Podsumowanie NBA Summer League 2017

Zawodnicy Los Angeles Lakers wreszcie zdobyli jakieś trofeum, które będą mogli dołożyć do kolekcji organizacji. Choć wygranie Ligi Letniej nie jest niczym prestiżowym, tak cieszyć może fakt, że Jeziorowcy wreszcie spełnili pokładane w nich oczekiwania. Już od bodajże dwóch lat Lakers wymieniało się w gronie faworytów do zwyciężenia w Summer League. Dopiero jednak pojawienie się Lonzo Balla i Kyle’a Kuzmy umożliwiło graczom złota i purpury pokonanie wszystkich rywali i bycie tą najlepszą drużyną. Co prawda początek turnieju nie był wymarzony (porażka z Clippers 93-96), tak później było już tylko lepiej. I to pomimo tego, że resztę spotkań z powodu niegroźnego urazku kostki, opuścił 19-letni Brandon Ingram.

Sprawy w swoje ręce wzięła dwójka nowych zawodników – wspomnieni Lonzo Ball oraz Kyle Kuzma. Ten pierwszy zajął się głównie kreowaniem gry i pokazał swoją wszechstronność, z której znany był już w szkole średniej. Ale nie tylko, bo przecież w pojedynku z Philadelphią 76ers zdobył aż 36 punktów, prowadząc swoją ekipę do cennej wygranej 103-102. Przy wybieraniu MVP całego turnieju nikt nie miał wątpliwości co do tego, że to właśnie on powinien zgarnąć tę nagrodę. Według ekspertów był zdecydowanie najlepszy ze wszystkich.

Czytaj więcej

Wywiady końcowe: sezon 2016/17

12 kwietnia Los Angeles Lakers zakończyli swoją przygodę z sezonem zasadniczym 2016/17. Po raz kolejny nie udało im się awansować do playoffs i przez to musieli spotkać się z dziennikarzami zaledwie po dwóch tygodniach kwietnia. Tradycyjne Exit Interviews, które rozpoczęły się następnego dnia w ośrodku szkoleniowym El Segundo, polegały na podsumowaniu ostatnich rozgrywek przez samych graczy, trenera Luke’a Waltona oraz generalnego menedżera Roba Pelinkę. Wypowiedzi dotyczyły więc tego, w jakich aspektach gry zawodnicy poczynili największe postępy, co poszło dobrze, co poszło źle, jak wszyscy zamierzają przepracować lato oraz jak wyglądała ich rozmowa z władzami 16-stokrotnych mistrzów ligi. Dodatkowo Luke i Rob powiedzieli też co nieco na temat okresu free agency, składu Jeziorowców oraz planach na najbliższe miesiące.

Czytaj więcej

Jeziorowcy udanie zakończyli sezon zasadniczy

Ponad tydzień temu Los Angeles Lakers zakończyli sezon zasadniczy 2016/17, przegrywając w ostatnim meczu z Golden State Warriors. Sam kwiecień jednak zamknęli bardzo dobrym bilansem 5-2, a ich pasmo pięciu zwycięstw z rzędu było jednym z najlepszych w tej końcówce rozgrywek i pierwszym dla organizacji od sezonu 2012/13. Teoretycznie wydawać by się mogło, że to znakomita wiadomość, a Jeziorowcy wreszcie złapali rytm i wiatr w żagle, co może zwiastować niezły kolejny rok. W rzeczywistości jednak, te pięć wygranych tak naprawdę uniemożliwiło 16-stokrotnym mistrzom NBA zajęcie przedostatniej pozycji w całej NBA. Ta przypadła koszykarzom Phoenix Suns, którzy naprawdę robili wszystko, aby podłożyć się Jeziorowcom. Niestety ci po prostu woleli wygrać kilka dodatkowych i nic nie znaczących spotkań, niż zwiększyć swoje szanse w nadchodzącej loterii draftu. Oby tylko nie okazało się, że te dodatkowe pięć zwycięstw odebrało Lakers pick w tym roku, bo wiązałoby się to z utratą możliwości dodania do składu utalentowanego gracza, za niewielkie pieniądze.

Odpowiedź na powyższy temat poznamy już za miesiąc. Na razie jednak wróćmy do kwietnia, bo statystycznie był to naprawdę udany miesiąc dla podopiecznych Luke’a Waltona. Co prawda rozpoczęli oni go od porażki z Los Angeles Clippers ale później już było całkiem dobrze, a wygrane z Grizzlies oraz Spurs naprawdę mogły się podobać. Do tego Jeziorowcy mieli trochę szczęścia (a może pecha?) w konfrontacji z Minnesotą Timberwolves, w której to D’Angelo Russell trafił trójkę równo z końcową syreną. Co ciekawe, Lakers odnosili kolejne wygrane w głównej mierze dzięki defensywie (a przy okazji transition offense), a nie lepszej grze w ataku pozycyjnym. Pod tym względem 16-stokrotni mistrzowie NBA spisywali się nawet gorzej niż w marcu, o czym świadczy 46.3% skuteczności, w tym 31.5% zza łuku i 71.9% na linii rzutów osobistych. Różnicę zrobiły przechwyty, których to zawodnicy notowali średnio 11.6 w każdym pojedynku i dzięki którym notowali zazwyczaj aż 21.4 oczka po stratach rywali. Pod tym względem zaliczyli najlepszy miesiąc w sezonie 2016/17 i tylko w trzech spotkaniach rozegranych w październiku, spisywali się podobnie.

Czytaj więcej

W ataku widać postęp ale w obronie… wręcz przeciwnie

Tylko dwa zwycięstwa w 14 rozegranych spotkaniach – takim bilansem koszykarze Luke’a Waltona zakończyli przedostatni miesiąc sezonu zasadniczego 2016/17 w NBA. W grze zawodników rzadko było widać zaangażowanie, determinację i chęć zwycięstwa. Jeżeli gracze skupiali się w pojedynczych meczach, to głównie na atakowanej stronie parkietu, a nie na bronionej. To jest coś, do czego chyba wszyscy zdążyliśmy się przyzwyczaić przez ostatnie lata. Ponadto szkoleniowiec zespołu zdecydował się wykorzystać ten czas na testowanie różnych wariantów, mieszanie rotacją itp., przez co od jakiegoś czasu możemy oglądać m.in. D’Angelo Russella grającego na pozycji rzucającego obrońcy. Rozwiązania te nie przełożyły się na wyniki całej drużyny ale za to indywidualnie, niektórzy z zawodników mieli ostatnio spore pole do popisu. Wystarczy tutaj wspomnieć, że aż czterech Jeziorowców ustanowiło w marcu swoje nowe rekordy punktowe w karierze, a najlepiej pod tym względem wypadł wspomniany Russell, który stał się najmłodszym graczem w historii organizacji, który przekroczył barierę 40 punktów. Z drugiej strony czy tego typu występy wystarczą do tego, aby przekonać do siebie władze Lakers i fanów? To z pewnością jest temat na nadchodzący offseason.

Tak jak wspomniałem wcześniej, ofensywnie Lakers wypadli całkiem nieźle w poprzednim miesiącu. 104.2 oczka na 100 posiadań według NBA.com to skok o 2.4 punkty względem lutego. Statystyka ta wygląda jeszcze lepiej, gdy weźmiemy pod uwagę wiele innych czynników. Zespół co prawda trafiał w sumie na 46.9% skuteczności, ale tylko na 33.8% na dystansie. Pod tym względem mogło być znacznie lepiej, choć z drugiej strony absencja Nicka Younga w wielu spotkaniach na pewno miała na to wpływ (Jeziorowcy oddawali średnio prawie sześć prób mniej zza łuku niż w lutym i trafiali ich o 1.9 mniej). Ponadto można było także zauważyć brak Lou Williamsa, gdyż liczba oddawanych rzutów osobistych była najmniejsza spośród wszystkich miesięcy w bieżących rozgrywkach (21.1) oraz niedoświadczenie pod koszem Ivicy Zubaca. Lakers zbierali tylko 10 piłek na atakowanej tablicy na 100 posiadań, co przełożyło się na zdobywanie tylko 11.9 oczek z ponowień (również najsłabszy wynik zespołu w całym sezonie).

Czytaj więcej

Jeziorowcy w końcu wywiesili białą flagę

Za nami kolejny miesiąc sezonu 2016/17. Miesiąc, w którym mieliśmy przerwę na All-Star Weekend, trade deadline oraz pewne zmiany w składzie i rotacji Jeziorowców. Luke Walton zdecydował się wprowadzić do pierwszej piątki Brandona Ingrama oraz Tarika Blacka. Wypadli z niej natomiast Luol Deng i Timofey Mozgov. O ile ten pierwszy może jeszcze liczyć na minuty w każdym spotkaniu, to sytuacja Rosjanina nie wygląda za ciekawie. W roli rezerwowego centra szkoleniowiec zespołu bardziej widzi Ivicę Zubaca, aniżeli mistrza National Basketball Association z Cleveland Cavaliers. Ponadto Magic Johnson postanowił zwolnić Jose Calderon oraz pozbyć się swojego najlepszego strzelca z ławki – Lou Williamsa, na rzecz Corey’a Brewera oraz pierwszorundowego wyboru w tegorocznym drafcie. Tym samym też na więcej minut mogą liczyć D’Angelo Russell oraz Jordan Clarkson. Czy te wszystkie zmiany jednak coś dały? O tym przeczytacie poniżej.

Zacznijmy od porównania dwóch różnych wyjściowych piątek. Skład Russell, Young, Deng, Randle i Mozgov do tej pory spędził w sumie prawie 403 minuty na parkiecie. W porównaniu do swoich rywali, zdobywał on średnio o 6.1 oczek od nich więcej, trafiał 4.5 trójek więcej oraz zbierał o 1.8 piłek więcej na atakowanej tablicy. Gorzej wypadał za to pod względem ilości blokowanych rzutów (2.1 mniej), czy też zbiórek pod własną tablicą (1.2). Nowy lineup z kolei spędził ze sobą już nieco ponad 99 minut. Zazwyczaj jednak zdobywa o 5.7 punktów mniej od rywala, oddaje 10.4 rzutów osobistych mniej, notuje o siedem asyst mniej, a za to 6.8 strat i 4.6 fauli więcej. Jedynie na dystansie ta piątka jest bardziej agresywna, gdyż oddaje o 9.2 rzuty więcej. Nie przekłada się to jednak na prowadzenie w meczu. Oczywiście powyższe statystyki w dużej mierze zależą też od rywali, z jakimi przychodzi się mierzyć danym graczom. Niestety nie da się jednak ukryć, że ich ostatni przeciwnicy w większości przypadków nie byli zespołomi z górnej półki, a mimo to zawodnicy Luke’a Waltona nie byli w stanie ich ograć.

Czytaj więcej

Lakers spadli prawie na dno Konferencji Zachodniej

Za nami kolejny słaby miesiąc w wykonaniu koszykarzy złota i purpury. Choć bez wątpienia był on lepszy od grudnia, tak jednak zaledwie 5 zwycięstw w 15 rozegranych spotkaniach, nie jest powodem do dumy. W efekcie Los Angeles Lakers spadli na 14 miejsce w Konferencji Zachodniej. Gorsi od nich są już tylko Phoenix Suns, choć i tych, Jeziorowcy mogą wkrótce „przeskoczyć”. Na Wschodzie z kolei ostatnią lokatę okupują zawodnicy Brooklyn Nets, którzy jak na razie mają bilans 9-39. Nawet Philadelphia 76ers wreszcie zaczęła grać interesującą koszykówkę, przez co wygrała sześć z ostatnich 10-ciu meczów i obecnie jest na 13 miejscu w swojej Konferencji. Wszystko więc wskazuje na to, że 16-stokrotni mistrzowie NBA znów będą tankować i ponownie spróbują swojego szczęścia w loterii draftu. A ten zapowiada się na naprawdę mocny.

W styczniu najgorszy dla podopiecznych Luke’a Waltona był okres od 10 do 17 dnia miesiąca. Lakers przegrali wtedy pięć spotkań z rzędu, z czego trzy przynajmniej 16-stoma punktami. Ta seria porażek była trochę zaskakująca, gdyż tuż przed nią, Jeziorowcy wygrali dwa starcia z rzędu, grając w nich naprawdę dobrze po obu stronach parkietu. Wszystko posypało się tak nagle, a potwierdzeniem tego był blowout 73-122 w Dallas, przeciwko miejscowym Mavericks. Jeziorowcom trudno już będzie wrócić do gry i powalczyć o ósme miejsce na Zachodzie. Wydaje się, że jest to wręcz niemożliwy. I nie zmienia tego nawet fakt, że w ostatnim ich meczu w styczniu, pokonali u siebie Denver Nuggets 120-116, a duet D’Angelo Russell i Ivica Zubac, wyglądał momentami rewelacyjnie.

Czytaj więcej

Grudniowa aura nie sprzyjała Lakers

Za nami kolejny miesiąc rozgrywek NBA w sezonie 2016/17. Miesiąc, o którym wolelibyśmy raczej zapomnieć. Po tym jak Los Angeles Lakers zachwycili świat w listopadzie (link), grudzień był w ich wykonaniu jednym, wielkim niewypałem. Dwa zwycięstwa w 16 rozegranych spotkaniach raczej nie są powodem do dumy. Jeziorowcy co prawda musieli zmagać się z długą, bo aż siedmiomeczową serią wyjazdową i pewnie niektórym wydawało się, że to właśnie gra na wyjeździe jest przyczyną porażek, ale ostatnie domowe starcia pokazały, że problem leży gdzie indziej. Jest jednak jeden plus tego wszystkiego. Rok temu, 16-stokrotni mistrzowie NBA po prostu byli bardzo słabi i właściwie każdy przeciwnik wygrywał z nimi bez żadnego problemu. Teraz natomiast Lakers walczą, są w stanie wyjść nawet na 10-cio lub 20-stopunktowe prowadzenie ale niestety ostatecznie nie potrafią utrzymać wyniku. Zawodnicy zwyczajnie mają problem ze skupieniem oraz utrzymaniem stylu gry przez 48 minut (zarówno w ataku, jak i w obronie). Tak właśnie było m.in. w konfrontacjach z Charlotte Hornets, Miami Heat, czy też Dallas Mavericks.

Przez ten jeden zły miesiąc, koszykarze z Miasta Aniołów spadli z miejsca gwarantującego playoffs, na 13 pozycję w Konferencji Zachodniej. Ich szanse na załapanie się do rozgrywek posezonowych nadal jednak istnieją, bowiem będący na ósmym miejscu Sacramento Kings, mają tylko bilans 14-19 i trudno przewidzieć jak będzie wyglądała ich gra po nowym roku. Ale nie ma na razie co o tym myśleć. Więcej będziemy zapewne wiedzieć po kilku pierwszych występach w styczniu.

Czytaj więcej

Jeziorowcy zaskoczyli świat w listopadzie

To był naprawdę solidny miesiąc w wykonaniu koszykarzy złota i purpury. Przed startem rozgrywek 2016/17 raczej nikt nie spodziewał się, że ten zespół jest w stanie wygrać aż 10 z pierwszych 20 spotkań. Szczególnie, że Lakers mieli przecież jeden z najtrudniejszych terminarzy w lidze w październiku/listopadzie. Mimo to oraz nie najlepszego początku (1-3 start) podopieczni Luke’a Waltona pokazali na co ich stać. Sprawili kilka niespodzianek, grając ogólnie naprawdę ekscytującą, zespołową i dającą nadzieje na lepszą przyszłość koszykówkę. Luke Walton błyskawicznie stworzył drużynę, w której każdy czuje się odpowiedzialny za swojego kolegę. Los Angeles Lakers wreszcie prezentują nowoczesny i skuteczny styl. Pokazali, że mają swój charakter i nie boją się wyzwań. Co prawda wydaje się, że są w stanie przegrać z każdym rywalem, ale również i z każdym wygrać, co pokazały przykłady meczów z Golden State Warriors, czy np. ostatni z Chicago Bulls.

Jak na razie przed własną publicznością Jeziorowcy mają bilans 6 zwycięstw oraz 4 porażek. Na wyjeździe natomiast odwrotnie – 4 wygrane i 6 przegranych, co jak na młody i niedoświadczony zespół, wydaje się być niezłym osiągnięciem. Na jedno spotkanie notują zazwyczaj 99.7 posiadań, co daje im czwarte miejsce w lidze. Ich atak z kolei plasuje się na 15 miejscu pod względem efektywności (106.9 punktów na 100 posiadań) ale zapewne byłby lepszy, gdyby nie ostatnie problemy z kontuzjami D’Angelo Russella, Juliusa Randle’a oraz Nicka Younga. Mimo to, zagrywki i gameplan w ofensywie wyglądają przyzwoicie, co potwierdza skuteczność z gry na poziomie 45.6%, z czego 35.2% na dystansie oraz średnia liczba asyst (21.9). Ciekawostką jest również gra 16-stokrotnych mistrzów NBA na desce, gdzie w ogólnym rozrachunku plasują się na trzeciej pozycji (44.6 zbiórek na mecz, z czego 11.1 w ataku). Duet Timofey Mozgov-Julius Randle bez wątpienia robią tutaj swoje. Obecnie do szczęścia brakuje tylko ograniczenia liczby popełnianych strat. 15.9 na mecz to zdecydowanie za dużo, przez co atak ekipy z Miasta Aniołów nie jest tak bardzo efektywny, jak mógłby być.

Czytaj więcej

Podsumowanie NBA Summer League 2016

W zeszłą niedzielę zakończył się turniej NBA Summer League 2016, rozgrywany w Las Vegas, którego zwycięzcami zostali zawodnicy Chicago Bulls. Lakers natomiast, po wygraniu pierwszych trzech pojedynków, przegrali dwa kolejne i ostatecznie zakończyli rozgrywki na tym samym etapie, co w poprzednich latach. Pochwalić należy jednak D’Angelo Russella, który ewidentnie przewodził temu młodemu zespołowi. Zdobywał on średnio 21.8 punktów, zbierał 6.2 piłek oraz rozdawał 4 asysty na mecz. A to wszystko na 47.7% skuteczności, w tym 40% zza łuku. Jedyną jego piętą Achillesową były straty, których popełniał aż 4.5 na jedno spotkanie. Mimo to pokazał swój charakter, waleczność i determinację. Było po nim widać, że podszedł do tego turnieju bardzo poważnie i chciał wypaść na nim jak najlepiej. Nie bał się wziąć spraw w swoje ręce, co udowodnił trafiając zwycięską trójkę w spotkaniu z Philadelphią 76ers.

Russell był najjaśniejszym punktem drużyny w każdym meczu, w którym wystąpił. Równie dobre zawody rozegrał także Larry Nance Jr., który zaliczał solidne 9 punktów, 7.8 zbiórek i 2.8 przechwytów w nieco ponad 29 minut. Na parkiecie robił wszystko to, do czego nas przyzwyczaił w poprzednich rozgrywkach. Był solidnym punktem ekipy z Kalifornii, a zawodnicy mogli liczyć na jego doświadczenie, zaangażowanie oraz mądrą i inteligentną grę. W Las Vegas w trzech z czterech spotkań zanotował double-double. Najlepiej wypadł podczas konfrontacji z Sixers, w której zanotował 13 oczek, 8 zbiórek, 4 asysty i (UWAGA!) 7 przechwytów oraz 4 bloki. Jego defensywna postawa w tym meczu całkowicie odmieniła te starcie.

Czytaj więcej

Ostatni sezon Bryanta nie był tym wymarzonym

Jednym z ciekawszych zajęć w sezonie ogórkowym jest z pewnością cofanie się kilka miesięcy wstecz i czytanie prognoz na nadchodzące rozgrywki, a następnie porównywanie ich z ostatecznymi rezultatami. Tak więc cofam się do października i patrzę na przewidywania dotyczące zwycięstw – 25, 28, 27, 26 . Zgodnie. Lakers jednak zaskoczyli wszystkich – 17 zwycięstw. Sam przed sezonem stawiałem na 30-35. Myślałem, że młodzież się rozegra. Myślałem, że Hibbert będzie centrem z czasów, kiedy LeBron bał się wjechać pod kosz Indiany. Myślałem, że Lou Williams razem z Youngiem i Bassem będą „robić” grę z ławki, a Kobe dorzuci od siebie te 15/5/5. Rzeczywistość okazała się dosyć brutalna.

Sezon dla Lakers rozpoczął się fatalnie i do 29 listopada wszystko wskazywało na to, że będą to kolejne rozgrywki, o których szybko zapomnimy. Wtedy Kobe Bryant postanowił zmienić je na lepsze/gorsze (skreśl niepotrzebne) i ogłosić, że po sezonie kończy karierę. Od tej pory sezon stał pod znakiem tego ostatniego dla Bryanta, który grał mecze niezłe, słabsze i fatalne, by wszystko zakończyć kosmicznym 60-punktowym występem. Zaczął swój „farewell tour” w mieście, w którym koszykarsko odkrywał siebie w lokalnym Lower Merion High School, a skończył w domu, w Staples Center. Cytując Andrzeja Sapkowskiego, „Coś się kończy, coś się zaczyna” – zakończyła się era Lakers z Bryantem, zaczęła zupełnie nowa i oby równie ciekawa.

Czytaj więcej