Niezapomniani Jeziorowcy: Pau Gasol

Pau Gasol trafił do Los Angeles Lakers 1 lutego 2008 roku – kilkanaście dni po tym jak Andrew Bynum nabawił się kontuzji kolana, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. W tamtym roku Jeziorowcy całkiem dobrze sobie radzili ze zdrowym centrem, wybranym w drafcie 2010 roku z numerem 10, o czym świadczy ich bilans 25 zwycięstw i 11 porażek po 36 rozegranych spotkaniach. Z nim w składzie byli jedną z czterech najlepszych drużyn na Zachodzie. Jednak uraz Andrew wszystko zmienił, a Lakers zaczynali więcej przegrywać, niż wygrywać, zaliczając przy okazji serię trzech porażek z rzędu. Mitch Kupchak dokonał jednak wtedy rzeczy niemożliwej i za Kwamego Browna, Javarisa Crittentona, Aarona McKie, pierwszorundowy wybór w drafcie 2008 i 2010 roku oraz prawa do Marca Gasola, pozyskał All-Stara – Pau Gasol. Ta wymiana to nie było tylko i wyłącznie pozyskanie zawodnika z najwyższej półki, na którego zarząd od dawna polował ale także takiego, który idealnie pasował do trójkątów – takiego, o jakim Phil Jackson zawsze marzył.

Gasol nie był gotowy ani na mecz z Toronto Raptors, ani Washington Wizards ale za to zagrał dwa dni później – 5 lutego przeciwko New Jersey Nets. Już w swoim pierwszym spotkaniu w barwach złota i purpury zdobył 24 punkty, zebrał 12 piłek i rozdał 4 asysty i każdy wiedział, że był on idealnym graczem dla Lakers. Ponadto między nim, a Kobe Bryantem już było widać chemię i więź, która później przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Katalończyk z miejsca uczynił z Jeziorowców contenderów. Choć szło im dobrze w pierwszej części sezonu, tak raczej nikt nie traktował ich poważnie. Jednak po tym jak drużyna Black Mamby wygrała 27 z 36 rozegranych spotkań z Hiszpanem w składzie, nie mogło być inaczej. Lakers awansowali tego roku do Finału NBA i choć przegrali w nim z Bostonem Celtics, tak nikt właściwie nie mógł mieć do nich o to pretensji, gdyż wcześniej awans do drugiej rundy playoffs uznany zostałby za sukces. Najważniejsze było to, że udało im się wskoczyć na wyższy poziom i każdy wiedział, że następne lata będą bardzo owocne. W końcu można było zacząć myśleć o mistrzostwie.

Czytaj więcej

Niezapomniani Jeziorowcy: Metta World Peace

Metta World Peace, znany wcześniej jako Ron Artest, swoją przygodę z Los Angeles Lakers rozpoczął w lipcu 2009 roku. To właśnie wtedy podpisał pięcioletni kontrakt warty 33 miliony dolarów. Jako swój numer na koszulce wybrał #37 – oddając w ten sposób hołd Michaelowi Jacksonowi, którego singiel Thriller był na pierwszym miejscu listy przebojów przez 37 tygodnii z rzędu. W składzie Jeziorowców zastąpił Trevora Arizę, który po udanym sezonie 2008 – 09, chciał więcej pieniędzy niż Mitch Kupchak miał zamiar mu zaoferować. Ron w tym czasie był nie tylko lepszy ale również i tańszy, przez co wybór stał się oczywisty. Artest dołączył do drużyny Kobe’ego Bryanta, któremu obiecał po finale NBA w 2008 roku, że pomoże mu zdobyć mistrzostwo.

Lakers wiedzieli, że jeżeli chcą po raz drugi z rzędu sięgnąć po tytuł, to muszą poprawić swoją obronę. Artest wydawał się idealny do tego zadania, a ponadto był zawodnikiem zdolnym pokryć takie gwiazdy jak Paul Pierce, LeBron James czy Kevin Durant. Mało tego – jego twardość, waleczność i nieustępliwość były cechami, które miały pomóc utrzymać skupienie i wywierać presję na innych zawodnikach Jeziorowców. Z drugiej strony znakomite poczucie humoru oraz dobre relacje z Lamarem Odomem i Kobe Bryantem miały zadbać o atmosferę w szatni.

Czytaj więcej