Czy Lakers mają szansę na pierwszy wybór?

Opublikowane przez , 20 maja 2014 w Artykuły, Draft, 0 komentarzy

Sezon dla ekipy Los Angeles Lakers skończył się ponad miesiąc temu i wszyscy kibice Jeziorowców patrzą teraz z nadzieją w przyszłość. Pierwszym jej etapem będzie loteria draftu, która rozpocznie się już dzisiaj o godzinie 2.00 czasu polskiego. To właśnie podczas niej dowiemy się w jakiej kolejności 26 czerwca będą wybierać drużyny przyszłych zawodników NBA. Oczywiście kluczowe znaczenie będzie tu miało to, jakie kto miejsce zajął w tabeli, gdyż im niższa lokata tym większa szansa na wylosowanie pierwszego numeru. Jednak jak to już wiele razy miało miejsce w historii NBA, to wcale nie oznacza, że to właśnie najgorsza drużyna (w tym wypadku Milwaukee Bucks) przystąpi do wyborów w drafcie jako pierwsza. Dlatego też Lakers przy tak małym procencie szans (6.3%) wcale nie są na straconej pozycji – wciąż mogą liczyć, że to właśnie im przypadnieszansa dodania do składu Andre Wigginsa czy Jabari Parkera.

I tu dochodzimy do sedna, a więc do tego jacy gracze znajdują się w tegorocznym drafcie. Mówi się, że będzie to jeden z najsilniejszych naborów w historii i jest w tym sporo prawdy, ponieważ tak ogromnej ilości ukształtowanych młodych zawodników koszykarski świat nie widział od 2003 roku. Wtedy to do NBA dołączyli między innymi Lebron James, Dwayne Wade, Carmelo Anthony i Chris Bosh. W tym roku mamy trójkę równie mocnych kandydatów na przyszłe gwiazdy ligi. To właśnie oni, jak zdają się przewidywać eksperci, powalczą o numer pierwszy w drafcie. Mam tu na myśli Jabari Parkera, Joela Embiida i oczywiście Andrew Wigginsa.

Parker to prawdziwy fenomen, rewelacja tegorocznych rozgrywek regularnych w NCAA, który jednak w turnieju mistrzowskim, podobnie jak cała drużyna Duke, zawiódł na całej linii. Faworyci, do przynajmniej elite 8, odpadli już po pierwszym meczu z niżej notowaną ekipą Mercer. Parker w tym spotkaniu rzucił zaledwie 14 punktów, grając na bardzo słabej skuteczności (FG 4 – 14), dodatkowo dokładając również aż 4 straty. Zupełnie nie zaprezentował tej niesłychanej atletyczności, którą pokonywał swoich rywali w sezonie zasadniczym.

Wiggins i Embiid są z kolei obaj studentami uczelni Kansas. Joel miał niesamowity początek sezonu, grał fenomenalnie i coraz więcej osób porównywało go do młodego Hakeema Olajuwona. Większość widziała utalentowanego centra przed jego kolegą z drużyny w zbliżającym się naborze. Jednak później kontuzja powstrzymała jego dobrze zapowiadającą się karierę i nie wiadomo czy generalni menedżerowie drużyn z NBA podejmą ryzyko i umieszczą w pierwszej trójce Kameruńczyka. Bez Embiida Wiggins nie zachwycił w March Madness. Kansas odpadli już w trzeciej rundzie rozgrywek, a sam skrzydłowy w starciu ze Stanford rzucił zaledwie 4 punkty, trafiając 1 z 6 rzutów z gry, co zważywszy na jego średnie z tego sezonu (17.1 punktów i 5.9 zbiórek) jest fatalnym osiągnięciem.

Powszechnie wiadomo, że wyniki w turnieju NCAA nie są aż tak istotne dla ustalenia kolejności w drafcie, jednak może się stać tak, że słabe występy albo ich brak zachwieją pozycję wymienionej wyżej trójki graczy. Spójrzmy więc na to, kto ewentualnie mógłby zająć ich miejsce albo jeśli do tego nie dojdzie uplasować się za ich plecami. Do lokat w czołowej ósemce powszechnie typuje się jeszcze Juliusa Randle’a, Marcusa Smarta, Dante Exuma, Kyle’a Andersona i Noaha Vonleha. Wśród wymienionej piątki mamy jednego typowego rozgrywającego (Exum), combo guarda (Smart), skrzydłowego (Anderson) i dwóch silnych skrzydłowych (Vonleh i Randle). Jeśli chodzi o występy tych graczy w finałowym turnieju NCAA jedynie Randle i jego Kentucky Widlcats byli bardzo długo w grze o najwyższe trofeum. Julius zaliczył znakomity turniej, świetnie radził sobie na tablicach i przede wszystkim prowadził ekipę do sensacyjnych zwycięstw. Najpierw Kentucky wyeliminowało bardzo silny team ze stanowej uczelni Kansas, a później najwyżej rozstawionych w ich części drabinki Wichita State. W Sweet Sixteen Randle i spółka po niezwykle wyrównanym spotkaniu odprawili z kwitkiem drużynę rozstawioną z numerem 4 – Louisville Cardinals. Julius w każdym z tych spotkań zaliczał double-double udowadniając, że team, który go wybierze z pewnością się na nim nie zawiedzie. To bardzo silny zawodnik, niezwykły atleta i dobry zbierający. Może nie jest to materiał od zaraz na gwiazdę, ale nie ma wątpliwości, że sprawdzi się w lidze zawodowej.

Podobnie można powiedzieć także o Dante Exumie, który jako jedyny z tego grona graczy nie grał w koledżu. On pochodzi z Australii i jego występy można było śledzić na juniorskich mistrzostwach świata Oceanii bądź też obozach organizowanych przez Adidasa lub turniejach sponsorowanych przez Nike. Wypadł tam całkiem przyzwoicie. Pokazał, że pasuje do nowoczesnego stylu rozgrywających, którzy nie tylko kreują swoich kolegów, ale także sami potrafią skończyć akcję dynamicznym wjazdem pod kosz lub rzutem z półdystansu. Dante typowany jest przez niektórych nawet do pierwszej piątki i moim zdaniem jeśli Lakers zostanie przyznany numer poza pierwszą trójką powinni zdecydować się na Australijczyka. Ten młodzian to idealny następca dla podstarzałego już Steve’a Nasha. Być może zdąży jeszcze pod opieką Kanadyjczyka rozwinąć się w jednego z najlepszych playmakerów w lidze.

Wśród wielu ekspertów wysokie szanse na wysoki numer w drafcie ma także Marcus Smart – combo guard z uczelni Oklahoma. Dla tego gracza to już drugi rok w koledżu, ale trzeba przyznać, że jest to dla niego gorszy sezon niż wówczas kiedy był Freshmanem. Jego średnia punktowa spadła nieco w dół (z 18 pkt/mecz na 15.4), rzuca na troszkę gorszej skuteczności i podaje również gorzej. Ponadto w turnieju mistrzowskim Oklahoma odpadła już po pierwszym spotkaniu, a Smart nie zaliczy tego meczu do udanych. Spudłował kilka ważnych osobistych i zaliczył aż 6 strat, a jego zespół nie poradził sobie z Gonzagą. Trzeba jednak przyznać, że to niezwykle ukształtowany zawodnik, gdyż ma za sobą rok więcej gry na tym poziomie rozgrywek niż większość kandydatów. To z pewnością działa na jego plus, lecz czy któryś z zespołów mających szansę na jeden z wyższych picków będzie zainteresowanych jego zasługami? Tego dowiemy się dopiero w czerwcu.

Pozostali dwaj – Vonleh i Anderson to bardziej gracze zadaniowi, którzy w swoich drużynach nie błyszczeli zanadto, ale na pewno byli wyróżniającymi się postaciami. Kyle razem z UCLA zaszedł dość wysoko w March Madness, jednak w Sweet Sixteen uległ Florida Gators. Anderson został przyćmiony w tym starciu – zdobył zaledwie 11 punktów i wcale nie wyglądał jak jeden z najlepszych w swoim roczniku. Na plus w jego przypadku z pewnością działa dobra gra w obronie. Może kryć zarówno obrońców jak i skrzydłowych, a jego ogromny zasięg ramion to kolejny z atutów. Podobnie jak i Vonleha, który ponadto mimo wysokiego wzrostu nie boi się rzucać z dystansu. Freshman z Indiany nie grał co prawda w turnieju mistrzowskim NCAA, ale w sezonie regularnym pokazał się z dobrej strony. Ponad 11 punktów na mecz i 9 zbiórek przy skuteczności 52%, w tym 48% zza łuku to naprawdę świetne cyferki. Myślę, że Lakers mogliby mieć z niego spory pożytek jeśliby się na niego zdecydowali (przy wyborze 6-9).

Dużo jednak rozstrzygnie się właśnie dzisiaj, kiedy to o 2.00 czasu polskiego odbędzie się loteria. Dowiemy się jaki zespół będzie wybierał z numerem pierwszym oraz poznamy całą kolejność draftu. Od tej chwili dopiero będzie można zastanawiać się na poważnie, gdzie trafi poszczególny gracz. Ekipy już od tygodnia śledzą poczynania niektórych prospectów na Draft Combine w Chicago i mają nadzieje, że pomoże im to w wyborze przyszłej gwiazdy. Pod uwagę brany jest każdy detal – nawet osobowość zawodnika i jego styl. Również Mitch Kupchak i jego scouci przebywają obecnie w Wietrznym Mieście, gdzie rozmawiali m.in. z Dante Exumem i Marcusem Smartem. Po dzisiejszym losowaniu Lakers będą mogli zawęzić grono kandydatów i skupić na nich jeszcze większą uwagę przed draftem, który dla wszystkich ich fanów będzie w tym roku naprawdę emocjonujący.

Skomentuj