Zapowiedź NBA Summer League 2017

NBA Summer League 2017 czas zacząć! Los Angeles Lakers po raz kolejny będą jednymi z faworytów do wygrania turnieju, w którym od kilku lat regularnie biorą udział. W tym roku liderami zespołu będą Brandon Ingram oraz Lonzo Ball. Choć ten pierwszy podobno ma być często oszczędzany przez sztab szkoleniowy, tak drugi z pewnością będzie miał sporo okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Podczas swojej uniwersyteckiej przygody na UCLA spisywał się naprawdę dobrze, lecz teraz chce być jeszcze lepszy, a światu pokazać, że zasłużył na bycie drugim wyborem w drafcie. I jak sam zapowiada, zamierza zrobić wszystko, aby drużyna wygrała nadchodzące rozgrywki.

Wielkie nadzieje na dobrą grę ekipy z Kalifornii mają również koledzy Balla, w tym między innymi wspomniany Ingram. Niski skrzydłowy Jeziorowców liczy na to, że skorzysta na obecności rozgrywającego na parkiecie i ma nadzieję na to, że będzie on stwarzał wiele łatwych okazji do zdobywania punktów dla niego oraz pozostałych członków zespołu. Niemniej jednak według Juda Buechlera, to Brandon będzie liderem Los Angeles Lakers, a Liga Letnia jest dla niego dobrą okazją do wzięcia na swoje barki większej odpowiedzialności.

Czytaj więcej

Kwiecień kluczowym miesiącem dla Lakers

Sezon regularny 2016/17 powoli zmierza ku końcowi. Do rozegrania zostało już tylko parę spotkań i ten fakt cieszy wszystkich związanych z ekipą Los Angeles Lakers. Pierwsze rozgrywki bez Kobe Bryanta zakończyły się totalną klapą. Były wielkie oczekiwania, szczególnie po niezłym początku, a skończyło się na ostatnim (oby!) miejscu na Zachodzie. Jeziorowcy w kwietniu nie walczą więc już o nic (podobnie jak w lutym i marcu), ich zadaniem jest szkolenie młodzieży i utrzymaniu wyboru w zbliżającym się drafcie, gdyż ten ma być niezwykle silny i może okazać się, że doprowadzi do ciekawej wymiany. Tego jednak na razie nie wiemy i nie ma co spekulować o przyszłych zamiarach Magica czy Jeannie Buss. Jedno jest pewne, aby wybór pozostał w rękach Lakers musi on znaleźć się w czołowej trójce, co oznacza, że dobrze byłoby zająć miejsce za Phoenix Suns. To dałoby im dużo więcej piłeczek – czyli szans na znalezienie się w czołowej trójce. Ab tak się stało „wypadałoby” przegrać te kilka spotkań, które pozostały do rozegrania w kwietniu. Poniżej o tym co nas czeka w trakcie tego krótkiego okresu rozgrywek.

Kiedy piszę te słowa Lakers są już po dwóch kwietniowych meczach z niezwykle silnymi ekipami, a mianowicie Clippers i Grizzlies. W obu spotkaniach Jeziorowcy zaprezentowali się tak jakby zależało im na zwycięstwach. Ba! Oni jeden z tych pojedynków wygrali i awansowali na 14 miejsce na Zachodzie! Wtedy kiedy należałoby przegrać oni wygrywają, a w drugim ocierają się o zwycięstwo. Cóż za dziwna sytuacja. Niestety tak to jest z młodymi graczami, są nieprzewidywalni i pewnie jeszcze nieraz nas zaskoczą, oby tym razem pozytywnie. Do końca sezonu regularnego niech przegrywają, a w nowym sezonie niech zaczną wygrywać od początku. Tymczasem w pozostałych pięciu spotkaniach Luke Walton powinien dać przykaz, aby jego zawodnicy nie forsowali się zbytnio, nie walczyli tak zaciekle. Pal licho te bilans, ale niech nie przytrafi im się żadna kontuzja. To byłaby katastrofa dla klubu, ale nie myślmy już o tym i skupmy się na najbliższych rywalach Lakers.

Czytaj więcej

Marzec – wkraczamy w erę Magica!

Po trade deadline zmieniło się wiele w Los Angeles Lakers. Dokonano drastycznych ruchów jeszcze przed końcem sezonu. Jeannie Buss nie wytrzymała i postanowiła zwolnić zarówno swojego brata jak i Mitcha Kupchaka. Oberwało się także Blackowi, który był rzecznikiem prasowym drużyny. Stery w ekipie Jeziorowców przejął Magic Johnson, a nowym generalnym managerem ma zostać agent Kobe Bryanta Rob Pelinka. Od razu dokonano też transferów przed końcem okienka. Lou Williamsa oddano do Rockets za Corey Brewera i pick z 1 rundy draftu, a Marcelo Huertasa wymieniono na Tylera Ennisa. Nie były to najlepsze ruchy, zważywszy na wartość rynkową Sweet Lou, bądź co bądź najlepszego strzelca z ławki w całej lidze. Brewer to gracz przeciętny, ze słabym rzutem z dystansu, co na pozycji której gra jest wręcz kluczowe. Na dodatek pick od Rockets będzie to wybór w granicach 25 miejsca, co nie wróży dobrze, wielkie gwiazdy idą raczej znacznie wyżej. Lato będzie jednak kluczowe dla przyszłości organizacji. Poprzednie przyniosło tylko wielkie rozczarowania. Podpisano wysokie kontrakty z Dengiem i Mozgovem, którzy teraz są zupełnie nieprzydatni i Magic najchętniej by się ich pozbył. Jednak nikt w lidze nie chce takich wypalonych koszykarzy. Pelinka będzie miał pełne ręce roboty i jeśli uda mu się dokonać jakiś wymian już podczas draftu to będzie na pewno spory sukces. Na pewno priorytetem dla Jeziorowców będzie utrzymanie swojego wyboru w nadchodzącym drafcie. Aby tak się stało Lakers muszą zająć jak najniższe miejsce w lidze. Choć jak mówi Johnson jego team nie będzie tankował, trudno jednak spodziewać się innych wypowiedzi, a kolejne przegrane tylko nas w tym utwierdzają. Marzec to będzie kwintesencja tankowania w wykonaniu Lakers. Połączona z ogrywaniem młodych zawodników. Tak więc nie zdziwcie się jeśli już niedługo w pierwszym składzie zobaczymy Ivicę Zubaca. Jednak po kolei. Zobaczmy co nas czeka w zbliżającym się miesiącu.

Czytaj więcej

Rozpoczynamy luty, a tym samym walkę o pick!

Po znakomitym początku sezonu w wykonaniu Lakers nie ma już śladu. Nikt już nie pamięta, że ostatnia (obecnie) ekipa Konferencji Zachodniej jeszcze wchodziła w miesiąc grudzień z bilansem 10-10 po niezwykle ważnym zwycięstwie w Chicago. Później jednak podczas tamtej trasy wyjazdowej przydarzyły się urazy i Jeziorowcy polegli w ośmiu meczach z rzędu. Luke Walton nie był w stanie już odbudować pewności siebie tej młodej drużynie. Dość powiedzieć, że Lakers od tamtej pory zaledwie raz wygrali dwa mecze pod rząd, a łącznie zanotowali na swoim koncie jedynie 7 zwycięstw, przegrywając aż 24. Kibice i eksperci nie mają wątpliwości, że zespół skupia się teraz bardziej na zgrywaniu się, rozwoju młodych graczy oraz walce o pick w drafcie. Niestety dla Jeziorowcy ten sezon potrwa jeszcze ponad miesiące i choć miesiąc luty będzie mniej obfity w mecze, ze względu na przerwę na All Star Game, to i tak Lakers czeka 10 spotkań. Początek miesiąca to tradycyjny już Grammy Tour po wschodnim wybrzeżu. Staples Center zmienia się wówczas w epicentrum muzyczne i Lakers oraz Clippers muszą rozgrywać swoje mecze w obcych halach. Nie będzie to jednak najdłuższy trip wyjazdowy w obecnym sezonie, bowiem ten miał miejsce w grudniu i jak wiemy wówczas skończyło się to fatalne dla Jeziorowców. Zakończyli oni wówczas marzenia o powrocie do playoffs po kilku latach nieobecności. W tamtym okresie zwyciężyli w zaledwie 1 z 13 spotkań, wygrywając jedynie w Filadelfii i to po bardzo wyrównanym meczu, który w czwartej kwarcie mógł przeważyć się na którąkolwiek ze stron. Do tej pory ich bilans na wyjazdach jest drugim najgorszym w lidze, jedynie Brooklyn Nets są gorsi w tym względzie, ale oni ten sezon spisali na straty już przed rozpoczęciem rozgrywek. To nie zwiastuje dobrze przed Grammy Tour’em, tym bardziej, że rywale jakich Lakers podejmą to zespoły walczące o playoffs i w większości znajdują się obecnie w znakomitej formie.

Czytaj więcej

Nowy Rok, nowy/a ja!

Los Angeles Lakers zaczęli sezon 2016/17 naprawdę dobrze i po pierwszym miesiącu, kiedy ich bilans wynosił 10-10, a drużyna zajmowała 8. pozycję w Konferencji Zachodniej, wydawali się jednym z największych zaskoczeń początku rozgrywek. Młody skład wytrzymywał psychicznie zacięte spotkania, drużyna miała wiele opcji w ataku, mocną ławkę i grała przyzwoicie w obronie, a przede wszystkim atmosfera była świetna, budowana z każdym kolejnym zwycięstwem. Przed grudniem, który był miesiącem teoretycznie łatwiejszym, oczekiwania były duże, co pisaliśmy w zapowiedzi poprzedniego miesiąca, a niektórzy z Was prorokowali nawet bilans 8-8 lub 9-7 po 16 grudniowych spotkaniach. Niestety, wraz z ostatnim miesiącem roku przyszły kontuzje i pierwszy poważny kryzys w młodej ekipie trenera Waltona, co przypomniało wszystkim obrazki z poprzedniego sezonu, kiedy to bezradni Lakers seryjnie ponosili kolejne porażki. „Nowy Rok, nowy/a ja” – tak brzmi wyśmiewane w internecie styczniowe motto, ale jeśli do kogoś ono pasuje, to chyba do obecnych Jeziorowców. Zawodnicy i sztab szkoleniowy powinni wspólnie wyciągnąć wnioski z fatalnego grudnia, kiedy zanotowali bilans 2-14 i ze świeżymi głowami wejść w 2017 rok, bo szanse na playoffs się oddaliły, ale wciąż są realne.

Czytaj więcej

W nowy miesiąc z problemami

Po 20 meczach rozegranych w ciągu 36 dni ekipa Luke’a Waltona notuje bilans 10-10 i jest w ósemce na Zachodzie, co można uznać za wielki sukces. Tym bardziej, że ta młoda drużyna miała niełatwych rywali, a połowę swoich spotkań rozegrała na wyjazdach. Niestety Lakers wchodzą w nowy miesiąc z wielkimi problemami związanymi z kontuzjami czołowych graczy. Już pod koniec listopada z gry wypadli Russell, Randle i Young, zbiegło się to ze spotkaniami z bardzo silnymi zespołami takimi jak Spurs, Warriors czy Thunder i przyniosło to niestety kilka gorszych występów. Jak chociażby 106-149 z Golden State czy 85-109 z tą samą ekipą, a także mecz, w którym kolejnej kontuzji doznał Young i przydarzyła się porażka z Pelicans. Luke Walton ma nie lada problem jak skompletować pierwszą piątkę i godnie zastąpić swój duet obrońców. Jeziorowcy muszą jednak powalczyć o chociażby jedną wygraną podczas obecnej trasy wyjazdowej, która ma miejsce na przełomie listopada i grudnia. Co jeszcze czeka Lakers w nadchodzącym miesiącu oraz z kim zagrają w świąteczny dzień o tym poniżej.

Grudzień rozpocznie się od wyjazdowego starcia w Toronto. Miejscowi Raptors to druga siła na Wschodzie, lecz ich przewaga nad resztą stawki jest znikoma, a strata do Cavaliers wydaje się duża, a dysproporcje pomiędzy tymi ekipa ogromne. Jedyny kanadyjski klub w NBA pewnie nie podda się do samego końca, gdyż jak przekonali się rok temu w Playoffach przewaga własnego parkietu ma wielkie znaczenie, jednakże wątpię, aby Lebron James i spółka oddali pierwsze miejsce w Konferencji. Toronto po oddaniu Biyombo i Scoli straciło nieco siły pod koszem, tym bardziej, że z gry wypadł ich nowy nabytek Jared Sullinger. Przez to ich gra w obronie nie wygląda już tak fantastycznie jak rok temu. Pozwalają rzucać rywalom aż 104.3 pkt przy 98.2 w ostatniej kampanii. Z pewnością dla Lakers jest to szansa na urwanie wygranej, gdyż dobrze im się gra z zespołami, które gorzej bronią. Lecz nie zapominajmy, że braki w składzie Jeziorowców będą w trakcie tego meczu duże i ciężko będzie im zatrzymać dwóch kanadyjskich liderów Kyle’a Lowry’ego i Demara Derozana.

Czytaj więcej

Co czeka Lakers w pierwszym miesiącu rozgrywek?

Los Angeles Lakers rozpoczynają kolejny, już 71 sezon National Basketball Association. Nie będzie on wcale należał do łatwych dla tych młodych graczy, tym bardziej, że terminarz od samego początku jest dosyć wymagający. Zresztą ciężko mówić o łatwych rywalach na arcytrudnym Zachodzie. Konferencja Zachodnia, a Wschodnia to dwie zupełnie różne bajki, a dysproporcje w ekipach pomiędzy dwoma wybrzeżami Stanów Zjednoczonych w ostatnich latach jeszcze bardziej się powiększyły. Na szczęście dla Russella, Randle’a, Ingrama i paru innych „młokosów” tym razem poprowadzi ich trener z nowej ery. Nie żyjącymi przeszłością Byron Scott, czy Mike „no defense” D’Antoni ale Luke Walton – trener z wizją. Właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Jednakże nie oczekujmy od niego sukcesów już tu i teraz. Awans do playoffs to byłby cud w przypadku obecności tak naszpikowanych gwiazdami wielu rywali. Ci Lakers muszą się zaznajomić z systemem Waltona. Muszą wprowadzić do gry potencjalną, przyszłą gwiazdę Ingrama, a dopiero później można myśleć o sukcesach. Pierwszym sprawdzianem dla nich będzie początek sezonu, który niestety zapowiada się niezwykle ciężko.

W ostatnich dniach października i w listopadzie Jeziorowców czeka w sumie aż 20 spotkań, z czego 11 meczów zostanie rozegranych przeciwko ekipom, które grały w zeszłym roku w playoffs. Na dodatek aż trzy razy rywalem Lakers będą Golden State Warriors, czyli ostatni finaliści. Jednak zacznijmy od tego co czeka ich pod koniec października. Mecz otwarcia to będzie starcie z Houston Rockets, którzy w ostatnich sezonach byli ekipą znienawidzoną w Los Angeles, głównie ze względu na obecność Dwighta Howarda. Lecz D12 tego lata odszedł do swojej rodzinnej Atlanty, a do Staples przyjedzie zupełnie inny team, prowadzony przez starego znajomego Jeziorowców – Mike D’Antoniego. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej to, że ekipa z Teksasu będzie grać piekielnie szybko, bez defensywy (tu na pewno wykaże się Harden) ale za to z ochotą na zdobywanie dużej ilości punktów. Na pewno wiele zmian zostało wykonanych na plus i wydaje się, że Rockets mogą znów znaleźć się w czołówce ligi. Wszak Ryan Anderson, Tyler Ennis czy Eric Gordon to gracze idealni w obecnych czasach NBA. Powinni sprawdzić się jako wolni strzelcy, obok lidera drużyny – Jamesa Hardena. Na sezon zasadniczy na pewno to wystarczy, ale czy na playoffs? W to już raczej wątpię. Jednak jak będzie, pokaże sezon. Na pewno pierwszy mecz w Staples będzie obfitował w zdobycze punktowe, bo Lakers w swoim składzie także mają kilka strzelb dystansowych.

Czytaj więcej

Przed nami pierwszy od 20 lat, sezon bez Bryanta…

Już dziś Los Angeles Lakers rozpoczną kolejny w swojej historii sezon zasadniczy. Będzie to ich pierwszy od 1996 roku, bez Kobe’ego Bryanta w składzie. Przystąpią oni do niego bez zwolnionych przedwczoraj Yi Jianliana oraz Anthony’ego Browna, ale za to z Thomasem Robinsonem oraz Mettą World Peace’em na pokładzie. Obaj zawodnicy podczas preseasonu zdobyli uznanie trenera Luke’a Waltona i prawdopodobnie będą mieli swoje okazje w rozgrywkach 2016/17. Wspomniany sezon przygotowawczy Jeziorowcy zakończyli z bilansem 2-6 ale ich grę oglądało się dużo przyjemniej, niż przez ostatnie dwa lata za kadencji Byrona Scotta. Luke zgodnie z obietnicami, wprowadził zdecydowanie więcej ruchu w swojej drużynie, i to zarówno z piłką jak i bez niej. A zawodnicy grają po prostu szybciej (średnio 104.5 posiadań na mecz w preseasonie), bardzo często decydują się na trójki (33.9% wszystkich rzutów) oraz generują straty w obozach rywali. Ale w tym wszystkim nie zapominają również o przyjemności, jaką daje gra w koszykówkę i o której na każdym kroku przypomina im Luke. Dzięki temu właśnie, każdy daje z siebie 110% i to zarówno na treningach, jak i podczas meczów.

Walton bez wątpienia już osiągnął pewien sukces – w bardzo krótkim czasie zdobył zaufanie swoich podopiecznych i stał się ich faworytem. Pomimo zaledwie dwóch zwycięstw w preseasonie, zespół cały czas wierzy, że jest na właściwych torach i zamierza ze spotkania na spotkanie grać lepiej. I to nie tylko w ofensywie, ale również i defensywie, gdzie w preseasonie oglądaliśmy dużo switchów, wymian, dobrą komunikację oraz wreszcie – zaangażowanie. Tego wszystkiego brakowało podczas ery Byrona Scotta. Wisienką na torcie była z kolei gra Larry’ego Nance’a Jr., który momentami po prostu grał za trzech, a jego 3 przechwyty oraz 1.2 bloków PER 36, są bardzo obiecujące.

Czytaj więcej

Media Day: sezon 2016/17

Jak co roku podczas tzw Media Day, uśmiechnięci zawodnicy Lakers, pozowali do kamer i odpowiadali na pytania dziennikarzy. Gracze mówili, że te uśmiechy zawsze goszczą im podczas treningów. Kiedy bowiem Luke Walton przejął drużynę, ogłosił wtedy stan radości, który wpływa na jego podopiecznych. Myślę, że wszyscy akceptują takie podejście i chcą zwyciężać razem, jako drużyna – powiedział D’Angelo Russell. Po debiutanckim sezonie, Russell jest jednym z największych zwolenników nowego trenera. Drugi pick z 2015 roku startował w Lidze Letniej, gdzie zdobywał średnio 21.8 punktów, 6.2 zbiórki oraz 4 asysty na mecz. Co ważniejsze, jego zachowanie jako lidera zespołu było równie imponujące, jak jego statystki.  Ten poziom pewności siebie nie towarzyszył mu podczas ostatniego sezonu, kiedy jako 19- latek wkraczał na pierwszy obóz przygotowawczy. Jako zawodnik z rocznym doświadczeniem, nie mogę doczekać się, treningów. Wiem czego się spodziewać i jestem na to w pewnym stopniu przygotowany – powiedział młody rozgrywający Jeziorowców. Określa on podejście do tego sezonu jako „biznesowe”, co zdążył już dostrzec Luke Walton.

Czytaj więcej

Zapowiedź NBA Summer League 2016

Los Angeles Lakers bardzo udanie rozpoczęli tegoroczne rozgrywki w ramach NBA Summer League 2016. Prowadzeni przez D’Angelo Russella (20 punktów, 11 zbiórek i 6 asyst), pewnie pokonali koszykarzy New Orleans Pelicans 85-65. Tym samym wreszcie dali nam nadzieję na to, że ten turniej pójdzie im znacznie lepiej, niż dwa ostatnie, w których brali udział m.in. Julius Randle oraz Jordan Clarkson. Teraz pomimo braku wspomnianej dwójki, w pierwszym spotkaniu zespół funkcjonował znacznie lepiej, a dobre wrażenie zrobili na sobie Brandon Ingram oraz Ivica Zubac. To jednak nie jedyni gracze złota i purpury, których będziemy oglądać na parkiecie podczas rozgrywek w Las Vegas. Skład Lakers liczy bowiem aż 15-stu zawodników i każdy z nich, gdy dostanie swoją szansę, z pewnością będzie chciał ją jak najlepiej wykorzystać. A tym samym zwrócić na siebie uwagę osób pracujących w organizacji 16-stokrotnych mistrzów NBA.

Czytaj więcej