Legendy Lakers: Bill Bertka

Bill Bertka to m.in. były zawodnik National Basketball Association, asystent trenera, a także menedżer w New Orleans Jazz. W 1968 roku za radą Roda Hundleya został scoutem w organizacji 16-stokrotnych mistrzów ligi, z którą związany jest aż po dzień dzisiejszy. Od tego momentu Bill tak naprawdę robi wiele różnych rzeczy w zespole Jeziorowców i stara się pomagać w każdej kwestii. Po prostu kocha koszykówkę i tę drużynę. Pat Riley stwierdził, że nie jest w stanie wyobrazić sobie kogoś, kto więcej wniósł do tej gry. Bertka widział w NBA więcej niż jakakolwiek inna osoba i miał okazję współpracować z tysiącami profesjonalnych graczy. Uczył zarówno urodzonego w 1936 roku Wilta Chamberlaina, jak i w 1996 D’Angelo Russella – combo guarda z Ohio State, który pragnie zaistnieć w najlepszej lidze na świecie. Już dzięki temu samemu krótkiemu podsumowaniu można się domyślać, jak barwną postacią jest Bill.

Czytaj więcej

Wszystkie wybory w drafcie Mitcha Kupchaka

W wypowiedziach po trade deadline menedżer Lakers wyraźnie podkreślił wagę, jaką przywiązuje do tegorocznych wyborów w drafcie (link). Oczywiście jakie dokładnie będą to picki, ciężko jest w obecnej chwili stwierdzić. Zwłaszcza gdy Jeziorowcy niedawno zaniepokoili swoich fanów serią trzech zwycięstw z rzędu. Wszyscy jednak chyba liczymy tu na wybór w pierwszej piątce, a oprócz tego pewne wydają się picki w okolicach 24-28 (od Rockets) i własny z początku drugiej rundy. Dodatkowo, istnieją szanse na bardzo mocno ograniczony przez protekcję pick Clippers z drugiej rundy (dostępny dla Lakers jedynie w przedziale 51-55). Przewidywanie, jakich rookies możemy ujrzeć w barwach szesnastokrotnych mistrzów NBA przed finałem rozgrywek akademickich, mijałoby się z celem, ale może warto przyjrzeć się z jaką skutecznością dotychczas wybierał Mitch Kupchak od momentu odejścia z organizacji Jerry’ego Westa. Ze względu na specyfikę prawdopodobnych, wymienionych wcześniej numerów w drafcie z jakimi wybierać będą Lakers, poniżej przedstawiam podział na cztery kategorie.

Czytaj więcej

Dlaczego Haywood chciał zabić swojego trenera?

Nazwisko Spencera Haywooda pewnie niewielu z Was kojarzy – a już na pewno nie łączy je z Jeziorowcami. Trudno się temu dziwić, bowiem Spencer w barwach złota i purpury rozegrał tylko jeden sezon (1979-80). Wcześniej natomiast był graczem Denver Rockets (ABA), Seattle SuperSonics, New York Knicks, New Orleans Jazz, a później Reyera Venezia i Washington Bullets. Haywood był jednym z bardziej utalentowanych zawodników w lidze (średnie w karierze na poziomie 20 punktów i 10 zbiórek), który spędził w niej w sumie 14 sezonów. Już w swoim pierwszym roku gry w barwach ekipy z Kolorado zdobywał co mecz 30 punktów i zbierał 19.5 piłek, co pozwoliło mu od razu stać się gwiazdą ligi. Dzięki tym statystykom wygrał nagrodę Rookie of the Year, MVP ABA (jako najmłodszy gracz w historii – 21 lat) oraz MVP ABA All-Star Game. Talentu mu na pewno nie brakowało, stąd też cieszył się ogromnym zainteresowaniem wśród drużyn NBA.

To spowodowało, że pomimo tego, że był jeszcze wtedy osobą nieletnią i nie posiadał prawnika, podpisał profesjonalny kontrakt z Seattle SuperSonics. Było to sprzeczne z regulaminem NBA i budziło wiele kontrowersji ale ostatecznie został on dopuszczony do rozgrywek. W barwach Ponaddźwiękowców Spencer czterokrotnie wziął udział w Meczu Gwiazd, dwa razy znalazł się w Pierwszej Piątce NBA oraz dwa razy w Drugiej. Jednak mimo to oraz tego, że Sonics zastrzegli później jego numer, najlepsze wspomnienia wiąże z grą dla New York Knicks. To w Nowym Jorku bowiem poznał swoją żonę i urodziło mu się pierwsze dziecko w szpitalu Lenox Hill. Wtedy też, Haywood poczuł, że ma właściwie wszystko – poukładane, proste i szczęśliwe życie z kochającą go rodziną oraz szacunek w lidze. Był solidnym zawodnikiem po obu stronach parkietu, wykonującym każdego wieczoru swoją pracę i nie stwarzającym żadnych problemów.

Czytaj więcej

Niezapomniani Jeziorowcy: Pau Gasol

Pau Gasol trafił do Los Angeles Lakers 1 lutego 2008 roku – kilkanaście dni po tym jak Andrew Bynum nabawił się kontuzji kolana, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. W tamtym roku Jeziorowcy całkiem dobrze sobie radzili ze zdrowym centrem, wybranym w drafcie 2010 roku z numerem 10, o czym świadczy ich bilans 25 zwycięstw i 11 porażek po 36 rozegranych spotkaniach. Z nim w składzie byli jedną z czterech najlepszych drużyn na Zachodzie. Jednak uraz Andrew wszystko zmienił, a Lakers zaczynali więcej przegrywać, niż wygrywać, zaliczając przy okazji serię trzech porażek z rzędu. Mitch Kupchak dokonał jednak wtedy rzeczy niemożliwej i za Kwamego Browna, Javarisa Crittentona, Aarona McKie, pierwszorundowy wybór w drafcie 2008 i 2010 roku oraz prawa do Marca Gasola, pozyskał All-Stara – Pau Gasol. Ta wymiana to nie było tylko i wyłącznie pozyskanie zawodnika z najwyższej półki, na którego zarząd od dawna polował ale także takiego, który idealnie pasował do trójkątów – takiego, o jakim Phil Jackson zawsze marzył.

Gasol nie był gotowy ani na mecz z Toronto Raptors, ani Washington Wizards ale za to zagrał dwa dni później – 5 lutego przeciwko New Jersey Nets. Już w swoim pierwszym spotkaniu w barwach złota i purpury zdobył 24 punkty, zebrał 12 piłek i rozdał 4 asysty i każdy wiedział, że był on idealnym graczem dla Lakers. Ponadto między nim, a Kobe Bryantem już było widać chemię i więź, która później przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Katalończyk z miejsca uczynił z Jeziorowców contenderów. Choć szło im dobrze w pierwszej części sezonu, tak raczej nikt nie traktował ich poważnie. Jednak po tym jak drużyna Black Mamby wygrała 27 z 36 rozegranych spotkań z Hiszpanem w składzie, nie mogło być inaczej. Lakers awansowali tego roku do Finału NBA i choć przegrali w nim z Bostonem Celtics, tak nikt właściwie nie mógł mieć do nich o to pretensji, gdyż wcześniej awans do drugiej rundy playoffs uznany zostałby za sukces. Najważniejsze było to, że udało im się wskoczyć na wyższy poziom i każdy wiedział, że następne lata będą bardzo owocne. W końcu można było zacząć myśleć o mistrzostwie.

Czytaj więcej

Legendy Lakers: Bill Sharman

25 października odszedł od nas ktoś bardzo wyjątkowy. Ktoś, kto dla organizacji koszykarskiej Lakers uczynił wiele dobrego jako trener, generalny menadżer, a także jako prezydent. Dość powiedzieć, że przy jego udziale drużyna z Los Angeles zdobyła swoje wszystkie tytuły mistrzowskie w latach 70-tych i 80-tych. Jednak William Sharman był nie tylko znakomity prowadząc drużynę z ławki. Jest także jedną z trzech osób, które są w koszykarskiej galerii sław zarówno jako trener, a także koszykarz. Pozostała dwójka zawodników to Lenny Wilkens i John Wooden. Trudno sobie wyobrazić zacniejsze grono, ponieważ wyżej wymienione osoby to legendy przez duże L. Sharman może być niepamiętany przez młodszych kibiców Lakers, ale chyba każdy fan pamięta słynną serię 33 zwycięstw, która do dziś jest rekordem NBA. To właśnie Sharman był wówczas trenerem tej niesamowitej ekipy i to on mobilizował graczy do kolejnych wygranych, czego efektem był mistrzowski tytuł wywalczony w tym samym roku.

Zacznijmy jednak od początku. William Walton Sharman urodził się 25 maja 1926 roku w Abilene w Teksasie. W późniejszym okresie swego życia przeniósł się wraz z rodzicami z tego małego miasteczka na prowincji do słonecznej Kalifornii i wychowywał się w mieście Lomita. Tam uczęszczał do liceum w Porterville, lecz w trakcie nauki wspomógł amerykańską marynarkę, która zmagała się wówczas z Japończykami podczas II wojny światowej. W 1946 roku Sharman trafił do słynnego Uniwersytetu Południowej Kalifornii, gdzie miał powalczyć o mistrzostwo akademickie. Już wówczas wróżono mu wielką karierę koszykarską, stąd też nikogo nie zdziwiło, że w swoim ostatnim roku gry w collegu, Sharman znalazł się w pierwszej piątce rozgrywek. Bill został wybrany w drafcie, co również nie było zaskoczeniem, choć trzeba przyznać, że 17 miejsce mogło być rozczarowaniem dla młodego zawodnika. Trafił on do drużyny Washington Capitols, gdzie zagrał tylko jeden sezon, by później zostać graczem Bostonu Celtics.

Czytaj więcej

Jak to Barkley prawie został Jeziorowcem

W roku 1991 Philadelphia 76ers intensywnie szukała wymiany z udziałem swojej gwiazdy – Charlesa Barkleya. Jedną z zainteresowanych drużyn byli Los Angeles Lakers, którzy podobno mieli już wszystko uzgodnione i gdyby nie nagła zmiana decyzji właścicieli 76ers, Barkley z pewnością trafiłby na długie lata do Lakers. W wymianie miał uczestniczyć James Worthy – MVP Finałów NBA z sezonu 1987 – 88. Władze Philadelphii oczywiście zaprzeczali wszelkim doniesieniom ale wiele źródeł potwierdzało, że zespół prowadził rozmowy w tym czasie. Sixers obdzwonili podobno prawie całe NBA, mając nadzieję na pozbycie się swojego silnego skrzydłowego. Rozmowy z Jeziorowcami były jednak najbardziej intensywne i trwały aż 10 dni. Gdyby tego było mało, we wszystko zamieszany był Magic Johnson, który pełnił bliżej nieokreśloną rolę w negocjacjach.

2 stycznia 1992, Barkley rzekomo dostał telefon od Magica, kiedy to 76ers grali z Sacramento Kings. Niewiadomo, czy Johnson pełnił rolę przedstawiciela Lakers ale podobno pięciokrotny mistrz NBA z Miasta Aniołów spytał Charlesa, czy jest zainteresowany grą w Kalifornii. Barkley bez wahania odpowiedział, że tak. Od tego momentu Johnson miał potwierdzić, że wymiana ciągle jest możliwa i obiecać pomóc organizacji w sprowadzeniu Barkleya.

Czytaj więcej

Niezapomniani Jeziorowcy: Metta World Peace

Metta World Peace, znany wcześniej jako Ron Artest, swoją przygodę z Los Angeles Lakers rozpoczął w lipcu 2009 roku. To właśnie wtedy podpisał pięcioletni kontrakt warty 33 miliony dolarów. Jako swój numer na koszulce wybrał #37 – oddając w ten sposób hołd Michaelowi Jacksonowi, którego singiel Thriller był na pierwszym miejscu listy przebojów przez 37 tygodnii z rzędu. W składzie Jeziorowców zastąpił Trevora Arizę, który po udanym sezonie 2008 – 09, chciał więcej pieniędzy niż Mitch Kupchak miał zamiar mu zaoferować. Ron w tym czasie był nie tylko lepszy ale również i tańszy, przez co wybór stał się oczywisty. Artest dołączył do drużyny Kobe’ego Bryanta, któremu obiecał po finale NBA w 2008 roku, że pomoże mu zdobyć mistrzostwo.

Lakers wiedzieli, że jeżeli chcą po raz drugi z rzędu sięgnąć po tytuł, to muszą poprawić swoją obronę. Artest wydawał się idealny do tego zadania, a ponadto był zawodnikiem zdolnym pokryć takie gwiazdy jak Paul Pierce, LeBron James czy Kevin Durant. Mało tego – jego twardość, waleczność i nieustępliwość były cechami, które miały pomóc utrzymać skupienie i wywierać presję na innych zawodnikach Jeziorowców. Z drugiej strony znakomite poczucie humoru oraz dobre relacje z Lamarem Odomem i Kobe Bryantem miały zadbać o atmosferę w szatni.

Czytaj więcej