Jeziorowcy udanie zakończyli sezon zasadniczy

Opublikowane przez , 20 kwietnia 2017 w Artykuły, Podsumowania, 0 komentarzy

Ponad tydzień temu Los Angeles Lakers zakończyli sezon zasadniczy 2016/17, przegrywając w ostatnim meczu z Golden State Warriors. Sam kwiecień jednak zamknęli bardzo dobrym bilansem 5-2, a ich pasmo pięciu zwycięstw z rzędu było jednym z najlepszych w tej końcówce rozgrywek i pierwszym dla organizacji od sezonu 2012/13. Teoretycznie wydawać by się mogło, że to znakomita wiadomość, a Jeziorowcy wreszcie złapali rytm i wiatr w żagle, co może zwiastować niezły kolejny rok. W rzeczywistości jednak, te pięć wygranych tak naprawdę uniemożliwiło 16-stokrotnym mistrzom NBA zajęcie przedostatniej pozycji w całej NBA. Ta przypadła koszykarzom Phoenix Suns, którzy naprawdę robili wszystko, aby podłożyć się Jeziorowcom. Niestety ci po prostu woleli wygrać kilka dodatkowych i nic nie znaczących spotkań, niż zwiększyć swoje szanse w nadchodzącej loterii draftu. Oby tylko nie okazało się, że te dodatkowe pięć zwycięstw odebrało Lakers pick w tym roku, bo wiązałoby się to z utratą możliwości dodania do składu utalentowanego gracza, za niewielkie pieniądze.

Odpowiedź na powyższy temat poznamy już za miesiąc. Na razie jednak wróćmy do kwietnia, bo statystycznie był to naprawdę udany miesiąc dla podopiecznych Luke’a Waltona. Co prawda rozpoczęli oni go od porażki z Los Angeles Clippers ale później już było całkiem dobrze, a wygrane z Grizzlies oraz Spurs naprawdę mogły się podobać. Do tego Jeziorowcy mieli trochę szczęścia (a może pecha?) w konfrontacji z Minnesotą Timberwolves, w której to D’Angelo Russell trafił trójkę równo z końcową syreną. Co ciekawe, Lakers odnosili kolejne wygrane w głównej mierze dzięki defensywie (a przy okazji transition offense), a nie lepszej grze w ataku pozycyjnym. Pod tym względem 16-stokrotni mistrzowie NBA spisywali się nawet gorzej niż w marcu, o czym świadczy 46.3% skuteczności, w tym 31.5% zza łuku i 71.9% na linii rzutów osobistych. Różnicę zrobiły przechwyty, których to zawodnicy notowali średnio 11.6 w każdym pojedynku i dzięki którym notowali zazwyczaj aż 21.4 oczka po stratach rywali. Pod tym względem zaliczyli najlepszy miesiąc w sezonie 2016/17 i tylko w trzech spotkaniach rozegranych w październiku, spisywali się podobnie.

Poza tym Jeziorowcy ograniczyli własne faule przy rzutach przeciwników, przez co ci stawali średnio tylko 20 razy na linii osobistych. Istotne okazało się także skuteczne zastawianie własnej tablicy, przez co rywale zbierali tylko 7.6 piłek w ataku przeciwko nim (najlepszy wynik w całym sezonie), a tym samym zdobywali mało punktów z ponowień. Do tego wszystkiego Lakers lepiej spisali się także w bronieniu strefy podkoszowej, z której to rywale zdobywali 43.7 punktów (również najlepszy rezultat), co przecież wielokrotnie było kształtował się na poziomie 103.8 oczek na 100 posiadań i był najniższy ze wszystkich miesięcy ostatniego roku. Statystycznie więc, tak dobrej defensywy w wykonaniu podopiecznych Luke’a Waltona jeszcze nie widzieliśmy. Czy to oznacza, że zawodnicy wreszcie lepiej rozumieją się po tej stronie parkietu? Miejmy nadzieję, że tak.

Tyler Ennis i Brandon Ingram w meczu Pelicans z Lakers

W osiągnięciu takiego stanu rzeczy pomogło im m.in. zwolnienie nieco tempa gry, gdyż koszykarze z Miasta Aniołów rozgrywali średnio prawie o trzy posiadania mniej w kwietniu, niż w miesiącu poprzednim. Ponadto z zupełnie innej strony pokazał się Brandon Ingram, który potrzebował naprawdę sporo czasu, aby wreszcie regularnie odnajdywał się na parkiecie. W tych ostatnich siedmiu meczach, były skrzydłowy Duke notował zazwyczaj 18.9 punktów (trafiając na 42.4% skuteczności), zbierał 5.1 piłek i rozdawał 4.2 asysty PER 36 minut gry. To był chyba najlepszy miesiąc w jego wykonaniu w tym sezonie. Potwierdzają to nie tylko statystyki ale też samo podejście Brandona do kolejnych meczów i akcji. Wreszcie mogliśmy zobaczyć nieco agresji i charakteru w grze i wyrazie twarzy Brandona, co spodobało się m.in. Stu Lantzowi – komentatorowi Spectrum SportsNet.

Oprócz Brandona z dobrej strony pokazał się także Tyler Ennis, który świetnie zagrał przeciwko Minnesocie Timberwolves. Fani złota i purpury szczególnie zapamiętają go jednak ze starcia z San Antonio Spurs, w którym to po prostu poprowadził swój zespół do drugiego zwycięstwa z rzędu. Tyler doskonale wie, że to mógł być jego ostatni rok gry w National Basketball Association, dlatego jeszcze na sam koniec rozgrywek chciał wszystkim przypomnieć o swoim talencie. I chyba mu się to udało, bo podobno władze Lakers rozważają przedłużenie z nim umowy. W kwietniu Ennis notował średnio 11.3 oczka i rozdawał 3.6 asysty w 27.7 minut spędzanych na parkiecie.

W tym wszystkim należy jednak wziąć pewną poprawkę na to, z jakimi rywalami przyszło się mierzyć Lakers, jakim składem dysponowali oraz jaki był ich stosunek do tego meczu. Niektórzy zawodnicy myślami byli już bowiem w playoffs (San Antonio Spurs), a z kolei inne ekipy musiały sobie radzić bez swoich najlepszych graczy (New Orleans Pelicans). Oczywiście wygrana jest wygraną niezależnie od warunków, w jakich została zanotowana. Niemniej jednak nie powinniśmy wysuwać daleko idących wniosków, a to jak będą grać Jeziorowcy w przyszłym sezonie, okaże się dopiero za kilka miesięcy. Czy lepiej niż na przełomie 2016 i 2017? Zobaczymy. Na dzień dzisiejszy wiemy właściwie tylko jedno – w składzie złota i purpury nie zobaczymy już Metty World Peace’a, którego zarząd nie zamierza ponownie sprowadzać do Miasta Aniołów w roli zawodnika. Trzeba jednak przyznać, że w Staples Center pożegnał się z kibicami w naprawdę dobrym stylu, zdobywając w ostatnim meczu we wspomnianej hali 18 punktów i w ten sposób prowadząc Jeziorowców do piątej wygranej z rzędu. Za wszystko (w tym przede wszystkim za mistrzostwo w 2010 roku) jeszcze raz wielkie dzięki Metta!

Skomentuj