Kwiecień kluczowym miesiącem dla Lakers

Sezon regularny 2016/17 powoli zmierza ku końcowi. Do rozegrania zostało już tylko parę spotkań i ten fakt cieszy wszystkich związanych z ekipą Los Angeles Lakers. Pierwsze rozgrywki bez Kobe Bryanta zakończyły się totalną klapą. Były wielkie oczekiwania, szczególnie po niezłym początku, a skończyło się na ostatnim (oby!) miejscu na Zachodzie. Jeziorowcy w kwietniu nie walczą więc już o nic (podobnie jak w lutym i marcu), ich zadaniem jest szkolenie młodzieży i utrzymaniu wyboru w zbliżającym się drafcie, gdyż ten ma być niezwykle silny i może okazać się, że doprowadzi do ciekawej wymiany. Tego jednak na razie nie wiemy i nie ma co spekulować o przyszłych zamiarach Magica czy Jeannie Buss. Jedno jest pewne, aby wybór pozostał w rękach Lakers musi on znaleźć się w czołowej trójce, co oznacza, że dobrze byłoby zająć miejsce za Phoenix Suns. To dałoby im dużo więcej piłeczek – czyli szans na znalezienie się w czołowej trójce. Ab tak się stało „wypadałoby” przegrać te kilka spotkań, które pozostały do rozegrania w kwietniu. Poniżej o tym co nas czeka w trakcie tego krótkiego okresu rozgrywek.

Kiedy piszę te słowa Lakers są już po dwóch kwietniowych meczach z niezwykle silnymi ekipami, a mianowicie Clippers i Grizzlies. W obu spotkaniach Jeziorowcy zaprezentowali się tak jakby zależało im na zwycięstwach. Ba! Oni jeden z tych pojedynków wygrali i awansowali na 14 miejsce na Zachodzie! Wtedy kiedy należałoby przegrać oni wygrywają, a w drugim ocierają się o zwycięstwo. Cóż za dziwna sytuacja. Niestety tak to jest z młodymi graczami, są nieprzewidywalni i pewnie jeszcze nieraz nas zaskoczą, oby tym razem pozytywnie. Do końca sezonu regularnego niech przegrywają, a w nowym sezonie niech zaczną wygrywać od początku. Tymczasem w pozostałych pięciu spotkaniach Luke Walton powinien dać przykaz, aby jego zawodnicy nie forsowali się zbytnio, nie walczyli tak zaciekle. Pal licho te bilans, ale niech nie przytrafi im się żadna kontuzja. To byłaby katastrofa dla klubu, ale nie myślmy już o tym i skupmy się na najbliższych rywalach Lakers.

Czytaj więcej

28/03/2017 Wizards vs Lakers

28/03/2017 Wizards vs Lakers

Po niezwykle emocjonującym spotkaniu ostatecznie to Wizards okazali się lepsi i wyszli ze Staples z podniesioną głową. Lakers mieli swój moment w trzeciej kwarcie, gdy trafili 15 kolejnych rzutów i wyszli na prowadzenie 88-72. Wydawało się wówczas, że John Wall i spółka już się nie podniosą, lecz Jeziorowcy wyciągnęli do nich pomocną dłoń. Przez ponad 4 minuty czwartej odsłony nie potrafili oni zdobyć punktów, a dla Wizards było to jak woda na młyn. Szybko stan meczu się wyrównał i dość szybko goście potrafili odłożyć mecz do zamrażarki. Świetnie spisali się rezerwowi Kelly Oubre Jr. i Ian Mahinmi, którzy mieli swój udział w odrabianiu strat na starcie ostatniej kwarty. Później jednak mecz przejął John Wall. Lider ekipy ze stolicy zaliczył dziś 34 punkty, do czego dołożył 14 asyst i 4 przechwyty. Był niesamowicie skuteczny, trafiając 14 z 25 rzutów. Pod koszem nikt z Lakers nie był w stanie go zatrzymać, ewidentnie widać brak tak zwanego shot-blockera u gospodarzy. Zubac to jeszcze nieopierzony talent i ciężko wymagać od niego takich umiejętności. Natomiast Black czy Randle są zbyt niscy jak na klasycznego centra. Jeśli chodzi o zdobycze punktowe to Lakers mogli dziś polegać jedynie na Clarksonie i Russellu, którzy zdobyli łącznie 50 punktów. Pozostali zawodnicy zawiedli, nie byli w stanie przekroczyć (oprócz Ennisa) 10 oczek. To było zdecydowanie za mało na rozpędzonych Wizards. Washington wywozi więc szczęśliwie zwycięstwo, które nie przyszło im tak łatwo jak można się było spodziewać. Dopiero czwarta kwarta zdecydowała o sukcesie podopiecznych Scotta Brooksa. Walka o prymat na Wschodzie jest więc wciąż sprawą otwartą. I na pewno będzie ona toczyć się do samego końca rozgrywek zasadniczych.

Czytaj więcej

19/03/2017 Cavaliers vs Lakers

19/03/2017 Cavaliers vs Lakers

Cleveland wystawili do gry najlepszych graczy. Nie było odpuszczania, mimo, że naprzeciwko stanął najgorszy zespół Konferencji Zachodniej. I nieoczekiwanie Lakers postawili Cavs bardzo ciężkie warunki. Gdyby nie znakomita dyspozycja rzutowa Kyrie Irvinga nie wiadomo czy to Jeziorowcy nie wychodziliby z hali z podniesioną głową. Do połowy czwartej kwarty to gospodarze przez cały czas (poza paroma minutami drugiej odsłony) byli na czele. To oni dyktowali tempo gry i wykorzystywali słabość w obronie i niechlujność w ataku gości. Ciekawe jest również to, że poza trójką gwiazdorów Cavaliers nikt nie potrafił zdobywać punktów. Łącznie drugi garnitur uzbierał 24 oczka, przy 125 drużyny. Coś się nie klei w grze ekipy Tyrone Lue, ale mimo to udało im się wyrwać wygraną w Staples. Gdyby przegrali nic wielkiego by się nie stało, bowiem Celtics też mają swoje problemy i nie są w stanie ich dogonić. Jednak na pewno ucierpiałaby duma Lebrona Jamesa. On na mecz w Los Angeles motywuje się wyjątkowo. Przez lata było to spowodowane pojedynkiem z Kobe Bryantem, teraz po prostu chce udowodnić fanom w tym mieście, że jest najlepszym graczem na świecie. Dziś początek miał slaby, ale w czwartej kwarcie wykorzystał przewagę siły i parę razy wbił się pod kosz, odzyskując prowadzenie i nie oddając go już do samego końca. Po stronie Lakers warto wyróżnić D’Angelo Russella, który toczył znakomity bój z Irvingiem. Rozgrywający Lakers pobił swój rekord kariery, zdobywając 40 punktów, trafiając przy tym aż 7 trójek. Dodał do tego 6 asyst i dzięki temu pokazał, że potrafi być nie tylko strzelcem, ale również playmakerem. Szkoda, że takie występy zdarzały mu się w tym sezonie bardzo rzadko. Dużo pewności siebie, po wejściu do pierwsze piątki zyskał Brandon Ingram. To widać po jego grze. Dziś stanął przecież oko w oko z najlepszym silnym skrzydłowym ligi i zdobył 18 punktów. Końcówka uwidoczniła jednak jego braki w masie ciała, gdy kilka razy James przepychał się z niezwykłą łatwością. Przed młodzianem całe lato, które powinien wykorzystać na pracę na siłowni. Dla Lakers ta porażka to już piąta z rzędu, niemal pewne jest, że kolejny sezon skończą na dnie na Zachodzie. Cavaliers natomiast pewnie zmierzają po rozstawienie w Konferencji Wschodniej. Ciężko przypuszczać, że cokolwiek odbierze im kolejny finał ligi, bowiem konkurencja w tej drugiej tabelce jest zdecydowanie mniejsza. Stąd też Lebron i koledzy mogą sobie czasem pozwolić na odpoczynek czy słabszy mecz, wiedząc, że i tak będą na koniec sezonu regularnego na czele.

Czytaj więcej

Marzec – wkraczamy w erę Magica!

Po trade deadline zmieniło się wiele w Los Angeles Lakers. Dokonano drastycznych ruchów jeszcze przed końcem sezonu. Jeannie Buss nie wytrzymała i postanowiła zwolnić zarówno swojego brata jak i Mitcha Kupchaka. Oberwało się także Blackowi, który był rzecznikiem prasowym drużyny. Stery w ekipie Jeziorowców przejął Magic Johnson, a nowym generalnym managerem ma zostać agent Kobe Bryanta Rob Pelinka. Od razu dokonano też transferów przed końcem okienka. Lou Williamsa oddano do Rockets za Corey Brewera i pick z 1 rundy draftu, a Marcelo Huertasa wymieniono na Tylera Ennisa. Nie były to najlepsze ruchy, zważywszy na wartość rynkową Sweet Lou, bądź co bądź najlepszego strzelca z ławki w całej lidze. Brewer to gracz przeciętny, ze słabym rzutem z dystansu, co na pozycji której gra jest wręcz kluczowe. Na dodatek pick od Rockets będzie to wybór w granicach 25 miejsca, co nie wróży dobrze, wielkie gwiazdy idą raczej znacznie wyżej. Lato będzie jednak kluczowe dla przyszłości organizacji. Poprzednie przyniosło tylko wielkie rozczarowania. Podpisano wysokie kontrakty z Dengiem i Mozgovem, którzy teraz są zupełnie nieprzydatni i Magic najchętniej by się ich pozbył. Jednak nikt w lidze nie chce takich wypalonych koszykarzy. Pelinka będzie miał pełne ręce roboty i jeśli uda mu się dokonać jakiś wymian już podczas draftu to będzie na pewno spory sukces. Na pewno priorytetem dla Jeziorowców będzie utrzymanie swojego wyboru w nadchodzącym drafcie. Aby tak się stało Lakers muszą zająć jak najniższe miejsce w lidze. Choć jak mówi Johnson jego team nie będzie tankował, trudno jednak spodziewać się innych wypowiedzi, a kolejne przegrane tylko nas w tym utwierdzają. Marzec to będzie kwintesencja tankowania w wykonaniu Lakers. Połączona z ogrywaniem młodych zawodników. Tak więc nie zdziwcie się jeśli już niedługo w pierwszym składzie zobaczymy Ivicę Zubaca. Jednak po kolei. Zobaczmy co nas czeka w zbliżającym się miesiącu.

Czytaj więcej

08/02/2017 Lakers vs Pistons

08/02/2017 Lakers vs Pistons

To był dla Lakers ostatni mecz w The Palace. Hal jakże przykrej, pamiętającej dwie upokarzające porażki Jeziorowców w finałach NBA. Tym razem podobnie jak w 1989 i 2004 również skończyło się przegraną. Jednakże to spotkanie miało znacznie mniejszą wartość niż tamte. Teraz drużynie Luke’a Waltona bardziej zależy na ogrywaniu młodych talentów, dlatego w pierwszym składzie pojawili się zarówno Ingram jak i Black. Ten pierwszy rozpoczął znakomicie. Już w pierwszej kwarcie trafił dwie trójki, potrafił idealnie odnaleźć Blacka w kontrze. Był bardzo aktywny, ale wraz z upływem meczu to Pistons przejmowali kontrolę. Jeszcze w pierwszej odsłonie Lakers wychodzili na prowadzenie, lecz od drugiej to gospodarze byli z przodu i do samego końca nie dali sobie tego wyrwać z rąk. Skończyło się tak jak zwykle ma to miejsce w przypadku porażek Lakers – blow-outem. W pewnym momencie było nawet ponad 25 punktów przewagi, ostatecznie licznik zatrzymał się na 19. Niemal perfekcyjny mecz zaliczył środkowy gospodarzy Andre Drummond. Lakers nie mieli na niego odpowiedzi. Center do 24 punktów, dorzucił 17 zbiórek 4 bloki i 3 przechwyty. Jedyną rysą na jego występie pozostaje skuteczność na linii, gdzie nie udało mu się trafić żadnego rzutu z trzech oddanych. To jest jednak przypadłość silnych i dobrze zbudowanych centrów, mają oni ogromne kłopoty na linii. Po stronie gości oprócz wspomnianego Ingrama dobre spotkanie zapisał na swoim koncie Randle. Julius od czasów powrotu po chorobie nie był sobą, ale dziś zdobył 17 punktów, do czego dodał 6 zbiórek. Cieniem samego siebie jest z kolei D’Angelo Russell. Ostatnie mecze to jego znaczny spadek formy. Nie wiadomo czym to jest spowodowane. Być może nowy doradca Magic Johnson nie widzi dla niego miejsca w tej organizacji i już go o tym uświadomił. Lakers przydałaby się jakaś wymiana jeszcze w tym sezonie, aby wolni agenci chętniej przeglądali ich oferty latem. Mają na to jednak już niewiele czasu.

Czytaj więcej

06/02/2017 Lakers vs Knicks

06/02/2017 Lakers vs Knicks

Los Angeles Lakers przerwali niechlubną serię 12 porażek na wyjazdach i pokonali pierwszego przeciwnika od połowy grudnia, kiedy to wgrali z Sixers. Po znakomitej pierwszej połowie, w końcu Jeziorowcom udało się utrzymać prowadzenie do samego końca spotkania. Knicks mieli ogromne problemy w ofensywie i przez długi okres jedynie Carmelo Anthony trzymał ich w meczu. Na niewiele to się jednak zdało, gdyż pozostali gracze nie przebudzili się w ogóle. Porzyngis trafił jedynie 5 z 14 rzutów, a Rose 2 z 8. Po stronie Lakers kolejny już raz najlepszym punktującym był Lou Williams, który zdobył 22 punkty. Sweet Lou będzie chyba pierwszym od czasów Della Curry’ego zawodnikiem, który lideruje drużynie w punktach, mimo wchodzenia z ławki. Oprócz niego warto także wspomnieć Brandona Ingrama, który zanotował kolejny start i tym razem wyszedł dużo pewniejszy siebie. Od pierwszy minut nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności, wjeżdżał pod kosz, zbierał i asystował. Niestety D’Angelo Russell zagrał fatalnie i jego liderowanie zespołowi jest już raczej iluzoryczne. Lakers muszą się poważnie zastanowić czy chcą, aby ktoś taki stanowił o sile ich organizacji w najbliższych latach. Nie wiadomo czy nie lepiej byłoby poszukać jakiejś dogodnej wymiany, związanej też z pickiem, oczywiście jeśli on pozostanie w rękach Lakers. By tak się stało Jeziorowcy powinni raczej nie szukać już na siłę wygranych w tegorocznym sezonie. W końcu za 10-11 miejsce nie są przyznawane żadne nagrody, a za 15 już tak, a przecież oba są poza playoffs.

Czytaj więcej

03/02/2017 Lakers vs Celtics

03/02/2017 Lakers vs Celtics

Lakers polegli już drugi raz podczas Grammy Tour, przegrywając z Boston Celtics w ich hali. Bilans zwycięstw obu ekip uległ zmianie i to teraz ekipa ze stanu Massachusetts jest liderem wszech czasów z 3253 wygranymi w lidze. Mecz stał na wysokim poziomie pod względem ofensywnym. Tego akurat nie można odmówić Jeziorowcom, ich spotkania są atrakcyjne dla kibiców, dlatego też stosunkowo często pokazywani są przez telewizję krajową. W trakcie pojedynku dało się jednak odnieść wrażenie, że Lakers za bardzo chcą zdobywać punkty po akcjach zza łuku. Ich skuteczność w tym wymiarze jest przeciętna – zajmują 21 miejsce z 35%, a prób oddają bardzo dużo, gdyż aż 26 na mecz. Wczoraj kwintesencją słabej gry było jedno posiadanie, gdy po zbiórkach ofensywnych kolejni gracze oddawali rzut za 3. Łącznie było ich aż 4, żadnego celnego. Nikt nie pokwapił się, aby zaatakować kosz, gdzie przecież Boston nie słynie ze szczelnej defensywy w polu trzech sekund (22 miejsce w lidze w blokach). Niesamowite jest to, że ci młodzi gracze nie uczą się na swoich błędach. Przecież podobna sytuacja miała miejsce dzień wcześniej, kiedy Lakers również oddawali dużo trójek i były one niecelne i to zaważyło o przegranej w końcówce. Dziś w role „Johna Walla” wcielił się prawdziwy król czwartych kwart Isaiah Thomas. Filigranowy rozgrywający w tej odsłonie zaliczył 17 punktów, łącznie zapisując na swoim koncie 38 oczek. Był nie do zatrzymania przez graczy Lakers, a na linii był ponownie bezbłędny. Niesamowite jest to, że jeszcze 2-3 lata temu ten zawodnik wręcz prosił o grę w Mieście Aniołów, ale został odrzucony ze względu na niski wzrost. Teraz Lakers oddaliby wszystko, że Thomas był ich zawodnikiem, a nie kilka centymetrów wyższy Russell, który nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Oba zespoły po 2010 roku są w fazie przebudowy, ale Celtics dobrze wykorzystali ten okres, tymczasem ich odwieczni rywale stoją w miejscu i cały czas nie są w stanie wyjść ponad przeciętność. Miejmy nadzieję, że powrót do drużyny wielkiej gwiazdy sprzed lat – Magica Johnsona – odmieni ten stan rzeczy.

Czytaj więcej

Rozpoczynamy luty, a tym samym walkę o pick!

Po znakomitym początku sezonu w wykonaniu Lakers nie ma już śladu. Nikt już nie pamięta, że ostatnia (obecnie) ekipa Konferencji Zachodniej jeszcze wchodziła w miesiąc grudzień z bilansem 10-10 po niezwykle ważnym zwycięstwie w Chicago. Później jednak podczas tamtej trasy wyjazdowej przydarzyły się urazy i Jeziorowcy polegli w ośmiu meczach z rzędu. Luke Walton nie był w stanie już odbudować pewności siebie tej młodej drużynie. Dość powiedzieć, że Lakers od tamtej pory zaledwie raz wygrali dwa mecze pod rząd, a łącznie zanotowali na swoim koncie jedynie 7 zwycięstw, przegrywając aż 24. Kibice i eksperci nie mają wątpliwości, że zespół skupia się teraz bardziej na zgrywaniu się, rozwoju młodych graczy oraz walce o pick w drafcie. Niestety dla Jeziorowcy ten sezon potrwa jeszcze ponad miesiące i choć miesiąc luty będzie mniej obfity w mecze, ze względu na przerwę na All Star Game, to i tak Lakers czeka 10 spotkań. Początek miesiąca to tradycyjny już Grammy Tour po wschodnim wybrzeżu. Staples Center zmienia się wówczas w epicentrum muzyczne i Lakers oraz Clippers muszą rozgrywać swoje mecze w obcych halach. Nie będzie to jednak najdłuższy trip wyjazdowy w obecnym sezonie, bowiem ten miał miejsce w grudniu i jak wiemy wówczas skończyło się to fatalne dla Jeziorowców. Zakończyli oni wówczas marzenia o powrocie do playoffs po kilku latach nieobecności. W tamtym okresie zwyciężyli w zaledwie 1 z 13 spotkań, wygrywając jedynie w Filadelfii i to po bardzo wyrównanym meczu, który w czwartej kwarcie mógł przeważyć się na którąkolwiek ze stron. Do tej pory ich bilans na wyjazdach jest drugim najgorszym w lidze, jedynie Brooklyn Nets są gorsi w tym względzie, ale oni ten sezon spisali na straty już przed rozpoczęciem rozgrywek. To nie zwiastuje dobrze przed Grammy Tour’em, tym bardziej, że rywale jakich Lakers podejmą to zespoły walczące o playoffs i w większości znajdują się obecnie w znakomitej formie.

Czytaj więcej

02/02/2017 Lakers vs Wizards

02/02/2017 Lakers vs Wizards

Washington Wizards odnieśli swoje 16 zwycięstwo z rzędu we własnej hali pokonując Lakers 116-108. Mecz toczony był w bardzo szybkim tempie. Obie drużyny znane są z ekspresowego przechodzenia do ataku i kończenia akcji po kilku sekundach. Lepsi pod tym względem okazali się gospodarze. Jeziorowcy zbyt bardzo zawierzyli swoim strzelcom dystansowym i niestety polegli od swojej własnej broni. Gospodarze prowadzili od niemal samego początku do ostatniej syreny, ale w czwartej kwarcie wydawało się, że Lakers za sprawą rezerwowych uda się zaskoczyć i wywieźć wygraną z Verizon Center, lecz wówczas swój pełen kunszt zaprezentował lider Wizards John Wall. Rozgrywający w tej odsłonie meczu zdobył 16 punktów, w tym 8 ostatnich drużyny w decydującym dwóch minutach. Lakers nie mieli na niego sposobu, żadnego stopera. W całym spotkaniu były gracz Kentucky Wildcats zaliczył 33 punkty i dołoży do tego 11 asyst i 3 przechwyty. Znakomity mecz rozegrał także polski środkowy Marcin Gortat. Trafił 10 z 13 swoich rzutów i zakończył pojedynkiem z dorobkiem 21 punktów i 14 zbiórek, wyrównując tym samym najlepsze punktowe osiągnięcie z tego sezonu. Po stronie gości najlepszy okazał się Jordan Clarkson. Jego crossovery, i trójki oddawane w błyskawicznym tempie były nie do zatrzymania dla Wizards. Rozgrywający swoją drogą wybrany przez Washington w drafcie ewidentnie chciał się pokazać i udowodnić, że zbyt łatwo z niego zrezygnowano. Trafił 9 z 13 rzutów i ogółem zapisał na swoim koncie 20 oczek. Zawiódł Nick Young, który tuż po tym jak ogłoszono, że wystąpi w konkursie rzutów z dystansu trafił jedynie 1 z 8 rzutów. Lakers nie mają zbyt wiele czasu na odpoczynek, bowiem już dziś w nocy zagrają swoje kolejne spotkanie. Będzie to bardzo prestiżowy, gdyż rywalem będą Boston Celtics ich odwieczny rywal. Relacja z tego meczu również na naszej stronie od 2 czasu polskiego.

Czytaj więcej

12/01/2017 Lakers vs Spurs

12/01/2017 Lakers vs Spurs

O tym meczu kibice Los Angeles Lakers chcieliby zapewne jak najszybciej zapomnieć. Jeziorowcy zupełnie poddali się w hali AT&T Center, gdzie po 48 minutach gry przegrali z miejscowymi Spurs 94-134. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził Kawhi Leonard, który trafił 10 z 13 oddanych rzutów i zdobył 31 punktów. Już zresztą po pierwszej kwarcie podopieczni Gregga Popovicha przejęli kontrolę nad meczem i wygrywając ją 36-24, poniekąd ustawili te spotkanie. Goście co prawda w ataku prezentowali się całkiem przyzwoicie w tej pierwszej połowie, a zawodnicy całkiem skutecznie egzekwowali ofensywne założenia Luke’a Waltona. Niestety jednak po raz kolejny zupełnie niewidoczna była defensywa 16-stokrotnych mistrzów NBA, która to była głównym powodem ich 17 porażki na wyjeździe i w sumie 28 porażki w sezonie. Do tego gdy i atak przestał działać, gracze z Miasta Aniołów nie mieli już zupełne nic do powiedzenia, co bez wahania wykorzystali Spurs, wygrywając drugie 24 minuty gry 62-40. Oczywiście największą różnicę w czwartkowym starciu zrobiła skuteczność, w której gospodarze byli lepsi 60.5% (3FG 10-21) do 41.2% (3FG 6-19). Również na desce Spurs mieli ogromną przewagę (54-38), a także w asystach (32-23). Lakers nie pomogło nawet dobre sprawowanie kontroli nad piłką, gdyż popełnili zaledwie dziewięć strat. Half court offense ekipy z Texasu funkcjonowało jednak bez żadnych zastrzeżeń, przez co gracze Popovicha co chwilę zdobywali punkty, czy to spod kosza (62), czy na dystansie.

Czytaj więcej