Dlaczego Jeziorowcy będą lepsi niż rok temu

Opublikowane przez , 15 sierpnia 2013 w Artykuły, Drużyna, 1 komentarz

Po fatalnym ostatnim sezonie, zespół z Los Angeles ma w końcu okazję rozpocząć wszystko od nowa i ponownie zbudować drużynę mistrzowskiego kalibru. Mimo straty m.in. Dwighta Howarda, Metty World Peace’a, Earla Clarka, czy Antawna Jamisona, Mitch Kupchak wykonał niezłą robotę zastępując wyżej wymienionych zawodników nowymi. Do składu dołączyli Chris Kaman, Wesley Johnson, Nick Young oraz rozgrywający Jordan Farmar. Cała czwórka to solidni role playerzy, którzy uzupełniają skład opierający się na Bryancie i Gasolu. Ponadto Mike D’Antoni będzie miał do dyspozycji cały obóz przygotowawczy oraz asystentów, pasujących do jego koncepcji gry. Oprócz tego po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, cały zespół będzie zdrowy i w pełni będzie mógł przygotować się do kolejnego sezonu. Te czynniki oraz wiele innych mogą przyczynić się do udanego roku w wykonaniu koszykarzy złota i purpury.

Zacznijmy jednak od tego, że chyba nikt nie uważa ekipy z Miasta Aniołów za kandydatów do zdobycia mistrzostwa NBA. Ten skład prawdopodobnie nie wystarczy do osiągnięcia najwyższego celu ale zaliczenie solidnego sezonu jest jak najbardziej realne. Oczekiwania wobec Lakers zdecydowanie spadły. W zeszłym roku wszyscy uważali, że drużyna powinna zdobyć mistrzostwo lub przynajmniej zmierzyć się w finale z Miami Heat. Teraz jest zupełnie inaczej, a od eksperci nie spodziewają się, żeby Jeziorowcy weszli nawet do playoffs. ESPN umieściło zespół z Kalifornii dopiero na 12 pozycji w Konferencji Zachodniej w swoim rankingu dotyczącym nadchodzących rozgrywek. Patrząc na drużynę, która ma w składzie mistrzów NBA z 2009 i 2010 roku oraz dwukrotnego MVP ligii – Steve’a Nasha, wydaje się że Lakers zostali pokrzywdzeni. Taki obrót sprawy może im jednak wyjść na dobre, ponieważ Kobe i spółka mają w końcu okazję pograć nieco „w cieniu”, podobnie jak to miało miejsce w 2008 roku. Dzięki temu Jeziorowcy będą mogli skupić się na szlifowaniu swojej gry po obu stronach parkietu, przygotowując się do sezonu 2014 – 15, który wydaje się być celem całego zarządu.

Rozgrywek 2012 – 13 nie wytrzymało wiele osób z otoczenia złota i purpury, zaczynając od Mitcha Kupchaka, który zwolnił Mike’a Browna po słabym starcie, a kończąc na Dwighcie Howardzie, który postanowił uciec do mniejszego miasta. Nowy trener Lakers – Mike D’Antoni nie miał czasu na wdrożenie swojego systemu, a drużyna przez cały sezon ćwiczyła nowe zagrywki oraz ustawienia na parkiecie. Obóz przygotowawczy jest bardzo ważny nie tylko z taktycznego punktu widzenia ale jest również okazją do lepszego zapoznania się sztabu szkoleniowego z zawodnikami i zrozumienia potrzeb i wymagań obu stron. Na szczęście D’Antoni będzie miał okres, w którym nauczy zespół gry od podstaw.

Mike D'Antoni rozrysowuje zagrywkę dla Lakers

Skoro wspomniałem już o sztabie to warto dodać, że w zeszłym sezonie Mike miał do pomocy tak naprawdę tylko Dana D’Antoniego. Wraz z odejściem Mike’a Browna, skończyła się kariera Berniego Bickerstaffa, Eddiego Jordana, Chucka Personsa, Steve’a Clifforda czy też Darvina Hama. Wydaje się jednak, że D’Antoni słusznie zrezygnował z zatrudnienia nowych osób, po tym jak Lakers i tak przeszli już wiele zmiań. W obecne lato Mike w końcu skomponował swój sztab, dodając do niego nowe, pasujące do układanki twarze. Larry Lewis już zapowiedział, że prześledzi akcje Johnsona czy też Bella za czasów w Phoenix i postara się lepiej zobrazować istotę systemu Nickowi Youngowi oraz Wesley’owi Johnsonowi. Mark Madsen z kolei wyraził swoją chęć współpracy z wysokimi zawodnikami oraz potwierdził, że zapewni pomoc najmłodszym członkom ekipy. Warto wspomnieć, że D’Antoni nie skorzystał z usług swoich asystentów, z którymi pracował w Phoenix czy Knicks ale zamiast tego otworzył bramy innym profesjonalistom, którzy mogą wnieść powiew świeżości do zespołu. Do tego podjął współpracę z Kurtem Rambisem, która może okazać się jego najważniejszą decyzją.

Nowy specjalista od obrony to kolejny ważny punkt, o którym nie można zapomnieć. Defensywa Lakers zostanie zbudowana od podstaw. W ostatnim sezonie Jeziorowcy byli jedną z najgorszych obron, mimo że w składzie znajdowali się Dwight Howard oraz Metta World Peace. Brak zaangażowania, współpracy, odpowiednich schematów, które tuszowałyby zdolności defensywne Nasha i Bryanta, oraz wolne nogi weteranów zrobiły swoje. Zawodnicy z Miasta Aniołów pokazali, że same nazwiska to nie wszystko i żeby być dobrą defensywnie drużyną, wszyscy muszą być po tej samej stronie parkietu i wzajemnie się uzupełniać. W Jeziorowcach było za dużo indywidualności, a żaden z trenerów nie zwracał większej uwagi na brak komunikacji między zawodnikami. D’Antoni zdaje sobie sprawę z tego, że sam nie jest ekspertem od obrony, dlatego zwrócił się o pomoc do Rambisa. Powrót znanego już asystenta oraz jego koncepcja gry mogą zmobilizować zawodników do ponownego wysiłku po drugiej stronie parkietu. To właśnie dzięki niemu Lakers znajdowali się na szóstym miejscu w 2009 roku i czwartym w 2010 w wyżej wymienionej kategorii. Biorąc pod uwagę różnice i podobieństwa między ekipami z tamtego a obecnego okresu wydaje się, że Jeziorowcy mają szanse znaleźć się w okolicach 10 – 15 miejsca w NBA w przyszłym sezonie. Ponadto dodanie Wesleya Johnsona, Nicka Younga i Jordana Farmara powinny zwiększyć nacisk kładziony na przeciwniku, jako że wymienieni koszykarze mają więcej sił do biegania niż Antawn, Blake czy World Peace.

Skuteczność defensywy Wesley'a Johnsona, Nicka Younga i Metty World Peace'a w poszczególnych typach zagrań według SynergySports

Kolejnym aspektem, który dodaje nieco nadziei jest atletyczność. Jordan Hill, Wesley Johnson, Nick Young, Jordan Farmar są w stanie wnosić mnóstwo energii na parkiet i wpływać na grę pozostałych zawodników. W ostatnim roku Jeziorowcy mieli za dużo weteranów, którzy nie byli w stanie dać kopa drużynie lub wypracowane punkty po jednej stronie parkietu, oddawali po drugiej. Objawieniem stał się Earl Clark ale jego osobę z powodzeniem może zastąpić Jordan Hill, który powinien wreszcie dostawać stałe minuty. Skład wydaje się być bardziej zbalansowany, a różnice między pierwszą piątką a rezerwami są mniejsze. Tego bardzo brakowało w ostatnim sezonie, bo gdy na parkiecie przeważali zawodnicy 2nd unitu, to najczęściej Lakers stawali w kropce. Ponadto nowi członkowie ekipy zdecydowanie lepiej pasują do ofensywnej koncepcji D’Antoniego, o czym zresztą mówił sam Jim Buss podczas wywiadu udzielonego w lidze letniej.

Następną istotną sprawą jest rola Pau Gasola oraz Steve’a Nasha w zespole. O Hiszpanie pisałem już w jednym z ostatnich artykułów, natomiast byłego rozgrywającego Suns, czeka teraz swoje pięć minut. Mitch Kupchak sprowadził D’Antoniego licząc na to, że będzie w stanie przywrócić dawny blask Steve’owi i że z Howardem stworzy świetny duet. Niestety kontuzje, a w efekcie ciągłe szukanie nowych rozwiązań kompletnie zniszczyły plan Jeziorowców. Nash miał prowadzić ofensywę Lakers a tymczasem stał się typowym spot up shooterem, oddając pałęczkę Bryantowi. Oczywiście dwukrotny MVP ligii jest równie bardzo skuteczny w ten sposób ale nie da się ukryć faktu, że w ten sposób marnował się jego talent. Brak obozu przygotowaczego dla D’Antoniego, a w efekcie brak ćwiczeń pick & rollów zmusiły Steve’a do zrezygnowania z roli rozgrywającego. Nash dał wszystkim szansę na znalezienia lepszego rozwiązania w ofensywie ale ostatecznie ta sztuka się nie udała. Na szczęście Lakers będą mieli teraz szansę aby od nowa skomponować swoje ofensywne zagrania, które najprawdopodobniej będą oscylowały wokół Nasha. Ponadto Pau z pewnością nie będzie miał tylu problemów z grą pick & roll, co Dwight Howard, który miał dosyć rollowania i wolał częściej grać tyłem do kosza, co tylko osłabiało atak Lakers. Mike D’Antoni wierzy, że wyżej wymieniona dwójka, jeśli będzie zdrowa i zacznie grać w jego systemie od początku obozu, zaskoczy wielu ludzi. Ostatnio dla ESPN LA powiedział, że Gasol rozegra swój najlepszy rok w swojej karierze, a Nash będzie miał tak samo udany jak za czasów w Phoenix.

Ponadto nieocenionym zagadnieniem, które powinno kojarzyć się z nowym początkiem dla D’Antoniego i Lakers jest zdrowie. W ostatnim sezonie Jeziorowcy opuścili łącznie aż 185 spotkań, a ze składu co chwilę wypadał kolejny ważny punkt drużyny. To bardzo negatywnie wpłynęło na chemię w zespole i komunikację na parkiecie między zawodnikami, którzy nie potrafili znaleźć wspólnego języka. Pierwsza piątka (Nash – Bryant – World Peace – Gasol – Howard) rozegrała ze sobą zaledwie 19 spotkań. Brak możliwości gry ze stałymi partnerami z drużyny wprowadził zamęt i chaos. Nieregularna rotacja również negatywnie odbiła się na zawodnikach. Phil Jackson, kiedy po raz drugi w swojej karierze został trenerem Lakers, mówił jak istotne jest, aby zawodnicy wiedzieli kiedy mogą spodziewać się swoich minut. Po kilku sezonach Zen Masterowi udało się wypracować stałą rotację, która dała Jeziorowcom kolejne dwa tytuły. Mike D’Antoni z pewnością będzie szukał najlepszego rozwiązania i z początku może być małe zamieszanie w ekipie ale jeżeli Lakers szczęśliwie ominą poważniejsze kontuzje, to jeszcze przed końcem 2013 roku (lub najpóźniej przed Weekendem Gwiazd), były coach Suns i Knicks powinien znaleźć złoty środek. Zdrowie to najważniejszy aspekt każdego sportu, który w jednej sekundzie może zaburzyć cały system. Z tego powodu nie można pomijać go w każdych rozważaniach.

Wyżej wymieniony temat ostatnio wyjątkowo łączy się z jedną osobą – Kobe Bryantem. Powrót gwiazdy parkietów NBA nie jest jeszcze znany ale wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że z liderem Jeziorowców będzie wszystko w porządku i być może wystąpi już w pierwszym meczu sezonu. Zresztą osobiście zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Black Mamba nie ma zamiaru bawić się w Derricka Rose’a i zrobi wszystko aby jak najszybciej wrócić do gry. Słowa te nie są bez potwierdzenia. O swojej kontuzji mówił nie tylko sam Bryant ale przede wszystkim doktor Robert Klapper, który oczekuje, że Kobe wróci jeszcze silniejszy niż wcześniej. Jego kontuzję porównał do tej, którą odniósł zawodnik NFL – Adrian Peterson w 2011 roku. Peterson wrócił do gry w następnym sezonie i wygrał ligową nagrodę Najbardziej Wartościowego Zawodnika. Choć Kobe pewnie nie będzie celował w MVP, to zapewne postara się pozostać pierwszą opcją w drużynie.

Czy kontuzja Bryanta okaże się być przeszkodą nie do pokonania?

Ostatnią kwestią jest chemia w zespole. W ostatnim roku Kobe, Steve i Mike nigdy nie byli po tej samej stronie co Dwight. Howard był swego rodzaju czarną owcą. Ciągle narzekał na brak podań, na ofensywę zespołu, czy też na swojego trenera. Nie było to profesjonalne zachowanie, a cała szopka tylko psuła relacje między graczami. Osobowość Rocketmana, a także otoczka wokół jego wygasającego kontraktu miała wielki wpływ na atmosferę w szatni. Dwight chyba nigdy nie będzie miał tej samej osobowości co Kobe Bryant i być może nigdy nie zrozumie, że wygranie mistrzostwa wymaga poświęceń. Choć brak jednego z najlepszych centrów NBA spowodował powstanie dużej dziury na parkiecie (głównie w obronie), to poza nim Lakers być może będą dogadywać się lepiej niż rok temu. Najważniejszy w tym wszystkim może być Kobe, który jest idolem dla Nicka Younga oraz dobrym mentorem dla Wesley’a Johnsona. Do składu powrócił również Jordan Farmar, który powinien mieć duży wpływ na drugi unit, a być może nawet stanie się jego liderem. Zawodnicy wydają się lepiej pasować do siebie nie tylko pod względem umiejętności ale również charakteru. W szeregach Lakers nie powinniśmy już oglądać takiego niezadowolenia, jak rok temu widzieliśmy u Dwighta Howarda czy też Antawna Jamisona.

Podsumowując, można powiedzieć że wysoko ustawiona poprzeczka w Jeziorowcach została obniżona do minimum. Mimo to można być niemal pewnym, że Kobe Bryant nie przejdzie obojętnie obok tego faktu i tak samo jak postanowił udowodnić, że zasługuje na wyższą niż siódmą pozycję w rankingu ESPN, tak samo teraz będzie chciał pokazać, że Lakers są warci dużo więcej niż sądzą dziennikarze. Sytuacja w zespole 16 -krotnych mistrzów NBA wydaje się być bardziej ustabilizowana niż w ostatnich dwóch latach, a do tego prawie wszyscy mają coś do udowodnienia. Kobe i Pau są w ostatnim roku swoich kontraktów, a Chris Kaman, Nick Young, Wesley Johnson oraz Jordan Farmar podpisali jednoroczną umowę, która powinna ich zmobilizować do ciężkiej pracy, jeżeli w przyszłym offseasonie pragną zdobyć uznanie innych drużyn. Do tego dochodzą Steve Nash, który chce pokazać organizacji, że jest wart swoich pieniędzy oraz Mike D’Antoni – przez wielu znienawidzony coach, który ma już dosyć skandowania „We want Phil” przez fanów złota i purpury.

Czas zatem aby wszyscy w drużynie stanęli na wysokości zadania i byli po tej samej stronie, tworząc jedną wspólną więź między sobą. Nadchodzący sezon może być bardzo ważny dla wszystkich i dać odpowiedź na najważniejsze pytanie: czy Lakers zmierzają w dobrym kierunku? Jeśli tak, to dodanie kolejnej gwiazdy do składu Jeziorowców może uczynić z nich kandydatów do mistrzostwa NBA. Jeśli nie, to cały proces będzie trzeba zaczynać od nowa, a wokół drużyny pojawi się jeszcze więcej znaków zapytania niż teraz.

1 komentarz

  1. Bardzo dobrze napisany artykuł i mam nadzieję, że słowa autora się ziszczą. Tymczasem nie pozostało nam nic innego jak czekać na następny sezon i mieć nadzieję, że tym razem klocki będą lepiej do siebie pasować. Go Lakers!!

Skomentuj