Jeziorowcy zaskoczyli świat w listopadzie

Opublikowane przez , 1 grudnia 2016 w Artykuły, Podsumowania, 2 komentarze

To był naprawdę solidny miesiąc w wykonaniu koszykarzy złota i purpury. Przed startem rozgrywek 2016/17 raczej nikt nie spodziewał się, że ten zespół jest w stanie wygrać aż 10 z pierwszych 20 spotkań. Szczególnie, że Lakers mieli przecież jeden z najtrudniejszych terminarzy w lidze w październiku/listopadzie. Mimo to oraz nie najlepszego początku (1-3 start) podopieczni Luke’a Waltona pokazali na co ich stać. Sprawili kilka niespodzianek, grając ogólnie naprawdę ekscytującą, zespołową i dającą nadzieje na lepszą przyszłość koszykówkę. Luke Walton błyskawicznie stworzył drużynę, w której każdy czuje się odpowiedzialny za swojego kolegę. Los Angeles Lakers wreszcie prezentują nowoczesny i skuteczny styl. Pokazali, że mają swój charakter i nie boją się wyzwań. Co prawda wydaje się, że są w stanie przegrać z każdym rywalem, ale również i z każdym wygrać, co pokazały przykłady meczów z Golden State Warriors, czy np. ostatni z Chicago Bulls.

Jak na razie przed własną publicznością Jeziorowcy mają bilans 6 zwycięstw oraz 4 porażek. Na wyjeździe natomiast odwrotnie – 4 wygrane i 6 przegranych, co jak na młody i niedoświadczony zespół, wydaje się być niezłym osiągnięciem. Na jedno spotkanie notują zazwyczaj 99.7 posiadań, co daje im czwarte miejsce w lidze. Ich atak z kolei plasuje się na 15 miejscu pod względem efektywności (106.9 punktów na 100 posiadań) ale zapewne byłby lepszy, gdyby nie ostatnie problemy z kontuzjami D’Angelo Russella, Juliusa Randle’a oraz Nicka Younga. Mimo to, zagrywki i gameplan w ofensywie wyglądają przyzwoicie, co potwierdza skuteczność z gry na poziomie 45.6%, z czego 35.2% na dystansie oraz średnia liczba asyst (21.9). Ciekawostką jest również gra 16-stokrotnych mistrzów NBA na desce, gdzie w ogólnym rozrachunku plasują się na trzeciej pozycji (44.6 zbiórek na mecz, z czego 11.1 w ataku). Duet Timofey Mozgov-Julius Randle bez wątpienia robią tutaj swoje. Obecnie do szczęścia brakuje tylko ograniczenia liczby popełnianych strat. 15.9 na mecz to zdecydowanie za dużo, przez co atak ekipy z Miasta Aniołów nie jest tak bardzo efektywny, jak mógłby być.

Między innymi z powyższego powodu cierpi również obrona drużyny, która traci 109.8 oczek na 100 posiadań (26 miejsce w lidze). Na samym początku listopada, 16-stokrotni mistrzowie NBA znajdowali się nawet w okolicach 15 miejsca pod tym względem, ale z góry było wiadomo, że to się wkrótce zmieni. Niestety ale Jeziorowcy nadal są w ogonie pod tym względem. Często dobre występy w defensywie, przeplatają tymi słabymi, których niestety jest zdecydowanie więcej. Brakuje pewnej konsekwentności, lepszej komunikacji i wytrwałości. Tak jak mówił Luke Walton – zawodnicy czasami gubią się przy rotacjach, co powoduje, że nawet mimo dobrej gry w obronie przez około 18 sekund, rywale ostatecznie zdobywają punkty. Wydaje się jednak, że pewne podstawy w końcu zostały zaadaptowane przez graczy. Jedną z nich jest za każdym razem ice’owanie pick & rolli rozgrywanych po bokach (czyli zmuszanie gracza z piłką do wejścia pod kosz od strony linii końcowej). W poprzednich sezonach Lakers raz trzymali się tego schematu, a raz nie. Teraz natomiast, każdy z zawodników wie, że jest to podstawowy element ich defensywy.

Tarik Black blokujący Enesa Kantera w meczu Thunder z Lakers

Ponadto Jeziorowcy dobrze wypadają pod względem przechwytów, których notują średnio 8.7 na mecz (czwarte miejsce). Te oczywiście pozwalają im zdobywać wiele łatwych oczek z kontrataków i przy okazji przyczyniają się do poprawy ataku. Słabo natomiastwypadają pod względem liczby zaliczanych bloków (3.7) oraz oczywiście skuteczności rywali, która wynosi 47.5% (ostatnie miejsce w lidze). Największy wpływ na to mają punkty tracone w polu trzech sekund, których zazwyczaj jest aż 49 oraz z kontrataków (17.1). Pod tym statystycznym względem więc, zupełnie nic się nie zmieniło w porównaniu do ostatnich lat. Jednak obserwując zachowanie graczy i ich poświęcenie wydaje się,że choć bardzo powoli, tak jednak zespół zmierza w dobrą stronę.

W każdym bądź razie jeżeli chodzi o defensywę, to na pewno nie można się o nią przyczepić do Larry’ego Nance’a Jr., który jest chyba najlepszym obrońcą zespołu (DRTg na poziomie 106 oczek). Tego silnego skrzydłowego cechuje przede wszystkim inteligencja, świetne rozeznanie, wyczucie oraz praca na nogach po bronionej stronie parkietu. Często odwala robotę za dwóch albo nawet trzech. Nie boi się switchować, gdyż wie, że jest w stanie zatrzymać swego rywala, a do tego często podejmuje mądre decyzje jeżeli chodzi o pomoc swoim kolegom. Podobnie jest z Brandonem Ingrame, który choć w ataku na razie nieco zawodzi, tak w obronie pokazał już pewne przebłyski. Szczególnie w kryciu indywidualnym. Nie da się ukryć, że jego zasięg ramion oraz szybkość są ogromnym atutami, a niski skrzydłowy z Duke wie jak je wykorzystać.

Gorzej sprawy mają się z obroną zespołową Juliusa Randle’a, który nadal gubi się po tej stronie parkietu. W ataku za to poczynił ogromny postęp i to właściwie tylko na przestrzeni ostatniego miesiąca. Jeszcze bowiem na początku listopada wydawało się, że oglądamy tego samego Juliusa, który lubi bić głową w mur. Szybko jednak się to zmieniło i Randle po prostu zaczął wykorzystywać nadarzające się okazje. Wie kiedy przyspieszyć tempo, zaatakować obręcz lub wykreować sytuację dla partnera z drużyny. W efekcie w 17 rozegranych spotkaniach, notował średnio 13.2 punkty przy TS na poziomie 56.9%, a do tego dokładał zazwyczaj 8.9 zbiórek i 3.7 asysty w 27.5 minuty spędzane na parkiecie. Naprawdę nieźle jak na kogoś, kto nie potrafi rzucać z dystansu, defensywy rywali wiedzą czego się po nim spodziewać i jak ustawić pod koszem. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby Bestia (bo taki Randel zyskał przydomek), dołożył do swego arsenału zagrań trójkę. Ale na to będziemy musieli jeszcze poczekać.

Julius Randle udajacy się do szatni po kolejnym zwycięstwie Lakers

Na koniec chciałbym jeszcze poruszyć temat dwóch zawodników, którzy już na starcie sezonu zostali skreśleni. Mowa tutaj o Lou Williamsie oraz Nicku Youngu. Obaj grają nie tylko skutecznie w ofensywie ale również dają z siebie wszystko w defensywie, co rok temu było nie do pomyślenia. Sweet Lou w bieżących rozgrywkach notuje 25.2 oczka PER 36 minut gry, trafiając 45% swoich rzutów, z czego 39.4% zza łuku. Nick Young natomiast gra tak, jak w sezonie 2013/14 pod wodzą Mike’a D’Antoniego. 19.2 punkty PER 36 oraz 41.8% na dystansie mówią same za siebie. Obaj zawodnicy odżyli pod wodzą Luke’a Waltona i stali się ważnymi punktami w jego rotacji. Pierwszy jest go-to-guy’em w czwartych kwartach oraz liderem ławki rezerwowych Lakers, która swoją drogą jest najlepsza w całej lidze. Drugi natomiast to znakomite uzupełnienie dla Juliusa Randle’a i D’Angelo Russella w pierwszej piątce. Czy to więc oznacza, że obaj powinni zostać w Los Angeles? Na to pytanie na razie nie odpowiem ale cieszę się, że ta dwójka wreszcie daje coś pozytywnego tej drużynie, a my jako fani zespołu nie musimy wstydzić się ich gry.

Podsumowując bez wątpienia można stwierdzić, że pierwszy miesiąc sezonu 2016/17 zaczął się świetnie dla złota i purpury. W obecnej sytuacji zespołu, lepszego początku chyba nie mogliśmy sobie wyobrazić. Choć do zakończenia rozgrywek jest jeszcze sporo czasu, tak fakty są takie, że na dzień dzisiejszy Lakers są jedną z 8/9-ciu najlepszych ekip w Konferencji Zachodniej i cały czas walczą o playoffs. W poprzednim sezonie dziesiąte zwycięstwo odnieśli dopiero w lutym, a teraz udało im się to zaledwie po miesiącu gry. Luke Walton chyba jasno pokazał całemu światu, że trener w NBA ma ogromne znaczenie i bez niego drużyna nie wzbije się na wyżyny swoich możliwości. W tym wszystkim nie zapominajmy jednak o tym, że to nadal to rozwój młodych zawodników powinien być priorytetem, a nie kolejne wygrane. Oczywiście wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i chciałoby się oglądać odnoszących sukcesy Jeziorowców ale nikt nie powinien się zdziwić, jeśli nagle Lakers przegrają kilka spotkań z rzędu. Są w końcu bowiem bardzo młodą ekipą, którą prędzej czy później, zapewne dopadnie mały kryzys. Ale może na razie nie zapeszajmy i po prostu cieszmy się z gry zespołu z Miasta Aniołów. Tak jak to było właściwie przez cały listopad.

2 komentarze

  1. W końcu znalazłem stronę, na której mogę poczytać o mojej ulubionej drużynie w NBA :). Wszystko fajnie, razi mnie jedynie to, że nie wiecie do końca, gdzie wstawiać przecinki i robicie to na czuja. W jednym miejscu brakuje przecinka, a w drugim wstawicie go niepotrzebnie. Pewnie mało kto na to zwraca uwagę, ale na blogu ważna jest poprawna pisownia. Tak czy siak, cieszę się, że znalazłem tę stronę i gorąco pozdrawiam ekipę Lakers Land! :)

  2. Nalkez03 napisał(a):W końcu znalazłem stronę, na której mogę poczytać o mojej ulubionej drużynie w NBA :). Wszystko fajnie, razi mnie jedynie to, że nie wiecie do końca, gdzie wstawiać przecinki i robicie to na czuja. W jednym miejscu brakuje przecinka, a w drugim wstawicie go niepotrzebnie. Pewnie mało kto na to zwraca uwagę, ale na blogu ważna jest poprawna pisownia. Tak czy siak, cieszę się, że znalazłem tę stronę i gorąco pozdrawiam ekipę Lakers Land! :)

    Miło nam powitać cię w gronie naszych użytkowników i w imieniu redakcji dziękuję za pozdrowienia :)

    A odnośnie pisownie powiem krótko, choć ta odpowiedź pewnie Cię nie usatysfakcjonuje – niestety nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę dziennikarzem. Nie studiowałem żadnego humanistycznego kierunku. Na co dzień obracam się wśród liczb, a o Lakers piszę po prostu z zamiłowania oraz pasji do tego zespołu. Zwyczajnie lubię dzielić się swoimi przemyśleniami na temat ich gry. Do tego wszystkie dochodzi jeszcze brak czasu, na jakąś głębszą analizę po napisaniu tekstu, przez co zdarzają się błędy.

Skomentuj