Czy Kurt Rambis ocali obronę Lakers?

Opublikowane przez , 2 sierpnia 2013 w Artykuły, Trenerzy, 2 komentarze

Kurt Rambis po raz kolejny powrócił do sztabu szkoleniowego Lakers i podobno już myśli nad koncepcją gry defensywnej zespołu z Miasta Aniołów. Trzeba przypomnieć, że to właśnie on był kluczową postacią przy układaniu obrony w sezonie 2008 – 09, w którym to ostatecznie Jeziorowcy pokonali Orlando Magic 4 – 1. Wiele osób chwaliło wtedy Kurta za wyciągnięcie wniosków po przegranych rok wcześniej finałach z Bostonem Celtics. Rambis może Tomem Thibodeau nie jest ale jego wpływ na to, jak będzie wyglądała gra Lakers po tej stronie parkietu, może być po prostu bezcenny.

Mimo, że w drużynie zabraknie Dwighta Howarda, uważanego za najlepszego defensywnego centra w NBA, to Lakers mają realne szanse stać się lepszym zespołem w obronie niż rok temu. Wesley Johnson, Nick Young i Jordan Farmar co prawda nie są tytanami pod tym względem ale ich atletyczność i szybkość mogą okazać się nieocenione. Ponadto Lakers w końcu mają kogoś komu mogą zaufać, czyli wspomnianego już Rambisa – człowieka utytułowanego i kochającego drużynę złota i purpury. Czterokrotny mistrz NBA ma koncepcje gry defensywnej, którą będzie starał się jak najlepiej dostosować do obecnego składu. Prawdopodobnie będzie ona podobna do tej, jaką Lakers stosowali w latach 2008 – 10.

Zacznijmy jednak od początku. Przełomowym momentem dla Rambisa były wspomniane już finały NBA z 2008 roku, a w szczególności mecz numer sześć, który koszykarze z Miasta Aniołów przegrali aż 131 – 92. To właśnie po nich Phil Jackson po raz piewszy swojej karierze postanowił mianować jednego ze swoich pomocników specjalistą od defensywy. Został nim wtedy Kurt, który wcześniej jako zawodnik, był znany właśnie z obrony. Ten uważnie przestudiował schematy żelaznej wtedy defensywy Celtics i postanowił wprowadzić elementy „strefy” do systemu Jeziorowców.

Lakers w sezonie 2008 – 09 byli na szóstym miejscu pod względem skuteczności przeciwników (45%) i 13 jeżeli chodzi o traconą liczbę punktów na mecz – 99.3. W tej drugiej kategorii Jeziorowcy zanotowali skok o sześć oczek w górę, po tym jak rok wcześniej drużyny rzucały im średnio 101.3 oczek na mecz.  Różnica może nie jest wielka ale nie to jest najważniejsze. Jak wiemy sezon zasadniczy służy testowaniu różnych rozwiązań, a prawdziwa gra zaczyna się w playoffs. Tutaj Lakers spiswali się bardzo dobrze.

Przeciwnicy rzucali zaledwie na 43% skuteczności, co dało koszykarzom z Kalifornii drugie miejsce w rozgrywkach posezonowych. Ponadto zdobywali tylko 95.2 punkty na mecz – o pięć punktów mniej niż w zeszłorocznych playoffs. Dodajmy do tego fakt, że Bynum nie był w pełni gotowy po kontuzji kolana i wielokrotnie łapał gwizdki, które zmuszały Phila Jacksona do grania pod koszem Pau Gasolem i Lamarem Odomem.

Kurt Rambis podczas jego okresu w Minnosecie Timberwolves

Co tak naprawdę zrobił Rambis? Przede wszystkim uświadomił podopiecznym Jacksona, jak ważna jest pomoc oraz zacieśnianie parkietu. Kazał wszystkim zawodnikom skupiać się na tej części parkietu, po której aktualnie znajduje się piłka oraz zmuszać przeciwników do dryblingu w stronę linii końcowej. W ten sposób zawodnik z piłką ma mniej miejsca do dyspozycji i często wykonuje długie podania w drugi róg. Bardzo ważne jest więc, aby gracze szybko dochodzili do przeciwników lub starali się przecinać linie podań. W obecnym zespole Wesley Johnson czy Nick Young są wręcz idealni do tego zadania.

Ponadto Kurt wprowadził pewne elementy wspomnianej już strefy. Rambis wielokrotnie przekonywał Jacksona, do wykorzystania szansy, jaką dała zmiana zasad w 2001 roku. Phil jednak zawsze powtarzał, że za jego czasów grało się typowo przeciwko sobie i temat zawsze upadał. Dopiero Boston Celtics zmienili jego podejście do całej sprawy. Lakers zaczęli zacieśniać strefę podkoszową i starali się trzymać piłkę po jednej stronie parkietu. Zawodnik kryjący rozgrywającego zmuszał go, aby ten rozpoczął wejście pod kosz w sugerowanym kierunku, po czym obrońcy schodzili się do środka i utrudniali rozgrywającemu znalezienie partnera z drużyny. W ten sposób z typowej defensywy man-to-man Lakers przechodzili do strefy 2-3, chroniąc strefę podkoszową i zmuszając rywali do rzutów z połdystansu. Bardzo ważne jest jednak wywieranie presji na przeciwniku. Zawodnik drużyny przeciwnej nie może czuć się swobodnie i musi być zmuszany do podejmowania szybkich decyzji. W przeciwnym razie będzie w stanie przejrzeć parkiet i dostrzeć niepilnowanych partnerów, rozstawionych często w okolicy linii za trzy punkty. W ten sposób drużyna Phila Jacksona sprytnie łączyła różne schematy defensywne i zaczęła ze sobą współpracować. Każdy odpowiadał za każdego.

Kurt przyjmując posadę w sztabie szkoleniowym Mike’a D’Antoniego od razu zapowiedział, że zajmie się obroną:

Nie wiem czy mam przypisany tytuł specjalisty od obrony ale właśnie od tej strony patrzę na sport. Zawsze myślę co każda drużyna może zrobić, aby nie stracić punktów. To bardzo ważne, jeśli się chce wygrywać w NBA. Potrzeba pięciu zawodników, żeby zarzymać piłkę. Kiedy grasz przeciwko utalentowanym ofensywnie zawodnikom, to zatrzymanie ich staje się prawdziwym wyzwaniem i zarazem twoim priorytetem. Wszyscy muszą być po tej samej stronie, pomagać sobie i odpowiadać za siebie. Tak to właśnie widzę.

Rok temu Lakers tracili średnio 106.6 punktów na każde 100 posiadań. Kiedy Howard przebywał na ławce, ta średnia podskakiwała jeszcze o pięć punktów i nagle Lakers z 20 miejsca wskakiwali na 28 w NBA. Gdy z kolei World Peace nie przebywał na parkiecie, to 16 – krotni mistrzowie NBA tracili 109.4 oczka na 100 posiadań. Nick Young i Wesley Johnson powinni jednak załatać dziurę po obecnym zawodniku New York Knicks, który stracił w ostatnich sezonach na swojej atletyczności, a ponadto nie potrafił już pokryć gwiazd przeciwników tak jak kiedyś.

Problemem dla Lakers będą jednak wysocy. Cztery/pięć sezonów temu Lakers mieli Andrew Bynuma, Lamara Odoma i młodszego Pau Gasola. Teraz mają Chrisa Kamana, Jordana Hilla i starszego Pau Gasola, który ze względu na gorszą sprawność fizyczną, powinien spędzać jak najwięcej czasu na centrze. Plusem natomiast jest Jordan Hill – mobilny, szybki, atletyczny który potrafi bronić pick & rolle. Hill jest bardzo aktywny co od razu powinien docenić Rambis. Inaczej sytuacja ma się jednak z Kamanem, który jest wolniejszy, statyczny i bardziej skupiającym się na ofensywie zawodnikiem. W przypadku grania Kamanem i Gasolem jednocześnie, obrona Jeziorowców może nie nadążać za przeciwnikami i okazać się niewypałem. D’Antoni powinien starać się zestawić wysokiego Hiszpana z szybkim zawodnikiem, takim jak wspomniany już Jordan czy np. Wesley Johnson, który z pewnością wniesie wiele pozytywów do obrony i wyręczy Gasola w bieganiu za zawodnikami. Koszykarze muszą się uzupełniać na parkiecie. Wady jednego, powinny być zakrywane przez drugiego, tak aby każdy mógł liczyć na pomoc.

W obecnym zespole Jeziorowców Rambis będzie miał jeszcze jedno zadanie, być może najtrudniejsze: nauczyć zawodników bronić pick & rolle. Problem ten dręczy Lakers od pamiętnych rozgrywek posezonowych w 2011 roku. Wtedy to Dallas rozbili Lakers 4-0 grając właśnie pick & rolle czy pick & popy. Co wymyśli Kurt w tej sprawie? Najwcześniej przekonamy się o tym podczas meczów sezonowych, w których to Jeziorowcy będą testować różne warianty zarówno ofensywne jak i defensywne. Nie można jednak pominąć tego elementu. Być może jest on nawet najważniejszy, jako że coraz więcej drużyn bazuje na taktyce pick & roli i zauważa, że tym sposobem można pokonać 16 – krotnych mistrzów NBA.

Kurt Rambis w swojej dotychczasowej karierze nigdy nie błyszczał jako główny trener ale zawsze był niezastąpiony jako asystent. Z Zen Masterem spędził w sumie 7 sezonów, wygrywając w tym czasie dwa mistrzowskie tytuły. Kurt kocha miasto Los Angeles, trenowanie, dawanie wskazówek, czy też analizowanie zagrywek. Powinien znakomicie wkomponować się w nowy sztab szkoleniowy, być może stając się nawet jego najważniejszym ogniwem. Rambis po raz kolejny może zostać ulubieńcem fanów złota i purpury, którzy być może ponownie będą mu dziękować za jego trud, włożony w poukładanie chaotycznej na dzień dzisiejszy obrony Lakers.

2 komentarze

  1. Ale żesta ku*** wykombinowali.Chciałem byc dżej di,jak na lakers.com.pl,a teraz jestem jakis dzejdi beka 😀
    BTW to całkiem dobre felietony sie tu pojawiają,wiec powoli pewnie odzyskacie „renome”,bo narazie szału tu nie przynajmnije w komentach.
    Albo wiekszosc sie zachowuje jak dziewice „chciałabym,ale sie boje”

    • Dzięki za opinię, mamy nadzieję że z biegiem czasu to wszystko rozwinie się w dobrym kierunku. Na razie jest offseason i jak to zwykle bywa, ludzie są mniej aktywni niż podczas sezonu. Zobaczymy zatem jak się sprawy będą miały do końca roku. Na szczęście fani czytają (patrząc po statystykach), więc artykułów nie powinno zabraknąć 😉

      Pozdrawiam

Skomentuj