Jeziorowcy w końcu wywiesili białą flagę

Opublikowane przez , 2 marca 2017 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Za nami kolejny miesiąc sezonu 2016/17. Miesiąc, w którym mieliśmy przerwę na All-Star Weekend, trade deadline oraz pewne zmiany w składzie i rotacji Jeziorowców. Luke Walton zdecydował się wprowadzić do pierwszej piątki Brandona Ingrama oraz Tarika Blacka. Wypadli z niej natomiast Luol Deng i Timofey Mozgov. O ile ten pierwszy może jeszcze liczyć na minuty w każdym spotkaniu, to sytuacja Rosjanina nie wygląda za ciekawie. W roli rezerwowego centra szkoleniowiec zespołu bardziej widzi Ivicę Zubaca, aniżeli mistrza National Basketball Association z Cleveland Cavaliers. Ponadto Magic Johnson postanowił zwolnić Jose Calderon oraz pozbyć się swojego najlepszego strzelca z ławki – Lou Williamsa, na rzecz Corey’a Brewera oraz pierwszorundowego wyboru w tegorocznym drafcie. Tym samym też na więcej minut mogą liczyć D’Angelo Russell oraz Jordan Clarkson. Czy te wszystkie zmiany jednak coś dały? O tym przeczytacie poniżej.

Zacznijmy od porównania dwóch różnych wyjściowych piątek. Skład Russell, Young, Deng, Randle i Mozgov do tej pory spędził w sumie prawie 403 minuty na parkiecie. W porównaniu do swoich rywali, zdobywał on średnio o 6.1 oczek od nich więcej, trafiał 4.5 trójek więcej oraz zbierał o 1.8 piłek więcej na atakowanej tablicy. Gorzej wypadał za to pod względem ilości blokowanych rzutów (2.1 mniej), czy też zbiórek pod własną tablicą (1.2). Nowy lineup z kolei spędził ze sobą już nieco ponad 99 minut. Zazwyczaj jednak zdobywa o 5.7 punktów mniej od rywala, oddaje 10.4 rzutów osobistych mniej, notuje o siedem asyst mniej, a za to 6.8 strat i 4.6 fauli więcej. Jedynie na dystansie ta piątka jest bardziej agresywna, gdyż oddaje o 9.2 rzuty więcej. Nie przekłada się to jednak na prowadzenie w meczu. Oczywiście powyższe statystyki w dużej mierze zależą też od rywali, z jakimi przychodzi się mierzyć danym graczom. Niestety nie da się jednak ukryć, że ich ostatni przeciwnicy w większości przypadków nie byli zespołomi z górnej półki, a mimo to zawodnicy Luke’a Waltona nie byli w stanie ich ograć.

Co prawda na samym początku zmian, po starciach z New York Knicks i Milwaukee Bucks wydawało się, że obie zmiany były niezwykle potrzebne ekipie z Miasta Aniołów, a Luke znalazł pewne rozwiązanie swoich problemów. Szybko jednak okazało się, że tak naprawdę ten eksperyment nie do końca wypalił, a porażka z Phoenix Suns przed przerwą na Weekend Gwiazd, była chyba tego największym dowodem. Niemniej oczywiście dawanie więcej minut Ingramowi oraz Blackowi należy ocenić bardzo pozytywnie. Ta dwójka musi się ogrywać na parkietach NBA. Z kolei Deng i Mozgov, mimo że na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że są potrzebni zespołowi, tak w rzeczywistości nic mu nie dają. Obaj zawodnicy poza paroma występami w sezonie, nikogo raczej nie zachwycili swoją postawą. Już nie mówiąc o tym, że po kilku zagraniach Zubaca w lutym (6 punktów, FG 50%, 3.9 zbiórek, 1.1 bloków w 15.2 minuty spędzane na parkiecie), o Timofey’u raczej wszyscy już zapomnieli…

Ivica był jednym z niewielu graczy, którzy tchnęli trochę życia w Jeziorowców oraz ich fanów. Niektórym dał nawet nadzieję na to, że w przyszłości może być solidnym role playerem w tej drużynie. Osobiście uważam, że w obecnej sytuacji Walton powinien jak najczęściej go ogrywać kosztem Mozgova, którego ogromny kontrakt pewnie jeszcze przez długi czas będzie śnił się po nocach zwolennikom złota i purpury. Zresztą co tu więcej pisać – Rosjanin w trzech meczach w ostatnim miesiącu notował zazwyczaj 2.7 oczek, 3.3 zbiórki i 0.7 bloków w 14.2 minuty. Na szczęście Walton wydaje się podzielać moje zdanie.

Ivica Zubac słuchając rad trenera Lakers - Luke'a Waltona

Damy mu szansę pogrania trochę w pierwszej piątce i przy zwiększonej liczbie minut. Zobaczymy jak sobie poradzi.

Ciekawym rozwiązaniem wydaje się być także wymienienie Lou Williamsa. Trade z jego udziałem może nieco przypominać sytuację z Eddiem Jonesem, którego Jeziorowcy pozbyli się w celu zwiększenia minut i roli Kobe’emu Bryantowi. Teraz tak samo jest w przypadku Russella i Clarksona, na których będzie ciążyła większa odpowiedzialność i presja. Ponadto Lakers z pewnością z tego powodu wygrają mniej spotkań, gdyż Sweet Lou niejednokrotnie ratował skórę całej drużynie, zaliczając wręcz fenomenalne czwarte kwarty w jego wykonaniu. A to może dać im wybór w pierwszej trójce nadchodzącego draftu.

D’Angelo już skorzystał na wymianie Lou. W poprzednich trzech meczach zdobywał średnio 23.3 oczka (FG 47%) i rozdawał sześć asyst. Podobnie Jordan, który z ławki w tych samych spotkaniach dodawał od siebie ponad 16 punktów. Niektórzy jednak uważają, że Clarkson za bardzo zaczął patrzeć na siebie oraz swoje zdobycze punktowe i zapewne mają rację. Jordan musi stać się liderem second unitu, a nie tylko jeźdźcem bez głowy, który zbyt dużą uwagę skupia na indywidualnych występach. Na szczęście nie wszystko jest jeszcze stracone, a zwiększenie minut młodym graczom, powinno przynieść efekty w kolejnym sezonie.

Podsumowując można stwierdzić, że organizacja 16-stokrotnych mistrzów NBA „oficjalnie” wywiesiła już białą flagę. Choć Magic Johnson mówi inaczej, tak jednak wszystkie ruchy wskazują na to, że celem Jeziorowców w tym roku jest po prostu dogranie do końca bieżącego sezonu. Obecnie Lakers są trzecią najgorszą ekipą w całej lidze. A już niebawem mogą wyprzedzić nawet Phoenix Suns. Jedynie Brooklyn Nets wydają się być poza ich zasięgiem, ale to osobny przypadek. W każdym bądź razie tankowanie wchodzi powoli w decydującą fazę. Oby Russell i spółka jak najwięcej wynieśli z kolejnych meczów, a swoje doświadczenia przełożyli na rozgrywki 2017/18.

Skomentuj