Lakers chcą wrócić do poziomu gry z początku sezonu

Po ostatnim meczu w 2016 roku z Dallas Mavericks, w którym to Los Angeles Lakers prowadzili jedenastoma punktami, a przegrali ostatecznie dwunastoma, w szatni było widać i słychać niezadowolenie. Jednym z załamanych graczy był Nick Young, który powiedział, że zespół musi dojść do tego, co robić, gdy prowadzi kilkoma/kilkunastoma oczkami. Zanim po raz kolejny zostanie dogoniony, a później pokonany. Takie podejście ucieszyło Luke’a Waltona, gdyż uważa on, że jedną z podstaw do odniesienia sukcesu, jest odpowiednie nastawienie zawodników i świadomość swoich błędów. Jak na razie w styczniu koszykarze z Miasta Aniołów prezentują się znacznie lepiej niż w grudniu. I to pomimo ostatnich dwóch porażek z Portland Trailblazers oraz San Antonio Spurs. W nowym roku mają oni bilans 3-4, choć oczywiście ich gra nadal nie jest tak dobra, żeby można było myśleć o powrocie do najlepszej ósemki w Konferencji Zachodniej.

Czytaj więcej

Lakers zamierzają wzmocnić obronę

Los Angeles Lakers zajmują obecnie 29 miejsce w lidze pod względem efektywności ich obrony. Tracą średnio 111.7 punktów na 100 posiadań, a swoim rywalom pozwalają trafiać z 48.7% skutecznością, w tym 35.1% z dystansu. To właśnie głównie obrona była przyczyną ich porażek m.in. z Timberwolves, Mavericks, czy Bulls. Oczywiście w dwóch ostatnich spotkaniach z Golden State Warriors, ta strona parkietu również zawodziła ale umówmy się, że oprócz niej, na wynik miało wpływ także wiele innych czynników. Takich jak kontuzje, słaba skuteczność w ofensywie oraz mnóstwo strat, prowadzących do łatwych punktów w kontratakach.  W każdym bądź razie wydaje się, że obecnie to właśnie defensywa powinna być największym zmartwieniem Jeziorowców. Choć co prawda nadal nie są oni w pełni oswojeni z ofensywą Luke’a Waltona, tak jednak potrafią sobie wykreować dobre pozycje do oddania rzutów, a ORTg na poziomie 108 oczek na 100 posiadań (10 miejsce) jest naprawdę przyzwoite. Szczególnie, że przecież jeszcze rok temu byli najmniej efektywną ekipą w ataku.

Czytaj więcej

Rozwój talentów priorytetem dla Lakers

Od zaskakująco dobrych wyników w pierwszych sześciu spotkaniach Jeziorowcy rozpoczęli sezon 2016/17 – pierwszy od dwóch dekad bez Kobe’ego Bryanta w składzie. Sezon pełen niewiadomych, który jednak w porównaniu do poprzedniego powinien dawać fanom Lakers znacznie więcej radości z oglądania gry swych ulubieńców niż w ubiegłych latach, niezależnie od finalnego bilansu. Spowodowane jest to w głównej mierze zmianą podejścia włodarzy, którzy postanowili całkowicie postawić na zebraną w ostatnich trzech latach grupę młodych zawodników wybranych w drafcie i na niej starać się oprzeć przyszłość klubu. Emerytura Black Mamby oraz poprzednie niepowodzenia na rynku wolnych agentów z pewnością miały wpływ na czas podjęcia owej decyzji, która w mojej opinii wydaje się być jedyną właściwą, chociaż niekoniecznie w stu procentach popieram wszystkie szczegóły związane z jasnym postawieniem na rozwój D’Angelo Russella, Brandona Ingrama i pozostałych talentów, które udało się zebrać w Los Angeles.

Przede wszystkim wyraźnie widać, iż słynny już deadline Jima Bussa (dla przypomnienia – brak awansu do drugiej rundy PO na Zachodzie do sezonu 2016/17 ma spowodować utratę przez niego zarządzania sprawami koszykarskimi w organizacji) kompletnie nie miał wpływu na ruchy Los Angeles Lakers w ostatnich miesiącach. Mitch Kupchak nie starał się za wszelką cenę wzmocnić drużyny na teraz (kosztem przyszłości), wymieniając choćby 2 pick w obecnym drafcie na zawodnika, który z marszu miałby zostać liderem Lakers. Zamiast tego wybrano z dwójką Brandona Ingrama, który dołączył do Jeziorowców jako kolejny młody gracz, który po zaledwie jednym roku spędzonym w NCAA ma jeszcze przed sobą wiele nauki.

Czytaj więcej

W dążeniu do poprawy defensywy

Za nami trzy pierwsze spotkania sezonu zasadniczego, w których to 16-stokrotni mistrzowie NBA tracili średnio 107.6 punktów na 100 posiadań. Ten wynik daje im 20 miejsce w lidze pod względem efektywności w defensywie. To było jednak do przewidzenia. Od początku preseasonu bowiem Los Angeles Lakers bardziej zachwycają po atakowanej stronie parkietu, niż bronionej. Młodemu zespołowi łatwiej jest przyswoić założenia ofensywne, niż defensywne, stąd taki stan rzeczy nikogo nie powinien dziwić. Do tego przecież Jeziorowcy nadal nie mają ustalonej pierwszej piątki, o czym wielokrotnie wspominał Luke Walton. I nadal będzie on dokonywał korekt w starting five, dopóki nie będzie zadowolony z rezultatów po obu stronach parkietu. Ten komunikat wydaje się, że został odebrany przez zawodników i to jeszcze przed startem sezonu zasadniczego, który ekipa złota i purpury rozpoczęła od zwycięstwa nad Houston Rockets.

Czytaj więcej

Luke nadal zamierza brać przykład z Warriors

Los Angeles Lakers co prawda przegrali ostatnie pięć spotkań z rzędu w ramach preseasonu ale Luke Walton wydaje się tym w ogóle nie przejmować. Po przeglądnięciu taśm video z poprzednich meczów, szkoleniowiec zespołu uważa, że ma powody do optymizmu. Oczywiście Jeziorowcy nie prezentują poziomu Golden State Warriors, czego dowodem są ich dwa starcia z Wojownikami, ale młodzi zawodnicy czynią postępy i to po obu stronach parkietu. Jednym z nich jest D’Angelo Russell, którego Walton chwali m.in. za grę przeciwko defensywom rywali na obwodzie: Wykonujemy naprawdę dobrą robotę w wywieraniu presji na obronie, co chwilę wchodzimy pod kosz i wymieniamy się podaniami. Ale nasza druga strona w ataku (ta bez piłki) musi ciężej pracować, żeby zająć czymś rywala – powiedział Luke.

Walton, chce aby zespól skorzystał z „otwartych graczy” w celu jeszcze większej rotacji w obronie przeciwników. Był zadowolony z tego, jak Lakers grali z Blazers, którzy byli jednym z ich playoffowych przeciwników. Walton nazywał ich również innym typem zespołu, z powodu unikalnych graczy, takich jak Damian Lillard, który zdobył przeciwko Jeziorowcom aż 30 punktów.

Czytaj więcej

Czy Santa Barbara odmieni oblicze Lakers?

Wczoraj w ośrodku szkoleniowym Lakers – El Segundo, odbył się tzw. Media Day, a już dzisiaj Jeziorowcy rozpoczną treningi w dobrze im znanym terytorium. Zespół bowiem zamierza przygotowywać się do sezonu zasadniczego 2016/17 w ich dawnym ośrodku w Santa Barbara, na terenie kampusu UC Santa Barbara, gdzie po raz ostatni gościli 17 lat temu. Z miejscem tym wiele wspomnień ma obecny sztab szkoleniowy złota i purpury, w tym przede wszystkim asystent trenera – Brian Shaw, który w 1988 roku został zawodnikiem roku Konferencji Zachodniej, po tym jak poprowadził swój Uniwersytet (UCSB) do szkolnego rekordu 22 zwycięstw. Shaw w 1986 przybył do w Santa Barbara w ramach transferu z Saint Mary, by wkrótce stać się bez wątpienia najlepszym graczem w historii uczelni. Jako senior, prowadził drużynę Gauchos do ich pierwszego w historii turnieju NCAA, osiągając jeden z najbardziej imponujących wyników w kraju. Brian zanotował w sumie pięć triple-double, stając się jedynym zawodnikiem w historii Zachodu, który przewodził w zbiórkach i asystach w tym samym sezonie. Zdobywał średnio 13.3 punktów, 8.7 zbiórek oraz 6.1 asyst na mecz.

Czytaj więcej

Analiza terminarza Lakers na sezon 2016/17

Dwa dni temu wszyscy fani złota i purpury poznali terminarz Los Angeles Lakers na sezon 2016/17. Tak jak wstępnie pisaliśmy, na Jeziorowców czeka 16 spotkań rozgrywanych dzień po dniu, najdłuższa (siedmiomeczowa) seria wyjazdowa w grudniu oraz najdłuższa (sześciomeczowa) seria meczów przed własną publicznością w marcu. W swoim pierwszym starciu zmierzą się oni z Houston Rockets, na święta z Los Angeles Clippers, a na zakończenie rozgrywek z Golden State Warriors. Grammy Trip z kolei obejmie w tym roku pięć spotkań, które zostaną rozegrane w ciągu pierwszych dwóch tygodni lutego. Jeziorowcy odwiedzą w tym czasie Waszyngton, Boston, Nowy Jork, Detroit oraz Milwaukee. Po tym rozegrają jeszcze dwa starcia, a następnie będą mieli aż dziewięć dni odpoczynku podczas przerwy na All-Star Weekend. Warto także wspomnieć, że jak co roku z czterema drużynami z Konferencji Zachodniej, zmierzą się tylko trzy razy. W tym sezonie należą do nich Rockets, Thunder, Grizzlies i Nuggets.

Sam początek rozgrywek nie będzie jednak łatwy. Z pierwszych sześciu rywali, z którymi podopiecznym Luke’a Waltona przyjdzie się spotkać, pięć z nich awansowało do playoffs w zeszłym sezonie. Są to Rockets, Thunder, Pacers, Hawks oraz Warriors. Z kolei szósta ekipa – Utah Jazz była bardzo bliska gry w rozgrywkach posezonowych i stąd też mówi się, że w tym roku na pewno znajdzie się w najlepszej ósemce. Gdyby tego wszystkiego było mało, to cztery z tych meczów zostaną rozegrane na wyjeździe (i to pod rząd). Z kolei w Staples Center pojawią się zawodnicy Houston Rockets i… Golden State Warriors. Prawdę więc mówiąc, nie wróży to nic dobrego. Dla tak młodego i niedoświadczonego zespołu jakim są Lakers, początek sezonu z tak dobrymi zespołami i to w większości na wyjeździe, może skończyć się nawet sześcioma porażkami. Na szczęście kolejne sześć spotkań zostanie rozegrane z Suns, Mavericks, Kings, Pelicans, Timberwolves oraz Nets, więc być może Lakers uda się wtedy wyrwać jakieś trzy zwycięstwa. Ogólnie jednak w listopadzie, średni procent zwycięstw rywali Lakers z poprzedniego sezonu, wynosi aż 55.5%. Mówiąc więc krótko oznacza to, że Jeziorowcy już na starcie mogą znaleźć się na dnie tabeli NBA, z którego ciężko będzie im się wydostać.

Czytaj więcej

Scott wreszcie da więcej swobody swoim graczom

Powoli zbliża się koniec sezonu zasadniczego dla Los Angeles Lakers. Do tej pory Byron Scott non stop starał się wprowadzać nowe zmiany, rotować składem i szukać sposobu na zanotowanie wygranych. Między innymi dlatego też w czwartej kwarcie ostatniego spotkania z Phoenix Suns, posadził na ławce swoich młodych graczy, którym ewidentnie nie szło tego wieczoru. Ich minuty rozdzielił wśród Lou Williamsa i zawodników rezerwowych. Ponadto po raz kolejny też postanowił zareagować i otwarcie skrytykować grę swojej pierwsze piątki. Między innymi stwierdził, że wśród graczy starting five zdecydowanie brakuje zaufania, o czym świadczy przegranie pierwszych kwart w każdym, z ostatnich pięciu rozegranych meczów. Co ciekawe, jego słowa potwierdził jeden z zawodników – Julius Randle, który przyznał, że w ekipie faktycznie coś jest nie tak pod tym względem i za dużo jest indywidualności.

Pytanie tylko: czy to rzeczywiście brak zaufania, czy może po prostu każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony? W zespole z Miasta Aniołów jest przecież wielu młodych i utalentowanych koszykarzy, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że w tym sezonie już nic nie ugrają. Jedyne co mogą zrobić, to właśnie popisać się swoimi indywidualnymi umiejętnościami. W końcu te mają większą szansę zostać zauważone przez cały świat, niż gra dla dobra drużyny i robienie wielu małych rzeczy na parkiecie (choć oczywiście w przypadku Larry’ego Nance’a Jr. fani docenili jego starania).

Czytaj więcej

Pasywność Kupchaka nie pomaga Lakers

Zakończył się okres, podczas którego można było wymieniać zawodników w sezonie 2015/16. Los Angeles Lakers po raz kolejny nie wykonali żadnego ruchu podczas trade deadline, decydując się na pozostawienie aktualnego składu do końca rozgrywek w niezmienionym składzie. Rzecz jasna czasem szukanie transferów na siłę może kończyć się źle, ale w przypadku tankujących Lakers powtarzająca się od trzech lat sytuacja może już lekko irytować fanów.

Cofnijmy się do sezonu 2013/14. Osłabieni kontuzjami oraz odejściem Howarda Jeziorowcy po niezłym starcie sezonu (13-13) i późniejszych kolejnych urazach szybko przestali się liczyć w walce o play-offy. Podczas trade deadline poza zainteresowaniem kilku klubów Kamanem najwięcej mówiło się o możliwości odejścia Pau Gasola, o którym wiedziano, iż i tak przypuszczalnie odejdzie z zespołu podczas przyszłego offseason. Na stole była oferta z Suns (pick z trzeciej dziesiątki draftu), ale kluby się nie dogadały. Mitch poprzestał na oddaniu Steve’a Blake’a do Warriors za Kenta Bazemore i MarShona Brooksa. Już wtedy brak znaczącej aktywności budził niepokój. Za Chrisa Kamana można było uzyskać choćby pick drugiej rundy, a za Pau przynajmniej z okolic top 20. Pamiętać należy także, iż Lakers walczyli wtedy o jak najgorszy bilans przed draftem 2014, na którą to klasę był (z Wigginsem, Embiidem i Parkerem na czele) ówcześnie wielki hype. Stąd liczono na pogorszenie składu, więc pozostawienie w składzie Niemca powodowało zastrzeżenia. Brak wymiany Gasola można było jeszcze usprawiedliwić – w końcu była to już legenda Lakers, dodatkowo Kupchak liczył na to, iż latem jednak skłoni reprezentanta Hiszpanii do podpisania nowej umowy z szesnastokrotnymi mistrzami NBA, a akurat wtedy w lidze wyższe picki pierwszej rundy były bardzo szanowane i trudne do wyciągnięcia. Niemniej słaba aktywność GMa LAL podczas tamtego trade deadline już wtedy nie podobała się znacznej części obserwatorów, zwłaszcza gdy w końcówce sezonu kilka wygranych zrzuciło Lakers na 7 miejsce w drafcie.

Czytaj więcej

Trade deadline 2016 – weterani Lakers na sprzedaż

Nie tak w oczekiwaniach fanów Jeziorowców miał toczyć się obecny sezon. Nieśmiałe nadzieje nawet na walkę o 8 miejsce w osłabionej zachodniej konferencji zostały błyskawicznie rozwiane. Od dłuższego czasu Lakers walczą właściwie o jak najgorszy bilans i zwiększenie szans na utrzymanie słabo chronionego picku (ledwie top3 protected). Co gorsza nie zachwyca delikatnie mówiąc tempo rozwoju młodzieży, a styl gry szesnastokrotnych mistrzów NBA w sezonie 2015/16 po prostu zatrważa. Oczywiście złożyło się na to wiele czynników – radosne odpalanie rzutów przez Kobego na początku sezonu, spodziewane problemy z aklimatyzacją w najlepszej lidze świata Russella, czy słaba gra Hibberta, który jednak nie sprawdził się w Los Angeles. Niemal wszystkie zarzuty skupiają się jednak wokół osoby Byrona Scotta. Trudno wskazać na pozytywy prowadzenia przez niego Jeziorowców. Za to właściwie w każdy możliwy sposób trener Lakers udowadnia, iż nie powinno się z nim wiązać przyszłości organizacji. Zmiana w obecnych rozgrywkach jest mało prawdopodobna – Scott w przeciwieństwie choćby do D’Antoniego jest wspierany przez środowisko dawnych Jeziorowców jako były gracz tej drużyny, a Mitchowi Kupchakowi co zrozumiałe nie na rękę byłaby znacząca poprawa bilansu ekipy. Wręcz przeciwnie, wydaje się iż ewentualnymi wymianami będzie się starał „pomóc” Byronowi w osiągnięciu jak najgorszych wyników i przynajmniej utrzymaniu drugiego najgorszego bilansu w lidze, a może i ściganiu w liczbie porażek Sixers. Stąd też pojawiające się doniesienia o wystawieniu na trading block kwartetu bardziej doświadczonych koszykarzy – Lou Williamsa, Nicka Younga, Brandona Bassa oraz Roya Hibberta. Naturalnie oddanie przynajmniej części z nich pozwoliłoby zwiększyć minuty naszym rookies i sophomores, których czas gry jest ograniczony przez starszych kolegów. I nie chodzi tu tylko o Russella, czy Randle’a, którzy powinni grać zdecydowanie dłużej, ale choćby o Anthony’ego Browna, czy zwłaszcza Tarika Blacka, których występy są bardzo nieregularne.

Czytaj więcej