Co wyniknie z tak długiej przerwy Bryanta?

Opublikowane przez , 13 marca 2014 w Artykuły, Zawodnicy, 0 komentarzy

Kobe Bryant został w środę oficjalnie wykluczony z gry do końca sezonu. Taką informację podali Los Angeles Lakers, bazując na opinii Dr. Steve’a Lombardo. Lider Jeziorowców zatem będzie miał całe lato na wyleczenie się z kontuzji oraz przygotowanie do następnego sezonu, a przynajmniej na to liczy Gary Vitti oraz cały sztab medyczny. Obecny przypadek Bryanta wiąże się jednak z wieloma znakami zapytania i trzeba się zastanowić, czy i w jakiej formie będzie Kobe w następnym sezonie. Dwukrotny MVP Finałów NBA oryginalnie miał powrócić do gry po półtora lub maksymalnie dwóch miesiącach przerwy. Tymczasem mamy już marzec i nie słychać żadnych wieści, jakoby z pięciokrotnym mistrzem NBA było lepiej. Ciągle możemy za to przeczytać tą samą diagnozę: kolano Bryanta jeszcze się nie wyleczyło. Koniec. Czy jest jednak jakiś postęp? Jest ale bardzo niewielki. Bryant ćwiczy na orbitreku, a w niedalekiej przyszłości planuje również na bieżni. Nic więcej jednak nie wiadomo.

Nie jestem lekarzem i nie znam się na medycynie, a terminologia medyczna przyprawia mnie o zawał głowy ale mimo to, cała sytuacja zaczyna mnie zwyczajnie niepokoić. Bardziej spokojny już byłem po operacji ścięgna Achillesa, gdzie doskonale zdawałem sobie sprawę, że rehabilitacja potrwa długo ale ze względu na nowoczesne technologie, Kobe ma największe szanse ze wszystkich graczy, którzy doznali podobnego urazu, aby wrócić do gry w jak najlepszej formie. W tym wypadku jednak, Black Mamba nie przeszedł operacji, a kolano leczy się samoczynnie. Tak więc wszystko zależy tutaj od czasu, którego w tym sezonie dwukrotnemu królowi strzelców, po prostu zabrakło. Wiadomo, obrońca Jeziorowców ma już swoje lata, wiele przebieganych minut i godzin spędzonych na treningach ale fakt, że od trzech miesięcy nie widać postępu, jest zastanawiający. Stąd też pojawia się pytanie: jak długo jeszcze Kobe nie będzie mógł wznowić ćwiczeń związanych z koszykówką? Miesiąc, trzy, a może sześć? Nie mam pojęcia ale im dłużej to wszystko będzie trwało, tym gorzej, a właściwie trudniej dla Black Mamby.

Wszyscy doskonale wiemy, że Kobe jest profesjonalistą i zawsze utrzymuje swoje ciało w pełnej gotowości do gry. Ciężko przepracowywał każde lato będąc zawodnikiem National Basketball Association i nie oszczędzał się na treningach (może poza sezonem 2010 – 11). Wszystko po to, aby nie wypaść z rytmu i o każdej porze dnia i nocy, być gotowym do wsparcia swojej drużyny. Teraz jednak jest inaczej, a Kobe w tym sezonie przez trenował z drużyną tylko przez miesiąc, a następnie wystąpił tylko w sześciu meczach i to byłoby na tyle. Dodatkowo było w nich widać jaki jest „sztywny” i „zardzewiały”, co zresztą jest zrozumiałe. W sumie w ciągu ostatnich 11 miesięcy, Black Mamba miał kontakt z koszykówką tylko przez dwa z nich (a będzie musiał żyć bez niej jeszcze jakiś czas). Trudno więc stwierdzić, aby ten okres czasu w jakikolwiek sposób pomógł Kobe’emu w powrocie do formy. Z tego też powodu zastanawiam się, jak długo zajmie Bryantowi osiągnięcie swojego poziomu, gdy np. w październiku zostanie dopuszczony do gry przez lekarzy?

Oczywiście to był bardzo frustrujący i rozczarowujący sezon ale jestem wdzięczny za każde wsparcie, które otrzymałem od wszystkich. Zamierzam wrócić i być gotowy na rozpoczęcie kolejnego obozu przygotowawczego.

Prawda jest taka, że Vino będzie musiał wszystko zaczynać od nowa, a my fani, nie mam żadnego pojęcia ile czasu mu to zajmie. Dlatego też nie cieszy mnie fakt, że Bryant nie zagra już ani w marcu, ani w kwietniu bieżącego roku. Lakers w końcu grają o nic i ten ostatni miesiąc byłby dla niego idealnym czasem na to, aby móc zmierzyć się z najlepszymi zawodnikami w lidze, grającymi na najwyższym poziomie. Treningi z drużyną, czy też preseason to nie to samo, a Kobe potrzebuje wrócić do odpowiedniego rytmu, który mogą mu zapewnić tylko mecze NBA. Im ma mniej styczności z nimi i z koszykówką, tym fani prawdopodobnie będą musieli dłużej poczekać na dobrą grę swojego idola w przyszłości. Dużo lepszą informacją byłaby więc ta, w której Kobe wróciłby na kilka ostatnich spotkań w sezonie i bez stresu oraz zbyt dużego zaangażowania (które kosztowało go kontuzję w starciu z Grizzlies), mógłby nieco ponownie oswoić się ze swoją „pracą” i przystosować ciało do warunków.

Kobe Bryant w meczu przeciwko Phoenix Suns

Minusem tak długiej przerwy jest również ścięgno Achillesa oraz staw skokowy. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że Kobe dzięki temu ma więcej czasu na regenerację, z czym trudno się nie zgodzić ale równocześnie, te dwie części jego ciała są bardzo sztywne i w ogóle nie przystosowane do warunków panujących w lidze. Tak jak pisałem, nie jestem lekarzem ale wydaje mi się, że po pewnym okresie czasu, kolejne przesuwanie terminów nie ma już znaczenia i albo ze ścięgnem będzie wszystko w porządku, albo niestety w przyszłości znów się rozerwie. Dlatego też wydaje mi się, że dobrze byłoby aby powoli przyzwyczajało się do „życia zawodnika NBA”, a okolice kostki zostały nieco rozruszane. Gdyby Mambie udało się osiągnąć ten cel w obecnym sezonie, to jego przygotowania do następnego byłyby znacznie łatwiejsze, a on sam pewniejszy siebie.

Z mojej więc perspektywy, im Bryant jest dłużej poza grą, tym gorzej dla niego. Dużo łatwiej jest utrzymać formę poprzez ciągły wysiłek, indywidualne treningi itd. niż pauzować przez kilka-kilkanaście miesięcy, a później grać na oczekiwanym przez fanów, zarząd oraz samego Kobe’ego poziomie. MVP z 2008 roku będzie miał nie lada wyzwanie, aby osiągnąć szczyt swoich możliwości. Czeka go teraz bardzo długa droga – nawet jeszcze dłuższa niż po zerwaniu Achillesa. Z tego powodu celowanie przez Mitcha Kupchaka w lato 2015 roku ma sporo sensu. Szkoda tylko, że Bryant się niecierpliwy i nieracjonalnie podchodzi do całej sprawy. Ostatnio wypowiedział się, ze zarząd powinien natychmiast zbudować drużynę, liczącą się w playoffs, a nie czekać kolejny rok.

Pewnie, grajmy dalej do bani. Nie, absolutnie nie. To moja praca, żeby wyjść na parkiet i zaprezentować się jak najlepiej. Nie ma na to żadnej wymówki. To samo tyczy się zarządu. Takie same oczekiwania jakie oni mają wobec mnie, ja mam wobec nich. Trzeba potrafić znaleźć sposób aby pogodzić wszystko.

Kobe powinien zastanowić się jednak, czy podpisywanie na siłę wolnych agentów ma teraz jakiś sens? Czy ewentualne przyjście Carmelo Anthony’ego, który chyba jeszcze bardziej niż Black Mamba kocha grać izolacje, pomogłoby tej drużynie stać się lepszą? Czy podpisanie Luola Denga za ponad 10 milionów to dobry ruch? Nie wydaje się, aby ci gracze mieli znacząco zwiększyć szanse dla Lakers na zdobycie mistrzostwa. Dużo rozsądniejsze wydaje się więc być polowanie na Kevina Love’a, którego szanse na odejście z Minnesoty zwiększają się z każdym sezonem. Mitch co prawda może pomyśleć już nad podpisaniem niektórych zawodników na dłuższy okres czasu ale o finale NBA nie ma na razie żadnej mowy i Bryant powinien to zrozumieć. Tym bardziej, że sezon który miał być też dla niego samego przejściowy (czyt. ), zakończył się na sześciu spotkaniach, a to oznacza, że swojej formy będzie szukał w kolejnych rozgrywkach, co może potrwać bardzo długo. Skoro więc i fani i on sam już tak długo czekają na lepsze dni, to ten jeszcze jeden sezon udręki, nie powinien być aż tak wielką przeszkodą. Pośpiech jest złym doradcą zarówno w przypadku kontuzji, jak i zarządzaniu drużyną.

Tagi:

Skomentuj