którym przeprowadzona została amnestia. Skrzydłowy miał dość wysoki kontrakt, na który nie mógł pozwolić sobie zarząd ekipy z Miasta Aniołów. Oprócz tego z zespołu odszedł Earl Clark, który doskonałą postawą pod koniec sezonu zapracował sobie na kontrakt w Cleveland Cavaliers. Z uwagi na przekroczony próg płac, zarząd Lakers nie był w stanie zaoferować mu zadowalających pieniędzy i skrzydłowy wybrał ofertę ekipy ze stanu Ohio. Poza tym zrezygnowano z usług Antawna Jamisona, Dariusa Morrisa i Devina Ebanksa. Chris Duhon z kolei został zwolniony, a Andrew Goudelock zdecydował się na podbój Europy i przeniósł się do ligi rosyjskiej. Wobec olbrzymich kontraktów Bryanta, Gasola i Nasha pole manewru Lakers było dość ograniczone. Mitch Kupchak przede wszystkim chciał dodać do składu trochę młodości, aby Jeziorowcy wspięli się z ostatniego miejsca w kontratakach i przechwytach. Generalny menedżer zespołu z Los Angeles wykonał niezłą robotę i sprowadził za minimalne pieniądze Wesleya Johnsona, Nicka Younga, Jordana Farmara i Chrisa Kamana. Wszyscy ci gracze podpisali umowy na zaledwie jeden rok, co oznacza, że w przyszłe lato czeka nas kolejna karuzela transferowa z udziałem wielkich gwiazd, których z pewnością nie zabraknie na rynku wolnych agentów. Jednak nie można wybiegać aż tak bardzo w przyszłość, dlatego skupmy się na tegorocznych rozgrywkach. Czego można się spodziewać po obecnych Jeziorowcach, na co liczyć, a czego się obawiać?

Nowe wzmocnienia – nowe możliwości

Wyżej wymienione ruchy transferowe na pewno zadziałają na plus. Dodanie do zespołu świeżej krwi w postaci Johnsona, Younga czy Farmara z pewnością poszerzy działania zespołu w ofensywie. Będzie można skrzętnie korzystać z systemu ofensywnego D’Antoniego, czego efekty było widać w meczach przedsezonowych. Artykuły poświęcone niektórym z nim, możecie znaleźć na naszej stronie, gdzie z bliska dowiecie się o taktycznych rozwiązaniach z tamtych występów. Wes świetnie ścina pod kosz, dobrze czuje się w drużynie grającej szybko i dynamicznie, a dzięki niezwykle długiemu zasięgowi ramion, może być także przydatny w obronie. Ma za sobą trzy przeciętne sezony ale wydaje się, że ten może być dla niego przełomowy, ponieważ w końcu nie będzie na nim ciążyła taka presja jak w Minnesocie czy Phoenix. Tam ciągle wisiało nad nim fatum czwartego wyboru w drafcie.

Nick Young to także zawodnik, który ma wiele do udowodnienia w NBA. To już jego siódmy sezon w lidze i w ciągu tych lat dał się poznać jako znakomity strzelec, który często wychodzi poza schematy. Czasami jest szalony i podejmuje irracjonalne decyzję ale Nick Young bez wątpienia przyda się Lakers, którzy cierpią na brak solidnie punktujących zmienników. Mimo dość przeciętnej obrony, Mitch Kupchak nie wahał się ani chwili sprowadzając go do zespołu. W końcu Swaggy P wychował się na oglądaniu złota i purpury i przyjście do Lakers było dla niego prawdziwym spełnieniem marzeń. To powinno dodać mu skrzydeł i wpłynąć na jego postawę na parkiecie.

Nick Young to jedno z ciekawszych wzmocnień Jeziorowców w offseasonie

Jordana Farmara raczej nie trzeba nikomu przedstawiać, gdyż grał już w barwach Lakers, z którymi zdobył dwa mistrzowskie tytuły. Jednak być może nie wszyscy wiedzą, że podczas nieobecności w NBA, świetnie radził sobie w Europie. W czasie lockoutu grał w Maccabi Tel Awiw, gdzie otrzymał nawet tytuł gracza tygodnia Euroligi. Z kolei po tym jak New Jersey Nets oddało go do Atlanty Hawks z której został następnie zwolniony, przeniósł się do ligi tureckiej. Tam podpisał kontrakt wart 15 milionów dolarów i z miejsca stał się gwiazdą drużyny. W sezonie zasadniczym jego ekipa zajęła drugie miejsce, a w fazie playoffs odpadła w półfinale. Farmar skorzystał wówczas z opcji w kontrakcie, która pozwalała mu zrezygnować z dalszej gry po każdym sezonie i zdecydował się wspomóc Los Angeles Lakers. Ten okres był dla niego jednak bardzo ważny i jak sam mówi, pomógł mu stać się dużo lepszym zawodnikiem niż w przeciągu kilku pierwszych lat spędzonych w NBA.

Po raz pierwszy w swojej profesjonalnej karierze musiałem wtedy przewodzić drużynie. Oddawałem ważne rzuty pod koniec meczów, byłem odpowiedzialny za to jak będziemy grać danego dnia i za postawę swoich kolegów. Nigdy wcześniej nie miałem takiej okazji. To pomogło mi poznać siebie jako zawodnika i osobę.

Ciekawym uzupełnieniem składu wydaje się być także Chris Kaman, który jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem (10 sezon w NBA). Większość czasu spędził w barwach Clippers, stąd też miasto i jego uroki są mu doskonale znane. Ciężko sobie wyobrazić, że Niemiec załata dziurę po Dwight’cie Howardzie, ponieważ lepiej czuje się na pozycji numer cztery i wydaje się, że tam będzie grał najwięcej. Kaman to przecież całkiem dobry strzelec z półdystansu, czym potrafi zaskakiwać obronę rywali. W zeszłym sezonie trafiał 50.7% swoich rzutów i mógłby wspomóc swoją nową drużynę, powtarzając ten wyczyn. Ponadto są dwie rzeczy w których zdecydowanie przewyższa Howarda. Są to rzuty wolne oraz umiejętność podawania. Kilka świetnych zagrań na linii Gasol i Kaman mogliśmy oglądać już w preseasonie. Śmiało można stwierdzić, że ich współpraca układa się znacznie lepiej niż Hiszpana z Supermanem Rocketmanem.

Nie można również zapomnieć o dwóch pierwszoroczniakach – Ryanie Kelly’m i Eliasie Harrisie. Pierwszy co prawda długo leczył kontuzję stopy, której nabawił się przed obozem, ale w spotkaniu z Golden State Warriors, które rozegrano w Pekinie, zaprezentował się całkiem przyzwoicie. Pokazał, że będzie w stanie rozciągać obronę rzutami z dystansu, co jest praktycznie wymogiem w systemie Mike D’Antoniego. Harris z kolei nie został wybrany w drafcie ale mimo to znalazł uznanie w oczach zarządu i sztabu szkoleniowego Lakers. Stało się to głównie z powodu znakomitych spotkań w jego wykonaniu w ramach ligi letniej. Osobiście mam jednak wątpliwości, czy poradzi sobie w NBA. Z tego powodu prędzej widziałbym go w zespole Los Angeles D-Fenders, gdyż może to być dla niego świetna okazja do rozwoju umiejętności. Z pewnością w rotacji jego miejsce zajmą Xavier Henry i Shawne Williams, którzy po dobrze przepracowanym obozie przygotowawczym i niezłej postawie w sparingach przedsezonowych, pozostali w zespole.

Co stoi na przeszkodzie?

O tym dlaczego Lakers mogą być lepsi niż rok temu, zostało już napisane w jednym z artykułów. Warto jednak również wziąć pod uwagę czynniki, które mogą niekorzystnie wpłynąć na wynik Jeziorowców. Pierwszym jest postawa graczy na tablicy. To właśnie na desce zawodnicy złota i purpury nie imponowali w czasie preseasonu i nie wydaje się, aby miało to się zmienić. Zespół z Kalifornii zbierał średnio 41 piłek na mecz – o 8.4 mniej niż jego rywale. Bardzo słabo spisywał się tutaj Pau Gasol, który źle zastawiał przeciwników i nie wysilał się w tym elemencie. Hiszpan częściej liczył na to, że piłka po prostu sama wpadnie mu do rąk. Niestety to właśnie pod tym względem Jeziorowcy najbardziej ucierpią z powodu braku Dwighta Howarda, który zbierał średnio 12.4 piłek na mecz.

Skoro jesteśmy już przy Gasolu, to warto wspomnieć o obronie. Niestety również w tym elemencie dwukrotny mistrz NBA nie wyglądał najlepiej. Pau grał za mało agresywnie i zbyt wolno rotował. Poza tym często nie wysilał się przy próbie blokowania rywali, co wynikało z nieodrywania stóp od parkietu. Jego postawa na pewno nie jest tą, jaką chcielibyśmy oglądać ale być może z czasem Gasol będzie grał coraz lepiej i czuł się pewniej w systemie D’Antoniego.

Pau i Steve - czy uda im się stworzyć skuteczny duet?

Inną kwestią jest sytuacja Steve’a Nasha. Niestety dwukrotny MVP ligii nie zachwycał podczas preseaonu, notując tylko 4 punkty i 3.6 asyst na mecz. Do tego jego ciągłe problemy zdrowotne (kostka, kark) zaczynają niepokoić wszystkich, w tym Pau Gasola i Kobe’ego Bryanta. Nashowi ewidentnie daje się we znaki jego wiek. Jest to bariera, której nie da się przeskoczyć i na którą nie można nic poradzić. Można próbować oszczędzać zawodnika, dając mu mniej minut do gry lub nie grając nim podczas spotkań back-to-back ale jest to odpowiednie rozwiązanie? W końcu Steve za bardzo nie wysilał się podczas tego obozu przygotowawczego (18.4 minut na mecz), a mimo to nie potrafił uniknąć urazów. Jego stan zdrowotny nie jest już taki sam jak kiedyś i może warto byłoby zastanowić się, nad wymianą byłego rozgrywającego Suns. Pytanie tylko, czy byłby ktoś zainteresowany usługami prawie 40 – letniego gracza, którego forma jest daleko od tej jaką prezentował w Phoenix.

Pozostaje jeszcze sprawa Kobe’ego Bryanta. Póki co wiadomo tylko, że Black Mamba nie zagra w pierwszym meczu sezonu. Jego data powrotu stoi pod znakiem zapytania i trudno określić kiedy może wyjść na parkiety NBA. Brak Vino nie skazuje jednak Lakers od razu na porażkę. W systemie D’Antoniego Jeziorowcy będą grali bardzo zespołową koszykówkę i jeśli tylko skutecznie będą egzekwować założenia taktyczne i trafiać rzuty z pół i z dystansu, to wszystko powinno iść zgodnie z planem trenera i zarządu. Problem może pojawić się w sytuacji, kiedy schematy przestaną być skuteczne, zawodnicy nie będą trafiali rzutów z czystych pozycji, a defensywa rywala ograniczy poczynania zawodników z Miasta Aniołów. Wtedy właśnie najbardziej da się we znaki brak Kobe’ego, który na wiele sposobów potrafi wykreować dogodne sytuacje swoim partnerom i zmienić koncepcję gry ofensywnej, zmuszając przeciwnika do wprowadzenia zmian.

Najciekawsze mecze sezonu 2013/14

Swój pierwszy mecz w sezonie regularnym Los Angeles Lakers rozegrają 29 października, a więc w dzień, w którym rozpoczynają się rozgrywki. Jako pierwsi na parkiety wyjdą co prawda zawodnicy Orlando Magic i Indiany Pacers, ale to double-header Heat – Bulls oraz Clippers – Lakers przykuje uwagę wszystkich fanów NBA. Pierwszy pojedynek zapowiada się ciekawie ze względu na powrót Derricka Rose’a, a z kolei derby Los Angeles z powodu oznajmienia przez Doca Riversa o zasłonięciu mistrzowskich bannerów Jeziorowców w hali Clippers. To powinno dodać pikanterii całej serii i mimo braku Kobe’ego Bryanta, zawodnicy Mike’a D’Antoniego powinni być wystarczająco zmotywowani. Wystarczy zresztą przypomnieć sobie fakt, że Clippers w zeszłym roku wygrali wewnętrzną rywalizację aż 4:0. Teraz wydaje się, że to oni są królami Miasta Aniołów, a bardziej utytułowani rywale będą chcieli ponownie pokazać kto tak naprawdę rządzi w Los Angeles. Oczywiście więcej argumentów przemawia ekipą Chrisa Paula. W końcu Clippers zatrudnili nowego, niezwykle doświadczonego trenera – Glenna „Doca” Riversa, a ponadto uzupełnili skład, dodając do niego Darrena Collisona, Byrona Mullensa, Jareda Dudleya, J.J. Reddicka oraz byłego gracza Lakers – Antawna Jamisona. Są niezwykle silną drużyną i wielu ekspertów widzi ich jako kandydata do mistrzostwa w tym roku. Jednak jak wiadomo derby rządzą się swoimi prawami, a wiele zależy przecież od dyspozycji graczy danego dnia i nikt nie jest tutaj bez szans.

Po derbach Los Angeles terminarz nie rozpieszcza Jeziorowców. Czeka ich bowiem back-2-back w Oakland z kolejnym faworytem do wygrania Konferencji Zachodniej, czyli Golden State Warriors. Znakomita i ciężka praca od podstaw jakiej podjął się Mark Jacksona, w końcu zaczęła przynosić rezultaty. W zeszłym roku „Wojownicy” odpadli po heroicznych bojach w półfinale Konferencji z San Antonio Spurs, a w lato znacznie wzmocnili swój skład. Do Curry’ego, Thompsona i Lee dołączył Andre Iguodala, który jako wolny agent podpisał kontrakt z zespołem. W jakiej formie obecnie znajduje się zespół Warriors mogliśmy się przekonać w trakcie spotkań przedsezonowych. Z trzech meczów Lakers wygrali zaledwie jedno spotkanie z Golden State, chociaż trzeba przyznać że rywalizacja między nimi była dosyć wyrównana.

Warriors będą w tym roku jeszcze trudniejszym rywalem niż w zeszłym sezonie

Później ekipę Mike D’Antoniego czeka dzień przerwy, ale już 1 listopada do Staples Center przyjeżdżają wicemistrzowie NBA – San Antonio Spurs. To także nie będzie łatwa przeprawa, gdyż zespół Gregga Poppovicha od lat jest w czołówce. Ponadto pozyskano super strzelca z Włoch – Marco Belinelliego i przedłużono kontrakt z Tiago Splitterem. Lakers jednak na pewno będą chcieli zrehabilitować się za sweep w pierwszej rundzie zeszłorocznych playoffs.

Z ciekawszych spotkań listopadowych warto też wspomnieć o wyjeździe do Houston, gdzie Lakers po raz pierwszy zmierzą się ze swoim byłym kolegą z drużyny – Dwightem Howardem. Wszystkich z pewnością ciekawi w jaki sposób przywitają się dwaj gwiazdorzy – Bryant i Howard, którzy rozstali się w nie najlepszych stosunkach. Później z kolei Jeziorowców czeka pojedynek w Nowym Orleanie. Tamtejszy zespół Pelicans nie tylko zmienił nazwę, ale także zupełnie odmienił oblicze drużyny. Do Erica Gordona i Anthony’ego Davisa dołączyli Jru Holiday i Tyreke Evans. „Pelikany” radzili sobie fenomenalnie w preseasonie, wygrywając siedem z ośmiu meczów. Udało im się pokonać między innymi Houston, Dallas i Oklahomę. Z kolei numer jeden zeszłorocznego draftu – Davis potwierdził swój talent i jeszcze bardziej rozwinął umiejętności. To również będzie ciężki mecz, ale tegoroczne lato pokazało, że Konferencja Zachodnia stała się jeszcze silniejsza i łatwych spotkań praktycznie nie doświadczymy. Zespoły takie jak Timberwolves, Pelicans czy Warriors, które jeszcze kilka lat temu były tak zwanymi „chłopcami do bicia”, tym razem tanio skóry nie sprzedadzą. Może się więc okazać, że listopad, ze względu na prawdopodobny brak Kobe’ego Bryanta, będzie miesiącem męki dla Lakers. Szczególnie, że prawie połowa spotkań rozgrywana będzie na wyjeździe.

Pod koniec wspomnianego miesiąca, Jeziorowcy odbędą krótki tour po Wschodzie Stanów Zjednoczonych. Nie będzie to jednak łatwa przeprawa. Pech chciał, że w trakcie jednej trasy wyjazdowej, ekipa z Los Angeles zmierzy się z trzema drużynami, które mogą zaliczyć wielki postęp w tym sezonie ze względu na transfery lub z uwagi na powrót kluczowych zawodników po kontuzjach. Na początek 26 listopada Lakers zmierzą się z Czarodziejami, ze zdrowym Johnem Wallem, Bradleyem Bealem oraz Marcinem Gortatem, a następnie bez dnia odpoczynku udadzą się do Nowego Jorku, by w Barclays Center rozegrać mecz z Brooklyn Nets. Ekipa Mikhaiła Prokhorova po dodaniu do składu Kevina Garnetta, Paula Pierca, Johna Terry’ego i Andreę Kirilenko urosła do roli faworyta Konferencji Wschodniej. Poza tym na ławce zasiądzie jeden z najlepszych byłych rozgrywających ligi – Jason Kidd. Skład ekipy z Brooklynu na papierze wygląda imponująco ale jak będzie funkcjonować pod okiem nowego trenera, przekonamy się w trakcie sezonu.
Na koniec trasy wyjazdowej drużynę Mike D’Antoniego czeka jeszcze wizyta w Detroit, gdzie miejscowi Pistons także nie próżnowali latem. Podpisanie kontraktów z Joshem Smithem i Brandonem Jenningsem, a także powrót Chanceya Billupsa, z miejsca stawia w ich gronie ekip walczących o playoffs. Poza tym w składzie znajdują również Greg Monroe i Andre Drummond, którzy są głównymi punktami ekipy z Motor City.

W kolejnym miesiącu Lakers również czeka kilka bardzo trudnych spotkań, między innymi wyjazd do Oklahomy, Memphis czy Golden State. Oczy wszystkich kibiców z pewnością będą jednak spoglądać w kierunku świątecznego pojedynku w Staples Center z mistrzami NBA – Miami Heat. Starcia Lebrona Jamesa z Kobe Bryantem zawsze budziły wielkie zainteresowanie, obojętnie w jakiej ekipie występował ten pierwszy. Kobe z pewnością będzie miał wiele do udowodnienia Jamesowi, który drugi raz z rzędu został mistrzem oraz uznany najlepszym graczem rankingu ESPN, podczas gdy Black Mamba znalazł się dopiero na 25 miejscu. Jeszcze większego „smaczku” tej rywalizacji dodaje fakt, że być może oboje będą się kryć przez całe spotkanie, czego jeszcze do tej pory nie doświadczyliśmy. W końcu w Lakers nie ma już Metty World Peace’a, a sam Mike D’Antoni zapowiadał, że Bryant gdy powróci będzie spędzał dużo czasu na pozycji numer 3. Zapowiada się więc niesamowicie elektryzujący pojedynek, na który wszyscy fani koszykówki będą ostrzyć sobie zęby.

Kobe vs LeBron - czy doczekamy ponownego starcia obu panów?

Na zakończenie 2013 roku, Lakers zmierzą się 31 grudnia z Milwaukee Bucks. Później na parkiety wrócą dopiero 3 stycznia, gdy do Staples Center przylecą Utah Jazz. Następnie zagrają z Denver i udają się na mały tour po Teksasie w ramach, którego zagrają z Dallas i Houston. Spotkania będą dzień po dniu, więc na kolejne derby Los Angeles, Lakers wrócą niezwykle zmęczeni. Po tym meczu Jeziorowców czeka jeszcze jedno starcie w Staples Center z Cleveland Cavaliers, a następnie wyruszą na tzw. Grammy Tour, czyli najdłuższą trasę wyjazdową w trakcie całego sezonu. Niespodziewanie rozpoczyna się ona od wizyty w Phoenix. Później Lakers lecą już na wschodnie wybrzeże i 17 stycznia zagrają z Celtics, którzy po oddaniu Garnetta, Pierce i wcześniej Allena, powierzyli zespół Rajonowi Rondo. Pojedynki Los Angeles z Bostonem zawsze będą budziły emocję, dlatego mimo słabszego składu, z pewnością jest to mecz, który trzeba zobaczyć. 19 stycznia Jeziorowcy zawitają do Toronto i z tego spotkania prawdopodobnie będziemy przeprowadzać relację na żywo, stąd też jeśli ktoś nie będzie w stanie oglądać, to zapraszamy do śledzenia przebiegu meczu prosto z hali Air Canada Center. Następnie Lakers zagrają back-2-back z Chicago i po trzech dniach przerwy ponownie dzień po dniu spotkają się z zespołami z Florydy – Miami oraz Orlando. Jakby tego było mało na koniec trasy wyjazdowej Jeziorowców czeka jeszcze pojedynek w Madison Square Garden z Carmelo Anthonym i New York Knicks. Styczeń zatem znów będzie miesiącem wyjazdowym dla ekipy D’Antoniego.

W lutym z uwagi na przerwę na All Star Game meczów będzie znacznie mniej. Ich skala trudności będzie jednak ogromna. Przed Weekendem Gwiazd do Staples Center przyjadą m.in. Chicago, Utah i Oklahoma, a z kolei tuż po przerwie odbędzie się jeden z najważniejszych pojedynków dla kibiców Jeziorowców, którzy zasiądą w hali w Los Angeles. Do Miasta Aniołów pierwszy raz od odejścia do Houston Rockets przybędzie Dwight Howard. Zapowiada się więc głośne buczenie oraz spora fala gwizdów. Jakby tego było mało dwa dni później Kobe i spółka po raz drugi zmierzą się z Bostonem Celtics, a dwa dni później z Brooklyn Nets. Na koniec miesiąca 16 – krotnych mistrzów NBA czekają wyjazdy do Indiany i Memphis. Mimo, że luty jest najkrótszym miesiącem, to będzie on niezwykle ciężki i z tego powodu przerwa na Mecz Gwiazd może okazać się zbawienna dla drużyny Mike D’Antoniego. Plusem jest także to, że większość meczów będzie rozgrywana w Los Angeles.

Ciekawie zapowiada się także rozkład spotkań w marcu, gdzie Lakers zagrają nietypowy dwumecz zarówno z Oklahomą City Thunder jak i San Antonio Spurs. Najpierw jednak Jeziorowców czekają trzecie w tegorocznych rozgrywkach derby Miasta Aniołów, które odbędą się 6 marca. Dzień później z kolei drużyna złota i purpury uda się do niezwykle gorącej hali Pepsi Center, by rozegrać spotkanie Denver Nuggets. 9 i 13 marca ekipa D’Antoniego zmierzy się z wymienioną wyżej Oklahomą, a z kolei 14 i 19 marca z San Antonio. Tym razem odwrotna będzie jednak kolejność, ponieważ Lakers najpierw zagrają na wyjeździe, a dopiero później u siebie. Godny uwagi wydaje się być także pojedynek z New York Knicks, który będzie miał miejsce 25 marca. Fani Lakers zgromadzeni w Staples Center będą mieć okazję do powitania Metty World Peace’a w barwach nowego zespołu.

Koniec sezonu również nie będzie łatwy i emocji z pewnością nie zabraknie. 6 kwietnia będziemy świadkami ostatnich derbów L.A., które być może zadecydują, która drużyna wygra tegoroczną serię, a następnie zaledwie dwa dni później, drugi raz w tym sezonie do Staples Center przyjadą Houston Rockets, wobec czego mobilizacja kibiców do głośnego dopingu będzie jeszcze większa niż pod koniec poprzedniego sezonu. Poza tym na koniec terminarza Lakers czekają jeszcze dwa trudne wyjazdy do Salt Lake City i San Antonio, a po drodze podejmą u siebie Golden State Warriors oraz Memphis Grizzlies. To oznacza, że nawet przed playoffami (jeśli Lakers do nich awansują) nie będzie można pozwolić sobie na chwilę oddechu.

Rozkład najciekawszych spotkań: 

  • 29 październik z Los Angeles Clippers
  • 30 październik @ Golden State Warriors
  • 1 listopad z San Antonio Spurs
  • 7 listopad @ Houston Rockets
  • 27 listopad @ Brooklyn Nets
  • 25 grudnia z Miami Heat
  • 10 stycznia @ Los Angeles Clippers
  • 17 stycznia @ Boston Celtics
  • 23 stycznia @ Miami Heat
  • 26 stycznia @ New York Knicks
  • 19 luty z Houston Rockets
  • 21 luty z Boston Celtics
  • 6 marca z Los Angeles Clippers
  • 9 i 13 marca dwumecz z Oklahomą City Thunder
  • 14 i 19 marca dwumecz z San Antonio Spurs
  • 6 kwietnia @ Los Angeles Clippers
  • 8 kwietnia z Houston Rockets
  • 16 kwietnia @ San Antonio Spurs

Podsumowanie

Nadchodzący sezon jest tak naprawdę jedną wielką zagadką. Jest wiele czynników, które mogą zadziałać i pozytywnie wpłynąć na wynik drużyny ale również wiele znaków zapytania. Odpowiedzi na nie poznamy dopiero w trakcie trwania rozgrywek i póki co, ciężko jest wysuwać jakiekolwiek wnioski. Wszystko może ułożyć się bardzo dobrze, a Lakers mogą grać tak dobrze jak w sezonie 2007 – 08 lub przynajmniej 2006 – 07. To właśnie wtedy dopóki zespół nie dopadły kontuzję, Jeziorowcy ze Smushem Parkerem, Kwame Brownem i Luke’iem Waltonem w składzie wygrali aż 26 z pierwszych 39 meczów, będąc tym samym jedną z najlepszych drużyn na Zachodzie. Z drugiej strony brak kolejnej gwiazdy w zespole, indywidualnych defensorów, starzejący się Steve Nash, wolny Pau Gasol i pozostający zagadką Kobe Bryant mogą mieć główny wpływ na słabą postawę ekipy Mike’a D’Antoniego i brak jakichkolwiek sukcesów. Oczywiście cieszy fakt, że ławka rezerwowych jest najlepsza od wielu lat ale to właśnie wyżej wymienione trio powinno być silnym trzonem i co mecz dawać od siebie około 60 punktów. Póki co jednak częściej to Nick Young, Jordan Farmar i Xavier Henry byli kluczami w wygranych spotkaniach, a przecież to nie oni powinni być liderami drużyny.

Bez Dwighta ale za to z Bryantem, Gasolem i Nashem Lakers przystąpią do sezonu

Zapowiada się więc bardzo trudny rok dla Los Angeles Lakers. Wiele drużyn dokonało poważnych wzmocnień i trzeba przyznać, że obecnie nie ma już słabeuszy, z którymi zwycięstwo można sobie dopisać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Tym razem, aby wywalczyć awans do rozgrywek posezonowych trzeba będzie się naprawdę ciężko napracować. W sezonie wiele rzeczy może pójść jak i nie pójść po myśli szkoleniowca i fanów złota i purpury. Pozostaje trzymać mocno kciuki i śledzić poczynania drużyny D’Antoniego. Miejmy nadzieję, że czas pozwoli wszystkim odnaleźć swoje miejsce w drużynie, a zawodnicy w przeciwieństwie do ostatniego roku, będą stanowili jedność i wzajemnie się uzupełniać. Na pewno nie można z góry przekreślać 16 – krotnych mistrzów NBA. Nie są bez szans na zrobienie małego szumu, a status underdoga może im wyjść na dobre. W końcu jak to mówią w UAmick: „Never underestimate the heart of a champion”.

4 komentarze

  1. Przy dobrych wiatrach zaczniemy sezon od 0-3 😀

  2. Dlaczego nie ma neswów?Znowu sie serwer popier*** czy ta strona miała byc tylko na preseason?

    • Wyraźnie pisaliśmy, że wszystkie newsy będą pojawiać się na facebooku, a na stronie znajdziecie artykuły i filmy. Więcej w zakładce „O stronie” lub w pierwszym poście.

      BTW. W weekend ukaże się nowy tekst

Skomentuj