Kobe o zakończeniu kariery i swojej przyszłości

Opublikowane przez , 19 grudnia 2015 w Wywiady, Konferencje, 1 komentarz

Kobe Bryant w ostatnich kilku meczach zaczął wreszcie grać naprawdę nieźle. Jest przede wszystkim bardziej efektywny i opanowany na parkiecie, a do tego pozwala rozwijać się swoim młodym kolegom z drużyny. Prawdopodobnie takiego lidera Jeziorowców chcieliśmy oglądać od samego początku rozgrywek 2015/16, a być może nawet i jeszcze w kolejnym roku. Klamka już jednak zapadła. Pięciokrotny mistrz NBA podjął decyzję o zakończeniu kariery po obecnym sezonie, o czym rozmawiał z dziennikarzami na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej. Podczas niej odpowiadał na pytania dotyczące m.in. swojej przeszłości w lidze, ale też i tego, jak wyobraża sobie przyszłość bez National Basketball Association i Los Angeles Lakers.

Kiedy zdecydował się odejść:

Kobe Bryant: Wiedziałem o tym od pewnego czasu. Zawsze mówiłem, że jeśli cokolwiek się zmieni, mój pogląd na ten temat może ulec zmianie. Problemem było zrozumienie, co tak naprawdę musi się zmienić. Nie możesz podejmować decyzji, w oparciu o czynniki zewnętrzne. To musi być własna, wewnętrzna decyzja. Ostatecznie musiałem zaakceptować fakt, że nie chcę już dłużej tego robić i nie przeszkadzało mi to. Kiedy już raz to zaakceptowałem, przyszedł czas, żeby powiedzieć o tym ludziom. Dlaczego nie? Uwolniłem się dzięki temu od ogromnego ciężaru, a i innym też jest przez to łatwiej. To była po prostu właściwa decyzja.

Czy podszedł do meczu z Pacers emocjonalnie wyczerpany:

Niekoniecznie. To był drugi mecz w ciągu dwóch dni, więc byłem wyczerpany z innych powodów. Ale szczerze, czuję się dobrze z tego powodu. Odnalazłem spokój i cieszę się na to, co nadejdzie. Naprawdę.

O najcięższym aspekcie odejścia:

Szczerze, nie wiem. Ciężko powiedzieć. Myślę, że łatwiej będzie mi odpowiedzieć, kiedy zaczną się przygotowania do następnego sezonu, a ja nie wezmę w nich udziału. Teraz czuję się spokojny. Pracowałem bardzo ciężko i nadal pracuję, niesamowicie ciężko, nawet mimo tego, że gram do dupy. Pracuję bardzo, bardzo ciężko, żeby nie grać jeszcze gorzej. Robię wszystko, co mogę i jest mi z tym dobrze.

O tym, czy zaakceptowałby coś na rodzaj pożegnań w każdej hali, w której zagra do końca sezonu:

Nie, czułbym się z tym strasznie niekomfortowo. Mam ogromny szacunek dla fanów w obcych halach i to ja powinienem im dziękować, a nie oni mi. Wydaje mi się, że okazywanie sobie nawzajem podziwu i szacunku wystarczy. Naprawdę, nie mogę podziękować kibicom tak, jak bardzo bym tego chciał, byli niesamowici. Motywowali mnie i napędzali przy wszystkim, co osiągnąłem. Darzę ich ogromnym szacunkiem i miłością.

O tym, czego oczekuje od wtorkowego starcia w Philadelphii:

To będzie coś pięknego. Bardzo się tam rozwinąłem, jako zawodnik. Lower Merion High School, trener Gregg Downer. Gra w Sunny Hill League. Wielu świetnych trenerów. Gran a boisku Tustin, te wszystkie rzeczy. Tak wiele wspaniałych wspomnień z tamtych czasów. To będzie bardzo wyjątkowy moment.

O tym czy zaczynając sezon, wiedział, że to będzie jego ostatni:

Myślę, że wy sami wiecie. To było coś w stylu: pewnie to będzie ostatni, ale może jednak… Ale nie wydaje mi się, że tak powinno się podejmować decyzje. Powinno się zajrzeć w głąb siebie, zapytać samego siebie. Jeśli miałbym ogromną chęc, aby kontynuować grę, to bym to zrobił. Nie zastanawiałbym się dwa razy. Czuję, że to jest dobra decyzja.

O tym, jak stwierdził, że to koniec:

Nie chcę wchodzić za bardzo w sferę zen z wami, ale tak naprawdę ta decyzja została podjęta podczas medytacji. Moje myśli zaczęły dryfować i one zawsze dryfują w stronę koszykówki. Zawsze. Ale teraz już tak nie ma. Wtedy też tak nie było. Obecnie, tak nie jest. A to dla mnie najważniejszy sygnał, że ta gra nie jest już moją obsesją.

O tym, czy rozważał zakończenie kariery już teraz:

Nie, ponieważ to cierpienie jest w pewnym sensie piękne. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale doceniam trudności w równym stopniu jak sukcesy. Ważne jest, żeby przejść przez oba te etapy, rozwijać się podczas tego, bo wtedy tak naprawdę poznajesz, kim jesteś. Nie ma obecnie niczego, czego bym pragnął bardziej, niż dokończyć ten sezon, aby przejść przez ten trudny okres, ubrać strój na wyjazdach i wyjść po raz ostatni do tych wspaniałych hal – czekam na to z niecierpliwością.

O tym, co powiedziała jego rodzina, gdy oznajmił im, że kończy karierę:

Ooo, człowieku. Byli rozdarci. Rozumieją, że to jest coś, co robiłem, od kiedy miałem trzy lata. To tak, jakbym całe życie spędził dookoła koszykówki. Tatuś nagle traci pasję. Nie będzie mógł robić tego, co robił od zawsze. Ale jednocześnie, będzie częściej w domu, spędzimy razem więcej czasu. Też się cieszą na to.

O liście zamieszczonym na Players’ Tribune, w którym napisał wiersz o koszykówce:

Szczerze, to nie zajęło mi dużo czasu. Kiedy przeszedłem przez proces, co chciałbym powiedzieć i do kogo się zwracam, wszystko stało się bardzo łatwe, szczególnie jak zrozumiałem, że zwrócę się do samej Gry, co może brzmieć dziwnie, ale tak naprawdę nigdy z Nią nie rozmawiałem. Do fanów i kolegów z boiska, owszem, ale nigdy nie mówiłem Koszykówce jak się czuję. Zdecydowałem się napisać to z tej perspektywy, a same słowa przyszły bardzo szybko.

Kobe Bryant i jego Dear Basketball...

O tym, czy jest mu smutno mówić do widzenia:

Nie, to jest piękne. To jest zamknięcie pewnego cyklu. Naturalny bieg rzeczy w starzeniu się i dorastaniu. Nie ma w tym smutku. Przeżyłem tak wiele świetnych momentów. Widzę piękno w niemożności przebicia się przez obronę. Widzę piękno we wstawaniu rano obolały, bo wiem jak doszedłem do obecnego momentu, ile mnie to kosztowało. Nie jestem z tego powodu smutny, bardzo doceniam to, co mam.

O zaakceptowaniu bycia u końca swojej kariery:

To było coś świetnego. Cały czas naciskałem, próbowałem. To się nigdy nie kończyło. Idę na siłownię rano, rozciągam się trzy razy dziennie. Kiedy dzisiaj wrócę do domu, też pójdę się rozciągać, potem wanna z lodem. Kiedy wstanę rano, znowu pójdę na siłownię przed odlotem. Ja nie odpuszczam, ja prę dalej, nieustannie, żeby zobaczyć, czy znajdę rozwiązanie tego, jak to będzie skończyć. Taki już jestem, nigdy bym się nie poddał. Akceptuję to, rozumiem to. Teraz staram się dojść do tego, jak to będzie wyglądać.

O liście do fanów, który otrzymali przed meczem z Pacers:

Musieli się dowiedzieć, ile dla mnie znaczyli. I list nie wyraża tego tak bardzo, jak ja to czuję, bo ja tu dorastałem. Ludzie nie rozumieją, jak wiele to dla mnie znaczy. Nigdy, pomimo wielu ofert, nie zagrałbym nigdzie indziej. To nie mogłoby się zdarzyć. Tu jest mój dom i chciałem, żeby wiedzieli, jak ważni dla mnie byli, jak bardzo doceniam to, co dla mnie robili. Ale tak jak mówię, list nie oddaje tego w całości.

O tym, czy rozmawiał z byłymi zawodnikami przed podjęciem decyzji:

Tak, rozmawiałem z paroma. Miałem szczęście rozmawiać z wieloma moimi idolami i w pewnym sensie usłyszeć, jak oni na to patrzą, jak to wyglądało u nich. Ale ostatecznie, to była tylko i wyłącznie moja decyzja. Co czuję? Czy chcę zagrać znowu? To bardzo proste pytanie, ale ciężko jest spojrzeć w lustro i zadać je sobie. Tak naprawdę nie chcę już tego kontynuować. Więc po co kręcić w tym temacie?

O tym, czy wyobraża sobie życie po koszykówce, jako straszne, czy ekscytujące:

I takie, i takie. Ale będzie świetne.

O tym, jak widzi swoje życie za rok od tego momentu:

Nie wiem. Oczywiście są rzeczy, na które czekam z niecierpliwością i będę z nich korzystał na całego, wiele rzeczy, które nauczyłem się dzięki koszykówce przeniosę do codziennego życia, na pewno podejdę do nadchodzących rzeczy z taką pasją, z jaką przez lata podchodziłem do gry.

O tym, czy będzie płakał podczas pożegnania:

Na pewno nie na boisku! (śmiech) To się nie stanie na boisku. Ale gdybym powiedział, że nie podchodzę do tego emocjonalnie, skłamałbym. Inaczej jest, wiedzieć to wewnątrz siebie, a inaczej powiedzieć to na głos. Teraz wszyscy o tym wiedzą. Teraz nie da się ukryć, że to koniec. Najfajniejsze w tym wszystkim są wiadomości, które dostaję od innych zawodników. Piszą: „Dziękuję za bycie inspiracją. Za wszystkie lekcje, mentalność zwycięzcy.”. To znaczy dla mnie najwięcej – szacunek moich rówieśników. Nie ma nic innego, co ciesze mnie tak bardzo, jak to, to coś nie do podrobienia.

O tym, czy uważa, że miał wpływ na NBA:

Kiedy graliśmy z Detroit i byłem na spotkaniu kapitanów, a tam może być tylko dwóch gości, byłem ja i kapitan Pistons, Andre Drummond. I był jeszcze jeden zawodnik, nie mogłem go zobaczyć, bo był za Andre Drummondem. Oficjele powiedzieli: „Nie możecie być tu we trzech, tylko dwóch zostaje”. A wtedy ten zawodnik mówi: „Ja chcę tylko uścisnąć jego rękę”. (śmiech) I nagle widzę rękę wyłaniającą się zza Andre i uścisnąłem ją. Wszyscy ci zawodnicy, z którymi rozmawiam, dzwonią do mnie często z pytaniami. To znaczy dla mnie więcej, niż cokolwiek innego – ten wpływ, mentalność, agresja, etyka pracy.

O tym, jak posiadanie innych pasji, pomaga mu w odejściu:

To jest bardzo pomocne, czuję się z tym bardziej komfortowo i mam większy wewnętrzny spokój. Nie jestem niewolnikiem swojej pasji. Szczerze mówiąc, zajęło mi dużo czasu zrozumienie tego, co chciałbym robić po zakończeniu kariery. 15 lat, dokładnie. Myślę, że to problem, który ma wielu sportowców, zrozumienie tego, co będzie potem. Miałem to szczęście, że zadawałem sobie te pytania, jak byłem jeszcze bardzo młody, jak miałem może 21 lat. A i tak 15 lat zajęło mi dojście do tego. I jest to ciężkie, bo możesz nagle znaleźć się w punkcie, w którym zapytasz się: „W jakiej branży mogę teraz najwięcej zarobić?”. A to jest najgorsze, o co możesz się zapytać.

O tym, co spowodowało, że zadawał sobie te pytania tak wcześnie:

Byłem bardzo ciekawy, byłem w Mediolanie i chciałem spotkać się z Giorgio Armanim i porozmawiać z nim przez chwilę o tym, jak zbudował to wszystko. Powiedział, że zaczął nad tym pracować w wieku 40 lat, a ja miałem 21. Powiedziałem sobie: „Pewnie pogram do 35-36 lat, co by nie było. On zbudował to wszystko, jak miał 40 lat. Co zrobię przez resztę swojego życia? Co będzie potem?”. Od tego momentu, zacząłem się zastanawiać, rozważać różne opcje. Grzebać w tym i tamtym, starać się zrozumieć, co jest moją pasją. Nie było tak łatwo, jak z koszykówką, ponieważ urodziłem się, żeby grać i musiałem naprawdę się natrudzić, żeby zrozumieć, co robić ze swoim życiem potem. To jest naprawdę ciężkie. Ale każdy sportowiec musi sobie na to pytanie odpowiedzieć.

Kobe podczas swojej konferencji prasowej

O tym, czy wie co teraz nastąpi:

Oczywiście, uwielbiam opowiadać historie. Po prostu kocham to robić. Uwielbiam tworzyć historie, które inspirują. Uwielbiam nauczać w kreatywny sposób, łączyć elementy w jedną całość. Nie rozumiałem tego, zanim przyszedł czas, na stworzenie filmu „Muse”. Wtedy pomyśałem: „Wow, to jest naprawdę świetne!”. W tym się widzę.

O tym, czy ciągle jego celem jest być w kadrze na Igrzyska Olimpijskie w 2016 roku:

Nie, byłbym zaszczycony, mogąc tam być. To byłoby fantastyczne być z tą grupą i odbyć z nimi ostatnią podróż. Ale nie jest to moja obsesja.

O tym, co jest dla niego najlepszą częścią jego historii:

Mistrzostwa, które przegraliśmy i trud, aby je zdobyć. To dopełnia tę podróż. Jeśli masz mistrzostwa, nie obchodzą cię ludzie, którzy są tobie przeciwni. Nie ma podziału na czarne i białe. Jest trud, który prowadzi do piękna na koniec tej historii. To są momenty, które najbardziej doceniam.

O tym, czy rozmawiał z Philem Jacksonem przed ogłoszeniem swojej decyzji:

On powiedział: „Rozbij sobie ten sezon na części”. Phil rozumie. On i ja rozumiemy się nawzajem. Powiedział, żebym rozbił sezon na części i brał po jednej na raz i starał się przez nią przejść.

O tym, co chce wpoić swoim młodszym kolegom z drużyny:

Zacząłbym od agresywności i instynktu zabójcy, muszą do tego dojść każdymi możliwymi środkami. A następnie muszą rozbić wszystko na detale, co jest bardzo trudne. Będę z nimi nad tym pracował i pomogę im dojść do tego. To nie będzie ostatni sezon, w którym będę to robił. Zawsze będę dla nich dostępny, ale nie tylko dla nich, też dla każdego gracza w tej lidze.

O tym, czy ogłoszenie decyzji wpłynęło na jego plan na ten rok:

Od początku, kiedy pojawiłem się na obozie przedsezonowym, mówiłem, że jeśli będę w stanie grać, to będę grał. To jest odpowiednie podejście. Jeśli będę w stanie grać, to na pewno będę to robił. Jeśli będzie to 30 minut, okej, zagram 30. Jeśli 15, to też świetnie i postaram się ten czas wykorzystać, żeby pomóc drużynie wygrywać, a młodym zawodnikom się rozwijać.

O swoim ulubionym momencie:

Nic nie przebije bycia wybranym w Drafcie. Nic. Marzysz o tej chwili, tak się wszystko zaczyna.

O tym, jak chciałby zostać zapamiętany:

Fakt, że jestem wymieniany obok Magica i Kareema, pokazuje co osiągnąłem, do czego doszedłem. To mi wystarcza. Byłem „Jeziorowcem” kiedy dorastałem i będę nim na śmierć i życie. To mi wystarcza. Miałem ogromne szczęście, bo ile dzieciaków może przewidzieć dorastając, że zostaną zawodowcami i zagrają w swojej ulubionej drużynie i dodatkowo spędzą swoją całą karierę w tym miejscu? To jak sen.

O tym, co będzie dla niego sukcesem w obecnym sezonie:

Zacznijmy od wygrania następnego meczu. Chodzi o podejście do sprawy na zasadzie „z meczu na mecz”, tak jak nauczył mnie Phil, czyli trzeba rozbić sezon na części i wtedy jasno zobaczyć, co przed tobą. Zwycięstwo w kolejnym meczu i potem w następnym i tak dalej.

O pomaganiu młodszym zawodnikom całym sobą:

To normalna rzecz. Trzeba pracować niesamowicie ciężko, wyjść na boisko i z meczu na mecz grać coraz lepiej. Ja będę nadal ich uczył, pomagał i rozwijał siebie, a przy okazji ich. Ciągle będę szalenie ciężko pracował.

O tym, czy Michael Jordan zaoferował jakąś radę:

On był tak naprawdę jedną z pierwszych osób, którym powiedziałem o mojej decyzji tego lata. Byliśmy w częstym kontakcie… Powiedziałem mu: „To jest to. Jak do cholery ty wiedziałeś, że to jest koniec w twoim przypadku?”. Trochę się pośmialiśmy z tego. Ważną rzeczą, jaką od niego usłyszałem, było to, żebym cieszył się każdą nadchodzącą chwilą, nie zważając na wszystko inne. Żebym nie pozwolił nikomu mi tego odebrać, nieważne co się stanie. W dobrych i złych momentach, cieszyć się tym życiem.

O tym, kiedy zdecydował się ogłosić zakończenie kariery i dać fanom list:

To było dosyć szybkie. Zadzwoniłem i powiedziałem: „To jest to, co chcę zrobić.” „Okej, kiedy?” „Jakoś za parę dni.” “Co?”. Od tego momentu wszystko zadziało się naprawdę szybko.

O zaakceptowaniu tego, że jego ciało nie daje już rady:

To zabawne. Nauczyłem się, że z niektórymi rzeczami trzeba nauczyć się żyć. Nie można się im oprzeć. To jest zależne od ciebie, musisz sam to ocenić, a ja jestem brutalny dla siebie, jeśli chodzi o samoocenę. Potem trzeba zrobić wszystko, żeby być w lepszej formie. I wtedy przyzwyczaić się do obecnego stanu rzeczy, cokolwiek by się nie działo. Mogę stanąć przed lustrem i spojrzeć sobie w oczy. Starałem się i starałem, pracowałem niezwykle ciężko, odkąd byłem dzieciakiem. Dlatego jestem bardzo pewny siebie, przeszedłem już przez wszystko.

O byciu najstarszym w szatni:

Czuję się jak ich dziadek. Nie jestem nawet najstarszy, jestem potrójnie najstarszy. LeBron i inni w jego wieku, oni są teraz starzy. A ja jestem jeszcze dużo starszy od nich. Oni są weteranami, a ja jestem potrójnym weteranem. To jest śmieszne, naprawdę. Pamiętam mecz z Portland u nas, kiedy dzieciak z ławki powiedział do mnie: „Hej, dzisiaj z wami wygramy!”. A ja na niego spojrzałem i powiedziałem: “Jeśli nie urodziłeś się, gdy ja zaczynałem grać, nie możesz próbować ze mną trash talku. To prosta zasada. A on tylko się spojrzał i powiedział: „Tak jest.” (śmiech) Żadnego nieporozumienia.

Źródło: Lakers.com (link)

Tagi:

1 komentarz

  1. super sie to czyta
    Szacunek !

Skomentuj