Fultz, Jackson i Fox również pojawili się w El Segundo

Opublikowane przez , 19 czerwca 2017 w Artykuły, Draft, 0 komentarzy

Mimo że Lonzo Ball jest najczęściej łączony z Los Angeles Lakers, władze zespołu z Kalifornii postanowiły sprawdzić również kilku innych czołowych graczy. Stąd też w Mieście Aniołów pojawili się ostatnio Markelle Fultz, który mówi się, że pójdzie z jedynką oraz Joshua Jackson i De’Aaron Fox. Cała trójka zaprezentowała już swoje umiejętności przed sztabem szkoleniowym, scoutami i władzami Jeziorowców, które za trzy dni będą musiały podjąć bardzo trudną decyzję. Trudno jednak spodziewać się, że Fultz może trafić do 16-stokrotnych mistrzów NBA. Szczególnie po tym jak odbył workout dla Philadelphii 76ers, która następnie dogadała się z Bostonem Celtics co do wymiany picku. Markelle jest po prostu graczem niezwykle wszechstronnym w ataku i dojrzałym, który bardzo ciężko pracuje po obu stronach parkietu. Dużo bardziej prawdopodobne jest więc to, że w Lakers znajdzie się któryś z dwójki Jackson – Fox.

Josh Jackson mierzy około 203 centymetrów i w ostatnim sezonie zdobywał dla Kansas średnio 16.3 oczka na 51.3% skuteczności. Do tego zazwyczaj zbierał 7.4 piłek, rozdawał 3 asysty oraz notował 1.7 przechwytów i 1.1 bloków. Tym samym pokazał się z bardzo wszechstronnej strony, co zresztą pasuje do dzisiejszej NBA. Problem jednak w tym, że Lakers mają już podobnego gracza w swoich szeregach, a jest nim Brandon Ingram. Fox co prawda nie widzi tutaj żadnego problemu ale ciężko sobie wyobrazić grających ich razem, szczególnie że przecież w składzie jest jeszcze Luol Deng.

NBA się zmienia. Na parkiecie grają teraz głównie skrzydłowi i obrońcy. Nie sądzę więc, że to byłby problem aby zestawić mnie razem z Brandonem. Mało tego, wydaje mi się, że stanowilibyśmy niebezpieczny duet.

Jackson w przeciwieństwie do np. Lonzo Balla, bardziej specjalizuje się w obronie i cechuje większą wszechstronnością. Jest innym typem gracza niż zawodnik z UCLA. On sam uważa, że potrafi bronić przeciwko jedynkom, dwójkom, trójkom i czwórkom. Gorzej natomiast sprawy mają się na dystansie, gdzie w ostatnim sezonie trafiał z 37.8% skutecznością. To powoduje, że nie byłby idealnym niskim skrzydłowym/rzucającym obrońcą. Jako rozgrywającemu z kolei brakuje lepszego sprawowania kontroli nad piłką.

Osobiście wydaje mi się, że mogę grać zarówno jako jedynka, jak i czwórka. Niemniej jednak gra na pozycji silnego skrzydłowego w Kansas bardzo mi pomogła i dawała wiele frajdy. Na początku dosyć sceptycznie podchodziłem do tego pomysłu ale dzięki temu na parkiecie przyczyniałem się do wiele mismatchów, które skutecznie wykorzystywaliśmy.

Innym kandydatem do drugiego wyboru w drafcie jest De’Aaron Fox, który w Kentucky grał na pozycji rozgrywającego. Tam dał się poznać ze swojej szybkości oraz umiejętności zakręcania defensywami rywali. Fox po prostu uwielbia atakować obręcz i nikogo się nie boi na parkiecie. Zależy mu na każdym koszu, zbiórce, wolnej piłce itd.

Nic więc dziwnego, że został wybrany do First Team All-SEC oraz uznany MVP turnieju SEC, w którym to notował średnio 16.7 oczek i był liderem w swojej konferencji w kategorii rozdawanych asyst (4.6). Jego wtorkowy trening w El Segundo miał jednak bardziej skupić się na teoretycznie jego słabych, a nie mocnych stronach.

Oni wiedzą, że potrafię grać jako rozgrywający, trafiać z półdystansu, bronić itd. Chcę więc pokazać, że potrafię robić również inne rzeczy, których ludzie myślą, że nie potrafią.

Szczególnie chodzi tutaj o jego grę na dystansie, gdzie Fox trafił tylko 24.6% swoich prób w poprzednim sezonie. De’Aaron bardzo by chciał, aby w przyszłości to była jego silna strona ale przed nim jeszcze wiele treningów. To samo dotyczy jego ciała, które jeszcze nie jest gotowe na poziom NBA (193 centymetry, 85 kilogramów).

Niemniej jednak nie zapominajmy o tym, że pomimo tych warunków, Fox był w stanie rzucić 39 punktów przeciwko Lonzo Ballowi i jego UCLA Bruins. Ale nie to jest dla niego najważniejsze, a następny krok w jego karierze. W NBA ma zamiar dawać z siebie wszystko i walczyć o każdą piłkę. Tak bardzo, żeby rywale mieli go dość. Czy takim podejściem przekona do siebie władze Los Angeles Lakers? Zobaczymy już za kilka dni.

Skomentuj