Czy Kobe powinien opuścić drugą część sezonu?

Opublikowane przez , 19 stycznia 2015 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Nie minęło zbyt wiele czasu od mojego ostatniego artykułu poświęconego Bryantowi i jego zniżkowej formie. Sugerowałem wtedy wiele rozwiązań, jak zaradzić przemęczaniu Bryanta ale jak donoszą dziennikarze z Miasta Aniołów, problem z Kobe’em jest poważniejszy niż się spodziewano. Black Mamba wrócił do gry 28 grudnia, po prawie siedmiu dniach odpoczynku i trzeba przyznać, że wyglądał lepiej niż w poprzednich starciach. Gdy więc wydawało się, że od teraz Scott będzie po prostu pilnował jego minut oraz nie będzie wystawiał go w meczach back-to-back, okazuje się, że Bryant nadal odczuwa skutki zmęczenia sezonem i co jakiś czas potrzebuje odpoczynku. Byron więc nieustannie monitoruje jego osobę i gdy widzi, że ten nie jest sobą, to po prostu każe mu oglądać mecz u siebie z rodziną sprzed telewizora. W ten sposób Kobe raz występuje, pojawia się na parkiecie, a raz go nie ma i zbiera siły na kolejny występ. Pytanie tylko: jak długo można stosować takie rozwiązanie? Czy ono rzeczywiście ma sens? Może od razu lepiej byłoby, aby Kobe już teraz zakończył swój sezon?

No właśnie… ostatnia propozycja to kolejne rozwiązanie, którego nie wykluczył Scott, z tym że najwcześniej Lakers mogą zdecydować się na nie dopiero po przerwie na All-Star Game. Jeżeli L.A. Lakers nadal będą przegrywać i coraz bardziej oddalać się od ósmego miejsca, to całkiem realne jest, że wszyscy w Mieście Aniołów oficjalnie pogodzą się z nieudanym sezonem (w tym Kobe) i oficjalnie rozpoczną tankowanie. Byłby to bowiem ewidentny znak, że 16 – stokrotni mistrzowie NBA wywieszają białą flagę. Zresztą już teraz, te opuszczane przez Bryanta mecze mogą sugerować na tankowanie, a co dopiero oficjalne zakończenie przez niego rozgrywek. Co prawda podobno na razie nie odbyły się żadne rozmowy na ten temat ale na pewno będzie to jeden z głównych punktów kolejnego spotkania szkoleniowca złota i purpury z Mitchem Kupchakiem.

Jestem całkiem pewny tego, że jeżeli nie będziemy liczyć się w walce o playoffs w marcu, to przedyskutujemy tę kwestię. Na razie jednak skupiamy się na kolejnych meczach. Taki jest plan.

Według Scotta jednak, jeżeli Lakers zdecydują się na taki ruch, to nie ze względu na tankowanie, ale zostawienie paliwa w baku Bryanta na kolejny rok. Tak będzie brzmiała oficjalna wersja ale chyba wszyscy dobrze wiemy, że nie do końca o to by w tym wszystkim chodziło. Tym bardziej, że chyba przecież nie byłoby to najlepsze rozwiązanie. Dlaczego? Bo Bryant po raz kolejny nie rozegrałby pełnego sezonu, a jego tryb koszykarskiego życia znów zostałby zaburzony, przez co być może w przyszłości potrzebowałby więcej czasu na przygotowanie się do kolejnych rozgrywek. Jego drużyna z kolei, nie mogłaby z nim przetestować np. nowych wariantów schematów, zarówno ofensywnych jak i defensywnych. Może lepszym wyjściem z całej sytuacji byłoby po prostu jeszcze bardziej ograniczyć minuty Kobe’ego tak, aby ten sezon wyglądał dla niego jak bardzo długi preseason?

To jest nasz sposób życia teraz – jako drużyny koszykarskiej i organizacji. Musimy przez to wszystko przejść, aby Bryant mógł zachować swój poziom gry. Nie tylko w tym roku ale również w przyszłym. Będziemy starali się go oszczędzać jak tylko możemy. To jest dla nas najważniejsze (…) Czasami musisz zachować zawodników od ich samych. Nie chcę aby grywał po 35/36 minut w każdym spotkaniu, a na koniec sezonu czuł się wykończony. Podpisał dwuletni kontrakt, więc chce grać przez te dwa lata i to na najwyższym poziomie, a ja chcę mu w tym pomóc, jak tylko mogę.

Nastawienie Scotta do Bryanta w czasie tego sezonu bardzo się zmieniło. Na początku nie zważał uwagi na to, że ten opuścił prawie cały poprzedni rok, a do tego ma już 36 lat na karku i kazał mu trenować prawie na takim samym poziomie jak inni. Do tego zdecydował się grać nim po 36 minut w każdym meczu, nie zwracając uwagi na spotkania typu back-to-back. Nawet Bryant nie był do końca pewien rozwiązania swojego szkoleniowca ale jako że jest twardzielem, to nie mógł się z nim nie zgodzić. Teraz jednak potwierdziło się to, czego pewnie niektórzy się obawiali – Bryant został zajeżdżony, a treningi były dla niego zbyt intensywne. Do pomyłki przyznał się sam Scott, więc być może dlatego teraz stara się robić wszystko, aby nie wyjść na tego „złego” w tej sytuacji. Być może, a być może chodzi po prostu o tankowanie. W każdym bądź razie nie da się ukryć, że Byron popełnił błąd i powinien lepiej przeanalizować sytuację swojego lidera.

Ja miałem swoją liczbę, a on swoją. Powiedziałem mu: Moja jest wyższa, więc zaczniemy od niej i zobaczymy jak to się wszystko potoczy. Jak się okazuje, była chyba zbyt wysoka i w ostateczności, musiał przez nią opuścić kilka ostatnich spotkań. Muszę teraz trzymać się nowej liczby.

Trzeba iść naprzód i zapomnieć o tym. Chociaż przyznam szczerze, że ciężko jest to zrobić, szczególnie gdy ma się gracza, o którego bardzo się troszczysz i któremu nieco zawaliłeś całą sytuację. Myślę, że grałem nim za dużo w pierwszej fazie sezonu. Gdybym trzymał się 32/33 minut, to może wziąłby udział w kilku ostatnich meczach, które opuścił. Na całe szczęście w końcu zdałem sobie z tego sprawę. Trzeba więc wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i iść dalej.

Skąd liczba 32 minut? Podobno z danych, które otrzymał Scott wynika, że gdy Bryant gra więcej, to jego gra jest mniej efektywna. Stąd też Scott zamierza teraz kontrolować swoją gwiazdę i to nawet wtedy, gdy Lakers będą grali w dogrywce. Te trzy/cztery minuty są bowiem bardzo ważne dla niego, a sam Black Mamba w ten sposób jest bardziej wypoczęty pod koniec rozgrywanych pojedynków, gdy na dwie minuty do końca spotkania ma na koncie zapisane 30 minut, a nie 35/36.

W jednej chwili jednak nie da się naprawić swoich błędów. Choć Byron zmienił podejście do lidera 16 – stokrotnych mistrzów NBA, tak nadal musi płacić za błędy z początku rozgrywek i granie Bryantem średnio po 35.4 minuty w pierwszych 27 spotkaniach sezonu zasadniczego oraz kazanie mu skupić się przede wszystkim na zdobywaniu punktów. Mniej minut oraz rola playmaykera na pewno pozytywnie wpłyną na formę Bryanta w dłuższej perspektywie czasu (oraz grę Lakers, co mogliśmy zobaczyć ostatnio), chociaż nie da się przewidzieć, kiedy cała sytuacja z MVP z 2008 roku ustabilizuje się na dobre. Być może jeszcze w tym sezonie, a być może dopiero w następnym.

Bryant naprawdę powinien przemyśleć sprawę opuszczenia drugiej części sezonu

W obecnej sytuacji trudno powiedzieć kiedy Bryant będzie grał, a kiedy nie. Na pewno nie zobaczymy go w starciach back-to-back. Inne spotkania są jednak zagadką i decyzję będzie zawsze podejmował Byron Scott (i to najprawdopodobniej kilka minut przed meczem). To na pewno nie wpływa dobrze na całą drużynę, która tak naprawdę nie wie czego się spodziewać i żyje w ciągłej niepewności. Wszystko wskazuje jednak na to, że zawodnicy będą musieli przystosować się do takiej sytuacji. Przynajmniej do Meczu Gwiazd. Po nim być może, Bryant zakończy swój sezon, a kto wie, czy nie zakończy nawet swojej całej kariery…

Tak czy inaczej, Lakers i Byron Scott muszą być bardziej pewni swoich działań wobec Bryanta. Scott co prawda chce oszczędzać swojego najlepszego zawodnika, ale wystawianie go w jednym z trzech spotkań nie jest raczej dobrym rozwiązaniem. Dlaczego? Dlatego, że później Bryant po dłuższej przerwie ma problemy z wejściem w rytm meczowy, o czym mówił po ostatnim spotkaniu z Miami Heat. W końcu Kobe opuścił ostatnie trzy z pięciu spotkań, a na parkiecie pojawił się w siedmiu z ostatnich 14. Albo więc Scott po prostu ograniczy jego minuty, występy w spotkaniach back-to-back, intensywność treningów itd. i tym samym spokojnie pozwolił mu dograć sezonu do końca, albo lepiej dla wszystkich by było, aby Kobe zwyczajnie nie pojawił się już na parkiecie w tym sezonie. Szczególnie, że obecne rozgrywki i tak są już stracone, a przynajmniej dzięki takiemu rozwiązaniu, szanse Jeziorowców na obronę picku na pewno by wzrosły, co w obecnej sytuacji, powinno być priorytetem dla całej organizacji

Skomentuj