Kolejne „nie gwiazdorskie” lato w Los Angeles

Opublikowane przez , 10 sierpnia 2017 w Artykuły, Drużyna, 0 komentarzy

Jest już początek sierpnia i kluby powoli dopinają ostatnie kontrakty z wolnymi agentami. Na rynku pozostało już naprawdę niewiele nazwisk, jedyną opcją wzmocnień wydają się więc wymiany. I chociaż cała NBA huczy o transferach Irvinga czy Anthony’ego wydaje się, że ten szum ominie Los Angeles, a przynajmniej jego żółto-fioletową część. Jeziorowcy mają jeszcze co prawda jedno wolne miejsce w składzie, ale jak zaznaczył generalny manager Rob Pelinka oraz Magic Johnson, zostaje ono dla kogoś kto zaskoczy ich podczas obozu przygotowawczego. Co do wymian też nie spodziewajmy się niczego specjalnego, bowiem Lakers nie mają po prostu czym handlować. Kontrakt Denga będzie atrakcyjny dopiero za dwa lata, kiedy inny klub będzie mógł go przejąć i potem zdjąć z listy płac. Pick w następnym drafcie jest zastrzeżony, a w kolejnym przepadnie jeśli utrzyma się ten poprzedni. Natomiast młodych talentów w składzie Jeziorowców jest wielu, ale żaden nie jest na sprzedaż. Zapowiada się więc spokojna pozostała część lata i powolne oczekiwanie na sezon, który może przynieść chyba więcej rozczarowań niż powodów do radości. Nie będzie to z pewnością aż tak fatalny rok jak poprzedni (choć kto wie), ale również konkurencja w konferencji jest większa niż 12 miesięcy temu. Ba! Na Zachodzie jest 11 drużyn, które spokojnie awansowałyby do playoffs na Wschodzie. Ten nieuczciwy podział odbija się także czkawką dla Lakers, których młodzi gracze chcąc się rozwijać muszą mieć szansę rywalizować w końcówkach. Tymczasem gdy przyjadą Spurs, Warriors, Rockets czy Thunder, to spotkania będą często rozstrzygnięte po 30 minutach gry. Nie można jednak nie zauważyć jak dobrą robotę latem wykonał zarząd drużyny. Jak dobrze Lakers wypadli w porównaniu do poprzednich lat, kiedy to za sterami byli Jim Buss i Mitch Kupchak.

Przede wszystkim wielkie brawa należą się za pozbycie się bardzo, ale to bardzo niewygodnego kontraktu Timofeya Mozgova, który przez trzy lata zarobi aż 47 milionów dolarów. Żeby ktokolwiek mógł się na to zgodzić Lakers musieli dać któregoś z młodych gwiazdorów. Z uwagi na fakt, że w drafcie mieli oni drugi pick i wielce prawdopodobne było zamienienie go na Lonzo Balla, Magic Johnson bez wahania mógł handlować D’Angelo Russellem. Playmaker miał być nowa gwiazdą, miał przywrócić świetność, tymczasem nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Początkowo sądzono, że Russella hamował Kobe Bryant, lecz po jego odejściu wiele się nie zmieniło. D’Angelo miał co prawda parę przebłysków (40 pkt z Cleveland czy 32 pkt z Brooklynem), ale poza nimi grał co najwyżej przeciętnie. Szczególnie słabo wygląda to gdy spojrzymy na bardziej zaawansowane statystyki. Zaledwie dwa double-double i stosunek asyst do strat na poziomie 1.72, to jak na przyszłego czołowego rozgrywającego ligi wręcz fatalne cyferki. Nie dziwi więc fakt, że Magic bez wahania wymienił Russella wraz z Mozgovem. W zamian otrzymał znakomity pakiet, bowiem oprócz Brooka Lopeza wywalczył także 27 pick w drafcie. I któż by się spodziewał, że ten wybór okaże się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Zamieniony na Kyle’a Kuzmę może przeważyć szalę na korzyść Lakers gdy weźmiemy pod lupę tę wymianę. Co prawda Russell może w końcu eksploduje, jego talent jest przecież ogromny, lecz braków w obronie już chyba nie nadrobi, a to właśnie po własnej stronie parkietu wygrywa się mistrzostwa. Lopez do czołowych defensorów też nigdy się nie zaliczał, ale ma coś czego brakowało Mozgovowi – rzut z dystansu. W dzisiejszej NBA wysoki gracz bez rzutu spoza trumny to bezużyteczny kawał drewna. Przekonali się o tym Cavaliers, którzy dopiero gdy wysłali Mozgova na ławkę i zagrali niską piątką pobili Warriors. Dlatego największym sukcesem tej wymiany trzeba uznać zamienienie beznadziejnego i niepotrzebnego centra na gracza, który znakomicie rozciąga defensywę i doskonale rzuca z półdystansu, a pewnie i z dystansu będzie to robił coraz lepiej. Zeszły rok to pierwszy sezon kiedy spróbował wprowadził ten rzut do arsenału swoich zagrań i zakończył go całkiem przyzwoicie (trafił 134 z 387 rzutów co daje skuteczność rzędu 34.6%). Jeśli w tegoroczne lato skupi się nad tym jeszcze bardziej efekty mogą być powalające. A nawet jeśli nie, to za rok jego 22 miliony znikną i Lakers tak czy siak będą o krok do przodu. A co pokaże Kyle Kuzma? Miejmy nadzieję, że wiele. Próbkę tego co potrafi mieliśmy już w trakcie Summer League, gdze został MVP meczu finałowego. Warto dodać, że jest to kolejny wysoki gracz, który potrafi rzucać z dystansu. Co z tego, że ani on ani Brook Lopez nie mają „smykałki” do zbiórek? Jest przecież waleczny Randle, Ingram, a jakby tego było mało Clarkson i Ball także potrafią zastawić rywali. Ten deal dla obu zespołów może być bardzo dobry, ale patrząc z punktu widzenia Lakers jest on znakomity. W końcu wszyscy ostrzą sobie zęby na kolejne lato, a elastyczne salary cap to klucz do sukcesu. Temu miała służyć ta wymiana i w tym panowie Johnson i Pelinka spisali się na medal, a dodatkowo wyszarpali jeszcze być może mały steal w drafcie.

Lakers wygrywający NBA Summer League 2017

Kolejnym graczem, którego Lakers najchętniej by się pozbyli jest Luol Deng. Skrzydłowy również rok temu podpisał ogromny kontrakt i obecnie jest równie bezużyteczny jak Mozgov. Przede wszystkim dlatego, że jest powolny w defensywie i nieskuteczny w ataku, a co najważniejsze hamuje rozwój Brandona Ingrama, który musi dużo grać. Chętnych na byłego gracza Bulls i Heat nie ma, bowiem Jeziorowcy nie zamierzają się już nikogo z młodych graczy pozbywać. Pozostaje więc czekać aż jego kontrakt upłynie i będzie w miarę korzystny deal z kimś kto będzie chciał sobie te 18 milionów odpisać od salary cap. Z zawodników, których Lakers mogą oddać ciągle przewija się także nazwisko Jordana Clarksona. Jest to bowiem młody i perspektywiczny gracz, który pokazał, że po obu stronach parkietu daje wiele zespołowi. Jego umowa jest co prawda spora jak na „tylko” rezerwowego i Magic myśli o korzystnej zamianie, ale z tym trzeba będzie poczekać. Przede wszystkim dlatego, żeby jego wartość transferowa urosła. Zeszły sezon nie był lepszy niż poprzedni w wykonaniu Jordana. Zamiast pójść do przodu stanął w miejscu. Magic i Pelinka będą bacznie obserwować jego rozwój bo może warto go zostawić, lecz jeśli nadarzy się okazja podpisania dwóch wielkich gwiazd latem (2018), wówczas trzeba będzie korzystnie oddać Clarksona. Jednak korzystnie to słowo klucz. W końcu w NBA wszyscy pragną mieć u siebie takich graczy jako rezerwowych. Jordan potrafi wejść pod kosz, rzucić z dystansu, na dodatek dobrze gra w pierwszej linii obrony (1.1 przechwytu) i znakomicie biega do kontry. Jako tzw. slasher sprawdza się wyśmienicie. I ta jego pewność siebie. Nie straszne mu było wejść do ligi po wybraniu go dopiero z 46 numerem w drafcie. Nie bał się spróbować szczęścia w drużynie, w której pierwsze skrzypce grał wybitny samiec alfa Kobe Bryant i co więcej on się w niej znakomicie sprawdził. Został jednym z czterech pierwszoroczniaków wybranych w drugiej rundzie, którzy dostąpili zaszczytu ulokowania ich w NBA All-Rookie First Team. Ten facet ma kolokwialne „jaja” i nie boi się nikogo i niczego. Warto mu dać szansę i pozostawić go w drużynie, choćby na jeszcze jeden sezon. Może jego talent eksploduje, może nie, kto wie. Jednak Magic i Pelinka wiedzą, że chętnych na jego usługi będzie sporo. A jeśli już się znajdą, wtedy warto wspomnieć również o małym, nic nieznaczącym dodatku w postaci Luola Denga.

To jednak plany na przyszłość, a skupmy się jeszcze na tegorocznym off-season. Przede wszystkim poza wymiana na linii z Nets Lakers dokonali także innych solidnych wzmocnień w drafcie. Nie można o tym zapominać, bowiem to jest także zasługa nowego zarządu. Jeziorowcy wiedzieli co robią wymieniając Russella, gdyż w drafcie znaleźli inną perełkę na pozycji rozgrywającego. Lonzo Ball, bo o nim mowa, jest niezwykle hype’owany przez swojego ojca, ale jego talent to coś nieprzeciętnego. To zawodnik z wielką wizją gry. Nie tylko znakomicie podaje, ale także wie jak zebrać piłkę i dzięki temu właśnie uruchamia kontrataki. Już w trakcie Summer League udowodnił, że statystyki z uniwersytet to nie przypadek. Dwa triple-double to coś o czym D’Angelo mógłby tylko pomarzyć. Porównajmy statystyki obu panów w trakcie ich występów w lidze letniej. Jak przystało na rookie obaj zanotowali słabą skuteczność z gry, co związane jest z przyzwyczajeniem się do innej odległości w rzutach z dystansu (37.7% Russell – 38.2% Ball). Jednakże patrząc dalej trzeba oddać honor LaVarowi, który twierdzi, że jego syn jest wyjątkowy. Lonzo zaliczał cyferki na poziomie 16 pkt, 9 asyst, 7 zbiórek i 2.5 przechwytu. Przy nim osiągnięcia D’Angelo znacznie bledną (11 pkt, 5 zbiórek, 3 asysty i 1 przechwyt). To pokazuje jak bardzo różnią się ci gracze i jak zgoła innym obrońca jest Ball. Potrafi on także w pojedynkę wygrywać mecze, już w tak młodym wieku, co udowadnia, że ma niezwykle silny charakter po ojcu. Zamienienie Russella na niego to jeden z lepszych ruchów kadrowych jaki wykonali Lakers latem.

Wraz z Brookiem Lopezem do Lakers powędrował również 27 wybór w drafcie, a dzięki wymianie z Utah Jazz Jeziorowcy zyskali kolejne dwa picki (30 i 42, oddając przy tym 28). Co oznacza, że w odbytym właśnie tegorocznym naborze, który miał być jednym z najsilniejszych w historii (czy będzie dopiero się okaże) Lakers wzmocnili się czterema graczami. Tylko jeden z nich to nieopierzony rookie, wspomniany już Lonzo Ball. Pozostali to gracze niezwykle ukształtowani. Zacznijmy od najwyżej wybranego – czyli Kyle’a Kuzmy. Po tym jak został wyselekcjonowany przez Magica i Pelinkę wiadomo było o nim niewiele. Jednakże po rozgrywkach Summer League wiemy iż mamy do czynienia z niezwykłym talentem. Być może za kilka lat będziemy o nim mówić jako o jednym z najlepszych steali draftu. Jest to bowiem taki gracz trochę na miarę Draymonda Greena. Nikt nie spodziewał się, że tak odpali. Co prawda to tylko rozgrywki ligi letniej, ale powodów do optymizmu jest dużo. Przede wszystkim skuteczność z dystansu. Kyle trafił 24 z 48 trójek w siedmiu spotkania w których wystąpił, w tym 6/10 w wielkim finale, którego na dodatek został MVP. Ogółem w całym turnieju trafiał na znakomitym procencie (51.4), a do średnio zdobywanych 21 pkt dokładał także ponad 6 zbiórek 1.1 przechwytu i 1.4 bloku w każdym spotkaniu. Zasłużył tym samym na wybór do drugiej najlepszej piątki turnieju. Lakers nie wahali się i podpisali z nim kontrakt bardzo szybko, bowiem już 3 lipca, a dzięki temu, że wybrano go z odległym numerem będzie on kosztował drużynę naprawdę niewiele.

Lakers wygrywający NBA Summer League 2017

Z 30 numerem Jeziorowcy wybrali Josha Harta – seniora z Villanovy, który może grać na obu pozycjach obwodowych. Jednak zdecydowanie lepiej radzi sobie jako rzucający obrońca. Stylem gry przypomina najlepszych na swojej pozycji gdyż tak jak oni znakomicie biega po zasłonach i oddaje rzuty typu catch and shoot. Jednakże 40% zza łuku w rozgrywkach akademickich nijak się ma do poziomu jaki prezentują zawodowi koszykarze. Czy Hart się sprawdzi ciężko przewidzieć, gdyż w trakcie Summer League nie pokazał się z najlepszej strony. Zagrał w zaledwie dwóch spotkaniach, później doznał kontuzji kostki i już go nie zobaczyliśmy. W tych dwóch meczach zdobywał średnio 10 pkt na niezwykle słabej jak na niego skuteczności 38%, pudłując 8 z 9 rzutów zza łuku. Ciężko stwierdzić więc teraz jednoznacznie czy będzie wielkim wzmocnieniem. Na pewno Lakers przyda się ktoś jego pokroju, bowiem z typowych rzucających obrońców dobrze biegających po zasłonach mają w składzie tylko Caldwella – Pope’a (Clarkson to bardziej pointguard). O tym jednak przekonamy się dopiero w trakcie nadchodzącego sezonu.

Jako ostatni z ostatniego draftu dołączył do Lakers Thomas Bryant. Jego wybór został przyjęty z entuzjazmem z uwagi na nazwisko jakie posiada, w końcu jeszcze nie tak dawno w Jeziorowcach całkiem nieźle radził sobie inny Bryant. Thomas gra co prawda na innej pozycji, bliżej kosza, ale fani nie mieliby nic przeciwko jakby stał się choćby w połowie tak dobry jak jego poprzednik. Magic Johnson zdecydował się jednak wybrać tego nie gracza nie z uwagi na nazwisko jakie posiada. Ma on wiele umiejętności, które przydają się w dzisiejszej NBA. Przede wszystkim to wysoki gracz z rzutem zza trumny i z dystansu. Potrafi on także całkiem nieźle zbierać i bronić. W lidze uniwersyteckiej zaliczał statystyki na poziomie 12.6 pkt, 6.4 zbiórki i 1.5 bloku na mecz, dodatkowo warto zauważyć iż trafiał za trzy 38.3% swoich rzutów. W trakcie Summer League te cyferki były dużo gorsze, ale warto zaznaczyć, że Bryant dostał mało szans na pokazanie się. Przebywał na boisku średnio zaledwie 13 minut w meczu. Na plus na pewno warto wyróżnić jego wysoką skuteczność z gry (66.7), reszta pójdzie w niepamięć jeśli Thomas wykaże się w trakcie sezonu. Szans będzie miał na pewno niewiele, bowiem w hierarchii znajduje się na samym końcu, za Lopezem, Randle’m i Zubacem, a pewnie dojdzie do tego, że czasami na pozycji podkoszowego będzie sam Kuzma. Wiąże się to z tym, że drużyny NBA wiele razy podczas meczu obniżają skład. Bryant ma wszelkie warunki by zostać właśnie takim fałszywym centrem, pozostaje jeszcze tylko kwestia jego ogrania w lidze i po pewnym czasie można się spodziewać takich eksperymentów w ekipie Luke’a Waltona.

Największym wzmocnieniem wydaje się jednakże podpisanie wolnego agenta Kentaviousa Caldwella-Pope’a. Może i jest to tylko jednoroczne wypożyczenie, bo zarówno Lakers jak i zawodnikowi zależało na elastycznym kontrakcie, lecz ten gracz wnosi wiele do ekipy Luke’a Waltona. Przede wszystkim wydaje się, że razem z Ballem stworzą znakomity duet obwodowy. Pope to koszykarz znajdujący się u progu swej kariery, świetnie broni i rzuca z dystansu, a będzie tylko jeszcze lepszy. Poza tym walczy o jak najwyższy kontrakt za rok, więc będzie chciał udowodnić, że jest wart wielkich pieniędzy. Lakers zyskują więc gracza ambitnego i zadziornego w defensywie, a to właśnie w tej formacji były największe luki rok temu gdy starterem na pozycji numer dwa był Nick Young. Swaggy P jest lepszym strzelcem od Caldwella, ale pod własnym koszem był momentami fatalny i nie był w stanie upilnować największych gwiazd rywali. Były gracz Pistons mógł zostać niezastrzeżonym wolnym agentem tylko dlatego, że Detroit pozyskało w wymianie Avery’ego Bradleya i nie starczyłoby im pieniędzy aby wystosować godną ofertę rzucającemu obrońcy. Jego okres bez pracodawcy trwał jednak bardzo krótko. Szybko doszedł on do porozumienia z Lakers. Zespół zyskał znakomitego defensora, a Pope zainkasuje za ten rok aż 18 milionów i w następne lato będzie na pewno rozchwytywany, gdyż koszykarze o jego umiejętnościach są w NBA poszukiwani. Więcej o sylwetce Caldwella-Pope możecie przeczytać tutaj. Warto też jednak dodać iż Kentavious po raz pierwszy w swojej karierze będzie liderem obwodowym drużyny. Poprzednio zawsze miał u swojego boku wybitnego rozgrywającego o skłonnościach rzutowych, teraz zagra z Ballem, który jest playmakarem w pierwszej kolejności rozglądającym się za lepiej ustawionym partnerem. To może być naprawdę przełomowy rok Pope’a. Kto wie czy wychowanek uniwersytetu Georgia nie powalczy o nagrodę MIP?

Lakers wygrywający NBA Summer League 2017

Prawdopodobnie także na jeden rok Lakers związali się z Tylerem Ennisem. Drugi rok to co prawda opcja zespołu, ale przyszłoroczne lato ma obfitować w niezwykle ciekawe nazwiska na rynku wolnych agentów i wydaje się, że Jeziorowcy po prostu rozwiążą z nim umowę. Jednakże gdyby żaden czołowy gracz obwodowy nie zawitał do Miasta Aniołów były koszykarz Houston wydaje się niezłą opcją awaryjną. Dopiero w ekipie Luke’a Waltona zyskał on więcej szans gry, albowiem wcześniej nigdy nie przekroczył bariery 15 minut gry. W Lakers pokazał się ze zdecydowanie lepszej strony. Rzucając z ławki 7.7 pkt/mecz przekonał do siebie zarząd i udowodnił, że może być niezłym wsparciem z ławki. To w końcu cały czas bardzo młody gracz, który wszedł do ligi po zaledwie jednym sezonie na uniwersytecie. I trzeba dodać, że to bardzo perspektywiczny zawodnik, który na prestiżowej uczelni Syracuse był jednym z liderów. W trakcie owego roku notował 12.9 pkt i 5.5 as/mecz. Trafiał co prawda tylko 41% z gry, ale z dystansu było już całkiem przyzwoicie – 35.3%. W NBA nie miał zbyt wiele okazji do gry, gdyż został wybrany przez Phoenix Suns. Pech chciał, że w składzie Słońc była wówczas cała masa znakomitych graczy obwodowych (m.in. Eric Bledsoe, Goran Dragić, Brandon Knigh, Isaiah Thomas) i Ennis zagrał w zaledwie 8 spotkaniach, średnio po 7 minut. Nie był w stanie wówczas siebie sprzedać trenerowi. W Milwaukee i Houston było jeszcze gorzej, tam konkurencja była jeszcze większa. Dopiero po transferze w połowie poprzedniego sezonu do Lakers Tyler mógł pokazać na co go stać. Te 22 dobrze rozegrane spotkania zaowocowały nowym kontraktem. Co prawda za minimalną stawkę, ale Ennis będzie tylko lepszy i miejmy nadzieję, że ten rok to będzie przełom w jego grze.

Wszyscy wymienieni wyżej gracze to koszykarze mające pełne umowy gwarantowane. Lakers poczynili także jednak spore ruchy kadrowe przed zbliżającym się obozem. Kontrakty obowiązujące właśnie w trakcie sezonu przygotowawczego otrzymali V. J. Beachem, Stephen Zimmerman, Briante Weber, a także Vander Blue. Choć umowa jaką podpisano z tym ostatnim nie jest tak naprawdę znana. Być może jest to kontrakt typu two-way, które od tego sezonu weszły do NBA. Nie byłbym zdziwiony, ponieważ Blue był jedną z rewelacji Summer League, gdzie notował średnio 15 punktów na 50 % skuteczności. Był także kilka razy graczem, który ciągnął grę w ataku Lakers. Jego kolega ze składu Alex Caruso otrzymał tego typu kontrakt, co oznacza, że ma tylko częściowo zagwarantowany pobyt w Los Angeles Lakers, a może też w każdej chwili zostać odesłany do zespołu z G-League. Tym samym kluby poszerzyły swój skład o dwóch dodatkowych graczy (każdy zespół może mieć dwóch koszykarzy, których obowiązuje two-way kontrakt), co bardzo przydaje się szczególnie gdy nadarzą się jakieś kontuzje wykluczające danego zawodnika na dłuższy okres. Zarówno Blue jak i Caruso to gracze obwodowi, którzy posiadają dobry z rzut z dystansu i ich obecność w zespole Lakers na pewno ma sens. Pytanie tylko jak sprawdzi się tego rodzaju rozwiązanie, bowiem gdy nie będzie żadnych dolegliwości, a miejmy nadzieje, że nie będzie, wydaje się, że są oni niepotrzebni. Nie wiadomo czy dostaną szansę od Waltona. O tym przekonamy się po obozie, wówczas dopiero wyklaruje się podstawowa 15 i poznamy także drugiego gracza, który otrzyma two-way kontrakt.

Na razie wiemy tyle, że zarząd miał bardzo pracowite lato. Wykonał kilka ważnych ruchów (pozbycie się Mozgova i Russella), a także oczyścił skład z graczy, którzy się nie sprawdzili, rozwiązując z nimi umowy (Black, Nwaba). Podpisano kilku nowych ciekawych graczy, których wyszukano w drafcie, a także na rynku wolnym agentów. Nie udało się namówić do gry żadnej wielkiej gwiazdy, lecz tak naprawdę dopiero za rok będą dostępne „grube ryby” takie jak Lebron James, Paul George czy Russell Westbrook. Lakers poczynili więc znakomite ruchy kadrowe, które mają na celu przygotowanie się na kolejne lato. Będą mogli wówczas podpisać nie jednego, ale dwóch gwiazdorów, a co za tym idzie uzupełnić skład graczami zadaniowymi. Kontrakty z młodymi wilczkami są na razie niskie więc można na tym skorzystać i dołączyć do kadry znane nazwisko. Pytanie tylko czy któryś z wolnych agentów wybierze Lakers? Oby nie okazało się tak jak przez ostatnie kilka lat, że organizacja odpycha od siebie graczy. Bez wątpienia po dojściu do władzy Earvina Johnsona sytuacja powinna ulec poprawie. Już teraz jest dużo lepiej, a za rok powinno być cudownie. Wręcz magicznie. W końcu to Magic.

Skomentuj