Co dalej ze zmianami w piątce Byrona Scotta?

Opublikowane przez , 31 grudnia 2015 w Artykuły, Podsumowania, 1 komentarz

Ostatni miesiąc 2015 roku wreszcie dobiegł końca. Los Angeles Lakers zdołali wygrać w nim zaledwie cztery z 17 rozegranych spotkań. Wszystko więc właściwie zgodnie z przewidywaniami, gdyż mając na uwadze poziom koszykówki granej przez Jeziorowców oraz aż 13 wyjazdów, to nie mogło się skończyć inaczej. Należy jednak pamiętać o tym, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W końcu bowiem ten miesiąć w jakimś stopniu przybliżył Lakers do utrzymania picku. Z bilansem 6-27 zajmują oni ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej i przedostatnie w całej NBA. Gorsi są tylko gracze Philadelphii 76ers, którzy odnieśli do tej pory trzy zwycięstwa, z czego jedno przeciwko 16-stokrotnym mistrzom NBA.

Byron Scott po beznadziejnym listopadzie nie zamierzał się wcale poddawać i postanowił wprowadzić pewne zmiany. Stąd też w pierwszej piątce zamiast Juliusa Randle’a i D’Angelo Russella, mogliśmy oglądać Larry’ego Nance’a Jr. oraz Lou Williamsa. Ta decyzja jednych uszczęśliwiła, a drugich podirytowała. W tej drugiej grupie znaleźli się oczywiście „przegrani” w tej sytuacji, czyli Randle i Russell, którzy do tej pory nie kryją swojej frustracji. Byron Scott przyznaje jednak, że cieszy go taka postawa swoich podopiecznych. Uważa bowiem, że nie powinni oni być zadowoleni z takiego obrotu spraw. Czas jednak aby zapracowali na wyjście w pierwszej piątce. Problem jest jednak taki, że oboje uważają, że już to zrobili.

I po części trudno się z nimi nie zgodzić – Lakers ogólnie grają tak beznadziejnie, że trudno porównywać ze sobą zawodników. Każdy z nich na swój sposób zawodzi i nie jest tym, kim chcielibyśmy aby był. A już na pewno Lou Williams, który absolutnie nie zasłuszył na rozpoczynanie meczów kosztem Russella. Przecież Sweet Lou to był jeden ze słabszych punktów Jeziorowców w pierwszym miesiącu rozgrywek NBA. Tymczasem jednak nie da się ukryć, że ostatecznie Scott może się wybronić z tej decyzji. W tych 13 rozegranych meczach bowiem, Lou rzucał na lepszej skuteczności (44.1%* przeciwko 37.1%, w tym 37.9% przeciwko 30.1% zza łuku). Jeżeli natomiast chodzi o jego postawę według statystyk na 36 minut gry, to tutaj co prawda zdobywał on o 2.2 punktów mniej ale wpływ na to na pewno miało jego mniejsze wykorzystanie (18.5% zamiast 22.9%). Sam wskaźnik Player Impact Estimate wzrósł z 8.4 do 9.2%. W jakimś więc stopniu Williams nieco odżył grając u boku Kobe’ego Bryanta. Ale i tak w obecnym sezonie, priorytetem powinno być ogrywanie młodzieży, w tym D’Angelo Russella, który pod wodzą Scotta, właściwie od początku jest winny słabym wynikom drużyny.

Ten natomiast w 11 spotkaniach rozegranych z ławki, również zrobił pewne postępy. Choć jego skuteczność spadła z 40.6% do 40% (w tym z 33% do 30.6% zza łuku), tak jednak według statystyk na 36 minut gry, zaczął on notować więcej asyst (4.7 przeciwko 4.1) oraz zdobywać większą ilość punktów (16.9 przeciwko 14.7). Jego wskaźnik +/- z -10.8 polepszył się na -5.7. Szczególnie z dobrej strony pokazał się w konfrontacji z Timberwolves, Spurs, Bucks, w czwartej kwarcie świątecznego meczu z Clippers oraz ostatnio z Celtics. Wpływ na to wszystko na pewno ma fakt, że spędza on mniej minut na parkiecie z Kobe Bryantem – a co za tym idzie, większe jest jego wykorzystanie (24.8% przeciwko 21.7%). Sam Russell natomiast przyznał po jednym z pierwszych meczów w roli rezerwowego, że ruch piłki wśród zawodników 2nd unit jest lepszy niż wśród graczy pierwszej piątki. Miał on tutaj oczywiście na myśli Vino, który uwielbia grać izolacje i zatrzymywać grę dla siebie.

D'Angelo Russell podczas świątecznego starcia Lakers z Clippers

Nie chcesz cały czas rozpoczynać meczów z ławki. Nie chcę nikogo obrazić tutaj ale chcesz czuć tę przewagę nad innymi, że powinieneś startować w pierwszej piątce.

Skoro już jesteśmy przy Bryancie, to choć jego wykorzystanie w grudniu również było największe wśród wszystkich Jeziorowców (aż 31.7%), tak sam Kobe grał zdecydowanie bardziej efektywnie niż w poprzednim miesiącu. W porównaniu do listopada notował on prawie cztery oczka więcej oraz trafiał 7.6% rzutów więcej ( w tym o 9.5% na dystansie) w 30 minut, które spędzał na parkiecie (o dwie minuty mniej). Plusem było też to, że nie była dla niego problemem duża ilość meczów rozgrywana w krótkim czasie (szczególnie na początku miesiąca), czy też spotkania typu back-to-back. Bryant był raczej gotowy na każde starcie i nie da się ukryć, że był to dla niego zdecydowanie lepszy okres gry niż w listopadzie. Wskaźnik Player Impact Estimate podskoczył w jego przypadku z 5.5 do 9.4%.

O Black Mambie jednak więcej już pisałem w artykule z 28 grudnia (link). Uwagę chciałbym jednak poświęcić innemu zawodnikowi złota i purpury, który bez wątpienia na nią zasługuje – Larry’emu Nancowi Jr. Już w listopadzie zrobił na wszystkich bardzo dobre wrażenie i udowodnił, że ze wszystkich wybranych przez Lakers zawodników w drafcie 2015 roku, to on jest najbardziej gotowy do gry na zawodowym poziomie. Jako starter tylko to potwierdza. Ma dobre wyczucie co do zbiórek (zbiera 11.6% możliwych do zebrania piłek), wie kiedy ściąć pod kosz, stawia dobre zasłony i ogoólnie – robi wszystkie małe, drobne rzeczy, które są niezwykle pomocne dla innych. Do tej pory w 13 spotkaniach, w których wyszedł w pierwszej piątce, PER 36 notował średnio 10.9 punktów na 55.8% skuteczności, do których dokładał 7.9 zbiórek. Najlepsze chyba jednak dopiero przed nami. Z meczu na mecz bowiem Nance Jr. się rozkręca i gra z coraz większą pewnością siebie. Przełomowym momentem było dla niego starcie z Memphis Grizzlies, w którym zdobył 17 oczek i zebrał 11 piłek. Natomiast dzień później w Charlotte dołożył 11 punktów i 7 zbiórek. To naprawdę dobrze rokuje na przyszłość. Nie sądzę co prawda, że Larry jest materiałem na pierwszą piątkę ale wydaje mi się, że za kilka lat może on być naprawdę efektywnym zawodnikiem grającym z ławki i kluczową postacią w każdej ekipie. Jest to facet od brudnej roboty, który na parkiecie robi dosłownie wszystko i każdego wieczoru daje z siebie ponad 100%. A już o umiejętności latania nad obręczą nie wspomnę. Zresztą zobaczcie sami…

No dobra, a co z ostatnim graczem, który brał udział w zmianach Scotta – Juliusem Randle’em? Temu według statystyk ta zmiana średnio wyszła na dobre, a sam zawodnik solidne spotkania przeplatywał słabymi. Z ławki co prawda notował on PER 36 16.3 punktów (o 1.5 więcej) oraz 14.6 zbiórek (o 2.9 więcej), a jego wykorzystanie wzrosło z 21.3 do 25.1% ale spadły natomiast jego skuteczność z 43.3% do 38.5%, a także wskaźnik Player Impact Estimate, który po 12 spotkaniach w roli rezerwowego, wyniósł 9.8% (11.1% jako starter). To oznacza, że ogólnie według statystyk ma on mniejszy wpływ na przebieg meczu, gdy wchodzi z ławki, niż gdy jest częścią pierwszej piątki. W przypadku Larry’ego Nance’a Jr. z kolei, przesunięcie go do podstawowego składu nie miało żadnego wpływu na jego zaangażowanie w wydarzenia na parkiecie.

Ale do czego to wszystko tak naprawdę prowadzi? Właściwie… do niczego. Lakers nie tylko przegrali znaczną większość spotkań w grudniu ale zrobili to grając naprawdę słabo. I już nie chcę tutaj wspominać tych dwóch meczów z Oklahomą City Thunder, które były po prostu upokarzające. W grudniu Jeziorowcy spadli na 29 miejsce pod względem efektywności w ataku i 30 jeżeli chodzi o defensywę – tak, tą samą defensywę, którą Byron Scott chciał naprawić przychodząc do zespołu przed sezonem 2014/15. Prawda jest więc taka, że zmiany w rotacji tutaj nic nie pomogą. Problem jest przede wszystkim w trenerze, który jest kompletnie nieobeznany z bieżącą sytuacją w lidze i którego metody szkoleniowe po prostu się nie sprawdzają. Nie uważam bowiem, żeby Lakers byli aż tak słabym zespołem, żeby wygrać tylko 5 z 37 rozegranych spotkań. A już na pewno nie tak słabym, żeby być na przedostatnim miejscu w lidze pod względem ataku (wszak talentu ofensywnego mu nie brakuje). W drużynie po prostu panuje chaos i nikt nie jest w stanie zrobić z nim porządek. Skoro jednak tak jest, to niech przynajmniej młodzi gracze dostają jak najwięcej minut w każdym meczu i ogrywają się na poziomie NBA, aby jak najwięcej mogli wynieść z tego sezonu. Czy jednak Byron wreszcie to zrozumie? Czy może nadal zacznie kombinować i wprowadzać nic nie znaczące dla wyników zmiany w rotacji? Cóż, o tym najprawdopodobniej przekonamy się w styczniu nowego roku.

* – Williamsa w dużym stopniu uratował tutaj ostatni mecz z Celtics.

1 komentarz

  1. StaryFan

    http://espn.go.com/nba/tradeMachine?tradeId=jeu7gwf

    Wszyscy dostają to czego im potrzeba.

    Aaa 43 pick HR i 22 BC wędrują do LAL.

Skomentuj