Co czeka Lakers na początku nowego roku?

Opublikowane przez , 1 stycznia 2016 w Artykuły, Zapowiedzi, 0 komentarzy

Po pożegnaniu starego roku spotkaniem z Boston Celtics, czas powitać nowy, miejmy nadzieję lepszy rok dla organizacji 16-stokrotnych mistrzów NBA. Co prawda nic od razu się nie zmieni na lepsze w Jeziorowcach ale jako fani, musimy liczyć na to, że być może już za kilka miesięcy Lakers zrobią kolejny ważny krok na drodze swojej przebudowy i dołożą następną cegiełkę, która pomoże im w przyszłości wrócić do czołówki. Póki co jednak zawodnicy Byrona Scotta będą musieli przejść przez styczeń, który powinien być dla nich zdecydowanie bardziej przyjemnym miesiącem niż grudzień. A to dlatego, że aż 12 z 17 pojedynków rozegrają przed własną publicznością w Staples Center. Zupełnie odwrotnie więc niż to miało miejsce w ostatnich 31 dniach 2015 roku. Czy to im pomoże poprawić swój bilans? Być może, choć trzeba mieć na uwadze to, że w wielu z tych starć, Lakers spotkają się z bardzo wymagającymi rywalami, którzy są pewniakami w awansie do playoffs walczą o jak najwyższe miejsca w swoich konferencjach.

Początek miesiąca jednak powinien być całkiem przyjemny. Już dziś bowiem ekipa z Kalifornii zmierzy się w rewanżu z graczami Philadelphii 76ers, którzy na początku grudnia upokorzyli ich w hali Wells Fargo Center. Teoretycznie Jeziorowcy powinni być stawiani w roli faworyta w tej konfrontacji, aczkolwiek ostatnie dwa zwycięstwa Sixers na wyjeździe z Suns i Kings pokazały, że jednak nie należy aż tak lekceważyć najgorszego zespołu w całej lidze. Jeżeli Lakers zagrają tak jak z Celtics, to całkiem możliwe że zanotują drugą wygraną z rzędu. Ale czy są w stanie spisać się tak samo dobrze? Zobaczymy.

Dwa dni później do Staples Center przyjadą zawodnicy Phoenix Suns, którzy ostatnio doznali bolesnego osłabienia. Eric Bledsoe nabawił się kontuzji kolana i musiał przejść operację, która wykluczyła go z gry do końca sezonu. Słońca więc już niemal na pewno nic nie zwojują w tym sezonie. Obecnie z bilansem 12 zwycięstw i 23 porażek zajmują 13 miejsce w Konferencji Zachodniej, a ich seria siedmiu przegranych z rzędu mówi właściwie wszystko. Przy dobrych wiatrach, Lakers będą w stanie również ich pokonać i tym samym odnieść trzy zwycięstwa z rzędu.

Na więcej jednak raczej nie ma co liczyć, bowiem 5 stycznia w Los Angeles zawitają obecni mistrzowie NBA – Golden State Warriors, a to oznacza pogrom. I to nawet pomimo tego, że Jeziorowcy będą gospodarzami. Z kolei dwa dni po tym pojedynku, czekać na nich będzie pierwszy wyjazd w tym roku. W hali Sleep Train Arena rozegrają mecz z Sacramento Kings, z którymi przegrali już tam na początku rozgrywek. Królowie jednak, podobnie jak i Słońca, nie imponują w bieżącym sezonie. Z bilansem 12 zwycięstw i 20 porażek zajmują 10 miejsce na Zachodzie. Mają oczywiście ciągle szanse na awans do playoffs ale jak na razie na niego nie zasłużyli. Nie zmienia to jednak faktu, że w konfrontacji z ich odwiecznym rywalem będą stawiani w rolu faworytów, a DeMarcus Cousins, Rudy Gay i Rajon Rondo z pewnością zrobią swoje.

Jordan Clarkson podczas październikowego starcia Lakers z Kings

Nie inaczej też będzie następnego dnia, gdyż Lakers po raz trzeci w tym sezonie zmierzą się z zawodnikami Oklahomy City Thunder. Co prawda znów wystąpią w roli gospodarza ale jak pokazał nam mecz z 23 grudnia, dla Kevina Duranta i spółki nie będzie miało to żadnego znaczenia. Trzeba więc przygotować się na kolejną srogą lekcję od podopiecznych Billy’ego Donovana. W niedzielę 10 stycznia z kolei być może będzie trochę lepiej (z naciskiem na trochę), gdyż rywalem Jeziorowców będą koszykarze Utah Jazz. Ci obecnie utrzymują ósmą lokatę w Konferencji Zachodniej i to pomimo ujemnego bilansu 14 zwycięstw i 17 porażek. Jazzmani mają jednak pewne problemy z urazami i Quin Snyder musi kombinować z rotacjami, aby utrzymać swój ponadprzeciętny atak i średnią defensywę. W starciu z Lakers nie powinni mieć jednak żadnych problemów.

Bardziej optymistycznie można za to nastawiać się na wtorek 12 stycznia. W Staples Center zobaczymy bowiem graczy New Orleans Pelicans, którzy są prawdziwym rozczarowaniem w obecnym sezonie. Zajmują oni przedostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej, a ich bilans 3 zwycięstw i 15 porażek na wyjazdach powoduje, że to będzie dobra okazja dla Jeziorowców do odniesienia wygranej. Głównym problemem Pelikanów jest ich obrona, która jest na przedostatnim miejscu w NBA (gorsza jest tylko ta od Lakers). Ich atak natomiast ma się przyzwoicie, gdyż znajduje się w pierwszej piętnasce. Jest on więc znacznie lepszy od tego, który prezentują koszykarze złota i purpury. Niemniej jednak i tak wydaje się, że to spotkanie będzie należało do Kobe’ego Bryanta i spółki.

Za to na pewno inaczej będzie w dwóch kolejnych pojedynkach złota i purpury. Najpierw bowiem 14 stycznia na wyjeździe zagrają z Golden State Warriors, a dwa dni później w sobotę ponownie z zawodnikami Utah Jazz, z tym że tym razem w hali Vivint Smart Home Arena. Z kolei 17 stycznia, zmęczeni po konfrontacji w Salt Lake City, czeka ich powrót do domu na spotkanie z Houston Rockets, z którymi jak na razie przegrali oba pojedynki w obecnych rozgrywkach. Prawdopodobnie więc to samo czeka ich i tym razem, aczkolwiek nie oznacza to, że Rakiety mają się dobrze. Nadal bowiem rozczarowują i z bilansem 16-18 są na siódmym miejscu na Zachodzie. Ponadto przegrali ostatnie trzy mecze z rzędu, a ich obrona nadal jest ogromnym zmartwieniem dla trenera J.B. Bickerstaffa.

Kobe Bryant w spotkaniu Rockets z Lakers z 17 grudnia

Następnie Jeziorowców czekają trzy dni odpoczynku, po których po raz trzeci w tym sezonie zmierzą się z graczami Sacramento Kings. Tym razem jednak w Staples Center, więc być może przynajmniej spróbują nawiązać wyrównaną walkę. W piątek 22 stycznia natomiast spotkają się u siebie z San Antonio Spurs, którzy nadal są jedną z dwóch drużyn, która jest niepokonana przed własną publicznością (19-0). Na wyjeździe natomiast Ostrogi spisują się znacznie gorzej, bo wygrały tylko 9 z 15 rozegranych meczów ale nie trzeba tutaj być żadnym odkrywcą, żeby stwierdzić, że Lakers i ta nie będą stanowili dla nich żadnej przeszkody.

Dzień później podopieczni Byrona Scotta w hali Moda Center zmierzą się z graczami Portland Trail Blazers, z którymi zdążyli już dwukrotnieprzegrać. Blazers mimo ogromnych zmian w czasie offseasonu nie spisują się aż tak źle, jak wielu przypuszczało. Obecnie z bilansem 14 wygranych i 21 porażek są na 9 miejscu – tuż za Utah Jazz. Choć na wyjeździe grają słabo (6-15), tak jednak u siebie spisują się całkiem nieźle (8-6), a ich ofensywa (mając szczególnie na uwadze skład zespołu), jest wręcz rewelacyjna. Ekipa z Oregonu zajmuje szóste miejsce w całej NBA pod względem efektywności w ataku, zdobywając średnio 106 punktów na 100 posiadań. Świetnie spisuje się nie tylko Damian Lillard ale także C.J. McCollum, który zdobywa 21 punktów w każdym pojedynku i to na 40.4% skuteczności zza łuku. Stąd więc drużynę Byrona Scotta chyba czeka kolejna porażka z podopiecznymi Terry’ego Stottsa. Na szczęście w razie czego będzie to już ich ostatnia z Blazers w tym sezonie.

Ostatnie cztery spotkania w styczniu Jeziorowcy rozegrają w Los Angeles ale za to z bardzo wymagającymi rywalami. Najpierw we wtorek 26 stycznia spotkają się z graczami Dallas Mavericks, którzy walczą o trzecie miejsce na Zachodzie z Thunder i Clippers, a z kolei 28 stycznia do Staples Center przyjedzie Pau Gasol i jego Chicago Bulls. To może być pierwsze starcie pomiędzy Kobe Bryantem i Hiszpanem, od czasu przejścia tego drugiego do ekipy z Wietrznego Miasta. Skoro już przy niej jesteśmy, to warto tutaj wspomnieć, że zajmuje ona obecnie czwarte miejsce na Wschodzie, a swoje mecze wbrew wszelkim oczekiwaniom nadal wygrywa tylko i wyłącznie dzięki defensywie (czwarte miejsce w lidze, 101.1 oczek na 100 posiadań). Atak Freda Hoiberga natomiast w ogóle nie funkcjonuje (27 miejsce, 102.2 punkty na 100 posiadań) i dlatego też mówi się, że Bulls handlują niemal wszystkimi zawodnikami, za wyjątkiem Jimmy’ego Butlera, który jest ich pierwszym strzelcem. Podsumowując więc, jeżeli Bulls zatrzymają atak Lakers, to niemal na pewno odniosą wygraną. Jeżeli jednak Kobe i spółka jakimś cudem znajdą sposób na defensywę Byków, to może czekać nas ciekawe starcie tych dwóch ekip.

Pau Gasol przeciwko Robertowi Sacre w meczu Bulls z Lakers z poprzedniego sezonu

Dzień później, czyli w piątek 29 stycznia Lakers wystąpią w roli gościa i po raz drugi w tym sezonie zmierzą się z Clippers, przeciwko którym prawie udało im się zanotować wspaniały comeback 25 grudnia. Doc Rivers pewnie jednak już wyciągnął odpowiednie wnioski i nie dopuści do podobnej sytuacji w ostatni piątek miesiąca. A na koniec 31 stycznia w niedzielę w Staples Center zobaczymy graczy Charlotte Hornets, którym 28 grudnia 2015 roku we własnej hali udało się pokonać ekipę z Miasta Aniołów. W tym meczu o wszystkim zadecydowały jednak dopiero ostatnie minuty gry, także możliwe, że w rewanżu będziemy świadkami równie emocjonującego pojedynku i nawet jeśli Jeziorowcy go przegrają, to jako fani nie będziemy mieć powodu do wstydu.

Jak jednak w każdym dotychczasowym miesiącu sezonu 2015/16, i w styczniu Los Angeles Lakers odniosą sporą liczbę porażek. Plus jest jednak taki, że więcej czasu spędzą w domu, we własnej hali, a co za tym idzie – będą mogli poświęcić więcej czasu na treningi. Być może coś one wniosą do ich gry, a być może po raz kolejny tylko potwierdzi się to, że Byron Scott jest kiepskim trenerem. Póki co w grze Jeziorowców mogliśmy już oglądać zagrywki z Triangle Offense, Princeton Offense, 1-4 Offense i Horns, czyli właściwie wszystko i nic. A o defensywie to już nawet nie będę wspominał. Może pora aby Scott wreszcie uporządkował to wszystko, a zespół mógł zacząć być z czymś konkretnym utożsamiany, a nie z mieszanką indywidualności i brakiem ładu. A jak nie teraz, to przynajmniej w późniejszym okresie tego nowego, 2016 roku. Oby w Jeziorowcach wreszcie zaczęło się dziać coś dobrego, czego oczywiście sobie i Wam szczerze życzę.

Skomentuj