Sylwetki trenerów: Luke Walton

Luke Walton – to urodzony 28 marca 1980 roku były gracz Los Angeles Lakers. W 2003 roku z 32 wyborem został wybrany właśnie przez Jeziorowców. gdzie spędził następne 9 lat swojego życia. W tym czasie dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo NBA – w 2009 i 2010 roku, choć swój najlepszy sezon rozegrał na przełomie lat 2006/07. Grał wtedy średnio 33 minuty w każdym meczu i w tym czasie notował 11.4 oczka (3FG 38.7%), 5 zbiórek oraz 4.3 asysty. Dzięki temu też dostał od Mitcha Kupchaka sześcioletnią umowę, wartą 30 milionów dolarów. Niestety jego rozwój w pewnym stopniu ograniczyła kontuzja, której nabawił się w tych samych rozgrywkach. Przez to Luke w kolejnych latach już nie był tym samym zawodnikiem, a do tego Lakers pozyskali atletycznego i nieźle broniącego Trevora Arizę, który zasłużył na miejsce w pierwszej piątce.

Niemniej jednak Luke nie stracił swojego miejsca w rotacji Phila Jacksona, który uwielbiał swojego niskiego skrzydłowego. Walton bowiem zawsze stawiał dobro drużyny ponad wszystko i kładł duży nacisk na dobry ball movement. Jego wpływu na ofensywę nie można było zobaczyć patrząc tylko i wyłącznie na statystyki, bowiem na parkiecie robił wiele drobnych, często niezauważalnych rzeczy. Dlatego też właśnie miał dobre relacje z Zen Masterem, z którym od samego początku dobrze się dogadywał.

Czytaj więcej

O tym, dlaczego Byron Scott musi odejść…

Często zarzuca się fanom Los Angeles Lakers, że idą na łatwiznę i wszystko co złe próbują zwalić na Byrona Scotta. Bynajmniej, my również dostrzegamy wiele negatywów, które nie są bezpośrednio związane z trenerem Lakers. Jednakże argument, iż to nie Byron odpowiada za wszystkie problemy Jeziorowców nie może być przecież kluczowy jeśli chodzi o zatrzymanie posady przez Scotta! W poniższym tekście postaram się wypunktować swoje główne zarzuty względem trenera i wskazać z jakich powodów tak bardzo nie chcę oglądać w przyszłym sezonie zespołu wciąż pod jego wodzą.

Czytaj więcej

Sylwetki trenerów: Byron Scott

Osobę Byrona Scotta chyba właściwie nie trzeba przedstawiać fanom złota i purpury. Scott to bowiem trzykrotny mistrz NBA, który był bardzo ważną częścią układanki Pata Riley’a w latach 80, którą wszyscy kojarzą ze słowem Showtime. Znany był przede wszystkim ze skuteczności na dystansie, na którym trafił 37% rzutów w swojej karierze. To właśnie w tym elemencie gry specjalizował się po zakończeniu sportowej kariery, kiedy to został asystentem w Sacramento Kings w 1998 roku – tuż po tym jak ogłosił przejście na emeryturę. Na efekty jego pracy trzeba było czekać aż do playoffs 2000, gdzie zawodnicy ze stolicy Kalifornii po tym jak wcześniej spisywali się wręcz fatalnie zza łuku, trafili 38% swoich trójek w pięciu rozegranych spotkaniach. Byron pokazał się z całkiem dobrej strony jako trener specjalista ale zapragnął czegoś więcej, niż tylko ćwiczenie z zawodnikami – chciał odpowiadać za całą drużynę, pod każdym względem.

Tuż po krótkiej, dwuletniej przygodzie w Sacramento, Scott dostał swoją szansę i objął borykające się z problemami New Jersey Nets w 2000 roku. W swoim pierwszym sezonie na stanowisku szkoleniowca, Byronowi i zespołowi z Atlatnic division, jak to zazwyczaj bywa, nie wiodło się najlepiej (26-56) ale już w następnych rozgrywkach (2001-02) Nets stali się niespodzianką i osiągnęli znacznie więcej niż można by było się spodziewać. Do drużyny dołączył Jason Kidd, który stał się głównym punktem Princeton Offense, zaimplementowanej przez Eddiego Jordana, co wzniosło drużynę na wyższy poziom – zarówno w ataku jak i w obronie. Nets wygrali wtedy w sumie 52 spotkania i awansowali do finału NBA, gdzie jednak jak dobrze wszyscy pamiętamy, przegrali z Los Angeles Lakers 0-4. Mimo to zdobycie Mistrzostwa Konferencji Wschodniej było sporym osiągnięciem dla Byrona i jego zawodników, stąd też pozostał on trenerem Nets i w kolejnym roku również poprowadził ich do finału NBA. Niestety tym razem jego ekipa nie była w stanie sprostać defensywie San Antonio Spurs i ponownie New Jersey pozostało się cieszyć tylko i wyłącznie z wygrania Wschodu.

Czytaj więcej

Kto zostanie nowym trenerem Lakers?

Rezygnacja Mike’a D’Antoniego ze stanowiska trenera Los Angeles Lakers nastąpiła wcześniej niż można się było tego spodziewać. Jego kontrakt bowiem obowiązywał jeszcze przez przynajmniej jeden sezon, a w przypadku wykorzystania opcji przez Jima Bussa i Mitcha Kupchaka, D’Antoni pozostałby w Kalifornii do końca sezonu 2015-16. Były szkoleniowiec Suns, Knicks, a teraz także i Lakers, chciał jednak być pewnym swojej posady przez następne dwa lata, co nie było w planach zarządu Jeziorowców. Mike tym samym właściwie znając już swoją przyszłość, wolał zrezygnować ze swojej posady, niż żyć ze świadomością, że są to jego ostatnie miesiące w Los Angeles. Tym samym większość fanów (o ile nie wszyscy) jest na pewno w lepszych humorach niż wcześniej i już marzy im się trener z najwyższej półki. Kolejna osoba, która zostanie zatrudniona przez Jima Bussa na tym stanowisku, powinna być „tą właściwą”, a zespół wiązać z nią nadzieję na wygranie w przyszłości mistrzostwa – nawet jeśli plany budowy drużyny zdolnej walczyć o najwyższe cele rozpoczną się dopiero za rok lub dwa

Na pewno Buss nie może sobie pozwolić na kolejnego szkoleniowca ze średniej półki, tak jak to było w przypadku Mike’a Browna i Mike’a D’Antoniego. Wraz z Kupchakiem powinien się on zastanowić nad trenerem z odpowiednim doświadczeniem i kwalifikacjami lub postawić na kogoś, kto po raz pierwszy prowadziłby drużynę w NBA i wydawałyby się być odpowiednim kandydatem na to stanowisko – tak samo jak to miało miejsce w przypadku Pata Riley’a na początku lat 80 ubiegłego wieku. Do tego musiałby on być szanowany przez Kobe’ego Bryanta i przynajmniej w pewnej części pasować do jego stylu gry. Kto zatem mógłby trafić do Miasta Aniołów? Kto wydaje się najlepiej pasować do dzisiejszej NBA i jest najlepszą opcją? Przejrzymy kilka ciekawych nazwisk.

Czytaj więcej

Czy D’Antoni pozostanie szkoleniowcem Lakers?

Tuż po odniesieniu zwycięstwa nad San Antonio Spurs, Mike D’Antoni zatrzymał się na chwilę w holu hali AT&T Center, rozmyślając przez chwilę nad swoją karierą i przyszłością w Los Angeles. To z pewnością nie był udany sezon dla niego, zawodników i oczywiście fanów. Mike jest tego świadomy ale zdaje sobie również sprawę z tego, że jego podopieczni starali się jak mogli, aby każdego wieczoru grać jak najlepiej i egzekwować jego założenia taktyczne. Choć ostatnio nie wywiązywali się ze swoich obowiązków najlepiej, tak w starciu z Ostrogami zagrali tak, jak życzy sobie D’Antoni. Dzielili się piłką, zapewniali odpowiedni spacing, a do tego grali z sercem i zaangażowaniem. Jasne, pokonali osłabionych Spurs ale w końcu oni sami również byli osłabieni – i to przez większość sezonu .

Kontuzje naprawdę zniszczyły ten zespół i uniemożliwiły mu nawiązanie walki o ósme miejsce w playoffs. W sytuacji, gdy o sukcesie zespołu decydują tak naprawdę tylko i wyłącznie role playerzy, strata każdego z nich musi się negatywnie odbić na wynikach drużyny. Nie zmienia to jednak faktu, że Jeziorowcy zakończyli sezon z bilansem 27 zwycięstw i 55 porażek, plasując się na 14 miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej. To może oznaczać koniec przygody Mike’a z 16 – krotnymi mistrzami NBA i on dobrze o tym wie. Tym bardziej, że w ostatnim czasie jego relacje z Kobe Bryantem bardzo się oziębiły ze względu na kontuzję lidera Lakers i spędzanie przez niego bardzo małej ilości czasu w ośrodku szkoleniowym w El Segundo.

Czytaj więcej

Czy D’Antoni traci kontrolę nad Jeziorowcami?

Po wtorkowym meczu w szatni drużyny z Los Angeles coś zaczęło się psuć. Jeszcze niedawno Jeziorowcy walczyli o każdy kawałek parkietu i nie przejmowali się porażkami, optymistycznie podchodząc do kolejnych spotkań. W końcu jednak musiało stać się to, co jest nieuniknione w zespołach z dolnej części tabeli, czyli szukanie winnego. Zawodnicy mają już dosyć przegrywania i w końcu zakwestionowali taktykę, jaką stosuje Mike D’Antoni. Wszystko zaczęło się od Pau Gasola, który jako pierwszy w pośredni sposób skrytykował zastosowany small ball przeciwko posiadającej wysokich graczy Indianie Pacers. Hiszpan publicznie przyznał, że nie podobało mu się to posunięcie i przede wszystkim w tym upatrywał przegranej 20 zbiórkami deski. Poza tym stwierdził, że w zespole brakuje dyscypliny, przez co większość zawodników będących na jednorocznych umowach, patrzy na indywidualne statystyki, a nie dobro całej ekipy.

Tymi komentarzami nie przejął się jednak trener Jeziorowców ale też nie pozostał na nie bierny. Podczas krótkiego wywiadu powiedział, że nie podoba mu się to, że dowiaduje się o takich rzeczach z mediów, a nie bezpośrednio od Gasola. Takie rzeczy Pau powinien mówić za zamkniętymi drzwiami, bo inaczej psuje atmosferę w zespole. Mike był rozczarowany brakiem profesjonalizmu centra Lakers i ewidentnie nie pochwalił takiego zachowania. Nie jest to sposób na rozwiązanie problemów oraz przywrócenie nadziei swoim kolegom. Pau jednak nie przeprosił za swoje zachowanie i nie ma zamiaru tego robić. Według dwukrotnego mistrza NBA, nie przesadził ze swoją wypowiedzią i nie powiedział nic, co nie byłoby dla niego oczywistą sprawą. Przyznał, że był sfrustrowany porażką i kierowały nim emocje ale był w 100% świadomy swoich słów.

Czytaj więcej

Jakim trenerem jest Mike D’Antoni?

Mike’a D’Antoniego, 62 – letniego trenera posiadającego włoskie obywatelstwo, czeka drugi sezon w organizacji Los Angeles Lakers. Ten doświadczony coach pochodzący z Mullens, najbardziej jest znany z pracy jaką wykonał w Phoenix Suns. To właśnie z drużyną z Arizony zdobył nagrodę Coach of the Year w 2005 roku, a zespół przez cztery lata z rzędu notował ponad 50 zwycięstw w sezonie i znajdował się w czołówce tabeli Zachodniej Konferencji. Mimo to Mike’owi nie udało się zdobyć ze Słońcami mistrzostwa NBA, a przez brak wsparcia ze strony Steve’a Kerra, postanowił spróbować swoich sił w New York Knicks. Niestety tam sprawy wyglądały zdecydowanie gorzej i na obecnego trenera Lakers spadła fala krytyki. Mimo posiadania w składzie Carmelo Anthony’ego czy Tysona Chandlera, zespół grał bardzo przeciętnie, a filozofia gry nie wszystkim przypadła do gustu.

Czy jednak całą winę można zrzucać na D’Antoniego? Czy jego podejście do defensywy było kluczowym czynnikiem, który wpłynął na brak mistrzostwa? A może to zawodnicy nie byli dopasowani do jego systemu lub też brakowało im po prostu umiejętności? Jako że nadchodzący sezon z pewnością określi jego przyszłość w Jeziorowcach i być może nawet w całym NBA, warto sobie przypomnieć jego czas spędzony w Phoenix oraz Nowym Jorku.

Czytaj więcej

Czy Kurt Rambis ocali obronę Lakers?

Kurt Rambis po raz kolejny powrócił do sztabu szkoleniowego Lakers i podobno już myśli nad koncepcją gry defensywnej zespołu z Miasta Aniołów. Trzeba przypomnieć, że to właśnie on był kluczową postacią przy układaniu obrony w sezonie 2008 – 09, w którym to ostatecznie Jeziorowcy pokonali Orlando Magic 4 – 1. Wiele osób chwaliło wtedy Kurta za wyciągnięcie wniosków po przegranych rok wcześniej finałach z Bostonem Celtics. Rambis może Tomem Thibodeau nie jest ale jego wpływ na to, jak będzie wyglądała gra Lakers po tej stronie parkietu, może być po prostu bezcenny.

Mimo, że w drużynie zabraknie Dwighta Howarda, uważanego za najlepszego defensywnego centra w NBA, to Lakers mają realne szanse stać się lepszym zespołem w obronie niż rok temu. Wesley Johnson, Nick Young i Jordan Farmar co prawda nie są tytanami pod tym względem ale ich atletyczność i szybkość mogą okazać się nieocenione. Ponadto Lakers w końcu mają kogoś komu mogą zaufać, czyli wspomnianego już Rambisa – człowieka utytułowanego i kochającego drużynę złota i purpury. Czterokrotny mistrz NBA ma koncepcje gry defensywnej, którą będzie starał się jak najlepiej dostosować do obecnego składu. Prawdopodobnie będzie ona podobna do tej, jaką Lakers stosowali w latach 2008 – 10.

Czytaj więcej