Czy D’Antoni traci kontrolę nad Jeziorowcami?

Opublikowane przez , 27 lutego 2014 w Artykuły, Trenerzy, 0 komentarzy

Po wtorkowym meczu w szatni drużyny z Los Angeles coś zaczęło się psuć. Jeszcze niedawno Jeziorowcy walczyli o każdy kawałek parkietu i nie przejmowali się porażkami, optymistycznie podchodząc do kolejnych spotkań. W końcu jednak musiało stać się to, co jest nieuniknione w zespołach z dolnej części tabeli, czyli szukanie winnego. Zawodnicy mają już dosyć przegrywania i w końcu zakwestionowali taktykę, jaką stosuje Mike D’Antoni. Wszystko zaczęło się od Pau Gasola, który jako pierwszy w pośredni sposób skrytykował zastosowany small ball przeciwko posiadającej wysokich graczy Indianie Pacers. Hiszpan publicznie przyznał, że nie podobało mu się to posunięcie i przede wszystkim w tym upatrywał przegranej 20 zbiórkami deski. Poza tym stwierdził, że w zespole brakuje dyscypliny, przez co większość zawodników będących na jednorocznych umowach, patrzy na indywidualne statystyki, a nie dobro całej ekipy.

Tymi komentarzami nie przejął się jednak trener Jeziorowców ale też nie pozostał na nie bierny. Podczas krótkiego wywiadu powiedział, że nie podoba mu się to, że dowiaduje się o takich rzeczach z mediów, a nie bezpośrednio od Gasola. Takie rzeczy Pau powinien mówić za zamkniętymi drzwiami, bo inaczej psuje atmosferę w zespole. Mike był rozczarowany brakiem profesjonalizmu centra Lakers i ewidentnie nie pochwalił takiego zachowania. Nie jest to sposób na rozwiązanie problemów oraz przywrócenie nadziei swoim kolegom. Pau jednak nie przeprosił za swoje zachowanie i nie ma zamiaru tego robić. Według dwukrotnego mistrza NBA, nie przesadził ze swoją wypowiedzią i nie powiedział nic, co nie byłoby dla niego oczywistą sprawą. Przyznał, że był sfrustrowany porażką i kierowały nim emocje ale był w 100% świadomy swoich słów.

To nie pierwszy raz kiedy Mike D’Antoni i Pau Gasol nie dogadują się ze sobą. Pod koniec 2013 roku Hiszpan przyznał, że jest niezadowolony z tego, jaką rolę pełni w systemie, natomiast D’Antoni zakwestionował wtedy jego zaangażowanie w meczu. Wcześniej z kolei, kiedy w drużynie był jeszcze Dwight Howard, Pau również miał problem z graniem daleko od kosza oraz filozofią swojego szkoleniowca, przez co w końcu został zastąpiony w pierwszej piątce przez Earla Clarka. Jak więc widać problem między tymi dwoma osobami ciągle nie został rozwiązany i panowie nadal nie mogą znaleźć wspólnego języka.

Inny Jeziorowiec z kolei – Kendall Marshall również wyraził swoją opinię na ostatnie problemy ekipy z Miasta Aniołów. 22 – latek może mieć chyba największe powody do frustracji ze wszystkich Jeziorowców, gdyż w ostatnich czterech meczach trafił tylko 3 na 19 oddanych rzutów i  zdobywał średnio zaledwie 1.75 punktów w niecałe 23 minuty spędzone na parkiecie.

Kiedy piłka nie krąży z jednych rąk do drugich i do tego pozwalasz na zdobycie rywalowi kolejnych punktów, to jest to przygnębiające. Nie gramy tak jak kiedyś. Nie ma w tym wszystkim już zabawy. Musimy znaleźć sposób aby to wszystko naprawić i stanowić większe wyzwanie dla innych.

Porażki źle znosi także Jordan Farmar, który przyznał, że Lakers nie mają tożsamości i nie wiadomo czego się po nich spodziewać oraz kto, jaką pełni rolę. W meczu z Grizzlies wziął on sprawy w swoje ręce i postanowił znaleźć sposób, który uchroni jego drużynę przed kolejną druzgocącą porażką. Rozgrywający kazał swoim kolegom zapomnieć o small ballu, pick & rollach i po prostu grać przez Gasola.

Zaproponowałem to w czasie przerwy. W końcu on (Gasol) jest naszym najlepszym zawodnikiem i wielokrotnie był wybierany do Meczu Gwiazd. Musimy więc wykorzystywać jego atuty. Nie możemy po prostu pozwolić mu brać udziału w akcjach i dostosować go do naszej taktyki. Grając przez niego, reszta chłopaków będzie się miała łatwiej. Będzie częściej znajdywała się na wolnych pozycjach, pojawią się okazje do ścinania pod kosz itp. W drugiej połowie przez jakiś czas to działało i udało nam się zbliżyć do Niedźwiadków, a my byliśmy lepiej zorganizowani. Nie ma bowiem sensu wyjść na parkiet i przegrać 20 – stoma punktami, grając tylko na własne konto. Grajmy więc dobrą koszykówkę, wykorzystujmy naszego najlepszego zawodnika i czytajmy obronę rywala.

Wypowiedź Farmara może nieco dziwić, gdyż jeszcze przed sezonem mówił, że od dawna marzył o tym, aby grać w systemie Mike’a. W nim też ma największą swobodę i jest osobą odpowiedzialną za funkcjonowanie ataku. Jak jednak widać, Jordan przekłada dobro drużyny ponad swoje i jest gotowy do poświęceń. Jest tylko jedno ale – Lakers nie mają problemów z ofensywą, tylko z drugą stroną parkietu. Rozmowa o taktyce w ataku wydaje się więc być zbędna, a gracze powinni zastanowić się nad swoją postawą w defensywie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę D’Antoni, który napomknął o tym w jednej z ostaniej wypowiedzi.

Frustracja zawsze jest spowodowana po ofensywnej stronie parkietu, gdzie tak naprawdę nieźle sobie radzimy. Nigdy jednak nie dotyczy ona obrony, gdzie po prostu nie potrafimy zatrzymać nikogo. To właśnie tutaj ja czuję się sfrustrowany, ponieważ jeżeli chcesz się denerować, to rób z powodu traconych punktów w pomalowanym, czy też ilości drugich szans, na które pozwalasz swoim rywalom.

Nie zagłębiając się jednak w szczegóły, śmiało można napisać, że chemia w ekipie z Miasta Aniołów nie jest taka sama jak na początku sezonu. Kolejne porażki w końcu wpłynęły na zachowanie członków zespołu, a niektórzy z nich tracą zaufanie do swojego szkoleniowca. Dla Mike’a D’Antoniego ostatnie dwa miesiące mogą okazać się kluczowe dla jego pozostania w drużynie. Nie ma on teraz łatwego zadania i jakimś sposobem będzie musiał przekonać do siebie tych, którzy zakwestionowali jego decyzje, a do tego pogodzić indywidualne zapały Kenta Bazemore’a i MarShona Brooksa z dobrem wszystkich. Nie będzie to jednak łatwe.

Choć trener Jeziorowców w zeszłym sezonie pokazał, że jest gotów wprowadzić zmiany w swoich schematach i dostosować się do panujących warunków, to wciąż jednak jest wielkim zwolennikiem grania niską piątką i ustawiania na pozycji silnego skrzydłowego, zawodnika z dobrym rzutem z dystansu. Słowa Farmara o braku tożsamości mogą jeszcze bardziej skłonić go, do wystawiania w każdym spotkaniu Wesa Johnsona na czwórce tak, aby pokazać, że ten styl należy do Lakers. Czy to pomoże Jeziorowcom wygrać kolejne spotkania i uspokoić sytuację w ekipie? Trudno powiedzieć.

Mike D'Antoni chyba nie jest już w stanie zapanować nad zespołem

To jednak co można stwierdzić na pewno, to fakt że D’Antoni nie posiada autorytetu. To aż dziwne, że przy wymienianiu przez zwolenników złota i purpury wad Mike’a, mówi się głównie o jego braku znajomości defensywy, czy lubowaniu się w small ballu, a nie o charakterze i sposobie kierowania zespołem. W końcu obroną mogą zająć się asystenci (tak jak to zrobili Mike Woodson i Kurt Rambis), a granie niskimi piątkami jest coraz bardziej popularne i skuteczne w NBA. Problemem D’Antoniego jest to, że nie osiągnął on żadnego większego sukcesu w lidze, który by potwierdzał efektywność stosowanych przez niego rozwiązań. Nie należy on też raczej do osób, potrafiących zmotywować swoich zawodników czy podnieść ich na duchu. Z kolei podczas trwania meczów, w celu zachęcenia graczy do zwiększenie tempa i intensywności, z jego ust pada tylko i wyłącznie słowo „Go”, które na pewno przejadło się już wielu graczom i fanom. Na dodatek Mike nie potrafi znaleźć odpowiedniego miejsca w swoim systemie podkoszowym, o czym przekonali się Jordan Hill i Chris Kaman. Nie radzi on sobie również z graczami pokroju All-Star, co potwierdzają przypadki Carmelo Anthony’ego i Dwighta Howarda. Do tej kategorii zawodników można chyba jeszcze dopisać Pau Gasola, który pewnie już marzy o wydostaniu się z Los Angeles. Wszystko to sprawia, że nie jest on trenerem, który mógłby prowadzić mistrzowskie zespoły i z tym nastawieniem raczej nie odniesie sukcesu w lidze.

Tym samym prędzej czy później, D’Antoni będzie musiał opuścić Lakers, jeżeli ci chcą wygrać kolejne mistrzowskie tytuły. Choć w obecnej sytuacji drużyny, szukanie winnego i przyczyn porażek nie wydają się być za bardzo na miejscu (szczególnie patrząc pod względem ofensywy), to jednak pokazuje to, że nie wszyscy są przekonani do tego, co robi szkoleniowiec Jeziorowców. Na początku zeszłego sezonu z tego samego powodu został zwolniony Mike Brown, który po prostu stracił kontrolę nad drużyną, która w 13 meczach licząc od preseasonu, wygrała tylko jeden z nich. Na dodatek Kobe Bryant i Dwight Howard zostali zmuszeni w nim, do powrotu na parkiet w czwatej kwarcie przy stanie +24 dla Lakers, co delikatnie mówiąc, wywołało uśmiech na ich twarzach. Brown stracił wtedy szacunek oraz uznania i to samo dzieje się chyba teraz z Mike’em D’Antonim. Ciągłe powtarzanie, że znajdą rozwiązanie, wyeliminują błędy i poprawią swoją grę przejadło się zawodnikom. Oni bowiem nie akceptują tego, że są za słabi i oczekuję przynajmniej kilku wygranych co jakiś czas. Lakers natomiast przegrali 7 z 8 ostatnich meczów i dlatego nie ma się co dziwić, że pojawiły się głosy zwątpienia. Jeżeli coach złota i purpury nie poprawi swoich stosunków z Gasolem oraz nie odzyska swojego zaufania, to w nadchodzące lato może stracić swoją posadę.

Skomentuj