15/04/2015 Kings vs Lakers

15/04/2015 Kings vs Lakers

Niestety w Staples Center koszykarze L.A. Lakers znów okazali się być gorsi od graczy Sacramento Kings i ostatecznie doznali swojej ósmej porażki w ciągu ostatnich dziewięciu meczów. Tym razem przegrali aż 99-122 i w ogóle nie liczyli się w tym spotkaniu. Królowie całkowicie zdominowali mecz od początku do końca, a aż siedmiu ich zawodników zdobyło co najmniej 12 oczek (najwięcej McLemore i Williams – odpowiednio 24 i 22). Gdyby tego było mało, to Kings udało się jeszcze wyjść na aż 29 punktowe prowadzenie, przez co publiczność zgromadzona w hali Jeziorowców, miała powody do narzekań. Goście robili wszystko lepiej od mistrzów NBA z 2010 roku – trafiali zdecydowanie na lepszym procencie z gry (54.8% – 38.3%), częściej atakowali kosz i w efekcie stawali na linii rzutów osobistych (41 – 25), zdobyli więcej punktów z pola trzech sekund (58- 40), a także oczywiście lepiej dzielili się piłką (30 asyst przy 22 Lakers), czy też wymusili więcej przechwytów (10 – 6), które pomogły im zdobyć aż 25 oczek z kontrataków. Ekipa ze stolicy Kalifornii zagrała wręcz koncertowo w ataku, z kolei gospodarze wyraźnie zapomnieli o jakichkolwiek podstawach w grze w obronie. Można więc powiedzieć, że ten mecz najlepiej podsumował najgorszy w historii organizacji złota i purpury sezon. Brak walki, wiary w zwycięstwo i totalna dominacja ze strony rywala, który był lepszy w każdej pojedynczej kwarcie. Jedynym pozytywem w tej konfrontacji (ale tylko w ataku) był Jabari Brown, który rozegrał pełne 48 minut i zdobył 32 punkty (FG 9-19, 3FG 4-6, FT 10-11). Dołączył tym samym do Kobe’ego Bryanta i Jordana Clarksona jako jedynych Jeziorowców, którzy w tym sezonie przekroczyli granicę 30 oczek. Vander Blue z kolei zgromadził na swoim koncie 15 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst ale trafił zaledwie 6 na 23 oddane rzuty, w tym 1 z 8 zza łuku, więc w ogólnym rozrachunku był mało efektywny, a jego cztery straty również nie pomogły Lakers odbić się od dna. Podopieczni Byrona Scotta kończą więc te rozgrywki z 61 porażkami na koncie i po raz drugi z rzędu nie będą grać w playoffs (taka sytuacja po raz ostatni miała miejsce w 1976 roku). Czy organizację złota i purpury czekają już w krótce lepsze czasy? Miejmy nadzieję, że tak.

Czytaj więcej

13/04/2015 Lakers vs Kings

13/04/2015 Lakers vs Kings

Lakers nie zdołali pokonać na wyjeździe Kings i ostatecznie przegrali 92-102. O wszystkim zadecydowała czwarta kwarta, którą gospodarze wygrali 27-18. Wcześniej z kolei obie drużyny szły łeb w łeb i można było spodziewać się emocji do samego końca. W ostatniej części gry jednak Królowie zdobyli aż 10 punktów z linii rzutów osobistych, natomiast Jeziorowcom po prostu nie starczyło paliwa w baku. Najlepszym zawodnikiem zwycięskiej ekipy był Omer Casspi, który zdobył 26 punktów, zebrał 9 piłek i rozdał 6 asyst. Ponadto otrzymał on wsparcie z ławki od Derricka Williamsa, który dołożył 20 oczek. W składzie 16-stokrotnych mistrzów NBA natomiast, najlepszy był Jordan Clarkson (23 punkty, 5 zbiórek, 6 asyst, 5 przechwytów), który jednak nabawił się przy okazji urazu stawu skokowego. Na szczęście mówi się, że nie jest on poważny, a rozgrywający zespół z Los Angeles pojawi się w środę w ostatnim meczu w tym sezonie. Oprócz niego po 18 oczek dodali Jabari Brown oraz Jordan Hill, który niespodziewanie wrócił do pierwszej piątki, a 14 piłek z ławki zebrał Ed Davis.

Czytaj więcej

12/04/2015 Mavericks vs Lakers

12/04/2015 Mavericks vs Lakers

Koszykarze L.A. Lakers przegrali u siebie z Dallas Mavericks 106-120 ale Rick Carlise z pewnością nie będzie do końca zadowolony z tego zwycięstwa. Jego podopieczni bowiem nie zagrali tak dobrze w defensywie jak tego wymagał, a szczególnie gościom nie udało się zatrzymać Jordana Clarksona, który zgromadził 26 punktów (FG 9-19) i rozdał 6 asyst tej nocy. Rozgrywający Jeziorowców mierzył się m.in. z Rajonem Rondo ale jak widać, nie ma to dla niego żadnego znaczenia przeciwko komu gra. Na tablicy z kolei szalał Tarik Black, który w niecałe 33 minuty zebrał w sumie aż 19 piłek – najwięcej w swojej karierze. Warto tutaj odnotować, że Black nie jest najwyższy jeżeli chodzi o centrów, a do tego w starciu z Mavs, musiał przecież zmagać się z Tysonem Chandlerem. Na pewno więc tym wyczynem zaimponował wszystkim trenerom ze sztabu obu zespołów. Zresztą prawie każdy z drużyny złota i purpury zaliczył solidny występ. W końcu 7 z 8 zawodników, którzy wzięli udział w spotkaniu, przekroczyło barierę 10 oczek (tylko Robert Sacre zdobył ich 5). Ofensywa gospodarzy nie była aż tak porywająca ale na pewno była solidna, a mocną stroną pokonanych, były agresywne wejścia pod kosz i wymuszenia fauli. Lakers aż 36 razy oddawali rzuty z linii osobistych, z czego trafili ich 29 (80.6%). Również na dystansie wypadli dobrze, gdzie trafili 37.5% trójek (FG 9-24). Jak łatwo więc się domyślić, atak nie był zmartwieniem Byrona Scotta tej nocy. Była nim za to obrona, która pozwalała gościom dosłownie na wszystko. Mavs rzucali na niewiarygodnej 54.2% skuteczności, w tym 47.6% zza łuku (FG 10-21), a do tego zdobyli 19 punktów z kontrataków i świetnie zbalansowali grę pod koszem (54 oczka) i na dystansie. O dziwo jednak Monta Ellis nie miał wpływu na wynik tego spotkania. Miały go przede wszystkim rezerwowi – Raymond Felton, Charlie Villanueva i Al-Farouq Aminu, którzy dodali w sumie od siebie 39 punktów. Poza tym skuteczni byli Tyson Chandler (20) i Richard Jefferson (17), a swoje zrobił Dirk Nowitzki (16). To właśnie dzięki efektywnej ofensywie Mavs kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie właściwie od samego początku do końca spotkania. Lakers dzielnie walczyli, próbowali nawiązać walkę i momentami zbliżali się na kilka oczek do swojego rywala dzięki skutecznym runom (m.in. w wykonaniu Jabariego Browna w trzeciej kwarcie) ale ostatecznie nie mogli zmienić biegu wydarzeń. Nie bez solidnej defensywy, która zatrzymałaby gości w Staples Center. Na każdy taki run Lakers bowiem, ekipa z Texasu odpowiadała własnym, dużo większym, przez co w połowie czwartej ćwiartki wyszła nawet na 18-stopunktowe prowadzenie. To jednak nikogo nie powinno dziwić. Lakers pod wodzą Byrona Scotta są lepszą drużyną w ataku niż w defensywie. Choć Scott zapowiadał, że to obrona będzie domeną zespołu, to tak jednak nie jest i w tym sezonie już na pewno nie będzie.

Czytaj więcej

10/04/2015 Timberwolves vs Lakers

10/04/2015 Timberwolves vs Lakers

Skuteczna i zbalansowana gra w ataku była głównym powodem 21 wygranej Lakers w sezonie 2014/15. Jeziorowcy pokonali we własnej hali Leśne Wilki 106-98, a każdy z czwórki Black-Brown-Clarkson-Kelly zdobył co najmniej 18 punktów w tym meczu. Najlepiej spisał się jednak Ryan Kelly (21), który trafił 5 na 6 oddanych prób zza łuku i do tego zanotował cztery zbiórki oraz siedem asyst. Był to bez wątpienia jego jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) występ w bieżących rozgrywkach. Ogólnie natomiast Lakers rozdali tej nocy aż 35 asyst, za co bardzo chwalił ich w pomeczowej Konferencji Byron Scott. Najlepszy pod tym względem był akurat Jordan Clarkson (9), który popisał się m.in. idealnym poddaniem za plecy do Jabariego Browna i który przed tym spotkaniem, otrzymał swoją nagrodę Pierwszoroczniaka Miesiąca w Konferencji Zachodniej. Dzięki temu, że piłka non stop krążyła po obwodzie, zmieniała swojego właściciela itd., a także za sprawą ofensywnych zbiórek (14), Jeziorowcy byli w stanie oddawać rzuty z bardzo dogodnych pozycji, w efekcie czego trafiali na 49.4% skuteczności – o 6.2% wyższej od ich rywala. Sam mecz natomiast cały czas właściwie przebiegał pod ich dyktando. To właśnie ekipa złota i purpury cały czas kontrolowała tempo przebiegu tego spotkania i potrafiła odskoczyć swojemu rywalowi na kilka/kilkanaście punktów. W pierwszej połowie 16-stokrotni mistrzowie NBA i Wolves toczyli ze sobą dosyć wyrównany bój. Co prawda w pewnym momencie wydawało się, że Jeziorowcy na dobre oddalą się od zawodników Flipa Saundersa ale ci nie złożyli tak szybko broni i jeszcze w drugiej ćwiartce wrócili do gry przede wszystkim za sprawą Andrew Wigginsa. W trzeciej kwarcie jednak Lakers rozstrzelali się na dystansie (podobnie jak dwa dni temu gracze Nuggets) i po pierwszych sześciu minutach gry objęli 18-stopunktowe prowadzenie (najwyższe w meczu). To okazało się być zbyt wiele dla gości, którzy cały czas próbowali odrobić straty, a dobrze zaczął spisywać się też Zach Lavine ale Jeziorowcy trzymali rękę na pulsie i spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca. Być może ostatecznie nie było ono tak efektowne ale na pewno w pełni zasłużone. Timberwolves potwierdzili, że są najgorszym zespołem na Zachodzie, natomiast Jordan Clarkson i spółka po prostu zrobili to, co do nich należało tej nocy.

Czytaj więcej

08/04/2015 Lakers vs Nuggets

08/04/2015 Lakers vs Nuggets

Na Jeziorowców czeka dzisiaj przedostatnie spotkanie typu back-to-back w bieżących rozgrywkach. Podopieczni Byrona Scotta na wyjeździe zagrają z Denver Nuggets – ekipą, która przegrała cztery spotkania z rzędu i wygrała tylko dwa z ostatnich 10. Mimo to jednak, Bryłki i tak będą faworytem w tym środowym pojedynku. Po pierwsze grać będą przed własną publicznością, co zawsze jest dodatkowym atutem, a po drugie miały ostatnio aż cztery dni wolnego. Lakers natomiast musieli dwukrotnie mierzyć się z dużo silniejszym rywalem (Clippers), a do tego nie mieli za bardzo okazji aby zregenerować swoich sił. Ponadto Pepsi Center nie jest ich ulubioną halą w NBA, chociaż wcześniej w tym sezonie udało im się tu wygrać. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wtedy na parkietach NBA biegał jeszcze Kobe Bryant. Tak czy inaczej drużyna z Kolorado jest obecnie w lepszej sytuacji niż Lakers. Choć ich ofensywa w ostatnich trzech starciach nie zachwycała (zdobywała w nich średnio 89.7 punktów na 39.3% skuteczności), tak dzisiaj będzie miała dobrą okazję do złapania wiatru w żagle, przeciwko jednej z najgorszych defensyw w lidze. Warto też zaznaczyć przed rozpoczęciem tej konfrontacji, że dzisiejsi gospodarze wygrali osiem z 9 ostatnich rozegranych spotkań przeciwko ekipie złota i purpury (w tym dwa z trzech w tym sezonie). Liczby więc mówią właściwie same za siebie. Z drugiej strony 16-stokrotni mistrzowie NBA jeszcze się nie poddali, a przynajmniej nie Byron Scott, który nadal chce widzieć pełne zaangażowanie w grze swoich zawodników i mówi o tym podczas każdego wywiadu. Choć więc zwycięstwo zespołu z Kalifornii nie jest dzisiaj raczej prawdopodobne, tak jednak nie można go zupełnie wykluczyć, a o tym jak ułoży się ten mecz, przekonamy się o 3.00 czasu polskiego.

Czytaj więcej

07/04/2015 Lakers vs Clippers

07/04/2015 Lakers vs Clippers

Zaledwie 48 godzin od niedzielnego starcia, Lakers i Clippers znów spotkali się w Staples Center i znów górą okazali się być podopieczni Doca Riversa, którzy wygrali 105-100. Jeziorowcy jednak wyciągnęli pewne wnioski i zaprezentowali się znacznie lepiej, przez co fani zgromadzeni w hali mogli oglądać całkiem interesującą konfrontację. Goście nawet prowadzili w tym meczu czterema oczkami, chociaż było to tylko na początku spotkania. Od czwartej minuty pierwszej kwarty, to Clippers przejęli kontrolę nad meczem i sprawowali ją już aż do samego końca. Nie potrafili jednak wyjść na 30/40+ punktowe prowadzenie, tak jak to miało miejsce we wcześniejszych pojedynkach. Chris Paul i spółka najwięcej w meczu prowadzili 12-stoma oczkami, przez co mieliśmy emocje do samego końca. Być może gdyby gospodarze nie trafiali tak skutecznie z linii rzutów osobistych w ostatnich sekundach (5/6), to mielibyśmy nawet dogrywkę. Ale oczywiście to tylko gdybanie. Ta czy inaczej trzeba jednak pochwalić Lakers za walkę i stawienie się na mecz. A szczególnie Jordana Clarksona, który po jedynym z najsłabszych występów w sezonie, wyszedł na parkiet i zdobył 20 punktów (FG 7-17), a do tego zebrał 4 piłki i rozdał 6 asyst. Bardzo dobrze zagrali też Tarik Black (16 oczek, 9 zbiórek) i Wesley Johnson (15 punktów, 6 zbiórek). Na całej linii zawiódł za to Ryan Kelly, który trafił tylko 3 na 17 oddanych rzutów, a jego wskaźnik +/- wyniósł beznadziejne -18 i był najgorszy wśród wszystkich zawodników biorących udział w spotkaniu. Mimo to jednak, Lakers i Clippers statystycznie wypadli niemal identycznie. Obie ekipy dzieliła właściwie tylko jedna kategoria ale za to znacząco. Gospodarze zdobyli aż 27 punktów z kontrataków, natomiast Jeziorowcy tylko 11. Chris Paul i spółka potrafią błyskawicznie przechodzić do ofensywy i wykorzystywać każdy błąd w obronie. Tak też właśnie było wczorajszego wieczoru w Staples Center, dzięki czemu też, Clippers rzucali na 48.1% skuteczności, a goście 41.7%. Transition defense to poważny problem zawodników Byrona Scotta, a właściwie całej organizacji już od kilku dobrych lat. W tej kwestii nic się nie zmieniło i można powiedzieć, że to właśnie on po raz kolejny zadecydował o 57 porażce w sezonie zespołu z Miasta Aniołów.

Czytaj więcej

05/04/2015 Clippers vs Lakers

05/04/2015 Clippers vs Lakers

Lakers ani razu nie prowadzili, czego można było się spodziewać, w starciu z Clippers. Jednakże aż tak słabego spotkania w ofensywie chyba mało kto się spodziewał. W końcu gdyby nie 9 punktów w ostatnich dwóch minutach ze strony nowego gracza Dwighta Buycksa Jeziorowcy skończyliby pojedynek z 67 punktami, co dałoby najgorszy wynik w ich całej długiej jak NBA historii. To był pogrom jakich mało, bowiem Clipps w najlepszym momencie prowadzili nawet 43 punktami. Tego się nie dało po prostu oglądać, mówię to patrząc ze strony kibiców Lakers, gdyż ich drużyna wyszła na parkiet przestraszona i ze zbyt dużym respektem do rywali. Zapowiadałem mecz jako starcie Paula z Clarksonem, lecz Jordan został dziś po prostu w szatni. Dwa punkty 1/6 z gry, tylko 3 asysty i 2 straty. CP3 nie musiał się zbytnio wysilać, stąd też skupił się na kreowaniu kolegów. Sam zdobył zaledwie 7 oczek, ale dodał do tego aż 15 asyst i miał tylko jedną stratę. Ogółem jako jedyny ze starterów Clippers nie miał podwójnej zdobyczy, lecz wcale się tym nie przejął. Jemu dużo większą przyjemność sprawia wrzucanie piłki na alley-oop do Griffina, Jordana czy nawet Barnesa. Sam Chris miał prawie tyle samo decydujących zagrań co cały zespół Lakers, co świadczy tylko o poziomie prezentowanym przez obie ekipy. To była różnica kilku klas i chyba nikt nie spodziewa się rewanżu ze strony Lakers za dwa dni. Im co najwyżej pozostaje śrubowanie rekordu w największej ilości porażek w sezonie.

Czytaj więcej

03/04/2015 Trail Blazers vs Lakers

03/04/2015 Trail Blazers vs Lakers

Portland nie mieli żadnych problemów z pokonaniem Los Angeles Lakers w Staples Center. Już w 1 kwarcie uwidoczniła się przewaga gości i do samego końca meczu nie było już mowy o wyrównanym pojedynku. Blazers dali gospodarzom lekcję gry w obronie, zatrzymując ich na 37% skuteczności, mimo powrotu do składu Jeremy’ego Lina. Jedynym jasnym punktem Jeziorowców był jak zwykle ostatnio Jordan Clarkson, zdobywca 27 punktów. Pozostali nie zagrali nawet na poziomie D-League, czyli zaplecza NBA. Byron Scott może sobie rwać włosy z głowy ze zdenerwowania, ale prawda jest taka, że już wyjściowa piątka odpowiedziała nam w jakim celu Lakers wyszli dziś na boisko. Ryan Kelly naprzeciwko LaMarcusa Aldridge’a?! To nie mogło się przecież dobrze skończyć. Dominacja Blazers w pomalowanym była aż nadto widoczna, ale co więcej team Terry’ego Stottsa miał znakomity dzień w rzutach dystansowych. Już w 1 ćwiartce Damian Lillard cztery razy trafił zza łuku, później włączyli się jeszcze McCollum i Afflalo i wspólnymi siłami Portland rzucili 10 trójek przy zaledwie pięciu Lakers. Graczem meczu niespodziewanie został rezerwowy drugoroczniak CJ McCollum. Jego przydatność dla drużyny zdecydowanie wzrosła odkąd kontuzji doznał Wesley Matthews, a dziś pobił on nawet rekord kariery. 27 punktów 10/16 z gry, do tego jeszcze 6 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty. CJ rozmontował dziś mierną defensywę Jeziorowców, wjeżdżał bez końca pod kosz, wykorzystując bierność podkoszowych. Przyzwoicie zagrał też w końcu Lillard, dla któego był to trzeci mecz z rzędu ze skutecznością +50%. Marzec w jego wykonaniu był kiepski i wydaje się, że Damian łapie formę na playoffs. Wyznacznikiem co prawda nie może być mecz z Lakers, ale z Suns i Clippers już jak najbardziej. Jeśli chodzi o Jeziorowców, to porażka daje im szansę na dogonienie Sixers.

Czytaj więcej

01/04/2015 Pelicans vs Lakers

01/04/2015 Pelicans vs Lakers

New Orleans Pelicans bez problemu pokonali dziś w nocy Los Angeles Lakers i zbliżyli się na 1.5 meczu do Oklahoma City Thunder, którzy polegli w starciu z Dallas. Do zespołu z Luizjany powrócił Ryan Anderson i od razu było widać różnicę w grze tej ekipy. Dużo lepszy spacing i znakomity dzień strzelców dystansowych zadecydował o wygranej w Staples z ogromną przewagą. Oprócz Andersona, który zdobył z ławki 17 punktów (5-11 z gry w tym 2-4 zza łuku) świetnie zaprezentował się Norris Cole ( 17 pkt 8-12 z gry). Obaj zrobili run w drugiej kwarcie, która zadecydowała o wiktorii gości. Nie można też zapomnieć o liderze przyjezdnych Anthony’m Davisie, który poza 20 oczkami dołożył również 4 bloki, 6 asyst i 7 zbiórek. Ciekawe czy gdyby mecz był bardziej zacięty Davis flirtował by z quadruple-double. Pewnie mogłaby wydarzyć się rzecz historyczna, gdyż Lakers grali fatalnie w obronie, a ponadto patrzenie na blokowanie z pomocy przez „Uni-brew” można oglądać dzień i noc. Defensywa Jeziorowców od początku sezonu była ich bolączka, ale wczoraj przeszli samych siebie. Pozwalali rywalom na zbyt wiele, ale wiązało się to z ustawieniem drużyny przez Byrona Scotta. Ryan Kelly zupełnie nie radził sobie z Davisem, widać było, że to zupełnie inna kategoria. Nie rozumiem czemu trener nie zdecydował się wstawić Hilla lub Davisa (który ostatecznie nawet nie zagrał). Chyba już naprawdę nie zależy mu na zwycięstwach albo bezpodstawnie wierzy w talenty obronne Kelly’ego. Jak wygląda jego gra w defensywie, a także całej drużyny widać było wczoraj. I miejmy nadzieję, że podobne mecze nie będą się już wydarzać, przynajmniej w kolejnym sezonie, bowiem w tym wszystko się jeszcze może zdarzyć.

Czytaj więcej

30/03/2015 Lakers vs 76ers

30/03/2015 Lakers vs 76ers

Niestety – ostateczny rezultat spotkania Lakers z 76ers to prawdziwy koszmar dla każdego fana złota i purpury. Jeziorowcy wygrali po dogrywce za sprawą celnego trafienia spod kosza Jordana Clarksona 113-111. Tym samym właściwie nie mają już szans na znalezienie się niżej od Sixers, a do tego niewiele im brakuje aby przeskoczyć Magic i awansować o jedną pozycję wyżej. Jeszcze w pierwszej kwarcie wyglądało to wszystko bardzo obiecująco. Gospodarze objęli prowadzenie 28-17, a gościom dawał się we znaki brak Jeremy’ego Lina. Jednak ekipa z Kalifornii szybko się odbudowała i już w kolejnej ćwiartce okazała się być lepsza o 12 oczek. Druga połowa natomiast była bardzo wyrównana i żadna ze stron nie odpuszczała aż do samego końca. Co prawda można się było tego spodziewać ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że Sixers nie stawili się na ten mecz w obronie. Podopieczni Bretta Browna grali tylko po jednej stronie parkietu, przez co Jeziorowcy rzucali aż na 48.8% skuteczności (8.2% wyższej od ich rywala). Jordan Clarkson natomiast zrobił prawdziwe show w Wells Fargo Center zdobywając 26 punktów oraz rozdając 11 asyst. Nie gorsi byli także Jabari Brown (22) oraz Wayne Ellington (20), a nawet Ryan Kelly (16). 76ers w całym spotkaniu zanotowali tylko 1 blok, natomiast Lakers zapisali ich na swoim koncie aż 10. To właśnie prędzej zawodnicy z Miasta Aniołów przyłożyli się do gry w defensywie, niż 11 pod tym względem drużyna w NBA. Gospodarze szczególnie zawiedli w ostatnich 3-4 minutach gry. W mgnieniu oka stracili swoje 8-punktowe prowadzenie i pozwolili 16-stokrotnym mistrzom ligi przejąć kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie, którzy następnie po dwóch celnych osobistych Clarksona doprowadzili do dogrywki. Tam z kolei byli lepsi przez większość czasu i jedynie Nerlens Noel spowodował, że mieliśmy emocjonującą końcówkę. Szkoda tylko, że zespół z Philadelphii nie postawił kropki nad i. Nie pomogło mu w tym nawet 20 ofensywnych zbiórek, z których padło wiele punktów z ponowień, czy też 15 oczek z kontrataków. Trudno oprzeć się wrażeniu, że 76ers było stać na więcej w tym spotkaniu i spokojnie mogli odnieść swoje 19 zwycięstwo w sezonie. Lakers natomiast skutecznie wykorzystali każde potknięcie rywala w decydujących momentach i po raz drugi pokonali jedną z najgorszych drużyn na Wschodzie. Oby jednak nie zdarzało się to częściej, gdyż do końca sezonu zasadniczego w NBA, pozostało już naprawdę niewiele czasu.

Czytaj więcej