Czy grudzień będzie jeszcze gorszy niż listopad?

Opublikowane przez , 2 grudnia 2014 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Fatalnie zaczął się sezon 2014/15 dla Los Angeles Lakers. Po nieco ponad miesiącu rozgrywek wydaje się, że wszelkie wątpliwości zostały rozwiane – Jeziorowcy ten sezon mogą spisać na straty i skupić się na obronieniu picku w drafcie 2015. Bilans 4-13 mówi właściwie wszystko. Co prawda można sugerować, że terminarz nie rozpieszczał ekipy Byrona Scotta oraz to, że połowa spotkań była na tyle wyrównana, że rozstrzygnięcie zapadło w końcówce ale po co to robić? Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – ten sezon dla ekipy z Miasta Aniołów jest już przegrany. Oczywiście swoje zrobiły kontuzje. Wszak Lakers z ich powodu stracili trzech czołowych graczy, a Nick Young dopiero niedawno dołączył do składu. Lecz całościowo jako zespół, jako kolektyw podopieczni Byrona Scotta są na szarym końcu ligowego bytu. Jedynie Sixers są od nich gorsi, ale ci od początku poddali tegoroczne rozgrywki, tankując tak obcesowo iż to aż brzydko wygląda. Można wręcz powiedzieć, że aktualnie zespół z Philly to zaplecze NBA, a nie jej część. Co do Lakers to są oni niewiele gorsi. Brakuje chemii, zgrania, ale przede wszystkim koncentracji w drużynie. Grudzień moim zdaniem uwydatni jeszcze bardziej braki podopiecznych Scotta.

Co czeka fanów Lakers w tym miesiącu oprócz kolejnych niepowodzeń i zawodów? Przede wszystkim pierwsze dni będą stały pod znakiem trasy wyjazdowej po Wschodzie i teoretycznie to mogą być najlepsze dni w tym miesiącu. Po pierwsze Lakers radzą sobie lepiej w obcych halach niż u siebie, ale to wcale nie musi być aż taka przewagą jak fakt, że to właśnie przeciwko ekipom ze Wschodu Lakers mają dodatni bilans (3-0). Co prawda na początku grudnia podejmą jednego z potentatów tej Konferencji, czyli Wizards, ale Pistons i Celtics to teamy prezentujące styl podobny do Jeziorowców, a na ich niekorzyść może przemawiać to, że rozegrali mniej spotkań z faworytami z Zachodu i przez to mają lepszy bilans od Lakers. Te pojedynki zostaną rozegrane na początku miesiąca. Najpierw w Detroit 2 grudnia, dzień później w stolicy Waszyngtonie i 5 grudnia w Bostonie.

Następnie ekipa Byrona Scotta wraca do domu by tam rozegrać dwa kolejne mecze. Oba przeciwko wchodzącym gwiazdom ligi, którzy pną się wraz ze swoimi drużynami w górę. Mowa tu oczywiście o prawdziwej sensacji rozgrywek czyli Kings i Pelicans. I o ile tych na tych drugich można było po cichutku liczyć z uwagi na znakomitego Anthony’ego Davisa o tyle Kings robią furorę. Nie dość, że latem pozbyli się swojego etatowego rozgrywającego Isaiaha Thomasa, to jeszcze musieli przedłużyć niezwykle niekorzystny kontrakt z Rudym Gay’em (opcja zawodnika), co praktycznie wykluczyło ich z walki o wolnych agentów. Udało im się co prawda podebrać Darrena Collisona aczkolwiek nikt nie liczył, ze w tym składzie powalczą o playoffs. A tymczasem mając bilans 9-7 są prawdziwym objawieniem rozgrywek, a Demarcus Cousins jako lider spisuje się znakomicie.

Podobnie jak Anthony Davis, który po pierwszym miesiącu wygląda jak kandydat na MVP rozgrywek. Ostatnie mecze miał nieco gorsze, ale nikt nie może być przecież idealny. Zawsze musi się trafić jakiś spadek formy. Cousins i Davis udowodnili już, że starcia pomiędzy nimi potrafią elektryzować kibiców. Ciekawe czy to samo będziemy mogli powiedzieć o Jordanie Hillu, który ten sezon zalicza do całkiem udanych, po tym jak podejmie rękawice ze strony owych centrów. Najpierw 7 grudnia Hill i Boozer, a być może także świetny blokujący Ed Davis spróbują powstrzymać Davisa, a już dwa dni później naprzeciwko nich stanie Cousins. Oba spotkania powinny należeć do wyrównanych, a o wygranej zadecydują detale. To czy Lakers w końcu staną na wysokości zadania będzie właśnie w głównej mierze zależne od tego jak zagrają podkoszowi ekipy z Miasta Aniołów.

Lakers vs Pelicans? To może być nawet interesujące spotkanie...

Po dwóch pojedynkach w Staples gracze Byrona Scotta udadzą się na kolejną 3-meczową trasę wyjazdową, jedna tym razem obejmie ona centralną część Stanów Zjednoczonych. 12 grudnia w hali AT&T Lakers staną naprzeciwko rywala najtrudniejszego, bowiem tego kompletnego. Spurs, bo o nich mowa to mistrzowie i główni faworyci do tytułu. Zaczęli średnio, ale z meczu na mecz udowadniają wszystkim, że ich czas jeszcze nie przeminął. Obecnie są w trakcie niezłej serii wygranych, która przesunęła ich w górę tabeli. Z Lakers już raz w tym sezonie zwyciężyli i inny wynik jak wygrana ekipy Poppovicha będzie uznany za sensacje. Teoretycznie to właśnie trener San Antonio może pomóc Lakers. Greg znany jest z tego, że lubi dać odpocząć czołowym graczom, co wyrównało by szanse.

Co innego w starciu w Minneapollis. Tutaj sprawa jest otwarta. Choć jak pokazał mecz z 28 listopada bez odpowiedniej koncentracji ciężko o wygraną nawet przeciwko Timberwolves. Lakers będą na pewno żadni rewanżu, a przede wszystkim ich lider Kobe Bryant. To właśnie on spudłował potencjalnego game winnera z Minny. Szansa na to już 14 grudnia. Tymczasem zaledwie dzień później pojedynek z Pacers. Nie ma wątpliwości, że Lakers przystąpią do tego starcia zmęczeni, ale Indiana podobnie jak Jeziorowcy może się „pochwalić” wąską ławką. Powód? Oczywiście kontuzje. Dość powiedzieć, że Pacers po zeszłorocznych rozgrywkach, gdzie byli o krok od wielkiego finału teraz prawie na pewno opuszczą playoffs. Jeśli jest ktoś kto bardziej cierpi od Lakers czy Thunder z powodu urazów to są to właśnie podopieczni Franka Vogela. Jednakże jest to młoda ekipa i charakterna, stąd też mecz w Indianapollis będzie niezwykle trudny. Pacers to wciąż czołówka ligi w defensywie, mimo utraty tylu zawodników dają sobie wrzucać niewiele ponad 94 pkt/mecz.

Ten mecz zostanie rozegrany 15 grudnia i będzie ostatnim z tej trasy wyjazdowej. Po niej Lakers będą mieli kilka dni i przerwy i dopiero 19 grudnia w Staples podejmą Oklahoma City Thunder. Zespół tak jak już pisałem przetrzebiony kontuzjami, ale powoli wracający do gry o playoffs. Pierwsze mecze Russella Westbrooka są dość obiecujące i dają one nadzieję, że ten sezon dla Thunder jeszcze się nie skończył. Tym bardziej, iż wkrótce powróci drugi rekonwalescent, aktualny MVP ligi Kevin Durant. Z nim w składzie drużyna może być tylko lepsza. Na starcia z Lakers zabójczy duet będzie już na pewno w wyśmienitej formie, dlatego możemy spodziewać się podobnych pogromów jak w latach ubiegłych. Na miejscu Jacka Nicholsona w ogóle bym nie ruszał w kierunku Staples, bo powrót Duranta i Westbrooka nie zwiastuje niczego innego jak +30 dla gości. Nie żebym był pesymista, ale tak właśnie kończyły się potyczki tych dwóch ekip w ostatnich latach, a teraz Lakers bronią jeszcze gorzej.

Kobe Bryant z Lakers i Russell Westbrook z Thunder - dwójka bardzo podobnych do siebie zawodników

21 grudnia Jeziorowcy wybiorą się do Sacramento, aby drugi raz w przeciągu kilkunastu dni zagrać z Kings, a dwa dni później do Staples przyjadą wszechmocni Golden State Warriors. Będzie to już trzeci w tym sezonie pojedynek obu ekip i poprzednie dwa pokazały nam dobitnie kto tu teraz rządzi. Dawno już minęły czasy kiedy Lakers srubowali rekord zwycięstw przeciwko ekipie z Oakland. Teraz to Steph Curry i koledzy dominują, nie tylko górują nad Jeziorowcami, ale także wiodą prym w całej lidze. Jest to team praktycznie kompletny z gwiazdami, które z roku na rok, z meczu na mecz, robią kolosalne postępy. Curry i Thompson, bo o nich mowa, nie są jednakże osamotnieni. Mają całe grono pomocników. Pod koszem prym wiedzie Andrew Bogut, a wspomagają go Draymond Green i Mareesse Speights. Barnes, Iguodala, Barbosa czy Livingston straszą zza łuku, a trzeba dodać że do gry nie powrócił jeszcze David Lee, etatowy gracz pierwszej piątki z zeszłorocznych rozgrywek. Warriors byli bezwzględni w dwóch pojedynkach z Lakers, pokonując ich kilkudziesięcioma punktami. 23 grudnia zapowiada się na kolejne takie starcie, na nic zda się także fakt iż mecz rozegrany będzie w Staples Center bowiem 16 listopada to nie ustrzegło graczy Byrona Scotta przed blowoutem.

Miesiąc zakończy seria spotkań z rywalami z najwyższej półki. Najpierw 25 grudnia w świąteczny dzień Lakers zmierzą się z Bulls w United Center. Spotkanie to będzie wyjątkowe nie tylko ze względu na samą datę, wszak mecze świąteczne rządzą się swoimi prawami. Jednakże będzie to także pierwszy pojedynek pary Bryant-Gasol odkąd Hiszpan opuścił ekipę z L.A. Nie od dziś wiadomo, że duet ten łączą również poza boiskowe stosunki, są bowiem bardzo dobrymi przyjaciółmi. Lecz na parkiecie pewnie tego nie dostrzeżemy, gdyż obaj będą mieli bardzo dużo do udowodnienia. Nie można też zapominać iż pojedynek Bulls vs Lakers to nie tylko Kobe vs Pau. Także Carlos Boozer będzie chciał wbić szpilkę byłym kolegom i trenerowi, który z niego zrezygnował. Ponadto wielce emocjonujące wydają się być starcia Hilla z Noah. Obaj nie odpuszczają piłek na tablicach, więc ich walka o zbiórkę może być ostoją tego widowiska.

Prosto z hali w Illnois Lakers wsiadają w samolot, który zabierze ich do Dallas. Tam 26 grudnia w meczu back-2-back podejmą ich miejscowi Mavericks. Ekipa Marka Cubana już raz pokazała Jeziorowcom miejsce w szeregu i wydaje się, że teraz sytuacja Może się powtórzyć. Mavs to czołówka ligi. Pewniak w walce o playoffs i ponadto zespół, który uwielbia upokarzać Lakers. Nie tylko z uwagi na przeszłość i wielokrotne porażki z ekipa z Miasta Aniołów, ale także z uwagi na właściciela Cubana. Ten człowiek szczerze nienawidzi Jeziorowców i zrobi wszystko aby uprzykrzyć im życie. Z pewnością przed tym spotkaniem wyjątkowo zmotywuje swoich podopiecznych, a sam w hali będzie ich głośno dopingował. To będzie mecz z cyklu tych najtrudniejszych, ale wobec słabej postawy Lakers w tym sezonie można tak napisać o prawie każdym spotkaniu.

Chandler Parsons całkiem nieźle radzi sobie z kryciem Bryanta. Ciekawe czy w ich kolejnym pojedynku również da radę Black Mambie

W końcu ostatnie dwa mecze roku 2014 również nie powinny należeć do łatwych. Ba! Powiem więcej, będą arcytrudne. Przeciwko Suns i Nuggets ostatnio Jeziorowcom gra się ciężko. Z Phoenix zagrali oni już 2 razy i dwa razy polegli, z kolei z Denver doznali niedawno porażki. Pierwszy z tych pojedynków będzie miał miejsce w Staples, a drugi w Pepsi Center, ale czy to naprawdę ma jakieś znaczenie. Dla ekipy, która pozwala rzucać rywalom aż 111.4 pkt/mecz ( najwięcej w lidze – tak, wliczając w to Sixers) i ma bilans 4-13, w tym 1-13 we własnej Konferencji, chyba każdy rywal jest straszny. Myślę, że co poniektórzy gracze Byrona Scotta boją się nawet własnego cienia. A tak przynajmniej wyglądają na boisku. Taki właśnie jest ten sezon w wykonaniu Lakers. Beznadziejny aż do bólu.

Ps. Byłbym zapomniał Kobe zbliża się wielkimi krokami do Michaela Jordana pod względem liczby zdobytych punktów. Jeśli dobrze pójdzie wyprzedzi go w tym miesiącu. Może nawet w starciu z Bulls, co byłoby czystą ironią losu. Nie wiem jednak czy Bryant nie wolałby zamienić tego niewątpliwego sukcesu indywidualnego w więcej wygranych zespołu… „Nah… Jednak nie.”

Skomentuj