Kobe i Shaq wrócili do swojej przeszłości

Opublikowane przez , 14 września 2015 w Wywiady, Inne, 0 komentarzy

Minęło 11 lat, od kiedy Kobe Bryant i Shaquille O’Neal rozegrali ostatni wspólny mecz w barwach Lakers, jednak ich temat ciągnie się do dzisiaj, za sprawą wielu kłótni, jakie obaj mieli w trakcie gry w barwach Jeziorowców. Mogłoby się wydawać, że ich relacje są, delikatnie mówiąc, chłodne, jednak jak przyznają obaj przyszli członkowie Hall of Fame, są one zdecydowanie bardziej przyjacielskie, niż sądzimy.

Kobe był gościem O’Neala w jego podcaście „The Big Podcast With Shaq” w poniedziałek, podczas którego obaj panowie rozmawiali o czasach wspólnej gry w zespole z Miasta Aniołów i wyjaśnili kwestię ich nieporozumień z przeszłości. Poniżej przedstawiamy zapis tej rozmowy, w której również wziął udział współprowadzący programu Shaqa, John Kincade.

Shaquille O’Neal: Panie i panowie, najwybitniejszy Jeziorowiec wszechczasów, pan Kobe Bryant. Co słychać, Kobe?

Kobe Bryant: Co u ciebie, stary? Jak leci?

O’Neal: Wszystko dobrze. Posłuchaj, wydaje mi się, że teraz jest dobry czas, żeby oczyścić atmosferę wokół nas, ponieważ mówiłem wiele razy, że byliśmy najbardziej enigmatycznym, kontrowersyjnym duetem, o którym też najczęściej mówiono. Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że ja nie żywię do ciebie nienawiści. Wiem, że ty do mnie też. Dzisiaj, to co mieliśmy wtedy, nazwałbym raczej kłótnią w pracy. Ja byłem młody i ty też. Ale z mojego punktu widzenia, wygraliśmy 3 na 4 możliwe mistrzostwa, więc nie wydaje mi się, żebyśmy wiele zrobili źle, podczas tamtego okresu. Chcę po prostu oczyścić atmosferę i powiedzieć wszystkim: Nie, nie żywię nienawiści do Kobego. Wiele razy się kłóciliśmy, ale myślę, że to nas napędzało, dawało nam tę energię. Myślałem ostatnio o tym, czemu Phil Jackson nigdy nie wkroczył między nas – on wiedział, że jeśli powiesz coś o mnie, to wkurzy mnie to i odwrotnie, jeśli ja coś mówiłem o tobie, to ciebie doprowadzało to do szału. I to działało! Dzięki, że zgodziłeś się tu przyjść, chciałem żebyśmy oczyścili atmosferę wokół nas. Wiem, że powiedzieliśmy wiele szalonych rzeczy, ale nieźle się bawiłem robiąc to. Czy ty też miałeś takie odczucie?

Bryant: Wiesz, co jest zabawne? Też nieźle się bawiłem. Ale chodzi o to – nasze kłótnie były wyjątkowe, ponieważ zawsze mówiliśmy sobie wszystko prosto w twarz. Nigdy nie szeptaliśmy za swoimi plecami, nie obgadywaliśmy się nawzajem, nie wciągaliśmy w to innych z drużyny, mówiąc im o tym czy tamtym. To skutkowałoby plotkami i podzieliłoby zespół, a nie ma nic gorszego dla drużyny niż to. Kiedy mówiliśmy sobie coś prosto w twarz, to co naprawdę myślimy i kłóciliśmy się, to zgadzaliśmy się na to, potem wracaliśmy do swoich spraw, ale jedność w drużynie była zachowana. A jeśli spojrzy się na to z boku, to drużyna na tym korzysta, my jesteśmy naładowani, drużyna jest zjednoczona i moim zdaniem to właśnie to, co pozwoliło nam osiągnąć nasze cele, zwłaszcza drugie mistrzostwo.

John Kincade: Kiedy ostatni raz rozmawialiście ze sobą tak jak tutaj, że usiedliście, pogadaliście i przedyskutowaliście te wszystkie rzeczy. Kobe, na tyle na ile poznałem Shaqa, wiem, że on nie lubi rozmawiać o przeszłości. Jak to jest z tobą?

Bryant: Też nie jestem nostalgiczną osobą, jeśli mam być szczery. Shaq i ja jesteśmy podobni, bo obaj patrzymy głównie na pierścienie, które wygraliśmy. Z tym nie można się nie zgodzić.

O’Neal: Wiesz, co jest dla mnie zabawne? Kiedy ostatni raz graliśmy ze sobą, Kobe? W 2004? A mamy 2015. 11 lat, a ludzie ciągle o tym rozmawiają. To mnie śmieszy, bo jestem tutaj, żeby pokazać ludziom, że nie ma między nami nienawiści. Czy kłóciliśmy się? Jasne, ciągle mieliśmy jakieś nieporozumienia, ale nie wychodziliśmy na tym źle. Dobra, teraz muszę zadać ci śmieszne pytanie. Czy twoja żona zrobiła wczoraj literówkę, czy naprawdę masz przezwisko Bay-Boo?

Bryant: Tak, mam wiele ksywek… Ale powinienem być Czarną Mambą, stary. O co ci teraz chodzi?

O’Neal: Ale Kobe, jeśli teraz jesteś Bay-Boo, to wiesz, może LeBron albo inni zawodnicy będą szeptali to tobie do ucha podczas meczu?

Bryant: Powiem ci coś – nie obchodzi mnie co będą szeptać. Bay-Boo ciągle będzie im rzucał po 60 puntów.

O’Neal: Dobra, Kobe, ale jestem na ciebie zły za jedną rzecz. Jak, do cholery, prześcignąłeś mnie w zdobytych punktach? Jak ty to zrobiłeś? Wiesz, co jest szalone? Nawet nie wiedziałem, który jesteś na liście, aż przyszedłem do TNT i Barkley powiedział: „Wiesz, że twój kumpel zaraz cię prześcignie?”. A ja na to: „Niby w czym?”, a on do mnie: „W punktach”. Poszedłem sprawdzić, patrzę na listę i myślę sobie: „Cholera, ten gość naprawdę zdobył sporo punktów”. W ubiegłym sezonie wyprzedziłeś wielkiego Michaela Jordana. Co będzie następne? Czy to twój ostatni sezon? Co teraz robisz? Masz 5 pierścieni, wyprzedziłeś już Michaela Jordana w punktach. Powiedziałeś mi, że zrobisz to, jak miałeś jeszcze 18 lat. Pamiętam jak odpowiedziałem: „Taa, jasne, ziomeczku”. Ale osiągnąłeś wszystko to, o czym mówiłeś, co zamierzałeś. Co teraz?

Kobe Bryant i Shaquille O'Neal przed meczem Lakers

Bryant: Trenuję i przygotowuję się do nadchodzącego sezonu. Naprawdę jestem tym podekscytowany. To mój 20. sezon i zbliżam się do końca. 20 lat, to szalone! Gdyby ktoś mi 20 lat temu powiedział, że będę za tyle czasu jeszcze grał, to bym go wyśmiał. Tak więc teraz szykuję się do nadchodzących rozgrywek i jestem podekscytowany nadchodzącym rokiem.

Kincade: Słyszałem kiedyś historię o Finałach Konferencji z 2002 roku, która mówiła o tym, że przed decydującym 7. meczem z Sacramento Shaq zadzwonił do Kobego, bo żaden z was nie mógł zasnąć przed meczem nr 7. Czy ta historia jest prawdziwa, a jeśli tak, możecie nam powiedzieć, o czym rozmawialiście?

Bryant: Jest prawdziwa. Wydawało się, że Shaq nigdy nie śpi. Robiliśmy tak ciągle. Dzwoniliśmy do siebie o różnych godzinach, ponieważ rozumieliśmy, że jesteśmy silnikiem, siłą napędową tej drużyny. Więc musieliśmy być pewni, że jesteśmy na takim poziomie komunikacji, który pomoże drużynie.

Kincade: Co mówiliście sobie przed meczem nr 7?

O’Neal: Powiedziałem: „Kobe, jesteś gotowy?”, on odpowiedział: „Oczywiście, jak cholera. A ty jesteś gotowy trafiać osobiste?”, ja na to: „Tak, będę gotowy”. To były głównie żarty, przekomarzanie się.

Bryant: Tak, on zwykle mówił: „Kobe, w tej serii będziemy wygrywać mecze na zmianę. W tym ty ich pokonaj, ja zrobię to w następnym, a ty znowu w kolejnym”. Takie rzeczy gadaliśmy. On mówił: „Kobe, zniszcz ich, dobij ich, skończ ten mecz!”, a ja odpowiadałem: „Shaq, teraz twoja kolej, zajmij się nimi.”. Dosłownie dzieliliśmy się, kto będzie dominował w której serii, w którym meczu.

Kincade: Czy drużyna, jaką mieliście w 2004 roku była najlepszą, z największym talentem, pomimo tego, że nie wygraliście wtedy mistrzostwa?

O’Neal: Nie wiem, ale najlepiej wspominam pierwsze mistrzostwo, zdobyte przeciwko Indianie. Pamiętam mecz, w którym złapałem 6 fauli. Patrzę na Kobego, a on do mnie: „Nie martw się , Wielkoludzie. Zajmę się tym.”. I potem trafił 3 czy 4 rzuty z rzędu, a ja patrzę na to i mówię: „O cholera…”. A po meczu powiedziałem: „Ten gość jest najlepszym zawodnikiem na świecie.”  Ponieważ powiedział mi dokładnie, co zaraz zrobi i to zrobił. A ja myślałem wtedy: „Cholera, złapałem 6 fauli. Przegramy to. Znowu wina za porażkę spadnie na mnie.”. Ale Kobe popatrzył na mnie i powiedział: „Nie martw się. Zajmę się tym.”.

Bryant: Pamiętam moment, który był prawdopodobnie najważniejszy zarówno dla mnie, jak i dla Shaqa. To było w Dallas, Shaq miał strasznie ciężki mecz, spudłował jakieś 8 osobistych z rzędu.

O’Neal: Nie kłam. Spudłowałem 13! (śmiech)

Bryant: Większość zawodników zrzuciłaby winę na coś innego, szukałaby winy kogoś innego albo mówiła: „Nie, to nie przez to przegraliśmy.”. To, co zrobił Shaq było szalone. Wszedł do szatni i dosłownie ją rozwalił na kawałeczki, bo był tak wściekły na siebie i rozumiał, że przez niego przegraliśmy mecz. Nie ukrywał tego i wykorzystał tę wściekłość do stawania się lepszym, bycia liderem, prowadzenia drużyny do zwycięstw, mistrzostw. To coś, co mi imponuje, bo powiedziałem wtedy: „OK, jemu naprawdę zależy na tej drużynie. On nie będzie po prostu siedział i nie zamiecie tego pod dywan.”.

Kincade: Czy straciliście szansę, aby być najlepszymi w historii, ponieważ wasze drogi szybko się rozeszły?

O’Neal: Tak… Teraz mówię za siebie, Kobe. Nie wiem, jakie ty masz odczucia. Byliśmy jak dwóch samców alfa i potem nadszedł aspekt biznesowy, o czym nie wie większość ludzi. Ale tak było. A ja się starzałem, więc zarząd powiedział: „ Hej, starzejesz się. Wiemy, że chcesz tyle, ale możemy dać ci tyle.”. A ja myślałem: „Wcale się nie starzeję i nie chcę tyle, ile mi dajecie.”. Ale oni chcieli podążyć w nowym kierunku. Dobrą rzeczą, jeśli chodzi o doktora Jerry’ego Bussa, jest to, że zawsze mówił ci wszystko prosto w twarz. Doktor Buss zadzwonił do mnie i powiedział: „To jest to co zrobimy, a tego nie zrobimy. Jeśli nie zaakceptujesz tego, co ci dajemy, wymienimy cię.”. I za to zawsze szanowałem doktora Bussa. Nie miałem żadnych problemów, ani sprzeczek z całą ich rodziną, bo na tym polega biznes.

Bryant: Aspekt biznesowy jest jaki jest. Organizacja chciała pójść w innym kierunku, ale ja podchodzę do tego bardziej filozoficznie, wyobraź sobie tylko: Jak długo Michael Jordan i Wilt Chamberlain graliby ze sobą, jeśli Wilt byłby w szczycie formy, ale Michael chciałby wejść na wyższy poziom? Jak długo trwałoby, zanim Michael powiedziałby: „Wiesz co? Czas pokazać ludziom, co ja potrafię.”. Dlatego też Shaq i ja jesteśmy jedyni w swoim rodzaju, jeśli chodzi o koszykarskie tandemy, ponieważ wtedy w drużynie mieliśmy dwóch liderów, dwóch głównych zawodników, a to się nie zdarza.

Bryant i Shaq za czasów wspólnej gry razem

Kincade: Czego dowiedziałeś się o swojej grze, podczas występów z Shaqiem? I odwrotnie, Shaq, co polepszyło się w twojej grze, dzięki grze z takim talentem, jak Kobe Bryant?

Bryant: Shaq nauczył mnie, jak być liderem. Jest niesamowity. Teraz można zobaczyć, jaki jest wyluzowany, jak się troszczy. On kładzie ci rękę na ramieniu, pyta się wszystkich, czy wszystko gra. Tego się od niego nauczyłem, bo przedtem nie byłem taki.

O’Neal: A ja nauczyłem się od Kobego tego, że jest gościem, który jeśli mówi ci, że coś zrobi, to tak się stanie. Od czasu kiedy miał 18 lat, wiedział co zrobi. Nauczyłem się tego od niego, ponieważ kiedy razem przyszliśmy do Los Angeles, mieliśmy drużynę wielu przyszłych gwiazd i pojechaliśmy do Utah, które niszczyło nas wtedy za każdym razem. Tylko jeden zawodnik chciał rzucać. Ja nie chciałem, nikt inny nie chciał. Kobe oddał trzy ważne rzuty, żaden nie doleciał do obręczy. Wtedy zrozumiałem: „Ten gość się nie boi. On będzie kolejnym liderem.”. Wiedziałem, że kiedy nie będę miał swojego dnia, kiedy będę miał problemy, nie będę grał dobrze, on powie sobie: „Shaq nie gra dobrze. Muszę pokazać moje najwyższe umiejętności.”. Jest jedynym zawodnikiem, obok Jordana, który tak robił.

Bryant: W 1999 roku zdarzyły się dwie rzeczy. Shaq zrozumiał, że: „Ten dzieciak naprawdę kocha rywalizację i jest trochę pokręcony”. A potem ja zrozumiałem, że chyba coś u mnie nie gra, bo prawie wdałem się w bójkę i chciałem wdać się w bójkę z tym gościem. Wróciłem wtedy do domu i pomyślałem: „Chłopie, musisz być najgłupszym albo najodważniejszym dzieciakiem na tym świecie.”.

Kincade: Nie było za wiele dowodów na to, ale czy między wami dochodziło do ostrzejszych spięć?

O’Neal: Tak, ciągle. Ale to tylko pokazało mi, że ten dzieciak się nie wycofa. Kobe widział, jak niszczę każdego w tej lidze, więc kiedy stawiał mi się każdego dnia, myślałem: „Cholera, on nie da za wygraną.”. Wiedziałem, że jeśli przegrywamy jednym, jestem kryty i oddam piłkę, to on ją weźmie, rzuci i trafi.

Kincade: Shaq, czy jest coś co chciałbyś cofnąć, co powiedziałeś na przestrzeni tych ostatnich kilkunastu lat?

O’Neal: Wiele rzeczy, wiele słów… Właśnie puściłeś ten filmik, w którym mówię, że chcę odejść. Nie chciałem odchodzić z LA. Ale jeśli w grę wchodzą sprawy biznesowe, czasem musisz tak mówić, szczególnie, kiedy wydaje Ci się, że masz nad tym kontrolę. Na pewno nie chciałem odchodzić. Wiele słów padło wtedy, z powodu napiętej sytuacji. Mogę zagwarantować, że nie pamiętam wielu rzeczy, jakie mówiłem, bo moje myślenie zmieniło się w ciągu tych lat i mówię sobie: „Wiecie co? Wygraliśmy 3 z 4. O czym wy jeszcze do cholery gadacie? Po co tworzyć całą historię?”. Wygraliśmy 3 z 4 możliwych mistrzostw. Nie zapominajcie, że mamy rekord NBA, jeśli chodzi o Playoffs (15-1 w 2001 roku – przyp.red.). Powinniśmy mieć 16-0, ale wasz człowiek Iverson rzucił nam 55 punktów (w 1. meczu Finałów – przyp.red.). Mamy rekord NBA. Myślisz, że drużyna, w której panuje niezgoda, zdobyłaby mistrzostwo z wynikiem 15-1? O tym nigdy się nie mówi, a gwarantuję, że nikt nie pobije tego wyniku w ciągu najbliższych 30 lat. Gwarantuję. Nikt nie będzie miał 15-1 w Playoffs w ciągu najbliższych 30 lat. Obiecuję to.

Bryant: Chodzi o to, że jeśli mówisz coś w danym czasie, masz to na myśli. Jednak kiedy dorastasz, patrzysz na to z innej perspektywy i myślisz: „Cholera, ale byłem wtedy idiotą.”. Dla mnie najważniejsze było to, żebyś nie gadał o tym naokoło. Nie trzeba chodzić ze wszystkim do prasy. Lepiej załatwiać takie sprawy wewnątrz. Mieliśmy swoje kłótnie, nie zgadzaliśmy się często, ale wolałbym uniknąć wyciągania tego do prasy. Bo to stworzyło swego rodzaju huragan dookoła drużyny, mnie, Shaqa, a do tego prasa nałożyła na nas tak ogromną presję, jako na organizację. Ale lubiłem z nim grać. Przeżyłem, świetne, wspaniałe chwile grając z nim i doceniam je po dziś dzień. Nauczyłem się od tego gościa tak wiele, o czym mówiłem wcześniej, w kontekście bycia liderem, poczucia wspólnoty, koleżeństwa i tym podobnych cech. Powiedziałbym, że Shaq był bestią. Ciągle się uśmiecha. Jest w telewizji, w TNT i można zobaczyć, jaką ma osobowość, ale ten gość wyrwie ci serce. I to podziwiałem najbardziej – że był tak samo groźny na boisku, jak ja.

O’Neal: Kobe, muszę zadać ci to jedno pytanie, ponieważ mi też je zadawano, zanim odszedłem, ale i teraz pytają mnie o to. Widzisz swojego następcę w lidze, następnego Kobego?

Bryant: Nie, jestem raczej zawodnikiem starej szkoły. Jest paru zawodników z podobną agresywnością i mentalnością. Ciężko powiedzieć. To inna generacja. Dorastałem grając przeciwko Michaelowi, Gary’emu Paytonowi i innym zimnokrwistym zabójcom, jak John Stockton i inni goście. Więc mam tę mentalność. Teraz ciężko ją dostrzec w lidze, nie ma takich graczy. Każdy jest dla każdego kumplem.

Kincade: Kobe, Shaq powiedział nam, że NBA jest dzisiaj mniej fizyczna, zawodnicy są bardzo wrażliwi na każdy kontakt. Zgodzisz się z tym?

Bryant: W stu procentach. Też o tym mówiłem jakiś czas temu. Kiedy gramy na Olimpiadzie, to tam gra jest bardziej fizyczna niż w NBA. W NBA grali najtwardsze, najsilniejsze drużyny na świecie, a teraz tak nie jest. I nie wiem co stało się z tymi wszystkimi ponad dwumetrowcami.

O’Neal: Wiesz co się stało, stary. Wszystkich ich zniszczyliśmy.

Bryant: Pomyśl o tym, to szalone. Jeśli wrócisz do czasów, w których grałeś, możesz z miejsca podać pięciu czy sześciu wysokich graczy. Spróbuj to zrobić teraz.

Kobe i Shaq podczas odbierania mistrzowskich pierścieni

Kincade: Czy Phil Jackson faworyzował kogoś?

O’Neal: Nie, nigdy.

Kincade: Wiele się mówiło w prasie, że stara się spełniać twoje żądania Shaq, głównie dlatego, że Jerry West został kiedyś zacytowany, mówiąc, że tego potrzebowałeś, żeby Jackson wspierał cię psychologicznie.

O’Neal: Nie, był naprawdę fair wobec nas. Tylko raz się wkurzył, podszedł do nas i powiedział: „Obaj musicie wziąć się w garść!”. Tylko tyle powiedział. To nie było wspieranie mnie… Wiesz co? Robert Horry był chłopcem do bicia!

Bryant: Tak, ciągle wyżywał się na Robercie.

Kincade: Który z was byłby lepszym menadżerem drużyny?

Bryant: Nie patrz na mnie. Ja bym zwolnił kogoś w pierwszej sekundzie.

Kincade: Kobe, zbliżasz się do końca swojej kariery. Co przyniesie przyszłość dla Kobego Bryanta po koszykówce? Co będziesz robił?

Bryant: Będę dalej budował moją firmę. Naszym pierwszym projektem był film „Muse”, scenariusz, edycja, produkcja. Podoba mi się opowiadanie historii, które inspirują ludzi i motywują do osiągania czegoś wielkiego. To pomaga im osiągnąć ich pełny potencjał. To właśnie mnie intryguje, to składanie puzzli w jedną całość. Tak jak mówiłem, film „Muse” był dopiero pierwszym naszym projektem.

Kincade: Jaka była najlepsza drużyna, w której graliście?

O’Neal: Drużyna rekordu 15-1.

Bryant: Tak, drużyna z 2001 była niesamowita.

O’Neal: Kobe, muszę cię prosić o jedną przysługę. Musisz w moim imieniu przeprosić swoją kochaną żonę Vanessę, ponieważ za każdym razem, kiedy widzę ją i twoje dzieciaki, mówię: „Cześć, Vanessa. Cześć dzieciaki, jestem Wujek Shaq.”. Wtedy ona mówi: „Przecież mówisz nam to za każdym razem.”. A ja chcę tylko, żeby znały Wujka Shaqa… Powiedz jej, że obiecuję, że następnym razem już tego nie powiem.

Bryant: Pewnie stary, nie ma problemu.

Kincade: Wiecie, jak to zszokuje całą Amerykę?

O’Neal: Nie, to nie jest w ogóle zaskakujące. Powtarzam ci ciągle, to jest jak sprzeczka w szatni. Powtarzam ciągle: „Słuchaj, jeśli zobaczę Kobego i jego wspaniałą żonę i ich śliczne dzieciaki w restauracji, to nie wyleję mu wody prosto na twarz. Powiem raczej: „Cześć Kobe, cześć Vanessa, cześć kochani!”. I każdy wróci do swojego życia. Ludzie mówią: „Przeczytałem artykuł, w którym mówisz, że go zabijesz!”. Tak, powiedziałem to, ale nie miałem tego na myśli”.

Kincade: Kobe, pamiętasz ten dzień?

Bryant: Oczywiście, że pamiętam, pomyślałem wtedy: „No wiesz co, serio…?”. Ale jego odpowiedź i to, co pomyśleli ludzie w Ameryce pokazuje, jak różnymi osobami jesteśmy. On powtarza ludziom: „Słuchajcie, nie byłem taki, nie miałem tego na myśli”, a ja mówię: „Pieprzyć ich. Nie obchodzi mnie co mówią.” (śmiech). I tak się wzajemnie napędzamy.

Kincade: Shaq, kiedy zobaczyłeś, jak Kobe wygrywa tytuł…

O’Neal: Ooo, byłem wkurzony. Pierwszy zdobyłem czwarty tytuł i wtedy postanowiłem go trochę „dźgnąć”, mówiąc coś. A potem minęło parę lat. Oni jakimś sposobem zdobyli Pau Gasola i Bynuma, a potem czwarte mistrzostwo. Pomyślałem wtedy: „OK, mamy remis. Na chwilę jestem spokojny.”. A potem on zdobył piąty tytuł i reporter pyta go: „Jak się czujesz Kobe, co ten tytuł dla ciebie znaczy?”. A Kobe na to: „Mam jeden więcej od Shaqa.”. Wtedy pomyślałem: „Cholera, ma mnie…”.

Kincade: Kobe, cieszyłeś się widząc go zdobywającego tytuł w Miami?

Bryant: Szczerze? Tak, cieszyłem się, ponieważ wiedziałem, że to zmobilizuje mnie jeszcze bardziej do wygrywania. Zawsze chciałem być na poziomie Magica i Michaela. Tak więc cztery mistrzostwa to nie było coś, co by mnie zadowalało, chciałem więcej. Wygrana Shaqa popchnęła mnie do tego celu jeszcze bardziej. Kiedy zdobyłem piąty pierścień, nie mogłem zrobić nic innego, tylko obrócić trochę to ostrze i dźgnąć Shaqa mocniej.

O’Neal: Kobe, chcę tylko powiedzieć, że kocham cię jak brata i brakuje mi ciebie. Uwielbiałem grać z tobą, to były wspaniałe czasy. Chciałbym, żebyśmy mieli po siedem mistrzostw, ale musimy zadowolić się tym co mamy, jest jak jest. Ciągle jesteśmy najbardziej szanowanym, najbardziej dominującym duetem w historii Lakers i wiem, że będą o tym jeszcze długo mówić. Kocham cię jak brata, brakuje mi ciebie i życzę ci powodzenia w tym roku.

Bryant: Dzięki, stary. Doceniam to, bracie.

Źródło: Lakers.com (link)

Skomentuj