Budując nową drużynę – zapowiedź sezonu 2015/16

Opublikowane przez , 25 października 2015 w Artykuły, Zapowiedzi, 23 komentarze

Po ośmiu spotkaniach, zakończonego bilansem 3-5 preseasonu, 28 pażdziernika Los Angeles Lakers rozpoczną sezon zasadniczy 2015/16 pojedynkiem z Minnesotą Timberwolves. Bez wątpienia będą to dla ekipy z Los Angeles rozgrywki zupełnie inne od tych, które oglądaliśmy w tym wieku. W pierwszej dekadzie tego stulecia złote karty w historii Lakers pisały drużyny oparte na duetach Shaq-Kobe, czy Kobe-Gasol. Oczywiście zdarzył się przejściowy okres słabości, gdy w podstawowym składzie występował choćby Smush Parker, jednak Jeziorowcy posiadali wtedy Bryanta, a ekipa po pozyskaniu drugiej opcji (Pau) błyskawicznie wróciła na szczyt. Siedem finałów i pięć tytułów w jedenaście sezonów to wynik znakomity, ale niestety nic nie trwa wiecznie.

W 2011 roku nie uwierzyłbym przed serią z Dallas Mavericks, iż walcząca o kolejny 3peat drużyna właśnie zaczyna się rozpadać. Bolesny sweep od Dirka i spółki, był tylko zapowiedzią wielkich kłopotów szesnastokrotnych mistrzów NBA. Z Los Angeles odszedł wybitny trener Phil Jackson, którego zastąpił Mike Brown, a cios poniżej pasa od włodarzy ligi (zablokowanie wymiany, na mocy której Lakers wzmocnić miał Chris Paul, zablokowanie jej w najgorszym możliwym momencie) pozbawił Mitcha Kupchaka podczas ówczesnego offseason wszelkich atutów. Nie tylko timing decyzji Sterna pozbawił możliwości sięgnięcia po opcje rezerwowe, nie tylko postawił GM Lakers w trudnej pozycji negocjacyjnej, ale i skłonił do chęci odejścia z klubu Lamara Odoma, na tyle że za najlepszego rezerwowego sezonu otrzymano ledwie słaby pick oraz rozpoczął nieszczęśliwą dla Jeziorowców serię nieustających spekulacji na temat przyszłości Pau Gasola, co w następnych latach niestety negatywnie wpływało na psychikę reprezentanta Hiszpanii. Daleki jestem od rzucania gromów na Browna akurat za sezon 2011/12. Lakers utrzymywali się w czubie konferencji zachodniej, a półfinały z Thunder przegrali co prawda 1-4, ale wynik w decydujących spotkaniach rozstrzygał się w samych końcówkach. I wtedy nadeszło lato 2012 roku, którego skutki organizacja odczuwa do dziś.

Mitch Kupchak zdecydował się na zagranie va banque – za przyszłościowe picki i Bynuma sprowadził do Los Angeles Steve’a Nasha i Dwighta Howarda. Kanadyjczyk mimo upływającego czasu zachwycał w Suns, Dwight mimo kontuzji pleców wciąż uznawany był za zdecydowanie najlepszego centra ligi. Nash-Bryant-MWP-Gasol-Howard, na ławce doświadczeni Blake czy Jamison. Czy ktokolwiek głośno wtedy podważał decyzje Mitcha? Wręcz przeciwnie, uznawano owe wymiany za kolejną kradzież w wykonaniu Kupchaka. Dopiero z perspektywy czasu wiemy, że słabo chronione picki, długa umowa Nasha, czy obecność Howarda delikatnie mówiąc nie wyszły Lakers na dobre. O klęsce ekipy z Los Angeles w sezonie 12/13 można by napisać książkę – zawirowania z stylem gry, kontuzje i wszelakie problemy zdrowotne, czy niesnaski w zespole to tylko wierzchołek góry problemów Jeziorowców w owych rozgrywkach. Kontuzja Kobego, a także odejście Dwighta po sezonie definitywnie zamknęły epokę Lakers opartych na Bryancie, którzy walczą o tytuł. Klęska w pierwszej rundzie z Spurs była zresztą ostatnim jak dotychczas występem Jeziorowców w play-off.

Właśnie ostatnie dwa sezony to pierwszy etap przebudowy przez draft, jakże długo nie oglądanej w Lakers. Szesnastokrotni mistrzowie NBA by odbić się od dna, musieli wpierw do niego dobić. Cóż, „udało się” – od lata 2013 roku do obecnego offseason pozytywy wokół Lakers można zliczyć na palcach sapera. Utrzymanie picków, przebłyski Bryanta (i jego wyprzedzenie Jordana na liście najlepiej punktujących), niespodziewana eksplozja talentu wybranego w drugiej rundzie Clarksona, bo przecież już nie pojedyncze zwycięstwa z rywalami z Bostonu (pamiętna mina Kobego na widok kilku świętujących teammates). Kontuzje Bryanta i stracony rok Randle’a zresztą przypominały o pechu, którego organizacja doświadczyła ostatnio w nadmiarze.

Z trójki nowych zawodników Lakers, największą uwagę z pewnością będzie skupiał na sobie D'Angelo Russell

Uśmiech losu i wylosowanie drugiego picku w drafcie 2015 uznałem, jak chyba większość za jutrzenkę lepszych czasów w Los Angeles. W drafcie Lakers postawili na D’Angelo Russella, a o tym czy był to naprawdę słuszny wybór przekonamy się dopiero za kilka lat. Niewątpliwie jednak wybór ten wręcz zmusił Kupchaka do szukania wzmocnień pod koszem, gdyż chyba nikt nie wyobrażał sobie kolejnego sezonu z Jordanem Hillem w roli pierwszego centra. Zawirowania związane z przegraną walką o Aldridge’a, Jordana czy Monroe mocno niepokoiły fanów Jeziorowców. Ja jednak, jeśli odrzucimy formę, a skupimy się na treści, od samego początku jestem bardzo zadowolony z pozyskania z Indiany Pacers Roya Hibberta. Rim protector, którego tak potrzebowaliśmy przybył do Los Angeles za bezcen. Za ten jeden ruch Mitchowi należą się wielkie brawa, gdyż poza młodszym Gasolem, nie jestem w stanie wyobrazić sobie lepiej pasującego do obecnego składu centra tej klasy, który mógł tego lata zasilić Lakers. Jednak moja radość nie trwała zbyt długo, gdyż szczerze zmartwiła mnie oferta wystosowana dla Lou Williamsa. Najlepszy rezerwowy poprzedniego sezonu patrząc na inne umowy tego offseason (spowodowane galopującym wręcz wzwyż w przyszłych latach salary), wcale nie otrzymał tak wysokiej umowy, jednak dołączył na obwodzie do Bryanta, Clarksona, Russella i Younga. O ile w ofensywie istnieją szanse pogodzenia talenty wyżej wymienionych obwodowych, o tyle defensywnie jest to bodaj najgorszy zestaw w lidze na pozycjach 1-3. Drużynę wzmocnił jeszcze silny skrzydłowy Brandon Bass oraz wybrani z późniejszymi numerami w drafcie Larry Nance i Anthony Brown. Tak szeroki napływ nowych zawodników wiązał się rzecz jasna z koniecznością pożegnania się z kilkoma koszykarzami. Los Angeles opuścił szereg rozgrywających. Steve Nash karierę de facto skończył już wcześniej, a obecnie zasilił sztab szkoleniowy Warriors. Jeremy Lin po niezbyt udanych epizodach w Rockets i Lakers ma zamiar odbudować swą karierę w Charlotte, natomiast Ronnie Price będzie walczył o minuty w Suns. Do sporych przetasowań doszło także wśród wysokich. Carlos Boozer przez ostatnie lata znacząco obniżył loty i jego odejście nie martwi specjalnie fanów Jeziorowców. Jordan Hill i Ed Davis nie sprawdzili się jako gracze mogący występować w podstawowym składzie, a lepiej prezentujący się w roli energizera z ławki Ed oczekiwał zdecydowanie zbyt dużych pieniędzy. W Los Angeles pozostał z kolei Wesley Johnson, ale umowę podpisał z lokalnymi rywalami. Na tym zakończyły się podstawowe ruchy Lakers podczas obecnego offseason.

Bardzo silna personalnie ekipa Lakers rozpoczęła rozgrywki Summer League. W lidze letniej oparta na Russellu, Clarksonie czy Randle’u drużyna kompletnie zawiodła. Wyniki to mimo wszystko w tym wypadku mniej ważna kwestia, ale styl gry Jeziorowców przerażał. Nie wiem czyim pomysłem było rzucanie piłki do Juliusa na obwodzie, który miał sam wymyślać akcje, usilne forsowanie D’Angelo jako playmakera, czy ogólnie słaby gameplan Lakers. Jednak były to błędy, które przyczyniły się do porażek i właściwie marnowania Summer League pod względem szkoleniowym. Na obóz treningowy przed preseason do ekipy dołączyli m.in. dobrze znany w Los Angeles Metta World Peace, czy brazylijski rozgrywający Barcelony – Marcelo Huertas. Łącznie kadra powiększyła się więc do 19 zawodników, z których część w najbliższych tygodniach walczyć miała o miejsce w ostatecznym składzie Lakers. Z zespołem kolejno żegnali się Frazer, Upshaw i Holmes, a o pozostanie w kadrze wciąż walczą Metta World Peace i Jabari Brown. 

Lakers w obecnych rozgrywkach przedsezonowych zanotowali bilans 3-5. Rzecz jasna, przy dużej rotacji zawodników, wyniki nie były najważniejsze, gdyż nie na to przede wszystkim nastawiają się członkowie sztabu szkoleniowego. Ważniejszy jest styl gry oraz to jak prezentują się poszczególni zawodnicy. Na szczęście wygląda to o niebo lepiej, niż w Summer League, a postępy Jeziorowców w preaseason szerzej przedstawił wam Krystian – link.

Lakers podczas meczu z Trail Blazers

Nie będę ukrywał, że postawa Lakers w preseason, mimo ostatniego spotkania zakończonego klęską z Warriors, natchnęła mnie pewną dozą optymizmu. Co prawda wciąż wiele spraw związanych z organizacją wciąż wzbudza niepokój, ale w ostatnich 8 spotkaniach widziałem wiele drobnych elementów, które pozwalają z nie najgorszym humorem patrzeć w przyszłość. Oczywiście większe nadzieje niż z przyszłym sezonem wiążę z dalszą przyszłością Jeziorowców, ale do rozgrywek 2015/16 podchodzę w zupełnie innym nastroju niż rok czy dwa lata temu.  Liczę, że najgorszy etap przebudowy – czyli spadanie do dna i przejściowe szorowanie po nim jest już za nami i teraz  Lakers odbiją się od niego i ruszą (nie wiadomo jeszcze w jakim tempie) w pogoń za czołówką NBA. Dodatkowo cieszy mnie fakt uniknięcia losu choćby Sixers, gdzie przebudowują się w ślimaczym tempie, skazując swój zespół na ustawiczne tankowanie. Na ten moment jednak zamiast na dalekosiężnych planach, wolałbym się skupić właśnie na przyszłym sezonie.

Przede wszystkim warto zastanowić się nad celami (tymi realnymi) jakie powinni stawiać sobie Jeziorowcy. Do 2013 roku celem przynajmniej w teorii było mistrzostwo, ostatnie dwa lata to bardziej (sezon 13/14) lub mniej (sezon ostatni) dyskretne tankowanie. Przyszłoroczny pick Lakers, zastrzeżony jedynie w top3 posiada obecnie Philadelphia 76ers, po pozyskaniu go od Suns (tak, to konsekwencja sprowadzenia Steve’a Nasha). Jakiekolwiek celowe przegrywanie, gdy posiada się tak słabo chroniony wybór mija się z celem, wszakże nawet bycie najsłabszym zespołem NBA pozwalało by jedynie na 64.3% szans na utrzymanie picku. A obecna ekipa jest znacznie lepsza od zeszłorocznej (czwarty bilans od końca), więc o porażki i uzyskanie jak najgorszego bilansu byłoby jeszcze trudniej. Stąd oczywiste, że grać będziemy o jak najlepszy bilans, czyli zaciekle walczyć o zwycięstwo w każdym meczu, co jest progresem w przeciwieństwie do zeszłego sezonu, patrząc z perspektywy fana. Czy walka o rozgrywki posezonowe jest realna? Pewniaków do playoffs na zachodzie wydaje się być 7 – Warriors, Spurs, Thunder, Rockets, Clipper, Grizzlies i Pelicans (mimo plagi kontuzji). O ósmy spot powalczyć zamierza kilka zespołów (w tym Lakers), a faworytami wydają się być Jazz. Granie tak młodym składem, z tyloma słabościami (przede wszystkim tragiczna obrona na obwodzie) nie skłania pod tym względem do optymizmu. Szanse Lakers na walkę do końca o play-offs są znikome, ale jako kibic (być może bardzo naiwnie) wierzę. Z mojej strony to odmiana – rok temu postawiłbym wszystkie pieniądze na brak awansu do PO Jeziorowców.

Wiele wskazuje na to, że nadchodzący sezon będzie ostatnim w karierze Kobego Bryanta. Można się spierać o jego miejsce na liście najlepszych koszykarzy NBA w historii, ale w ciągu ostatnich dwóch dekad Bryant stał się żywą legendą zarówno organizacji jak i całych rozgrywek. Z pewną nostalgią oglądać będziemy więc jego akcje, wiedząc że kolejno upływające mecze to już końcowe fragmenty imponującej kariery Kobego. W  meczach przedsezonowych Black Mamba nadspodziewanie dobrze radził sobie w ofensywie w nowej roli, grając na pozycji niskiego skrzydłowego i zdecydowanie rzadziej przejmując piłkę. Trzymanie kciuków za zdrowie i formę Kobego będą niewątpliwie towarzyszyć zbliżającym się rozgrywkom.

Jordan, Kobe i D'Agelo, czyli trio Lakers razem

,,Coś się kończy, coś się zaczyna” – tym cytatem najbardziej znanego polskiego pisarza fantasy, można podsumować zmianę warty, jaka następuje w Los Angeles. Po latach niepodzielnego królowania na obwodzie Bryanta w Los Angeles Lakers, do głosu ma dojść, a w dłuższej perspektywie zastąpić go 2 numer draftu, czyli D’Angelo Russell. Oczywiście przeskok z NCAA dla D’Angelo łatwy nie będzie, ale nieprawdopodobne wręcz jak na ten wiek umiejętności i wizja gry już teraz niejednokrotnie w przyszłym sezonie powinny podrywać fanów Staples z krzesełek (bądź nas – z foteli i kanap). Od blisko dwudziestu lat nie mieliśmy szans oglądać tak utalentowanego pierwszoroczniaka w barwach złota i purpury. A przecież to nie jedyny utalentowany młodzian.

„Lamar Odom w ciele Zacha Randolpha” – czyli Julius Randle, po eliminującej go na cały sezon kontuzji oraz niezbyt udanej lidze letniej, w preseason wreszcie pokazał swój wielki potencjał na tle rywali NBA, gdzie swą energią, grą coast to coast, umiejętnościami gry w pomalowanym, oraz passing skills zadziwiał oponentów. Rzecz jasna ma wiele do poprawy (przede wszystkim rzut!), ale ze względu na swoją pracowitość wydaje się być materiałem przynajmniej na trzecią opcję w przyszłości i Lakers słusznie głęboko wierzą w talent silnego skrzydłowego. A skoro o pracowitości i talencie mowa, nie można zapomnieć o trzecim z tych młodych graczy, którzy powinni występować w pierwszej piątce- Jordanie Clarksonie, czyli przechwycie zeszłorocznego draftu. Nieco starszy od dwóch poprzednich pokazał się z bardzo dobrej strony w zeszłym sezonie, a ze względu na swoją etykę pracy można liczyć, że poprawiać będzie słabości w swojej grze (obrona i rzut za 3 punkty). Wierzą w to także włodarze organizacji, gdy słychać o chęci powierzenia duetowi Russell-Clarkson pozycji 1-2 w Lakers na najbliższe lata.

Z pewnością wielu z Was widziało efektowny poster Larry’ego Nance’a na Festusie Ezelim. I chociaż po Larrym, Anthonym Brownie czy Tariku Blacku ciężko spodziewać się regularnych bardzo dobrych występów, to na takie przebłyski właśnie będziemy przecież liczyć. Jednocześnie mając nadzieję, że być może na naszych oczach rozwija się jakiś świetny w przyszłości role-player. Ale nie samą młodzieżą i Bryantem w przyszłych miesiącach fan Lakers będzie żył.

Od momentu ogłoszenia wymiany z Pacers uważałem, iż to właśnie Roy Hibbert będzie absolutnie kluczową postacią Jeziorowców w najbliższym sezonie. Najbardziej irytującą wadą Lakers z poprzedniego sezonu była katastrofalna obrona, zwłaszcza pomalowanego. Zarówno wysocy rywali po otrzymaniu piłki w okolicach obręczy, jak i gracze obwodowi po minięciu pierwszej linii defensywy z dziecinną łatwością umieszczali piłkę w koszu. Wymowne wydaje się porównanie gry w defensywie frountcourtu Lakers z zeszłego sezonu z statystykami Roya w Indianie :

ZawodnikZespółContest %Rim FG% Allowed
Roy HibbertPacers53,9%42,6%
Robert SacreLakers42,6%54,0%
Jordan HillLakers41,0%55,4%
Ed DavisLakers34,6%53,9%
Carlos BoozerLakers24,4%52,4%

Przypomnę jednocześnie, że rozgrywki 2014/15 słusznie uważane były za te, w których Hibbert obniżył loty. Właśnie słabą psychiką Roya (znaczące niesnaski w drużynie) tłumaczono spadek formy i zastanawiano się czy w Los Angeles zdoła się odbudować. Od początku liczyłem, iż były center Pacers po przenosinach do nowego klubu wróci do swej dyspozycji, która do All-Star break 2013/14 czyniła z niego nie tyle elitarnego rim protectora (jakim wciąż pozostał mimo obniżki formy) ale najlepszego defensora pomalowanego w lidze. Preseason wydaje się być obiecującym prognostykiem. Hibbertowi zdecydowanie chce się grać, zaskakuje wręcz luzem w grze ofensywnej, widać na boisku także pozytywną energię między nim a pozostałymi zawodnikami. Nieocenione dla przyszłego rozwoju młodych koszykarzy powinny okazać się wskazówki, których Roy chętnie im udziela na temat poszczególnych akcji w obronie. Oczywiście mimo poprawy jaką już widać, gdy Hibbert przebywa na boisku (gdy siedzi na ławce, defensywa mocno się pogarsza) nie można oczekiwać, iż pojedynczy zawodnik całkowicie odmieni oblicze Lakers w obronie. Wciąż boli bardzo słabe krycie rywali na obwodzie, a sam Roy nie będzie w stanie łatać wszystkich dziur, które będą powstawać po błędach w rotacji defensywnej, czy zbyt łatwych wjazdach pod kosz niskich zawodników. Jednak zmotywowany i będący w formie Hibbert znacząco wzmacnia potencjał tej drużyny.

Poza byłym centrem Pacers Mitch Kupchak postanowił sprowadzić kilku innych doświadczonych graczy, którzy mają wspierać młodych Jeziorowców. Najwięcej wydano na Lou Williamsa – najlepszy rezerwowy zeszłego sezonu naturalnie posiada pewne atuty – wszakże nikt nie dostaje 21 milionów dolarów za darmo. Jednakże najlepiej czuje się z piłką, samodzielnie starając się zdobywać punkty. Wydaje mi się, że o ile jego dobra gra może nawet dać Jeziorowcom zwycięstwa w pojedynczych meczach, o tyle forsowanie niecelnych rzutów w innych spotkaniach będzie łącznie kosztować więcej. Poza tym jest to gracz pogłębiający problem Lakers w obronie. Będę kibicował dobrej grze Lou i chciałbym się mylić, ale wątpię by jego transfer okazał się naprawdę udany. Obwód zasilił także brazylijski playmaker Marcelo Huertas. Były rozgrywający Barcelony pokazał się z świetnej strony przez kilkadziesiąt minut, w których mógł zaprezentować się fanom podczas preaseason i powinien dobrze odnaleźć się w roli kreatora gry second unitu Jeziorowców. W dodatku w Los Angeles liczą na to, iż podobnie jak podczas pobytu Huertasa w Hiszpanii, gdzie Brazylijczyk był mentorem Rubio, na współpracy z nim skorzystają Russell i Clarkson. Frountcourt wzmocnić ma natomiast Brandon Bass. Podpisany za stosunkowo niską kwotę Bass powinien wchodząc z ławki za Randle’a wnosić jakże potrzebną energię w walce na tablicach oraz grze obronnej. Wciąż nie wiadomo, czy w ostatecznej piętnastce ujrzymy MWP. Potrafiący (przynajmniej według mnie) w Indianie jeszcze jako Ron Artest wskoczyć na poziom najlepszego obrońcy obwodowego w historii NBA zawodnik z pewnością potrafiłby jeszcze wiele nauczyć choćby Juliusa, zresztą z obozu Lakers dochodzą głosy o bardzo dobrej współpracy na treningach między tym duetem. Oczywiście, poza rolą szkoleniową w preseason pokazał, że wciąż może walczyć o kilkanaście minut w rotacji.

Hibbert, Williams i Bass - na nich również będzie ciążyła presja w tym sezonie

W drużynie pozostało także kilku zawodników z zeszłorocznego składu. Poza wspomnianymi wyżej – Kobem i Clarksonie, najważniejszą rolę odegrać powinni Tarik Black i Nick Young. Tarik najprawdopodobniej będzie zmieniać Hibberta na pozycji centra, z kolei Young jako rezerwowy skrzydłowy zastępować ma Bryanta. Pozyskany w zeszłym sezonie Black ma przed sobą wiele nauki, ale dotyczy to właściwie połowy rotacji Jeziorowców. Podobnie więc jak w przypadku Russella, Clarksona i Randle’a liczyć będziemy na rozwój młodego podkoszowego. Nick Young, po zeszłorocznej obsuwce formy i problemach z Scottem, poruszanych publicznie przez coacha Lakers wydaje się wracać na właściwe tory. Poza znanymi z poprzednich lat akcjami indywidualnymi coraz częściej podczas preseason skupiał się na grze bez piłki w ofensywie i akcjach typu catch&shoot, gdzie piłki dogrywali mu w tempo D’Angelo czy Huertas. Jako, że nawet zdrowy Kobe ma dostawać w tym sezonie więcej wolnego, Nick może liczyć na solidne minuty w rotacji Jeziorowców. Podczas preseason chimeryczną formę, ale i długie fragmenty dobrej gry prezentował Ryan Kelly, ale na ten moment przegrywa rywalizację z Randlem i Bassem na pozycji silnego skrzydłowego. A naciska go przecież także Larry Nance… Robert Sacre to typowy trzeci center w składzie, który poza kilkoma minutami w przypadku problemów podkoszowych Lakers z faulami bądź (odpukać) plagą kontuzji nie ma co liczyć na regularną grę.

Niewątpliwie w tym sezonie istnieje wiele powodów, dla których można znów zarywać nocki dla Los Angeles Lakers. Schyłek kariery najlepszego Jeziorowca w historii, obserwowanie od początku gry w NBA  jakże efektownej w swej grze młodzieży- Russella, Clarksona i Randle’a, przebłyski reszty rookies i sopohomores, bloków Hibberta, asyst Huertasa, czy „dni konia” Younga i Williamsa. Czy sezon zakończy się sukcesem sportowym, czyli awansem do rozgrywek posezonowych? Wątpliwe. Młodzi gracze zbyt często prezentują wahania formy, a chociaż Roy Hibbert to świetny defensor, to w obronie rotacja obwodowa jest jedną z gorszych (a raczej najgorszą) w lidze. Ale Lakers w każdym meczu będą zaciekle walczyć  o swoją nową tożsamość, która ma przyciągać z powrotem najlepszych wolnych agentów do LA. A ci jak wiemy ostatnio zdecydowanie bardziej niż kiedyś patrzą na aspekty sportowe. Licząc na pełen emocji i pozytywnych niespodzianek sezon, zasiądę 28 października przed monitorem komputera by obejrzeć mecz z Wolves. Sobie i Wam życzę – jak najlepszej gry Lakers, jak największej ilości zwycięstw Jeziorowców i możliwości odsypiania zarwanych nocy.

23 komentarze

  1. Na PO sie nie zanosi,ale uwazam,ze Lakers sa w dobrej sytuacji.Powiedzmy,że trio Russell-Randle-Hibbert można nazwać trzonem i to takim,który w przyszłym offseason może przyciągnąć jakas gwiazde.Np.taki Durant automatycznie by został niekwestionowanym liderem i miał pomagierów bez rozrosnietego ego.
    Bo trzeba pamietac,ze za rok mamy zakontraktowane 23 mln,a nowe salary sporo wzrośnie,więc sky`s the limit.
    Jescze tylko ten coach…

  2. Może wystartujemy za rok po Thibsa? Bo chyba nikt normalny nie sądzi, że ze Scottem na ławce ugramy coś więcej niż awans do PO.

  3. DrJ

    Gdybym był KD, to wybieram zawsze Westbrooka i Ibakę, zamiast Russella i Randle’a, ale wiadomo, że za rok wszystko się może zdarzyć.

  4. StaryFan
    DrJ napisał(a):Gdybym był KD, to wybieram zawsze Westbrooka i Ibakę, zamiast Russella i Randle’a, ale wiadomo, że za rok wszystko się może zdarzyć.

    Jesteś KD-em i wybierasz Westbrooka? Jako fan NBA , wybiorę go zawsze. Jako KD raczej nigdy. Za dużo tych "Rambo" w jednej 5.
    To dwie pierwsze opcje w każdym zespole NBA, a dutki (i berety) każdy lubi. Ktoś jeszcze jest zobowiązany wypluć płuca, aby Afroamerykanki rzucały stringami w KD i RW (no powiedzmy kapeluszem). Z tej mąki chleba nie będzie i obydwaj o tym wiedzą.

    KD ma zbyt duży talent, aby skończyć jak Anthony, Malone itd. Trafi do WW i przynajmniej zawita do finału (jak Bronkowi odpadną implanty, albo zgubi szczęśliwe rajstopy).

    Westbrook (i jego garderoba) jest idealnym kandydatem do LAL (nie dla mnie) i telewizyjnego mniejszościowego udziałowca (oby stał się "większościowym").

    Wielkie dupy "gwiazd" Los Angeles interesują Westbrooka, Younga – Durant wydaje się mieć inne priorytety.

    Ps. 76 i LAL tankują dokładnie te same dwa lata. Dlaczego pierwsi są "kretynami", zaś drudzy tankerami z klasą, pojąć nie sposób.
    Ps.2 Ron Ron jako obrońca obwodowy, nie otarł się nigdy o pierwszą 5 obrońców w historii (nawet za czasów mordobicia w Indianie).

  5. DrJ

    Nie wydaje mi się,ale to gdybanie. Odchodzić nie musi, ma gotowego contendera w tym sezonie, bez Brooksa. To nie Lebron z Mo Williamsem i Zydrunasem. Zostanie

    Co do Miłośnika Pand, to nie chciałem go w kadrze. W sztabie trenerskim(jako?) w porządku, ale na boisku blokuje miejsce tylko. Wobec dobrej formy Huertasa, los Jabariego był przesądzony.

    Powyżej 27 wygranych, czy poniżej? Wg mnie więcej

  6. KD to niech najpierw zagra sezon bez kontuzji, bo coś on mi się nie podoba pod tym względem. Warunki niespotykane i talent – tu nie ma dyskusji, ale było już takich paru i właśnie przez zdrowie karier/pierścionków nie porobili. Wizards to może być ten kierunek, ale czego on będzie chciał to sobie możemy gdybać. Ja się skłaniam do tego, że nawet jak wygrają pierścień to może odejść.

    Osobiście zawsze z OKC chciałem Ibakę, bo tak i już :)

    Trener Carlisle jakby tylko dostępny był, biorę go nad TT .

    Upshaw ponoć w Defenders, więc nie jest stracony dla nas jeszcze.

    Więcej niż 27 zwycięstw.

  7. StaryFan napisał(a):

    Ps. 76 i LAL tankują dokładnie te same dwa lata. Dlaczego pierwsi są "kretynami", zaś drudzy tankerami z klasą, pojąć nie sposób.
    Ps.2 Ron Ron jako obrońca obwodowy, nie otarł się nigdy o pierwszą 5 obrońców w historii (nawet za czasów mordobicia w Indianie).

    Ps1 – bardzo prosto. Szli w największy talent, połamańców i mają gdzieś fanów budując taki obwód.
    Ps2 – oj absolutnie się nie zgadzam. Gdy grał jako GF (i zgarnął DPOTY) grał w mojej opinii na nieosiągalnym dla nikogo poziomie w obronie 1v1. GOAT perimeter D, według mnie.

    27+- ? Panowie tak skromnie? 35+-! I to jako minimum pod głosowanie!

  8. Szymken

    Carlise to również świetny wybór, nie miałbym nic przeciwko.

    Co do zwycięstw. Stawiam i chciałbym, aby zakręcili się wokół 40.

  9. DrJ
    january napisał(a):
    Ps1 – bardzo prosto. Szli w największy talent, połamańców i mają gdzieś fanów budując taki obwód.
    Ps2 – oj absolutnie się nie zgadzam. Gdy grał jako GF (i zgarnął DPOTY) grał w mojej opinii na nieosiągalnym dla nikogo poziomie w obronie 1v1. GOAT perimeter D, według mnie.

    27+- ? Panowie tak skromnie? 35+-! I to jako minimum pod głosowanie!

    Czy ja wiem, czy taki,nie wiem, Cooper/Bowen/Dumars czy Jordan byli gorsi? Nie wydaje mi się. Trudno stwierdzić, bo trzeba brać pod uwagę i potencjał drużyny, i samego zawodnika. Ktoś potrafi grać po obu stronach parkietu, więc siłą rzeczy traci trochę mocy po którejś stronie,a ktoś gra tylko w ataku lub obronie(jak np.MKG) i na tym się skupia w 100%

    Podałem luźno liczbę 27 wygranych, bo przecież Scott od kilku lat nie wygrał więcej,niż 24 spotkania.

  10. StaryFan
    january napisał(a):Ps1 – bardzo prosto. Szli w największy talent, połamańców i mają gdzieś fanów budując taki obwód.
    Ps2 – oj absolutnie się nie zgadzam. Gdy grał jako GF (i zgarnął DPOTY) grał w mojej opinii na nieosiągalnym dla nikogo poziomie w obronie 1v1. GOAT perimeter D, według mnie.

    Ps 1 Przecież w 76 jeszcze nie ma obwodu. Mieli mniej szczęścia (w losowaniu), ale młodych zawodników mają na tym samym poziomie. Embid ma tą samą przypadłość co Jordan, Žydrūnas Ilgauskas (kość łódeczkowata). Jeżeli dojdzie do siebie, będzie warty tyle co nasza młodzież razem.
    Ostatnia CBA jest jaka jest i inną drogę znają tylko w SAS – policzcie ile razy od założenia nie byli w PO :o .

    Ps 2 Pippen, Payton, młody Rodman (stary szarpał się pod koszem), Dumars (statystyki tego nie oddadzą) , Jordan (całkowicie pomijam ofensywę, ale 2,5 przechwytu/m przez całą karierę i zdolność zakończenia meczu przeciwnika to wybitna sprawa) Alen.
    Dla młodszych tak to wyglądało – wyrwałeś mu piłkę, musiał ci to zrobić trzy razy, dostał blok, oddał 3 razy.

    phpBB [media]

    Ron Ron oczywiście był jednym z najlepszych obrońców ligi w czasie przed awanturą z Pistons i być może gdyby nie prawie 2 letnia karencja (86 meczów za MMA – akurat tutaj był najmniej winny, reszta za żądanie transferu) to kto wie. Osobiście sądzę, że defensywa służy wygrywaniu – karate, boks mają swoje miejsce na ringu (albo pod trzepakiem).

    "Kung Fu Panda" był świetny (bardzo lubiłem go jak był młody), głupi i brutalny do bólu. Na GOAT D miał zbyt mały wpływ na wyniki i zbyt mało tych wyników. Historycznie to poziom Bowena (ten akurat sprytniejszy przy mniejszym talencie),może Blaylocka chociaż 1vs1 Ron bronił lepiej.

    To oczywiście subiektywizm i nawet WS defensywne nie oddają takich niuansów.

  11. W końcu działają fotki na stronce . GJ :)

  12. StaryFan napisał(a):Historycznie to poziom Bowena (ten akurat sprytniejszy przy mniejszym talencie)

    Jeśli stawiasz Bowena na równi z Ron Ronem to mocno się mylisz. Ron Ron jest 2/3 poziomy wyżej niż Bowen, którego ja osobiście szybciej nazwałbym brutalem. Podstawianie nóg pod jumperkującym zawodnikom, cios karate dla Szczerbiaka(?) to tylko to co przyszło mi pierwsze do głowy.

    StaryFan napisał(a):Ps. 76 i LAL tankują dokładnie te same dwa lata. Dlaczego pierwsi są "kretynami", zaś drudzy tankerami z klasą, pojąć nie sposób.

    Bo nie chcesz zrozumieć i na siłę szukasz powodów, żeby dojebać Lakersom. Sixers wyprzedali się dosłownie do zera, żeby tankować. Oddali nawet swojego ROTY :lol: żeby chociaż nie wygrać za dużo.

    Kolejna kwestia to branie 3 lata pod rząd 3 centrów. Ja rozumiem pech w losowaniu ale c’mon. Aktualnie ich sytuacja kadrowa wygląda tak, że będą dostawać regularny wpierdol przez 3-4 najbliższe lata. Taki Okafor spierdzieli z tego burdelu przy pierwszej okazji.

    StaryFan napisał(a):Ps 1 Przecież w 76 jeszcze nie ma obwodu. Mieli mniej szczęścia (w losowaniu), ale młodych zawodników mają na tym samym poziomie. Embid ma tą samą przypadłość co Jordan, Žydrūnas Ilgauskas (kość łódeczkowata). Jeżeli dojdzie do siebie, będzie warty tyle co nasza młodzież razem.

    Mieli MCW, który idealny nie jest, nigdy nie będzie w czołówce PG ale jednak był ROTY a oni go wywalili. I teraz brak obwodu ma działać jako ich usprawiedliwienie? Do mnie to nie trafia.

    Embiid póki co nie zagrał nawet jednego meczu w NBA. Nawet w SL chyba nie zagrał nie? Wcześniej miał chyba coś z plecami? Ale tego to nie jestem pewien, bo piszę z pamięci.

    StaryFanie, Twoje negatywne nastawienie do wszystkiego co związane z LAL jest mi doskonale znane. Pamiętam co pisałeś o Clarksonie, a tymczasem koleś w presezonie dopóki nie doznał kontuzji był najlepszym graczem LAL.

    Doradzam spojrzeć na świat nieco pozytywniej, albo zjeść czekoladę. Mi zawsze pomaga 8-)

    Co do HC. Nie chcę Thibsa. Nie przy naszej młodzieży. Nie chciałbym, żeby zajechał ich w 2 sezony grając po 38-40 minut w każdym jednym meczu.

    Carlise byłby świetny. To jak potrafi ułożyć atak + nasza zdolna młodzież. huh, byłoby gruuubo.

  13. DrJ
    airmax napisał(a):
    StaryFan napisał(a):Historycznie to poziom Bowena (ten akurat sprytniejszy przy mniejszym talencie)

    Jeśli stawiasz Bowena na równi z Ron Ronem to mocno się mylisz. Ron Ron jest 2/3 poziomy wyżej niż Bowen, którego ja osobiście szybciej nazwałbym brutalem. Podstawianie nóg pod jumperkującym zawodnikom, cios karate dla Szczerbiaka(?) to tylko to co przyszło mi pierwsze do głowy.

    Tutaj się nie zgodzę z tym,że jest 2/3 poziomy wyżej. Poza tym Artest też miał, jak cała masa "dawnej" NBA swoje dirty plays.

    Natomiast zgadzam się,że czekolada jest bardzo spoko. Ale taka z 70% zawartości kakao

  14. Po pierwsze porównywanie zawodników z różnych epok jest hooyowe i nie ma sensu.
    Po drugie nie mieszajcie w dyskusje MJa,koles był ponad tą grą.
    Artest kiedy grał był wybitnym obrońca.PERIOD
    To ostatni koleś na Ziemi,który potrafił zatrzymać(nie przeszkadzać)Duranta w serii PO i nie tylko.PERIOD :)
    I do tego był niesamowice silny,silne łapy i w ogole.
    Ja się mega cieszę,że jest z nami.Co to za argument,ze blokuje miejsce?To jest champ,weteran i wielka charyzma.Jednak zawsze inny wpływ na młodych ma gracz,a nie trener-asystent.
    Ja w tym sezonie chcę walki.Presji nie ma.A za rok MItch musi wymyśleć coś extra.Nie ma bata to jest LAL i koniec ery Kobego.Kto zapełni halę?Kto spowoduje ciarki na rękach?Russell?Randle?
    To nie czasy kiedy wybierałes Magica,Jordana,Shaqa czy innego Garnetta i JUŻ miałes gwiazde i franchise playera.

  15. Artest miał jedną zasadniczą przewagę nad Bowenem, której ten nigdy nie nadrobi, mianowicie warunki fizyczne.

    Ron za swoich najlepszych czasów mógłby bezproblemowo iść w pojedynek fizyczny z Lebronem. Dodaj do tego szybki nogi i ręce oraz to, że gość świetnie rozumiał co musi zrobić, żeby uprzykrzyć życie przeciwnikowi, a otrzymasz DPOTY :)

    Można też przypuścić (ale to tak czysto hipotetycznie ), że Ron mógł być jeszcze lepszy w D ponieważ oprócz bronienia był opcją w ataku – w sezonie DPOTY notował 18ppg i ~4ast.

  16. StaryFan
    airmax napisał(a): ja osobiście szybciej nazwałbym brutalem.

    I dlatego to ten sam poziom.

    StaryFan napisał(a):Ps. 76 i LAL tankują dokładnie te same dwa lata. Dlaczego pierwsi są "kretynami", zaś drudzy tankerami z klasą, pojąć nie sposób.

    airmax napisał(a):Bo nie chcesz zrozumieć i na siłę szukasz powodów, żeby dojebać Lakersom. Sixers wyprzedali się dosłownie do zera, żeby tankować. Oddali nawet swojego ROTY :lol: żeby chociaż nie wygrać za dużo.

    Wskaż proszę to "dojebanie". Przecież każdy kolejny (prawie) wpis, to wizja bezsensownej działalności 76, co i jak źle zrobili. Za MCW mają wybór LAL który niski nie będzie. Poszli w przebudowę rok dalej niż LAL, bo mają picki,tyle.
    I dlaczego usprawiedliwienie?

    airmax napisał(a):StaryFanie, Twoje negatywne nastawienie do wszystkiego co związane z LAL jest mi doskonale znane. Pamiętam co pisałeś o Clarksonie, a tymczasem koleś w presezonie dopóki nie doznał kontuzji był najlepszym graczem LAL.

    Tak oczywiście, to negatywne nastawienie nakazuje mi interesować się tą drużyną 27 lat. Ja z kolei pamiętam jak dwa lata temu LAL mieli nigdy nie dotankowywać picków, bo niehonorowo, bo takiej drużynie nie przystoi, bo przed FA należy zamykać drzwi, bramy i okna – inaczej wszyscy wepchną się do środka. Ile razy LAL przebudowywali się zupełnie za "Waszych" czasów. Za moich trzy razy od zera.
    Perspektywa bywa różna, autopsja bywa dużo cenniejsza od highlightów.

    I jeszcze jedno, żeby ocenić "kunszt" Artesta trzeba mieć cirka >26 lat. Teraz jeszcze widzę, że należy koniecznie jeść czekoladę oraz grać w 2k15.
    Czekolady nie cierpię (moja gimbaza wręcz odwrotnie), na gry brak mi czasu i naturalnie ochoty.

    Ps. Jordan nie był ponad grą, po prostu w nią grał. I wbrew pozorom, nie grał w innej epoce. Poza zmianą przepisów ( głównie dotyczących obrony) które przyśpieszyły grę – to jest ta sama NBA. A akurat Ron ma spory udział w zmianie nastawienia sędziów do zmiękczania zawodników i gry.
    Do momentu w którym zawodnicy bili po gębach samych siebie, było ok. Lecz nie nada prać po łbach publiczność, która de facto wypłaca im pensje.

  17. DrJ
    dzejdi napisał(a):Artest kiedy grał był wybitnym obrońca.PERIOD

    Nikt tego nie kwestionuje

    dzejdi napisał(a):To ostatni koleś na Ziemi,który potrafił zatrzymać(nie przeszkadzać)Duranta w serii PO i nie tylko.PERIOD :)
    I do tego był niesamowice silny,silne łapy i w ogole

    Kawhi to zrobił z Lebronem np.

    dzejdi napisał(a):Ja się mega cieszę,że jest z nami.Co to za argument,ze blokuje miejsce?To jest champ,weteran i wielka charyzma.Jednak zawsze inny wpływ na młodych ma gracz,a nie trener-asystent

    Różnie bywa. Nash blokował miejsce z wiadomych względów. Paradoksalnie największy wpływ miał na Clarksona i trochę na Russella, gdy już nie grał i trenowali pod jego okiem.

  18. Jak sam piszesz interesujesz się Lakersami prawie 30 lat, po czym rzucasz ironicznym tekstem w stylu:

    StaryFan napisał(a):Ja z kolei pamiętam jak dwa lata temu LAL mieli nigdy nie dotankowywać picków, bo niehonorowo, bo takiej drużynie nie przystoi, bo przed FA należy zamykać drzwi, bramy i okna – inaczej wszyscy wepchną się do środka.

    Serio, po co taka uszczypliwość w stronę, hmm no właśnie kogo?

    StaryFan napisał(a):Teraz jeszcze widzę, że należy koniecznie jeść czekoladę oraz grać w 2k15.
    Czekolady nie cierpię (moja gimbaza wręcz odwrotnie), na gry brak mi czasu i naturalnie ochoty.

    Stary Fanie, nie musisz w jednym pości kilkukrotnie kąsać mnie z uwagi na to, że jestem młodszy. "Gimbaze" mam już dawno za sobą, a moja słabość do czekolady zaczęła się długo przed gimnazjum.

    W 2K15 nie ma sensu grać. Jest już 2K16 :)

    DrJ napisał(a):Różnie bywa. Nash blokował miejsce z wiadomych względów. Paradoksalnie największy wpływ miał na Clarksona i trochę na Russella, gdy już nie grał i trenowali pod jego okiem.

    Właśnie dlatego ja cieszę się, że Ron jest w rosterze. Komu blokuje miejsce? Jabariemu? Lubie gościa bo widać, że się stara ale jednak wyżej pewnego poziomu nie podskoczy.
    To jak dużo dały Clarksonowi treningu z Nashem widać gołym okiem. To jak bierze "na plecy" broniącego go zawodnika po P&R to jest typowa szkoła Nasha. Randle na pewno nie straci na fakcie, że MWP jest w składzie. Może tylko zyskać.

  19. Nash miał byc pierwszym rozgrywającym i rozdawać piły Kobemu,Dwightowi i Gasolowi.Metta ma zupełnie inną rolę,ale ja ze Starym Fanem nawet nie dyskutuje.Tylko on ma rację i tylko on to wie.
    Po meczu to nawet nic mi sie nie chce pisac,bo nie MOŻNA przegrac z Wolves u siebie.W pierwszym meczu.
    Hmm…Kobe może ledwo co piłki dotykac,ale 30 razy rzuci i tak.Nawet jakby miał 49 lat.Hibbert props.Jack Nicholson props.Clarkson pokazał Russellowi,ze gra drugi sezon,Randle natomiast,ze za pare lat bedzie dobry.Co do KATa.Cieszę sie,ze wysocy wracają do gry.Davis,Cousins,KAT.
    Do Starego Fana.Nie komentuj i nie cytuj moich wpisów,ja nie bede mieszał się w Twoje aajt?Musisz być na prawdę stary.

    • StaryFan

      "NAPRAWDĘ" stary jest "Słownik języka polskiego" – mocno niedoceniany.

      Nieskromnie uważam się, za co najwyżej doświadczonego. I nie pamiętam cytatów z "DZEJDI".

      Człowiek uczy się całe życie – czym, kim, o czym jest aajt?

  20. StaryFan-wybacz proszę.Oczywiście chodziło mi o DRJ :)

  21. DrJ

    Dzejdi

    Nie rozumiem. Ty masz swoje zdanie, ja swoje. Bez spiny. I wybacz, że Cię zacytowałem, już nie będę.

  22. Panowie trochę lodu na Wasze rozgrzane głowy. Dyskutujcie pamiętając o tym by być dla siebie miłym.

Skomentuj