Playbook: Jak to obrona Lakers wygrała mecz z Jazz

Ostatnie spotkanie pomiędzy Utah Jazz i Los Angeles Lakers wreszcie dało nam malutką nadzieję na to, że może jednak Jeziorowcy nie będą najgorszą drużyną w NBA. Po tym jak przegrywali nawet 22 punktami w pierwszej połowie, Kobe’emu Bryantowi Ronniemu Price’owi i spółce udało się wykonać świetny comeback w trzeciej kwarcie. Wszystko dzięki defensywie, za sprawą której Lakers zdobyli kilka łatwych punktów z kontrataków i zbliżyli się do swojego rywala. W tej trzeciej odsłonie gry co prawda nie grali już Derrick Favors oraz Gordon Hayward, a Dante Exum pokazał, że wciąż przed nim jest jeszcze długa droga do stania się wartościowym graczem w lidze ale zwycięstwo i tak może cieszyć, szczególnie gdy przypomnimy sobie, jakim wynikiem kończyły się wcześniejsze pojedynki zespołu z Kalifornii. Co więc takiego zrobili podopieczni Byrona Scotta, że udało im się odwrócić losy spotkania? Właściwie to nic nadzwyczajnego – po prostu byli agresywniejsi (szczególnie przy pick & rollach) oraz poprawnie wykonywali założenia taktyczne swojego szkoleniowca, przez co wprawili w zakłopotanie ekipę z Salt Lake City. Do tego na zupełnie innym poziomie grał rozgrywający Ronnie Price i jak dla mnie to on był bohaterem tego starcia. W końcu w samej trzeciej ćwiartce rozdał 6 asyst i zanotował 3 przechwyty, po których punktowali koszykarze złota i purpury. Jego wysiłek miał ogromny wpływ na przebieg wydarzeń na parkiecie i często było tak, że to właśnie Price był inicjatorem jakiegoś defensywnego zagrania. Nic więc dziwnego, że Kobe Bryant był pod wrażeniem energii oraz serca do gry tego 31 – latka.

Czytaj więcej

Playbook: Princeton Offense

Podczas oficjalnej konferencji prasowej Byrona Scotta dowiedzieliśmy się, że choć ofensywa zespołu będzie składała się ze wszystkiego tego, co stosował on w Nets, Hornets i Cavs, tak głównym jej punktem będzie kilka wariantów Princeton Offense. Tak – jest to ta sama taktyka, którą Mike Brown i Eddie Jordan zastosowali na początku sezonu 2012-13 ale nie będzie to jej pełne wydanie. Mimo to bardzo się cieszę, że będziemy mogli ponownie ją oglądać w wykonaniu złota i purpury. Lakers we wspomnianym sezonie choć wygrali tylko jedno z pięciu pierwszych rozegranych spotkań, tak w ataku wyglądali naprawdę nieźle jak na taki krótki okres czasu ćwiczenia ofensywy, a świadczy o tym ich ORTg – 106.7 punktów na 100 posiadań (9 miejsce w lidze). Do tego Kobe Bryant czuł się w niej jak ryba w wodzie, gdyż ułatwiała mu ona zdobywanie punktów. W pierwszym meczu przeciwko Dallas Mavericks, Black Mamba trafił 11 na 14 oddanych rzutów (22 oczka), w drugim zdobył 30 punktów przeciwko Blazers, następnie zaaplikował 40 miejscowym rywalom Jeziorowców, a w kolejnych dwóch dodał od siebie odpowiednio 15 i 29 oczek. Średnia to 27.2 punkty na mecz. Kobe więc na pewno cieszy się z tego, że znów będzie miał okazję uczestniczyć we sprawdzonych schematach, które uwidocznią jego silne strony.

Princeton Offense wymaga ciągłego ruchu ze strony zawodników. Schematy tej ofensywy polegają na nieustannym ścinaniu pod kosz, stawianiu sobie zasłoń, szukaniu okazji do podania i co najważniejsze, czytaniu obrony rywali. Jest to system typu read & react – tak samo jako trójkąty stosowane przez Phila Jacksona. Wymaga więc od zawodników dobrej współpracy oraz tego, aby potrafili wyłamać sie z danego schematu, jeżeli dostrzegą korzystną sytuację do zdobycia punktów. Tym samym akcje nie mają „końca”, punktu kulminacyjnego, w którym zawodnik zmuszony jest do oddania rzutu, co jest charakterystyczne np. dla Horns, które rok temu omawialiśmy na naszej stronie (link). Princeton Offense uczy więc przede wszystkim ruchu bez piłki, co jest szczególnie ważne dla graczy, którzy przychodzą z draftu i muszą przestawić się z bycia dominującym punktem w ataku, na bycie jedną z jej części. Choć w NBA nie można grać pełnej wersji tej ofensywy tak jak na uniwersytecie (ze względu na krótszy zegar), tak jej odpowiednie warianty i rozwiązania wystarczają do siania zamętu w szeregach defensywy rywali i regularnego zdobywania punktów. Poza tym charakterystyczne dla niej jest to, że nie dzieli się tutaj zawodników na rozgrywającego, rzucającego obrońcę, czy też niskiego i silnego skrzydłowego. Każdy jest równy sobie i powinien potrafić wykonać podstawowe założenia taktyczne (stawianie zasłoń, ścięcia), a także posiadać podstawowe umiejętności (wykonać dokładne podanie, przyzwoicie rzucać na półdystansie).

Czytaj więcej

Playbook: Defensywne problemy Lakers

Problemy Lakers w obronie ciągną się już właściwie od połowy grudnia ale ostatnio drużyna Mike’a D’Antoniego przekroczyła wszelkie możliwe granice w bronieniu dostępu do własnego kosza. Spotkania z Sacramento Kings, New Orleans Pelicans, Denver Nuggets, Los Angeles Clippers, Oklahomą City Thunder i San Antonio Spurs były po prostu okropne pod tym względem, a wymienione zespoły grając z Lakers, czuły się po prostu jak na sparingu. Jeziorowcy dawno nie zaliczyli serii tak fatalnych występów w defensywie, pozwalając swoim przeciwnikom dosłownie na wszystko – ofensywne zbiórki, punkty spod kosza, rzuty z niepilnowanych pozycji itp. O ile w styczniu ich defensywę można było usprawiedliwiać kontuzjami, a w efekcie zaburzeniem chemii itp. to na tracenie 130 punktów w meczu po prostu nie ma już wymówki. Lakers nie mają w swoim zespole tytanów defensywnych i dlatego powinni swoje braki nadrabiać zaangażowaniem i poświęceniem – tak jak to miało miejsce na początku sezonu. Zawodnicy jednak ewidentnie nie dbają już o wyniki swojej ekipy i zamiast tego, wolą zachowywać siły na ofensywę. Jest to widoczne gołym okiem, choć nie jedynym powodem tak okropnej ich postawy. Do tego dochodzi kilka innych czynników, przez które Lakers stali się co dla niektórych „chłopcami do bicia”. Tym samym nawet mimo realizowanych defensywnych założeń (ice’owaniu pick & rolli, zmuszaniu rywali do dryblingu w stronę linii końcowej, przerzucaniu ciężaru na stronę, po której jest piłka) Lakers są po prostu bardzo słabi.

Czytaj więcej

Playbook: Geniusz w rysowaniu zagrywek?

Stephanie Brown i Jordan Sheldon z Bloomberg Sports postanowili zająć się skutecznością zagrywek stosowanych przez trenerów po przerwach na żądanie. Naliczyli oni liczbę czasów wziętych przez coachów, po których drużyna grała konkretny schemat ofensywny i obliczyli ilość zdobywanych punktów na 100 posiadań oraz ich prawdziwą skuteczność. Dane te następnie porównali z ilością punktów zdobywanych na 100 posiadań w zagrywkach rozpoczynanych po przeprowadzeniu piłki przez połowę. Tym sposobem okazało się, że Mike D’Antoni jest jednym z dwóch najlepszych trenerów w NBA w rysowaniu odpowiednich schematów, które mają na celu uwolnić zawodnika od obrońcy i ułatwić mu zdobycie dwóch punktów. Na pierwszym miejscu ze sporą przewagą znalazł się Marc Jackson z Golden State Warriors.

Z tego powodu postanowiłem zebrać kilka niezłych zagrań Jeziorowców z tego sezonu po przerwach na żądanie i pokazać Wam geniusz Mike’a D’Antoniego. Ogólnie Lakers bardzo często po timeoutach grają różne warianty Horns, zmieniając czasami przebieg standardowego zagrania. Jako że tego typu zagrywki były już omawiane, nie będziemy ich ponownie analizować, a zamiast tego pod lupę weźmiemy te akcje, w których zawodnicy z Miasta Aniołów zagrali inaczej niż zwykle. Co najważniejsze, większość tych akcji dotyczy wyrównanych końcówek meczów, a więc sytuacji w której najbardziej pożądana jest kreatywność trenera.

Czytaj więcej

Playbook: Pick & Roll z Jordanem Hillem

Przesunięcie Jordana Hilla do pierwszej piątki i granie nim wraz ze Steve’em Blake’iem, pozwoliło Mike’owi D’Antoniemu na stosowanie jego najpopularniejszej i ulubionej zagrywki – pick & rolla. Zawodnicy tacy jak Pau Gasol i Chris Kaman pokazali we wcześniejszych meczach, że dużo bardziej preferują ustawić się po zasłonie do rzutu z półdystansu, niż ścinać pod kosz. Jordan Hill jest jednak inny od wyżej wymienionej dwójki i wydaje się, że idealnie realizuje założenia taktyczne trenera. Nie ma właściwie akcji, po której były center Houston Rockets nie rollowałby pod kosz po postawieniu zasłony partnerowi z drużyny. Jego gra pick & rolla z Blake’iem była w ostatnich spotkaniach naprawdę bardzo efektywna i przyjemna dla oka. Zresztą nie ma się co dziwić. Steve wskoczył na wyższy poziom w rozgrywaniu piłki pod wodzą D’Antoniego, a Hill jest w 10 najlepszych rolllujacych w NBA. Według mySynergySports Jordan na 23 próby, skutecznie wykończył 17 z nich (74%) co daje mu 8 pozycję w lidze. Między innymi stąd też taki wysoki wskaźnik efektywnośći ofensywnej gracza złota i purpury (ORtg 127). Mimo, że Jordan nie ma jakiś wybitnych umiejętności w ataku, to jego waleczność na desce, agresywność przy graniu picków i oczywiście ciągła aktywność na parkiecie pozwoliły mu być jak na razie jednym z najskuteczniejszych zawodników w ataku. W dzisiejszym playbooku skupimy się jednak tylko na pick & rollach, gdyż są to teoretycznie najprostsze i najpowszechniejsze zagrywki stosowane w National Basketball Association. Mimo ich popularności wydaje się, że dopiero od czterech spotkań fani Lakers mogą cieszyć się ich egzekucją.

Czytaj więcej

Playbook: Najlepsza defensywna piątka?

W spotkaniu z Utah Jazz, Mike D’Antoni pod koniec pierwszej kwarty wystawił prawdopodobnie swoją najlepszą defensywną piątkę. Na parkiecie przebywali wtedy Wesley Johnson, który został ustawiony jako silny skrzydłowy, Jordan Hill, Xavier Henry, Jodie Meeks oraz rozgrywający Jordan Farmar. Jeziorowcy dzięki tym zawodnikom byli bardzo aktywni, szybcy i zwinni w obronie. W pierwszej połowie zdołali zatrzymać koszykarzy Tyrone’a Corbina na zaledwie 8 oczkach w przeciągu ośmiu minut gry. Jazz trafili w tym czasie tylko raz z dystansu, raz spod kosza i zaledwie trzy rzuty osobiste. Ich skuteczność z pola wyniosła w sumie nieco ponad 22% (FG 2/9). Poza tym drużyna z Salt Lake City popełniła aż 6 strat, z czego cztery były efektem dobrej defensywy ekipy z Kalifornii. Zawodnicy z Utah byli wyraźnie zagubieni i zaskoczenie postawą 16 – krotnych mistrzów NBA.

Koniec pierwszej ćwiartki i początek drugiej był najlepszym okresem gry Lakers w obronie w meczu. Praktycznie w każdej akcji można było zobaczyć zaangażowanie, spryt, dynamikę i stosowanie odpowiednich schematów. Gra po tej stronie parkietu sprawiała zawodnikom Mike’a D’Antoni prawdziwą przyjemność i mimo, że nie obyło się bez paru błędów, to jak najbardziej można zaliczyć ten występ do udanych.

Czytaj więcej

Playbook: Pau i Steve jako rozgrywający

Za nami drugi mecz preseasonu i kolejny zestaw nowych zagrań do przeanalizowania. Jeżeli ktoś po meczu z Warriors bał się, że z Gasolem i Nashem gra będzie wyglądała gorzej, to może odetchnąć z ulgą. Pau i Steve po mistrzowsku rozgrywali piłką, kreując wiele znakomitych okazji do zdobywania punktów dla swoich kolegów. Byli bardzo jasnymi punktami drużyny z Kalifornii, która grała płynnie, dynamicznie i przede wszystkim z pomysłem. Do szczęścia zabrakło tylko skuteczności, która prawdopodobnie była taka słaba, ze względu na mecz back-to-back. Mimo to z pierwszej połowy można było wybrać wiele dobrych i skutecznych zagrywek. Mike D’Antoni przygotował dla swoich podopiecznych ciekawy wachlarz rozwiązań i z meczu na mecz powinien on wyglądać coraz ciekawiej.  Można być zadowolonym z tego jak Lakers pracowali przy każdej akcji i starali się znaleźć najlepsze rozwiązanie. A wszystko zaczynało się albo od Hiszpana, albo od dwukrotnego MVP tej ligii – Steve’a Nasha.

Czytaj więcej

Playbook: Wrażenia po meczu z Warriors

Za nami pierwszy mecz preseasonu, w którym Los Angeles Lakers pokonali Golden State Warriors 104 – 95. Nieoczekiwanym bohaterem spotkania był Xavier Henry, który zgromadził 29 punktów i zebrał siedem piłek. Mimo jego znakomitej gry, to nie 22 – latek będzie tematem dzisiejszych rozważań. Ważniejszy od jego wspaniałego występu był styl w jakim Jeziorowcy odnieśli zwycięstwo. Od razu było widać pierwsze efekty pracy Mike’a D’Antoniego oraz Kurta Rambisa. Lakers spisywali się dobrze po obu stronach parkietu, kilkakrotnie stosując w ataku zagrywki Horns, czy też grając pick & rolle z Jordanem Farmarem w roli głównej. W defensywie z kolei, doskonale było widać to, o czym pisałem w artykule poświęconym Kurtowi Rambisowi i jego pomysłom na grę w obronie (link). Zawodnicy grali zespołowo i wywierali presję na tę stronę parkietu, po której aktualnie znajdowała się piłka. Ich Half Court Defense wyglądał naprawdę solidnie i gdyby nie straty, spowodowane nieporozumieniami w ataku, to Jeziorowcy zatrzymaliby Warriors poniżej 90 punktów. Tak czy inaczej można mieć powody do optymizmu, bo zawodnicy z Miasta Aniołów trzymali się swojego planu i całkiem dobrze im to wychodziło.

Czytaj więcej

Playbook: Wpływ Hilla na obronę Lakers

Jordan Hill jest obecnie najbardziej uniwersalnym podkoszowym obrońcą w Jeziorowcach. To właśnie w 26 latku tkwi nadzieja na to, że w nadchodzącym sezonie Lakers będą przyzwoicie wyglądać po drugiej stronie parkietu. Były zawodnik Houston Rockets jest dużo młodszy od Kamana i Gasola oraz zdecydowanie bardziej mobilny. Jest nie tylko w stanie pokryć wysokich ale potrafi również nadążyć za niższymi zawodnikami rywali. To właśnie z tych względów Hill, jeżeli nie będzie starterem, to przynajmniej powinien zostać pierwszym rezerwowym zespołu. Zawodnik, którego Mike D’Antoni trenował w New York Knicks, wielokrotnie już udowadniał swoją wartość i przydatność. Jeżeli kontuzja biodra, którą odniósł rok temu, nie będzie przeszkadzała mu w grze, to ma szansę na stałe zagościć w rotacji 16 – krotnych mistrzów NBA.

Po raz pierwszy zdolności Hilla można było zobaczyć 22 kwietnia 2012 roku w meczu przeciwko Oklahoma City Thunder, kiedy to na stanowisku trenera był jeszcze Mike Brown. Wtedy to center, który uczestniczył w wymianie za Dereka Fishera, dostał swoją pierwszą szansę w Lakers i od razu zdobył uznanie wszystkich osób. Jordan wypadł w tym meczu lepiej w defensywie niż Andrew Bynum, pokazując swoją waleczność, zaangażowanie, spryt oraz ogromne serce do gry. Bronił pick & rolle lepiej niż Drew, stając się małym koszmarem dla Russella Westbrooka. Wraz z Kobe Bryantem oraz Devinem Ebanksem bardzo przyczynił się do wspaniałego 18 – sto punktowego comebacku.

Czytaj więcej

Playbook: Horns receptą na sukces?

Wiele osób słysząc nazwisko D’Antoni od razu przywołuje na myśl grę pick & roll, run n gun oraz dużą ilość trójek. Ta grupa osób oczywiście całkiem dobrze zna Mike’a ale jak się okazuje – nie do końca. W poprzednim sezonie były trener New York Knicks i Phoenix Suns postanowił wdrożyć do Lakers zagrywki z systemu Horns. Są to praktycznie podstawowe i łatwe do opanowania schematy, w których najczęściej dwóch wysokich ustawia się w okolicy linii rzutów osobistych, a niski skrzydłowy i rzucający obrońca w naprzeciwnych rogach. Każda zagrywka zaczyna się tak samo, po czym jest modyfikowana tak, aby przeciwnik nie wiedział czego się spodziewać. Wraz z połączeniem wyżej wymienionego systemu z pick & rollem oraz być może paroma zagraniami pod kosz dla Pau Gasola, Lakers mogą mieć ciekawy wachlarz rozwiązań ofensywnych. Mogą one być jeszcze bardziej efektywne, dzięki podpisanym nowym zawodnikom, którzy powinni zapewnić lepszy spacing. Nie można również zapomnieć o Kobe’em Bryancie, którego kreatywność oraz umiejętność skupiania na sobie podwojeń, powinny dostarczyć kilkudziesięciu łatwych punktów. Tak czy inaczej wydaje się, że podstawą powinien być elastyczny i skuteczny system Horns, który jest głównym tematem dzisiejszych rozważań.

Czytaj więcej