Kobe Bryant na dobre pożegnał się z All-Star Game

Opublikowane przez , 17 lutego 2016 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Kilka dni temu, w niedzielę 14 lutego, Kobe Bryant po raz ostatni w swojej karierze zagrał w Meczu Gwiazd. Spotkanie, wygrane przez Western All-Stars, zakończył z dorobkiem 10 punktów, 6 zbiórek, 7 asyst i 1 przechwytu. Z All-Star Game odchodzi jako lider w ilości zanotowanych przechwytów (38) oraz w ilości zdobytych nagród Most Valuable Player (4 wraz z Bobem Pettitem), a także wicelider jeżeli chodzi o nominacje do tego typu wydarzenia (18). Choć oczywiście wiele osób krytykuje to, jak obecnie wyglądają Mecze Gwiazd, tak jednak nie da się ukryć, że bez Kobe’ego nie będą one już tym samym. Pięciokrotny mistrz NBA bowiem był jedną z niewielu osób, które niemal zawsze dawały z siebie wszystko na parkiecie i starały się zapewnić fanom kawał dobrego widowiska. I zwolennicy koszykówki zebrani w Air Canada Center to docenili i już na wejściu przywitali lidera Lakers gromkimi brawami, a Magic Johnson krótko przemówił przed kolejnym, fantastycznym i pełnym emocji intro poświęconym Bryantowi.

I pomyśleć, że Kobe szum w lidze zrobił aż 19 lat temu. Wtedy to właśnie wygrał Slam Dunk Contest i zwrócił na siebie jeszcze większą uwagę. Ale jak wiemy Kobe to nie tylko był dunker ale zawodnik, który chciał dominować w każdym aspekcie gry. I udowodnił to rok później, w 1998 kiedy to po raz pierwszy wystąpił w Meczu Gwiazd i to jako starter (choć w Jeziorowcach wchodził z ławki rezerwowych). Miało to miejsce w wyjątkowym miejscu, bo w nowojorskiej hali Madison Square Garden, a sam Kobe stał się najmłodszym zawodnikiem w historii ligi, który kiedykolwiek zagrał w All-Star Game (miał wtedy 19 lat). Zdobył tej nocy 18 punków i 6 zbiórek, ale to jego idol – Michael Jordan zgarnął wtedy statuetkę MVP.

Od tamtego pojedynku Bryant stał się regularnym uczestnikiem Meczu Gwiazd. Kilka lat później, w 2002 roku w Philadelphii pomimo buczenia ze strony fanów 76ers (rok wcześniej bowiem Lakers pokonali ich w finale NBA), Kobe zdobył 31 punktów (FG 12-25), zebrał 5 piłek i rozdał 4 asysty, aby po raz pierwszy w karierze zgarnąć nagrodę dla Najlepszego Zawodnika. Dzięki temu stał się jeszcze bardziej popularny w lidze, a rok później zebrał po raz pierwszy największą liczbę głosów wśród wszystkich uczestników (1.5 miliona). Na kolejne MVP przyszło mu jednak czekać aż do 2007 roku. Wtedy to w Las Vegas Zachód pokonał Wschód, a Black Mamba zakończył spotkanie z 31 punktami, 5 zbiórkami i 4 asystami na koncie. Kobe był wtedy bez wątpienia w swojej najlepszej formie w karierze i nie miał zamiaru się z tym kryć nawet podczas All-Star Game.

2008 edycję Meczu Gwiazd Bryant właściwie opuścił ze względu na kontuzję małego palca. Na parkiecie pojawił się tylko na kilka sekund, w czasie których udało mu się zebrać jedną piłkę. Nie powalczył więc wtedy o MVP ale za to zrobił to rok później w Phoenix, gdzie za swoją postawę został nagrodzony razem z Shaqiem – jego byłym partnerem z drużyny. Zdobył wtedy 27 oczek, zanotował po 4 asysty i przechwyty, a z kolei Shaq dołożył od siebie 17 punktów w zaledwie 11 minut spędzonych na parkiecie. Zachód pewnie wtedy wygrał 146-119.

Kobe Bryant i Shaquille O'Neal wznoszący nagrodę dla MVP

W kolejnym roku Bryant postanowił opuścić All-Star Game i nieco zregenerować swoje ciało. Po raz pierwszy więc od 1999 roku (był wtedy lockout), nie wystąpił w Meczu Gwiazd. Ale za to w kolejnej edycji znów dał z siebie wszystko i po raz kolejny zgarnął nagrodę Najlepszego Zawodnika. Grając przed swoją własną publicznością w Staples Center, Kobe zanotował 37 punktów i 14 zbiórek (z czego rekordowe 10 w ataku), co było jednym z najlepszych występów w historii All-Star Game. Była to też największa zdobycz punktowa od 1988 roku, kiedy to Michael Jordan zdobył 40 oczek.

All-Star Game 2012 również był wyjątkowy dla Mamby. Co prawda nie dodał on do kolekcji kolejnej nagrody ale za to prześcignął w nim Michaela Jordana, na liście najlepiej punktujących w historii Meczów Gwiazd. Bryant zdobył wtedy 27 oczek i to pomimo tego, że Dwyane Wade złamał mu tego wieczoru nos, a Vino musiał grać z maską na twarzy.

Rok później z kolei Kobe choć nie zaliczył jakiegoś spektakularnego występu, tak jednak udało mu się zachwycić wszystkich widzów kilkoma spektakularnymi akcjami. Tej nocy m.in. zablokował LeBrona Jamesa, a następnie wsadził piłkę z góry przy skaczącym do bloku obecnym liderze Cleveland Cavaliers. To był ostatni występ Mamby przed 2016 All-Star Game. W latach 2014-15 bowiem, Kobe był kontuzjowany i mimo głosowania fanów, nie mógł pojawić się na parkiecie podczas Weekendu Gwiazd.

Na szczęście jednak w swoim 20 sezonie i ostatnim w NBA, Kobe raz jeszcze wystąpił w All-Star Game. Było to oficjalne pożegnanie się Bryanta z „fanami z całego świata”, którzy zawsze uważnie oglądają tego typu wydarzenia. Dla pozostałych zawodników amerykańsko-kandayjskiej ligi to również było wyjątkowe wydarzenie. Każdy z nich gratulował Mambie wspaniałej kariery i postanowił mu wręczyć skromne upominki. Niezapomnieli o nim również takie legendy jak Magic Johnson, Bill Russell, czy też Michael Jordan. Ten ostatni postanowił mu nawet wręczyć kolekcję swoich butów (link). To wszystko pokazuje jak wielkim i cenionym graczem był Bryant, który bez wątpienia miał ogromny wpływ na całą ligę.

Jak będą wyglądały kolejne Mecze Gwiazd? Na pewno będzie w nich dużo wsadów, trójek, efektownych podań i mało obrony. Pod tym względem nic się nie zmieni. Ale z pewnością zabraknie nieco tego oldschoolu, który zawsze wprowadzał Bryanta. I przynajmniej dla samych fanów złota i purpury All-Star Game nie będzie już takim samym wydarzeniem jak kiedyś. A przynajmniej do momentu, w którym nie zobaczymy w nim kolejnego zawodnika 16-stokrotnych mistrzów NBA. Na to na razie się jednak nie zanosi ale kto wie, być może za kilka lat Jeziorowcy znów będą dominować także w tego typu spotkaniach. Kobe’emu natomiast należą się wielkie słowa uznania i podziękowania za jego przygotowania, chęci i wolę walki w każdym Meczu Gwiazd. Takiego właśnie powinniśmy go zapamiętać.

Skomentuj