Grudzień – miesiąc wielkiego powrotu?

Opublikowane przez , 1 grudnia 2013 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

W ostatnich dniach za oceanem znowu najgłośniej jest o Los Angeles Lakers i Kobe Bryancie, który podpisał przedłużenie kontraktu, opiewające na kwotę 48.5 milionów dolarów za dwa lata gry. Szerzej tę sytuację opisaliśmy w jednym z wcześniejszych artykułów, jednak nie ma wątpliwości, że więcej na temat przyszłorocznej drużyny będziemy wiedzieć w… przyszłoroczne lato. Na razie skupmy się na obecnym sezonie zasadniczym, ponieważ tutaj dzieje się naprawdę sporo. Listopad był miesiącem wahań, równie dobrze Lakers mogli go zakończyć bilansem 12-5, jednak tak się nie stało, ponieważ momentami zabrakło na boisku lidera z prawdziwego zdarzenia. Stąd też wszyscy fani Jeziorowców patrzą już z utęsknieniem w kierunku Bryanta, który to być może wróci do gry właśnie w grudniu. Sam zainteresowany twierdzi, że brakuje mu jeszcze kilku tygodni treningów, aby wrócić na parkiet. Nie da się ukryć, że Lakers bardzo go potrzebują, a podpisanie tak okazałego kontraktu z pewnością jeszcze bardziej zachęciło go do jak najszybszego powrotu na plac gry.

Grudzień z pewnością będzie w cieniu Bryanta i jego powrotu, jednak nie zapominajmy, że w tym miesiącu Lakers czeka wiele trudnych spotkań. Przede wszystkim 25 grudnia odbędzie się hitowe starcie z Miami Heat (i wydaje się, że właśnie na ten mecz najpóźniej wróci Kobe), lecz już na początku miesiąca będzie równie ciekawie. Po odbyciu dosyć udanej trasy wyjazdowej po wschodnim wybrzeżu 1 grudnia do Staples Center przyjeżdżają Portland Trail Blazers, którzy są prawdziwą rewelacją rozgrywek. Nikt na nich nie stawiał, a to właśnie Damian Lillard i spółka jako jedyni dotrzymują tempa San Antonio Spurs. Ekipa ze stanu Oregon wygrała 11 spotkań z rzędu (dopiero ostatnio polegli w Phoenix) i zatrzymanie ich będzie niezwykle trudne, ponieważ grają znakomicie w ofensywie, gdzie posiadają wielu strzelców zza łuku. W obronie z kolei LaMarcus Aldridge i Robin Lopez to dwie wieże, które stanowią trudną zaporę do przejścia.

Niespodziewanie po tym spotkaniu Lakers dostaną kilka dni wolnego, gdyż następny mecz zagrają dopiero 6 grudnia w Sacramento. Mecze w stolicy Kalifornii nigdy nie należały do łatwych, więc można się spodziewać trudnej przeprawy. Później Jeziorowców czekają dwa z rzędu pojedynki w Staples Center z Toronto Raptors i Phoenix Suns. Ekipa z Kanady zalicza ewidentny progres w porównaniu z zeszłym sezonem i w obliczu słabej postawy teamów ze wschodniej Konferencji jest w gronie drużyn walczących o playoffs. Bardzo groźny jest duet skrzydłowych DeRozan/Gay. To oni zdobywają większość punktów „Dinozaurów”, ale nie można zapominać też o Kyle’u Lowrym i Jonasie Valunciunasie, którzy świetnie czują się w akcjach pick & roll. Obrona tego typu zagrań bywa piętą achillesową Lakers, dlatego też trzeba będzie zwrócić szczególną uwagę na tę dwójkę. Dwa dni po Toronto do Miasta Aniołów zawitają gracze Phoenix, którzy również zaliczają zaskakujący start sezonu. Co prawda ich bilans jest aktualnie ujemny, ale nie wygląda to tak źle jak przewidywano. Ekipę z Arizony skazywano na tak zwane „tankowanie”, gdyż w lecie pozbyła się ona kilku kluczowych graczy w zamian nie pozyskując praktycznie nikogo konkretnego, oprócz Erica Bledsoe. To właśnie były rozgrywający Clippers, gdy przebywał na parkiecie rzucał dla Phoenix najwięcej punktów. Po jego kontuzji gra „Słońc” nieco się załamała, ale wciąż nie wygląda aż tak źle jak niektórych ekip z Konferencji Wschodniej.

Trasa wyjazdowa na południu USA

13 grudnia Jeziorowcy rozpoczną kolejną trasę wyjazdową. Tym razem udają się na krótką wyprawę po centrum i południowo-wschodniej części kraju. Rywale będą trudni, ponieważ na pierwszy ogień idą Oklahoma City Thunder, którzy od czasu powrotu Russella Westbrooka wrócili do swojej normalnej dyspozycji i bardzo ciężko będzie się im przeciwstawić. Tym bardziej, że we własnej hali są jak na razie bezbłędni. Spotkanie z Thunder będzie pierwszym meczem back-2-back na wyjeździe – dzień później Jeziorowcy stawią się w Charlotte. Będzie to niezwykle ciężki dwumecz, gdyż Bobcats bardzo się zmienili od zeszłego roku. Pozyskując Ala Jeffersona i uzupełniając skład graczami zadaniowymi znaleźli się, wobec słabej postawy wielu drużyn na Wschodzie, w walce o playoffs. Co prawda ich bilans jest ujemny, ale to wcale w niczym nie przeszkadza, bo tylko Indiana, Miami i momentami Atlanta są na plusie. To pokazuje jak wielka przepaść dzieli obecnie Wschód i Zachód. Widać to także na przykładzie bezpośrednich starć, które znacznie wygrywają drużyny z Konferencji Zachodniej. Nie można jednak lekceważyć żadnego rywala, co pokazał mecz w Waszyngtonie, gdzie Lakers cały czas byli blisko przeciwnika ale ostatecznie polegli. Dlatego też spotkanie z Charlotte będzie niezwykle ważne. Potem Jeziorowców czekają dwa dni przerwy i 16 i 17 grudnia zagrają ponownie back-2-back na wyjeździe. Tym razem zmierzą się kolejno z Atlantą Hawks i Memphis Grizzlies. Z oboma ekipami drużyna Mike D’Antoniego grała już w tegorocznych rozgrywkach, ale z różnym skutkiem. O „Jatrzębiach” już pisaliśmy i od ostatniego starcia w tej drużynie niewiele się zmieniło, czego nie można powiedzieć o „Niedźwiadkach”. Grizzlies stracili w międzyczasie Marca Gasola, swojego podstawowego centra i na efekty nie trzeba było długo czekać. Pod nieobecność Hiszpana drużyna doznała kilku porażek i oddaliła się od walki o playoffs na Zachodzie.

Russell Westbrook jest ostatnio w gazie. Czy komuś z Lakers uda się go zatrzymać?

Trudne starcia z ekipami z Konferencji

Po powrocie do Los Angeles Jeziorowcy odpoczną aż dwa dni i do rytmu meczowego wrócą 20 grudnia. Do Staples Center przyjedzie rewelacja początku rozgrywek Minnesota Timberwolves. Zespół Ricka Adelmana już raz w tym sezonie ograł Lakers w Staples Center, czyniąc to po raz pierwszy od 2007 roku i przerywając serię 24 zwycięstw z rzędu. Kevin Love i spółka zrobili to w wielkim stylu niszcząc ekipę z Miasta Aniołów w swojej hali i zmuszając do przedwczesnego opuszczenia obiektu przez kibiców, którzy nie byli w stanie patrzeć na tę jatkę. Wynik 113-90 może nie wygląda tak źle, ale gdy spojrzymy na wynik pierwszej kwarty (47-23) możemy tylko domyślać się cóż się tam wówczas działo w Staples. Lakers będą z pewnością chcieli odkupić winy i postarają się zrewanżować „Wilkom”. Podobnie jak Golden State Warriors, z którymi zmierzą się dzień później w Oakland. Z „Wojownikami” Jeziorowcy doznali najwyżej w tym sezonie porażki, kiedy to 30 października polegli w Oracle Arena aż 94-125. Do składu Warriors wrócił już Stephen Curry, który pauzował z powodu wstrząśnienia mózgu, ale ekipa Marka Jacksona straciła Andre Iguodalę, który wypadł z gry na czas nieokreślony. To może nieco ułatwić zadanie graczom Mike D’Antoniego, ale nie jest powiedziane, że wygraną będzie można sobie tak po prostu dopisać. Trzeba będzie ją wyrwać na boisku. Podobnie jak 23 grudnia, kiedy Lakers rozegrają spotkanie w Phoenix.

Świąteczny pojedynek z mistrzami

Po meczu w Arizonie Lakers wrócą do Los Angeles i mają tylko jeden dzień, aby się zregenerować i przygotować do jednego z ważniejszych spotkań w trakcie tegorocznych rozgrywek. Do Staples Center przyjeżdżają obecni mistrzowie NBA Miami Heat. Lebron James, Dwyane Wade i Chris Bosh przeciętnie rozpoczęli sezon. Bilans 4-3 świadczył o nie najwyższej formie, ale później przyszła wspaniała seria zwycięstw i Heat zaczęli gonić Indianę Pacers. Aktualnie widać już, że ich drużyna radzi sobie znakomicie, ponieważ nawet bez Wade’a czy Bosha, nie mają problemów z pokonaniem rywali. Wiele wskazuje na to, że w tym meczu zagra już Kobe Bryant, więc będziemy po raz kolejny świadkami starcia Kobe vs Lebron, które tak elektryzowało ligę w ostatnich latach. Nie wiadomo jak to będzie miało miejsce w tym roku, gdyż dyspozycja lidera Lakers stoi pod znakiem zapytania. Jednak postawy Lebrona możemy być w 100% pewni. On zawsze wznosi się na wyżyny w spotkaniach z Jeziorowcami. Te mecze motywują go dodatkowo, czego świadkami byliśmy w poprzednich latach. Bez wątpienia ten pojedynek będzie jednym z ciekawszych w świąteczny wieczór. Dlatego jeśli będziecie chcieli oderwać się od stołu i wyrwać z uścisków ciotki czy wujka, spotkanie Heat z Lakers to na pewno świetny wybór. Tym bardziej, że pora tego meczu będzie również bardzo przystępna. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 23 czasu polskiego i jest zapowiadane jako hit dnia.

Świąteczne starcie prawdopodobnie odbędzie się z udziałem Kobe'ego Bryanta.

Sylwester z Lakers

Po świętach Bożego Narodzenia terminarz układa się znakomicie dla Jeziorowców. Najpierw 27 grudnia podejmują zawodzących w tym sezonie Utah Jazz, którzy jak do tej pory wygrali tylko dwa mecze i są najgorsi w lidze. Z tego powodu pojedynek w Energy Solutions Arena nie będzie tak trudny jak zawsze ale oczywiście nie można sobie pozwolić na zlekceważenie rywala. To jest raczej mecz typu must win. Podobnie zresztą jak dwa kolejne. Jeszcze tuż przed końcem kalendarzowego roku Lakers rozegrają dwa starcia w Staples Center z rywalami z Konferencji Wschodniej. Najpierw 29 grudnia z Philadelphią 76ers, a następnie 31 grudnia z Milwaukee Bucks. Obie drużyny notują ujemny stosunek zwycięstw do porażek i nie powinny stworzyć wielkiego zagrożenia. Jednak nigdy nic nie wiadomo. W końcu to NBA.

Podsumowanie

Grudzień zapowiada się więc naprawdę ciekawie, obfituje w wiele ekscytujących spotkań i miejmy nadzieję wiele wspaniałych zwycięstw Lakers. Dużo będzie zależało od tego czy i kiedy powróci Kobe Bryant. To będzie z pewnością pytanie nurtujące wszystkich fanów Jeziorowców w ciągu najbliższych kilku/kilkunastu dni. Hitem jest niewątpliwie pojedynek z mistrzami NBA Miami Heat, ale starcia z Oklahomą City Thunder, Minnesotą Timberwolves, Golden State Warriors, czy też sylwestrowy z Milwaukee Bucks również powinny dostarczyć sporą dawkę emocji. Grudzień kojarzy się nam przede wszystkim z okresem świątecznym, a czy można sobie wyobrazić lepszy prezent pod choinkę niż powrót Black Mamby? Wydaje się, że nie. Dlatego tego właśnie życzymy wszystkim fanom Lakers, a przede wszystkim czytelnikom naszej strony.

Skomentuj