Lakers spadli prawie na dno Konferencji Zachodniej

Za nami kolejny słaby miesiąc w wykonaniu koszykarzy złota i purpury. Choć bez wątpienia był on lepszy od grudnia, tak jednak zaledwie 5 zwycięstw w 15 rozegranych spotkaniach, nie jest powodem do dumy. W efekcie Los Angeles Lakers spadli na 14 miejsce w Konferencji Zachodniej. Gorsi od nich są już tylko Phoenix Suns, choć i tych, Jeziorowcy mogą wkrótce „przeskoczyć”. Na Wschodzie z kolei ostatnią lokatę okupują zawodnicy Brooklyn Nets, którzy jak na razie mają bilans 9-39. Nawet Philadelphia 76ers wreszcie zaczęła grać interesującą koszykówkę, przez co wygrała sześć z ostatnich 10-ciu meczów i obecnie jest na 13 miejscu w swojej Konferencji. Wszystko więc wskazuje na to, że 16-stokrotni mistrzowie NBA znów będą tankować i ponownie spróbują swojego szczęścia w loterii draftu. A ten zapowiada się na naprawdę mocny.

W styczniu najgorszy dla podopiecznych Luke’a Waltona był okres od 10 do 17 dnia miesiąca. Lakers przegrali wtedy pięć spotkań z rzędu, z czego trzy przynajmniej 16-stoma punktami. Ta seria porażek była trochę zaskakująca, gdyż tuż przed nią, Jeziorowcy wygrali dwa starcia z rzędu, grając w nich naprawdę dobrze po obu stronach parkietu. Wszystko posypało się tak nagle, a potwierdzeniem tego był blowout 73-122 w Dallas, przeciwko miejscowym Mavericks. Jeziorowcom trudno już będzie wrócić do gry i powalczyć o ósme miejsce na Zachodzie. Wydaje się, że jest to wręcz niemożliwy. I nie zmienia tego nawet fakt, że w ostatnim ich meczu w styczniu, pokonali u siebie Denver Nuggets 120-116, a duet D’Angelo Russell i Ivica Zubac, wyglądał momentami rewelacyjnie.

Czytaj więcej

Grudniowa aura nie sprzyjała Lakers

Za nami kolejny miesiąc rozgrywek NBA w sezonie 2016/17. Miesiąc, o którym wolelibyśmy raczej zapomnieć. Po tym jak Los Angeles Lakers zachwycili świat w listopadzie (link), grudzień był w ich wykonaniu jednym, wielkim niewypałem. Dwa zwycięstwa w 16 rozegranych spotkaniach raczej nie są powodem do dumy. Jeziorowcy co prawda musieli zmagać się z długą, bo aż siedmiomeczową serią wyjazdową i pewnie niektórym wydawało się, że to właśnie gra na wyjeździe jest przyczyną porażek, ale ostatnie domowe starcia pokazały, że problem leży gdzie indziej. Jest jednak jeden plus tego wszystkiego. Rok temu, 16-stokrotni mistrzowie NBA po prostu byli bardzo słabi i właściwie każdy przeciwnik wygrywał z nimi bez żadnego problemu. Teraz natomiast Lakers walczą, są w stanie wyjść nawet na 10-cio lub 20-stopunktowe prowadzenie ale niestety ostatecznie nie potrafią utrzymać wyniku. Zawodnicy zwyczajnie mają problem ze skupieniem oraz utrzymaniem stylu gry przez 48 minut (zarówno w ataku, jak i w obronie). Tak właśnie było m.in. w konfrontacjach z Charlotte Hornets, Miami Heat, czy też Dallas Mavericks.

Przez ten jeden zły miesiąc, koszykarze z Miasta Aniołów spadli z miejsca gwarantującego playoffs, na 13 pozycję w Konferencji Zachodniej. Ich szanse na załapanie się do rozgrywek posezonowych nadal jednak istnieją, bowiem będący na ósmym miejscu Sacramento Kings, mają tylko bilans 14-19 i trudno przewidzieć jak będzie wyglądała ich gra po nowym roku. Ale nie ma na razie co o tym myśleć. Więcej będziemy zapewne wiedzieć po kilku pierwszych występach w styczniu.

Czytaj więcej

Jeziorowcy zaskoczyli świat w listopadzie

To był naprawdę solidny miesiąc w wykonaniu koszykarzy złota i purpury. Przed startem rozgrywek 2016/17 raczej nikt nie spodziewał się, że ten zespół jest w stanie wygrać aż 10 z pierwszych 20 spotkań. Szczególnie, że Lakers mieli przecież jeden z najtrudniejszych terminarzy w lidze w październiku/listopadzie. Mimo to oraz nie najlepszego początku (1-3 start) podopieczni Luke’a Waltona pokazali na co ich stać. Sprawili kilka niespodzianek, grając ogólnie naprawdę ekscytującą, zespołową i dającą nadzieje na lepszą przyszłość koszykówkę. Luke Walton błyskawicznie stworzył drużynę, w której każdy czuje się odpowiedzialny za swojego kolegę. Los Angeles Lakers wreszcie prezentują nowoczesny i skuteczny styl. Pokazali, że mają swój charakter i nie boją się wyzwań. Co prawda wydaje się, że są w stanie przegrać z każdym rywalem, ale również i z każdym wygrać, co pokazały przykłady meczów z Golden State Warriors, czy np. ostatni z Chicago Bulls.

Jak na razie przed własną publicznością Jeziorowcy mają bilans 6 zwycięstw oraz 4 porażek. Na wyjeździe natomiast odwrotnie – 4 wygrane i 6 przegranych, co jak na młody i niedoświadczony zespół, wydaje się być niezłym osiągnięciem. Na jedno spotkanie notują zazwyczaj 99.7 posiadań, co daje im czwarte miejsce w lidze. Ich atak z kolei plasuje się na 15 miejscu pod względem efektywności (106.9 punktów na 100 posiadań) ale zapewne byłby lepszy, gdyby nie ostatnie problemy z kontuzjami D’Angelo Russella, Juliusa Randle’a oraz Nicka Younga. Mimo to, zagrywki i gameplan w ofensywie wyglądają przyzwoicie, co potwierdza skuteczność z gry na poziomie 45.6%, z czego 35.2% na dystansie oraz średnia liczba asyst (21.9). Ciekawostką jest również gra 16-stokrotnych mistrzów NBA na desce, gdzie w ogólnym rozrachunku plasują się na trzeciej pozycji (44.6 zbiórek na mecz, z czego 11.1 w ataku). Duet Timofey Mozgov-Julius Randle bez wątpienia robią tutaj swoje. Obecnie do szczęścia brakuje tylko ograniczenia liczby popełnianych strat. 15.9 na mecz to zdecydowanie za dużo, przez co atak ekipy z Miasta Aniołów nie jest tak bardzo efektywny, jak mógłby być.

Czytaj więcej

Podsumowanie NBA Summer League 2016

W zeszłą niedzielę zakończył się turniej NBA Summer League 2016, rozgrywany w Las Vegas, którego zwycięzcami zostali zawodnicy Chicago Bulls. Lakers natomiast, po wygraniu pierwszych trzech pojedynków, przegrali dwa kolejne i ostatecznie zakończyli rozgrywki na tym samym etapie, co w poprzednich latach. Pochwalić należy jednak D’Angelo Russella, który ewidentnie przewodził temu młodemu zespołowi. Zdobywał on średnio 21.8 punktów, zbierał 6.2 piłek oraz rozdawał 4 asysty na mecz. A to wszystko na 47.7% skuteczności, w tym 40% zza łuku. Jedyną jego piętą Achillesową były straty, których popełniał aż 4.5 na jedno spotkanie. Mimo to pokazał swój charakter, waleczność i determinację. Było po nim widać, że podszedł do tego turnieju bardzo poważnie i chciał wypaść na nim jak najlepiej. Nie bał się wziąć spraw w swoje ręce, co udowodnił trafiając zwycięską trójkę w spotkaniu z Philadelphią 76ers.

Russell był najjaśniejszym punktem drużyny w każdym meczu, w którym wystąpił. Równie dobre zawody rozegrał także Larry Nance Jr., który zaliczał solidne 9 punktów, 7.8 zbiórek i 2.8 przechwytów w nieco ponad 29 minut. Na parkiecie robił wszystko to, do czego nas przyzwyczaił w poprzednich rozgrywkach. Był solidnym punktem ekipy z Kalifornii, a zawodnicy mogli liczyć na jego doświadczenie, zaangażowanie oraz mądrą i inteligentną grę. W Las Vegas w trzech z czterech spotkań zanotował double-double. Najlepiej wypadł podczas konfrontacji z Sixers, w której zanotował 13 oczek, 8 zbiórek, 4 asysty i (UWAGA!) 7 przechwytów oraz 4 bloki. Jego defensywna postawa w tym meczu całkowicie odmieniła te starcie.

Czytaj więcej

Ostatni sezon Bryanta nie był tym wymarzonym

Jednym z ciekawszych zajęć w sezonie ogórkowym jest z pewnością cofanie się kilka miesięcy wstecz i czytanie prognoz na nadchodzące rozgrywki, a następnie porównywanie ich z ostatecznymi rezultatami. Tak więc cofam się do października i patrzę na przewidywania dotyczące zwycięstw – 25, 28, 27, 26 . Zgodnie. Lakers jednak zaskoczyli wszystkich – 17 zwycięstw. Sam przed sezonem stawiałem na 30-35. Myślałem, że młodzież się rozegra. Myślałem, że Hibbert będzie centrem z czasów, kiedy LeBron bał się wjechać pod kosz Indiany. Myślałem, że Lou Williams razem z Youngiem i Bassem będą „robić” grę z ławki, a Kobe dorzuci od siebie te 15/5/5. Rzeczywistość okazała się dosyć brutalna.

Sezon dla Lakers rozpoczął się fatalnie i do 29 listopada wszystko wskazywało na to, że będą to kolejne rozgrywki, o których szybko zapomnimy. Wtedy Kobe Bryant postanowił zmienić je na lepsze/gorsze (skreśl niepotrzebne) i ogłosić, że po sezonie kończy karierę. Od tej pory sezon stał pod znakiem tego ostatniego dla Bryanta, który grał mecze niezłe, słabsze i fatalne, by wszystko zakończyć kosmicznym 60-punktowym występem. Zaczął swój „farewell tour” w mieście, w którym koszykarsko odkrywał siebie w lokalnym Lower Merion High School, a skończył w domu, w Staples Center. Cytując Andrzeja Sapkowskiego, „Coś się kończy, coś się zaczyna” – zakończyła się era Lakers z Bryantem, zaczęła zupełnie nowa i oby równie ciekawa.

Czytaj więcej

Wywiady końcowe: sezon 2015/16

Dwa tygodnie temu, następnego dnia po ostatnim meczu w sezonie zasadniczym Los Angeles Lakers, zawodnicy złota i purpury, Byron Scott oraz Mitch Kupchak udzielili końcowych wywiadów mediom, w których podsumowali rozgrywki 2015/16. Jak można łatwo się domyślić – nikt z nich  nie był zachwycony tym, jak spisała się drużyna i miejscem, które zajęła w ligowej tabeli. Na szczęście środowy występ Kobe’ego Bryanta w starciu z Utah Jazz i jego 60 oczek na chwilę nieco przyćmiło słabą grę Jeziorowców, a dziennikarze każdej osoby zadawali pytania związane z Black Mambą. Ten z kolei był nieobecny podczas Exit Interviews ale to oczywiście dlatego, że zdążył udzielił obszernego wywiadu tuż po meczu z ekipą z Salt Lake City (link). Za to wiele ciekawego do powiedzenia mieli jego koledzy – przede wszystkim Nick Young, D’Angelo Russell, Julius Randle, czy też Brandon Bass. Wypowiedzi Byrona Scotta i Mitcha Kupchaka również były interesujące, choć z perspektywy czasu, nie każde chyba były szczere.

Czytaj więcej

Kobe zachwycił świat w kwietniu, ale Lakers już nie

Po ponad 13 dniach rozgrywek w kwietniu, Jeziorowcy wreszcie zakończyli swoją przygodę z sezonem zasadniczym 2015/16. Z jednej strony to dobrze, bo Lakers przegrali niemal wszystko, a z drugiej pewnie szkoda, bo po ostatnim występie Kobe’ego Bryanta (link), na pewno niektórzy zapomnieli o jego poprzednich meczach i chcieliby go nadal oglądać w lidze. Tak czy inaczej skupmy się na suchych faktach z tych dwóch tygodni w tym miesiącu i podsumujmy to, jak wypadli w nich 16-stokrotni mistrzowie NBA. No a tutaj oczywiście za dobrze nie było. Wygrali oni tylko jedno spotkanie i być może ku małemu zdziwieniu, zrobili to z Utah Jazz, a nie tak jak się spodziewałem – na wyjeździe z New Orleans Pelicans. Szkoda również było porażki z Bostonem Celtics na własnym parkiecie oraz niewykorzystanego potencjału w starciu z Houston Rockets, ale chyba i tak nikt się nie nastawiał na inny rezultat w tych konfrontacjach. Zresztą tak naprawdę w kwietniu chyba większość czekała właśnie na ostatni występ Mamby i nie zwracała zbytnio uwagi na pozostałe mecze i grę swojej ulubionej drużyny.

Ofensywa złota i purpury w tym miesiącu zdobywała średnio 97.5 oczek na 100 posiadań. Jest to wynik o ponad cztery punkty gorszy od ich końcowej średniej z sezonu zasadniczego, która swoją drogą dała im 29 miejsce w lidze. Lakers trafiali zaledwie na 39.5% skuteczności z gry (najgorszej wśród wszystkich miesięcy) i 31% zza łuku. Zawodnicy byli ewidentnie zmęczenie sezonem (fizycznie i psychicznie), a na parkiecie grali często ze sobą gracze, którzy wcześniej nie mieli okazji współpracować ze sobą w jednym unicie. To wszystko było właściwie do przewidzenia, a już tym bardziej po tym, jak Lou Williams i Brandon Bass (szczególnie ten drugi) wcześniej zakończyli swoje rozgrywki i udali się na odpoczynek.

Czytaj więcej

Wygrana nad Heat nie rozwiąże problemów Lakers

Fatalnie zakończył się marzec w zespole Jeziorowców. Lakers co prawda pokonali w ostatnim starciu Miami Heat 102-100 ale wszyscy nadal żyją tym, co wydarzyło się pomiędzy Nickiem Youngiem oraz D’Angelo Russellem, co może mieć wpływ m.in. na okres free agency w Los Angeles. Wielu zawodników NBA, a także NFL wyraziło swoją opinię na temat tego, co zrobił młody rozgrywający 16-stokrotnych mistrzów NBA i mówiąc krótko – nie byli oni zadowoleni z postawy 20-latka. Fani w Staples Center w spotkaniu z Heat również przywitali Russella głośnym buczeniem. Mimo więc, że to przecież Nick Young dopuścił się zdrady swojej narzeczonej, to jednak to D’Angelo jest wrogiem publicznym numer jeden. I prawdopodobnie będzie nim przynajmniej do końca sezonu 2015/16. Trudno więc przypuszczać jak będą wyglądały te ostatnie mecze w kwietniu ale na pewno bardziej lub mniej, całe te zajście odbije się na złocie i purpurze. A już na pewno w żaden sposób nie pomoże zawodnikom, którzy oprócz stricte koszykarskich problemów, mają ich także sporo w życiu prywatnym.

Podsumujmy jednak to, co działo się na parkiecie przez te ostatnie 31 dni. Zgodnie z przewidywaniami Lakers wygrali w marcu 5 z 15 rozegranych spotkań. Choć oczywiście zwycięstw nad Warriors i Heat raczej nie spodziewało się zbyt wielu zwolenników Kobe’ego i spółki. Niemniej jednak Jeziorowcy nieco poprawili swój bilans, dali trochę radości swoim fanom, a w tym wszystkim (i to jest najważniejsze) nie zmniejszyli swoich szans na zachowanie picku w tym roku. Obecnie zajmują oni ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej i mają raczej bezpieczną przewagę nad koszykarzami Phoenix Suns, którzy w marcu zaczęli grać nieco lepiej.

Czytaj więcej

Nowa ofensywa Lakers początkiem istotnych zmian?

Ostatni miesiąc rozgrywek NBA Jeziorowcy zakończyli aż ośmioma porażkami z rzędu. Swoje dwa jedyne spotkania zdołali wygrać tylko na początku lutego, przeciwko Timberwolves, a następnie Pelicans. Od starcia z San Antonio Spurs jednak, koszykarze Byrona Scotta nie potrafili dopisać do swego konta wygranej. Ale przynajmniej po jednej stronie parkietu, ich gra wyglądała naprawdę dobrze. Mowa tutaj o ofensywie, która po przerwie na All-Star Weekend wręcz eksplodowała. Dzięki ostatnim pięciu meczom, Lakers ostatecznie zaliczyli swój najlepszy miesiąc w ataku (mieli też drugie ORTg w nim wśród wszystkich ekip). Zdobywali średnio rewelacyjne 106.1 punktów, trafiali na 37% skuteczności zza łuku, a do tego prawie 31 razy stawali na linii rzutów osobistych w każdym pojedynku. Do poprawienia efektywności zabrakło im tylko i aż lepszego procentu na półdystansie oraz bardziej zespołowej gry (średnio tylko 16.6 asyst – ich najgorszy wynik w tym sezonie). Te dwa powody wystarczyły bowiem do tego, żeby w drużynie nastąpiły zmiany.

Trener 16-stokrotnych mistrzów NBA nie był zadowolony z ataku swojego zespołu i pod koniec miesiąca postanowił zmienić niemal wszystkie ofensywne schematy. Podobno Scott chciał nowy system zaimplementować dopiero w kolejnym sezonie ale ostatecznie stwierdził, ze nie ma sensu czekać. Jeziorowcy w teorii mają grać bardziej zespołową koszykówkę, opartą o tą, którą prezentują koszykarze San Antonio Spurs. Koniec więc z izolacjami, a więcej gry i ruchu bez piłki oraz kreowania okazji przez D’Angelo Russella. To jak funkcjonuje ta ofensywa mogliście zobaczyć w wyjazdowym meczu z Memphis Grizzlies, a następnie w niektórych momentach domowego spotkania z Niedźwiadkami. Wprowadzenie nowych schematów może z jednej strony dziwić, a z drugiej być może to i dobrze, że zamiast nieustannie uczyć defensywy (co kiepsko wychodzi Scottowi), zawodnicy przynajmniej rozwiną się w ofensywie.

Czytaj więcej

L.A. Lakers coraz bliżej Philadelphii 76ers

Za nami kolejny miesiąc rozgrywek NBA i kolejny, w którym Lakers zanotowali ujemny bilans. Jeziorowcy wygrali w nim tylko trzy z 17 rozegranych spotkań, z czego dwa na początku stycznia (przeciwko 76ers i Suns), a jedno 12.01, kiedy to w Staples Center pojawili się zawodnicy New Orleans Pelicans. Od tego dnia jednak, 16-stokrotni mistrzowie NBA przegrali aż 10 meczów z rzędu, przez co obecnie mają bilans 9 zwycięstw oraz 41 porażek i już niewiele im brakuje do ostatniej Philadelphii (7-41). Jeziorowcom nawet nie pomogło wystąpienie Kobe’ego Bryanta, który po porażce z Trail Blazers otwarcie skrytykował grę swojej drużyny. Lakers od drugiej połowy stycznia grają naprawdę beznadziejnie i wszystko wskazuje na to, że jednak będą mieli szansę na zachowanie picku. I to większe, niż można było przypuszczać jeszcze na początku roku.

Styczeń był najgorszym miesiącu w sezonie 2015/16 dla Lakers, jeżeli chodzi o ich efektywność w ofensywie. W obronie z kolei był drugim najgorszym okresem (po grudniu). Zawiodła przede wszystkim skuteczność (eFG na poziomie 44.5% vs 51% u rywali), słaba egzekucja kontrataków (średnio 11.6 oczek na mecz), mniej punktów z ponowień (12.6), czy też presja w defensywie (średnio tylko 12.7 strat wymuszanych u przeciwników). Swoje zrobiła także różnica pod względem zdobywanych punktów spod kosza (36.8 przeciwko 47.4). Jedynym plusem było chyba tylko „zatrzymanie” rywali na 32.9% skuteczności z dystansu. Jednak co z tego, skoro wszystko to, co nie wpadało oponentom zza linii 7 metrów i 24 centymetrów, znajdywało drogę do kosza po akcjach z ponowienia? A poza tym ekipa z Miasta Aniołów również grała słabo na obwodzie, gdzie trafiała tylko 29.1% swoich rzutów, przez co nadal okupuje ostatnie miejsce w NBA w tej kategorii.

Czytaj więcej