08/02/2017 Lakers vs Pistons

08/02/2017 Lakers vs Pistons

To był dla Lakers ostatni mecz w The Palace. Hal jakże przykrej, pamiętającej dwie upokarzające porażki Jeziorowców w finałach NBA. Tym razem podobnie jak w 1989 i 2004 również skończyło się przegraną. Jednakże to spotkanie miało znacznie mniejszą wartość niż tamte. Teraz drużynie Luke’a Waltona bardziej zależy na ogrywaniu młodych talentów, dlatego w pierwszym składzie pojawili się zarówno Ingram jak i Black. Ten pierwszy rozpoczął znakomicie. Już w pierwszej kwarcie trafił dwie trójki, potrafił idealnie odnaleźć Blacka w kontrze. Był bardzo aktywny, ale wraz z upływem meczu to Pistons przejmowali kontrolę. Jeszcze w pierwszej odsłonie Lakers wychodzili na prowadzenie, lecz od drugiej to gospodarze byli z przodu i do samego końca nie dali sobie tego wyrwać z rąk. Skończyło się tak jak zwykle ma to miejsce w przypadku porażek Lakers – blow-outem. W pewnym momencie było nawet ponad 25 punktów przewagi, ostatecznie licznik zatrzymał się na 19. Niemal perfekcyjny mecz zaliczył środkowy gospodarzy Andre Drummond. Lakers nie mieli na niego odpowiedzi. Center do 24 punktów, dorzucił 17 zbiórek 4 bloki i 3 przechwyty. Jedyną rysą na jego występie pozostaje skuteczność na linii, gdzie nie udało mu się trafić żadnego rzutu z trzech oddanych. To jest jednak przypadłość silnych i dobrze zbudowanych centrów, mają oni ogromne kłopoty na linii. Po stronie gości oprócz wspomnianego Ingrama dobre spotkanie zapisał na swoim koncie Randle. Julius od czasów powrotu po chorobie nie był sobą, ale dziś zdobył 17 punktów, do czego dodał 6 zbiórek. Cieniem samego siebie jest z kolei D’Angelo Russell. Ostatnie mecze to jego znaczny spadek formy. Nie wiadomo czym to jest spowodowane. Być może nowy doradca Magic Johnson nie widzi dla niego miejsca w tej organizacji i już go o tym uświadomił. Lakers przydałaby się jakaś wymiana jeszcze w tym sezonie, aby wolni agenci chętniej przeglądali ich oferty latem. Mają na to jednak już niewiele czasu.

Czytaj więcej

06/02/2017 Lakers vs Knicks

06/02/2017 Lakers vs Knicks

Los Angeles Lakers przerwali niechlubną serię 12 porażek na wyjazdach i pokonali pierwszego przeciwnika od połowy grudnia, kiedy to wgrali z Sixers. Po znakomitej pierwszej połowie, w końcu Jeziorowcom udało się utrzymać prowadzenie do samego końca spotkania. Knicks mieli ogromne problemy w ofensywie i przez długi okres jedynie Carmelo Anthony trzymał ich w meczu. Na niewiele to się jednak zdało, gdyż pozostali gracze nie przebudzili się w ogóle. Porzyngis trafił jedynie 5 z 14 rzutów, a Rose 2 z 8. Po stronie Lakers kolejny już raz najlepszym punktującym był Lou Williams, który zdobył 22 punkty. Sweet Lou będzie chyba pierwszym od czasów Della Curry’ego zawodnikiem, który lideruje drużynie w punktach, mimo wchodzenia z ławki. Oprócz niego warto także wspomnieć Brandona Ingrama, który zanotował kolejny start i tym razem wyszedł dużo pewniejszy siebie. Od pierwszy minut nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności, wjeżdżał pod kosz, zbierał i asystował. Niestety D’Angelo Russell zagrał fatalnie i jego liderowanie zespołowi jest już raczej iluzoryczne. Lakers muszą się poważnie zastanowić czy chcą, aby ktoś taki stanowił o sile ich organizacji w najbliższych latach. Nie wiadomo czy nie lepiej byłoby poszukać jakiejś dogodnej wymiany, związanej też z pickiem, oczywiście jeśli on pozostanie w rękach Lakers. By tak się stało Jeziorowcy powinni raczej nie szukać już na siłę wygranych w tegorocznym sezonie. W końcu za 10-11 miejsce nie są przyznawane żadne nagrody, a za 15 już tak, a przecież oba są poza playoffs.

Czytaj więcej

03/02/2017 Lakers vs Celtics

03/02/2017 Lakers vs Celtics

Lakers polegli już drugi raz podczas Grammy Tour, przegrywając z Boston Celtics w ich hali. Bilans zwycięstw obu ekip uległ zmianie i to teraz ekipa ze stanu Massachusetts jest liderem wszech czasów z 3253 wygranymi w lidze. Mecz stał na wysokim poziomie pod względem ofensywnym. Tego akurat nie można odmówić Jeziorowcom, ich spotkania są atrakcyjne dla kibiców, dlatego też stosunkowo często pokazywani są przez telewizję krajową. W trakcie pojedynku dało się jednak odnieść wrażenie, że Lakers za bardzo chcą zdobywać punkty po akcjach zza łuku. Ich skuteczność w tym wymiarze jest przeciętna – zajmują 21 miejsce z 35%, a prób oddają bardzo dużo, gdyż aż 26 na mecz. Wczoraj kwintesencją słabej gry było jedno posiadanie, gdy po zbiórkach ofensywnych kolejni gracze oddawali rzut za 3. Łącznie było ich aż 4, żadnego celnego. Nikt nie pokwapił się, aby zaatakować kosz, gdzie przecież Boston nie słynie ze szczelnej defensywy w polu trzech sekund (22 miejsce w lidze w blokach). Niesamowite jest to, że ci młodzi gracze nie uczą się na swoich błędach. Przecież podobna sytuacja miała miejsce dzień wcześniej, kiedy Lakers również oddawali dużo trójek i były one niecelne i to zaważyło o przegranej w końcówce. Dziś w role „Johna Walla” wcielił się prawdziwy król czwartych kwart Isaiah Thomas. Filigranowy rozgrywający w tej odsłonie zaliczył 17 punktów, łącznie zapisując na swoim koncie 38 oczek. Był nie do zatrzymania przez graczy Lakers, a na linii był ponownie bezbłędny. Niesamowite jest to, że jeszcze 2-3 lata temu ten zawodnik wręcz prosił o grę w Mieście Aniołów, ale został odrzucony ze względu na niski wzrost. Teraz Lakers oddaliby wszystko, że Thomas był ich zawodnikiem, a nie kilka centymetrów wyższy Russell, który nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Oba zespoły po 2010 roku są w fazie przebudowy, ale Celtics dobrze wykorzystali ten okres, tymczasem ich odwieczni rywale stoją w miejscu i cały czas nie są w stanie wyjść ponad przeciętność. Miejmy nadzieję, że powrót do drużyny wielkiej gwiazdy sprzed lat – Magica Johnsona – odmieni ten stan rzeczy.

Czytaj więcej

Rozpoczynamy luty, a tym samym walkę o pick!

Po znakomitym początku sezonu w wykonaniu Lakers nie ma już śladu. Nikt już nie pamięta, że ostatnia (obecnie) ekipa Konferencji Zachodniej jeszcze wchodziła w miesiąc grudzień z bilansem 10-10 po niezwykle ważnym zwycięstwie w Chicago. Później jednak podczas tamtej trasy wyjazdowej przydarzyły się urazy i Jeziorowcy polegli w ośmiu meczach z rzędu. Luke Walton nie był w stanie już odbudować pewności siebie tej młodej drużynie. Dość powiedzieć, że Lakers od tamtej pory zaledwie raz wygrali dwa mecze pod rząd, a łącznie zanotowali na swoim koncie jedynie 7 zwycięstw, przegrywając aż 24. Kibice i eksperci nie mają wątpliwości, że zespół skupia się teraz bardziej na zgrywaniu się, rozwoju młodych graczy oraz walce o pick w drafcie. Niestety dla Jeziorowcy ten sezon potrwa jeszcze ponad miesiące i choć miesiąc luty będzie mniej obfity w mecze, ze względu na przerwę na All Star Game, to i tak Lakers czeka 10 spotkań. Początek miesiąca to tradycyjny już Grammy Tour po wschodnim wybrzeżu. Staples Center zmienia się wówczas w epicentrum muzyczne i Lakers oraz Clippers muszą rozgrywać swoje mecze w obcych halach. Nie będzie to jednak najdłuższy trip wyjazdowy w obecnym sezonie, bowiem ten miał miejsce w grudniu i jak wiemy wówczas skończyło się to fatalne dla Jeziorowców. Zakończyli oni wówczas marzenia o powrocie do playoffs po kilku latach nieobecności. W tamtym okresie zwyciężyli w zaledwie 1 z 13 spotkań, wygrywając jedynie w Filadelfii i to po bardzo wyrównanym meczu, który w czwartej kwarcie mógł przeważyć się na którąkolwiek ze stron. Do tej pory ich bilans na wyjazdach jest drugim najgorszym w lidze, jedynie Brooklyn Nets są gorsi w tym względzie, ale oni ten sezon spisali na straty już przed rozpoczęciem rozgrywek. To nie zwiastuje dobrze przed Grammy Tour’em, tym bardziej, że rywale jakich Lakers podejmą to zespoły walczące o playoffs i w większości znajdują się obecnie w znakomitej formie.

Czytaj więcej

02/02/2017 Lakers vs Wizards

02/02/2017 Lakers vs Wizards

Washington Wizards odnieśli swoje 16 zwycięstwo z rzędu we własnej hali pokonując Lakers 116-108. Mecz toczony był w bardzo szybkim tempie. Obie drużyny znane są z ekspresowego przechodzenia do ataku i kończenia akcji po kilku sekundach. Lepsi pod tym względem okazali się gospodarze. Jeziorowcy zbyt bardzo zawierzyli swoim strzelcom dystansowym i niestety polegli od swojej własnej broni. Gospodarze prowadzili od niemal samego początku do ostatniej syreny, ale w czwartej kwarcie wydawało się, że Lakers za sprawą rezerwowych uda się zaskoczyć i wywieźć wygraną z Verizon Center, lecz wówczas swój pełen kunszt zaprezentował lider Wizards John Wall. Rozgrywający w tej odsłonie meczu zdobył 16 punktów, w tym 8 ostatnich drużyny w decydującym dwóch minutach. Lakers nie mieli na niego sposobu, żadnego stopera. W całym spotkaniu były gracz Kentucky Wildcats zaliczył 33 punkty i dołoży do tego 11 asyst i 3 przechwyty. Znakomity mecz rozegrał także polski środkowy Marcin Gortat. Trafił 10 z 13 swoich rzutów i zakończył pojedynkiem z dorobkiem 21 punktów i 14 zbiórek, wyrównując tym samym najlepsze punktowe osiągnięcie z tego sezonu. Po stronie gości najlepszy okazał się Jordan Clarkson. Jego crossovery, i trójki oddawane w błyskawicznym tempie były nie do zatrzymania dla Wizards. Rozgrywający swoją drogą wybrany przez Washington w drafcie ewidentnie chciał się pokazać i udowodnić, że zbyt łatwo z niego zrezygnowano. Trafił 9 z 13 rzutów i ogółem zapisał na swoim koncie 20 oczek. Zawiódł Nick Young, który tuż po tym jak ogłoszono, że wystąpi w konkursie rzutów z dystansu trafił jedynie 1 z 8 rzutów. Lakers nie mają zbyt wiele czasu na odpoczynek, bowiem już dziś w nocy zagrają swoje kolejne spotkanie. Będzie to bardzo prestiżowy, gdyż rywalem będą Boston Celtics ich odwieczny rywal. Relacja z tego meczu również na naszej stronie od 2 czasu polskiego.

Czytaj więcej

12/01/2017 Lakers vs Spurs

12/01/2017 Lakers vs Spurs

O tym meczu kibice Los Angeles Lakers chcieliby zapewne jak najszybciej zapomnieć. Jeziorowcy zupełnie poddali się w hali AT&T Center, gdzie po 48 minutach gry przegrali z miejscowymi Spurs 94-134. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził Kawhi Leonard, który trafił 10 z 13 oddanych rzutów i zdobył 31 punktów. Już zresztą po pierwszej kwarcie podopieczni Gregga Popovicha przejęli kontrolę nad meczem i wygrywając ją 36-24, poniekąd ustawili te spotkanie. Goście co prawda w ataku prezentowali się całkiem przyzwoicie w tej pierwszej połowie, a zawodnicy całkiem skutecznie egzekwowali ofensywne założenia Luke’a Waltona. Niestety jednak po raz kolejny zupełnie niewidoczna była defensywa 16-stokrotnych mistrzów NBA, która to była głównym powodem ich 17 porażki na wyjeździe i w sumie 28 porażki w sezonie. Do tego gdy i atak przestał działać, gracze z Miasta Aniołów nie mieli już zupełne nic do powiedzenia, co bez wahania wykorzystali Spurs, wygrywając drugie 24 minuty gry 62-40. Oczywiście największą różnicę w czwartkowym starciu zrobiła skuteczność, w której gospodarze byli lepsi 60.5% (3FG 10-21) do 41.2% (3FG 6-19). Również na desce Spurs mieli ogromną przewagę (54-38), a także w asystach (32-23). Lakers nie pomogło nawet dobre sprawowanie kontroli nad piłką, gdyż popełnili zaledwie dziewięć strat. Half court offense ekipy z Texasu funkcjonowało jednak bez żadnych zastrzeżeń, przez co gracze Popovicha co chwilę zdobywali punkty, czy to spod kosza (62), czy na dystansie.

Czytaj więcej

03/01/2017 Grizzlies vs Lakers

03/01/2017 Grizzlies vs Lakers

Lakers w końcu zagrali tak jak na początku sezon kiedy byli rewelacją ligi. Rzucili aż 116 punktów zespołowi który średnio pozwalał na 95 oczek. To niesamowity wynik zważywszy na to iż sami dali sobie rzucić jedynie 102 punkty, czyli znacznie mniej niż wynosi ich średnia. Zatrzymali rywali na 39% z gry, a poza dwoma liderami Grizzlies nikt nie był w stanie zagrać na przyzwoitym poziomie, pozostali starterzy rzucili jedynie 13 oczek. Ich vis-a-vis zagrali znakomicie. Young i Russell obaj trafili po 6 trójek. Julius Randle zaliczył trzecie w karierze triple-double. Gdy bł na parkiecie drużyna była +21, co jest najlepszym wynikiem wśród Jeziorowców. Znakomite zawody rozegrali także standardowo dwaj rezerwowi Jordan Clarkson i Lou Williams. Zdobyli odpowiednio 16 i 14 punktów i walnie przyczynili się do zwycięstwa. Ogółem cały zespół Lakers zaliczył aż 34 asysty, przy 42 trafieniach z gry. Luke Walton może być dumny ze swoich podopiecznych w końcu zagrali na miarę ich potencjału, a ponadto dzielili się piłką w stylu byłego pracodawcy Waltona Golden State Warriors. Jeśli dołożymy do tego tylko 9 strat to mamy obraz znakomitej gry w ataku, okraszonej 17-toma trójkami na 33 próby. Oby taki poziom gry Lakers utrzymali w kolejnych meczach, bo czekają ich ważne mecze w tym dwa z Portland – bezpośrednim rywalem do walki o ósemkę, a także z Miami i Orlando – zespołami ze Wschodu, z którymi polegli pod koniec grudnia, a które są zdecydowanie w ich zasięgu. Teraz Jeziorowcy mają dzień przerwy i później udają się do Portland. Mecz z ekipą ze stanu Oregon w nocy o godzinie 4.30 czasu polskiego.

Czytaj więcej

01/01/2017 Raptors vs Lakers

01/01/2017 Raptors vs Lakers

Lakers zagrali dużo lepsze spotkanie niż na początku grudnia w Kanadzie, jednak to nie uchroniło ich od porażki. Do momentu start czwartej kwarty wydawało się, że będziemy mieli zaciętą końcówkę i Jeziorowcom uda się wyrwać zwycięstwo w starciu z faworyzowaną ekipą ze Wschodu. Lecz później do roboty zabrał się Kyle Lowry. W niespełna pięć minut przewaga, która po trzeciej odsłonie wynosiła dwa punkty zmieniła się w 19. Stało się wówczas jasne, że Lakers tego meczu nie wygrają. Podopieczni Luke’a Waltona co prawda walczyli do samego końca, za co należą im się brawa, zmniejszyli straty do 6 oczek, ale to było wszystko na co pozwolili Raptors, a właściwie Lowry. Rozgrywający kanadyjskiej drużyny zaliczył dziś prawdziwy koncert, a czwartą kwartę rozegrał a capella. 20 punktów w tym kilka trójek i kilka asyst. To było za dużo dla młodych wilków z Miasta Aniołów. Ogółem w całym spotkaniu Kyle zaliczył 41 oczek, pudłując jedynie 4 z 16 rzutów. To niesamowity wyczyn, zważywszy, że dodał do tego 9 zbiórek i 7 asyst. Wraz z DeMarem DeRozanem byli dziś nie do zatrzymania, zdobyli łącznie aż 72 punkty i potwierdzili, że stanowią jeden z najgroźniejszych duetów obwodowych w lidze. Dobre zawody rozegrał też rookie Siakam, który świetnie ograniczał Randle’a. Do 10 zbiórek dołożył 4 bloki, a Julius skończył mecz na mizernej skuteczności 3/10 z gry. Po stronie Jeziorowców błysnęli dwaj podstawowi obrońcy Russell i Young, którzy łącznie rzucili aż 13 trójek, oddając tylko 21 prób. Zabrakło jednak wsparcia z ławki. Rezerwowych poza Thomasem Robinsonem ciężko jest wyróżnić. Lou Williams skończył mecz z zaledwie 8 punktami, a Jordan Clarkson zdobył tylko 2 punkty. To w głównej mierze przyczyniło się do porażki. Punktów „ławkowiczów” zabrakło właśnie w decydującym momencie, kiedy Raptors przypuścili ostateczny atak na początku czwartej kwarty. Jednak ten mecz udowodnił, że Lakers potrafią walczyć do końca. Jeśli tak zagrają ze słabszymi zespołami powinni zanotować więcej wygranych. Tylko pytanie czy na gorsze teamy poziom koncentracji będzie ten sam. To już zadanie dla Luke’a Waltona, który powinien o to zadbać.

Czytaj więcej

23/12/2016 Lakers vs Magic

23/12/2016 Lakers vs Magic

Ten mecz zakończył się już po pierwszej kwarcie, którą Lakers zagrali fatalnie. Orlando wygrali tą część gry aż 30-14 i prowadzenia nie oddali ani na chwilę. Jeziorowcy nie potrafili się wstrzelić z gry. Po 12 minutach mieli beznadziejną skuteczność 5/24 z gry, a później było niewiele lepiej, ale nie na tyle aby choćby na chwilę znaleźć się na czele. Magic siali popłoch w polu trzech sekund, bijąc w pierwszej odsłonie rekord w ilości bloków. Timofey Mozgov wyglądał jak dziecko zagubione we mgle stojąc obok dwóch podkoszowych bestii z Orlando (Biyombo i Ibaka). Obaj gracze pochodzący z Kongo wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności w defensywie. Ponadto znakomicie radzili sobie także po drugiej stronie parkietu. Z nimi w składzie Orlando było najbardziej na plusie, co potwierdzają wskaźniki +/-. Luke Walton próbował wszystkiego. Wpuścił do gry nawet młodego Zubaca i Huertasa, ale oni także nie byli w stanie odwrócić losu meczu. W czwartej kwarcie był pewien moment gdy wydawało się, że rezerwowi prowadzeni przez duet Clarkson (18pkt 7/14 z gry) – Williams (13pkt) dojdą rywala i wykorzystają jego słabsze chwile. Straty zmniejszyły się do jedynie 6 oczek. Jednak wówczas Magic przeprowadzili decydujący run. Nagle zdobyli 13 punktów bez odpowiedzi Lakers i stało się jasne, że gospodarzom w tym meczu nie może się stać nic złego. Lakers wracają do Los Angeles z zaledwie jednym zwycięstwem w 7 spotkaniach. To była fatalna dla nich trasa wyjazdowa, a przecież spotkali się z drużynami, które są na dnie tabeli na Wschodzie, a mimo to nie potrafili z nimi wygrać. Co więcej przytrafiły się im kolejne kontuzje. Na bliżej nieokreślony czas stracili Larry’ego Nance’a Jr’a. Wydaje się, że ten sezon jest już dla nich stracony i kolejny raz będą walczyć o jak najniższą lokatę i szansę na zachowanie picku w drafcie.

Czytaj więcej

20/12/2016 Lakers vs Hornets

20/12/2016 Lakers vs Hornets

To były zupełnie dwie różne połowy w wykonaniu Los Angeles Lakers. W pierwszej przyjezdni grali swoją najlepszą koszykówkę z tego sezonu. Zdobyli 73 punkty, co jest rekordem rozgrywek w ich wykonaniu, rzucili 12 trójek, czym już do przerwy wyrównali swoje najlepsze tegoroczne osiągnięcie. Rzucali na dodatek na znakomitej skuteczności ponad 55% z gry, a 70% zza łuku. Jednakże gospodarze nie zamierzali się poddać i przegrywali po 24 minutach zaledwie 14 punktami, a po zmianie stron błyskawicznie odrobili straty. Wszystko to za sprawą znakomitej gry Kemby Walkera. Rozgrywający Hornets był najlepszym punktującym spotkania i to właśnie on przesądził o zwycięstwie swoją niesamowitą ofensywną zbiórką. Czwarta kwarta była już bowiem bardzo wyrównana i losy meczu ważyły się w tzw. crunch-timie. Wówczas to Walker oddał niecelny rzut, ale szybko ruszył pod kosz i wyrwał piłkę dużo wyższym od siebie zawodnikom, następnie dograł do Batuma, a ten zapunktował. Było 115-113 i Lakers mieli jeszcze 13 sekund i ostatnią akcję w swoich rękach. Zdecydowali się na trójkę, w końcu w całym meczu rzucili ich aż 16. Lecz tym razem Nick Young się nieco pospieszył. Rzucił szybko, z nieprzygotowanej pozycji i było po meczu. Aż trudno w to uwierzyć, ale po 73-punktowej połowie w drugiej Jeziorowcy zdobyli zaledwie 40 oczek i zupełnie nie przypominali ekipy sprzed przerwy. Nie wiadomo czy to zbytnie rozluźnienie, czy też pewność, że mecz jest już wygrany. Jednak jedno jest pewne, gospodarze pokazali ogromny charakter i przezwyciężyli strzelecki festiwal Lakers. Po czym swoją twardą grą doprowadzili do zwycięstwa. Jeziorowcy mają nauczkę, że samymi trójkami nie można wygrać spotkania w NBA. Oby kolejne ich pojedynki były już zwycięskie. A następne dwa mecze rozegrane zostaną na Florydzie i będą to ostatnie starcia przed świątecznym dniem wolnym, a zarazem ostatnie rozegrane w trakcie tej długiej trasy wyjazdowej. Niestety nieudanej dla Lakers, gdyż z 5 meczów wygrali zaledwie 1.

Czytaj więcej