Czy D’Antoni pozostanie szkoleniowcem Lakers?

Opublikowane przez , 17 kwietnia 2014 w Artykuły, Trenerzy, 0 komentarzy

Tuż po odniesieniu zwycięstwa nad San Antonio Spurs, Mike D’Antoni zatrzymał się na chwilę w holu hali AT&T Center, rozmyślając przez chwilę nad swoją karierą i przyszłością w Los Angeles. To z pewnością nie był udany sezon dla niego, zawodników i oczywiście fanów. Mike jest tego świadomy ale zdaje sobie również sprawę z tego, że jego podopieczni starali się jak mogli, aby każdego wieczoru grać jak najlepiej i egzekwować jego założenia taktyczne. Choć ostatnio nie wywiązywali się ze swoich obowiązków najlepiej, tak w starciu z Ostrogami zagrali tak, jak życzy sobie D’Antoni. Dzielili się piłką, zapewniali odpowiedni spacing, a do tego grali z sercem i zaangażowaniem. Jasne, pokonali osłabionych Spurs ale w końcu oni sami również byli osłabieni – i to przez większość sezonu .

Kontuzje naprawdę zniszczyły ten zespół i uniemożliwiły mu nawiązanie walki o ósme miejsce w playoffs. W sytuacji, gdy o sukcesie zespołu decydują tak naprawdę tylko i wyłącznie role playerzy, strata każdego z nich musi się negatywnie odbić na wynikach drużyny. Nie zmienia to jednak faktu, że Jeziorowcy zakończyli sezon z bilansem 27 zwycięstw i 55 porażek, plasując się na 14 miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej. To może oznaczać koniec przygody Mike’a z 16 – krotnymi mistrzami NBA i on dobrze o tym wie. Tym bardziej, że w ostatnim czasie jego relacje z Kobe Bryantem bardzo się oziębiły ze względu na kontuzję lidera Lakers i spędzanie przez niego bardzo małej ilości czasu w ośrodku szkoleniowym w El Segundo.

W obecnej lidze to zawsze trenerzy są pierwsi do odstrzału, gdy drużynie się niepowodzi i to pomimo awansu do rozgrywek posezonowych. W ostatnim sezonie aż 12 znalazło się na bruku, a część z nich (Lionel Hollins, George Karl) wykonywała przecież naprawdę niezłą pracę w swoich zespołach. Teraz z kolei na gorącym krześle są m.in. Rick Adelman, Frank Vogel i Marc Jackson, których drużyny nie prezentują się tak dobrze, jak można było się tego spodziewać. Nic więc dziwnego, że i D’Antoni nie może być pewny swojej posady – człowiek, który od 2008 roku tylko dwa razy awansował do playoffs, a do tego nie wygrał żadnego meczu. Szczególnie, że przeciwko sobie ma całą armię fanów złota i purpury.

Na pewno jednak były coach Suns i Knicks nie dostał takiej samej szansy na wykazanie się jak inni i ocenianie go nie byłoby tutaj sprawiedliwe. To co można jednak powiedzieć, to że zdrowi Jeziorowcy bez Kobe’ego Bryanta zanotowali bilans 10-9 i zmierzali do playoffs. Z większością zawodników udało mu się zbudować naprawdę dobre relacje i część z nich, gotowa jest pójść za nim w ogień.

Myślę, że wykonał dobrą robotę tutaj. Jestem w 100% za nim, bez względu na to co się wydarzy – Sacre.

Ze wszystkim poradził sobie całkiem dobrze. Przyszedł tutaj zamiast Phila Jacksona, przez co od razu był na celoniku wielu ludzi. Jednak on mimo buczenia i krzyków „Fire D’Antoni”, ciągle przychodził na treningi, uśmiechał się i wykonywał swoją pracę. Nie możesz wymagać od niego więcej – Young.

Wykonał świetną robotę w mojej opini. Mam tylko dobrze rzeczy do powiedzenia na jego temat. To właśnie dzięki niemu stałem się pewny siebie. – Meeks.

Jednak oprócz zbudowania dobrych relacji, głównie z niskimi skrzydłowymi i obrońcami, Mike nie potrafił znaleźć wspólnego języka z wysokimi (oprócz oczywiście Sacre). Gasol przez większość sezonu nie czuł się komfortowo w jego systemie, do tego nie lubi aktywnej koszykówki i kilkakrotnie zakwestionował filozofię gry swojego szkoleniowca. Chris Kaman z kolei liczył na bycie ważną częścią układanki w Lakers. Bardzo podobał mu się obóz przygotowawczy i stosowane techniki przez D’Antoniego ale później wypadł z jego rotacji, przez co Mike znalazł się na jego czarnej liście. Jordan Hill natomiast mimo zaliczenia najlepszego sezonu w karierze, również nie będzie miło wspominał tego roku. Mike nie darzył go takim samym zaufaniem jak innych i nie pozwolił mu się do końca rozkręcić. Wystarczyły dwa słabe mecze w jego wykonaniu, aby D’Antoni zdecydował się ukrucić jego czas na parkiecie i wyrzucić go z pierwszej piątki. A przecież Jordan to jeden z lepszych zawodników w obecnym składzie złota i purpury, co pokazał w ostatnim miesiącu trwania rozgrywek. Niestety Mike jednak nie zna się na „wysokich” i nie potrafi ich odpowiednio wkomponować do swojej taktyki. Nie jest w stanie znaleźć dla nich komfortowego miejsca w drużynie, jeżeli nie potrafią rozciągać defensywy rywali.

Mike D'Antoni nie może być niczego pewien w Jeziorowcach.

Poza tym jego ciągłe zmiany w rotacji również utrudniały zawodnikom dogadanie się, wejście w odpowiedni rytm i znalezienie tożsamości. Wielu z nich, tak jak wspomniany Hill, nie znało swojej roli w drużynie i nie wiedziało, czego się spodziewać w kolejnych meczach. Niektórym to nie przeszkadzało (patrz Ryan Kelly) i potrafili to zaakceptować ale dla innych był to poważny problem, o co mieli zresztą słuszne pretensje. Konieczność zmieniania pierwszych piątek ze względu na kontuzje to jedno ale ze względu na nieustanne szukanie najlepszego rozwiązania to drugie. D’Antoni powinien pozostawiać jedną piątkę na dłuższy okres czasu, niż 3-4 spotkania. Z tak małej ilości obserwacji nie da się bowiem wyciągnąć jakichkolwiek wniosków. Zawodnicy muszą najpierw poczuć się komfortowo w nowym środowisku, zapoznać ze stylem gry pozostałych swoich kolegów i dopiero wtedy spróbować połączyć to wszystko w jedną całość. Pod wodzą Mike’a, często jednak nie mieli na to szans. To, że D’Antoni będzie szukał odpowiedniej rotacji było wiadome przed rozpoczęciem sezonu ale trwało to zdecydowanie za długo i właściwie nadal nie wiadomo, kto wyszedłby na parkiet w kolejnym spotkaniu.

Te negatywne aspekty jego pracy w sezonie , sytuacja w lutym (link) plus osoba Kobe’ego Bryanta, mogą przesądzić o jego przyszłości w Mieście Aniołów. W przypadku Black Mamby chodzi po prostu o styl gry. Gary Vitti ma spore wątpliwości co do tego, czy Kobe po powrocie z kontuzji, będzie w stanie nadążyć za ofensywną mentalnością zespołu tak samo, jak choćby na przełomie 2012 i 2013 roku. Gary domyśla się, że Kobe będzie wolał grać bliżej kosza, więcej izolacji i zdecydowanie wolniej, co w ogóle nie pasuje do koncepcji Mike’a. Być może gdyby nie Achilles, a później kolano to Black Mamba brałby aktywny udział w kontratakach, grał picki, stawiał zasłony itd. ale w obecnej sytuacji, jeżeli ma być efektywny, to styl gry musi być dopasowany do niego. Bo przecież spot-up shooterem to Bryant nigdy nie będzie…

Nie mam wątpliwości co do tego, że Kobe będzie zdrowy i będzie w stanie grać na odpowiednim poziomie. Zastanawiam się jednak nad tym, jak będzie wyglądał jego styl gry albo o co poprosimy go, aby zrobił i co on sam będzie chciał robić na parkiecie? To jest dla mnie największe pytanie teraz. Nie sądzę bowiem aby był w stanie nadążyć za tymi atletycznymi młodymi dzieciakami.

Nie wiadomo więc, czy starcie z San Antonio Spurs – z którymi D’Antoni wielokrotnie mierzył się już w playoffs, było jego ostatnim w Lakers, a być może nawet i w całej lidze. Ten sezon był jednym wielkim koszmarem dla wszystkich i ciężko będzie zapamiętać z niego jakiekolwiek jasne punkty. Mike jednak postara się to zrobić.

Jestem z nich (chłopaków) dumny. Zrobili wszystko co mogli. Musieli zmagać się z okropnym sezonem ale nie marudzili, nie oddalili się od siebie i to mimo tego, że nie mieli za wiele wsparcia. Wykonali naprawdę dobrą robotę (…), a oglądanie m.in. rozwoju Roberta Sacre, osobowości Nicka i Ryana były naprawdę świetnym przeżyciem. Takie rzeczy, relacje z zawodnikami na pewno zapamiętam.

To jednak czy on wykonał wystarczająco dobrą robotę oraz czy będzie pasował do koncepcji Jeziorowców na kolejny sezon, zależy tylko i wyłącznie od Jima Bussa i Mitcha Kupchaka. Na pewno Mike starał się zrobić z tych Lakers najlepszy zespół, jaki mógł. I na początku sezonu na pewno mu się to udało i dał wszystkim nadzieję na playoffy. Podczas każdego timeoutu przypominał zawodnikom o tym, jak ważna jest obrona, uwolnił potencjał Xaviera Henry’ego, czy też pozwolił stać się Steve’owi Blake’owi prawdziwą maszynką do rozdawania asyst. Lakers byli na dobrej drodze do sprawienia ogromnej niespodzianki, a on sam był wczesnym kandydatem do nagrody Trenera Roku. Sezon zasadniczy trwa jednak sześć miesięcy i każdy z nich musi być udany, szczególnie na Zachodzie. To się niestety z różnych powodów nie udało i dlatego ostatnie dni, mogły być ostatnimi Mike’a D’Antoniego w NBA. Bo takie panują tutaj zasady.

Skomentuj