Analiza rozwoju D’Angelo Russella

Świetny początek sezonu w wykonaniu Jeziorowców z pewnością wielu fanom przesłonić mógł najważniejszy cel obecnych rozgrywek dla Lakers. W momencie, gdy ekipę Luke’a Waltona dopadła plaga kontuzji i podczas ciężkiego terminarza szesnastokrotni mistrzowie NBA zaliczyli serię porażek warto przyjrzeć się postępom jakie poczynili poszczególni młodzi gracze Los Angeles Lakers. Ze swojej strony skupić chciałbym się na wybranym z drugim numerem draftu 2015 rozgrywającym D’Angelo Russellem.

Zeszłoroczne oczekiwania wobec grającego wcześniej w Ohio State playmakera były wysokie. Jednakże połączenie pozaboiskowej afery, wolnej adaptacji do warunków najlepszej ligi świata oraz świetnego poziomu wysokich jacy weszli do NBA w klasie draftu 2015, spowodowały iż co bardziej niecierpliwi fani zaczęli nawet uznawać D’Angelo za pomyłkę draftową, Ganiono więc Mitcha Kupchaka za zły wybór nie uwzględniając wielu czynników – jak choćby młodego jak na kreatora wieku (Russell niedawno skończył 20 lat), specyficznego skillsetu, który powodować musiał dłuższy czas adaptacji w lidze, czy wreszcie gry pod wodzą fatalnego Byrona Scotta i u boku odbywającego swój farewell tour Bryanta. Po niemal połowie sezonu mimo problemów z kolanami D’Angelo dostaliśmy już dawkę statystyk oraz informacji, po których wyciągać można pewne wnioski.

Czytaj więcej

Rozwój talentów priorytetem dla Lakers

Od zaskakująco dobrych wyników w pierwszych sześciu spotkaniach Jeziorowcy rozpoczęli sezon 2016/17 – pierwszy od dwóch dekad bez Kobe’ego Bryanta w składzie. Sezon pełen niewiadomych, który jednak w porównaniu do poprzedniego powinien dawać fanom Lakers znacznie więcej radości z oglądania gry swych ulubieńców niż w ubiegłych latach, niezależnie od finalnego bilansu. Spowodowane jest to w głównej mierze zmianą podejścia włodarzy, którzy postanowili całkowicie postawić na zebraną w ostatnich trzech latach grupę młodych zawodników wybranych w drafcie i na niej starać się oprzeć przyszłość klubu. Emerytura Black Mamby oraz poprzednie niepowodzenia na rynku wolnych agentów z pewnością miały wpływ na czas podjęcia owej decyzji, która w mojej opinii wydaje się być jedyną właściwą, chociaż niekoniecznie w stu procentach popieram wszystkie szczegóły związane z jasnym postawieniem na rozwój D’Angelo Russella, Brandona Ingrama i pozostałych talentów, które udało się zebrać w Los Angeles.

Przede wszystkim wyraźnie widać, iż słynny już deadline Jima Bussa (dla przypomnienia – brak awansu do drugiej rundy PO na Zachodzie do sezonu 2016/17 ma spowodować utratę przez niego zarządzania sprawami koszykarskimi w organizacji) kompletnie nie miał wpływu na ruchy Los Angeles Lakers w ostatnich miesiącach. Mitch Kupchak nie starał się za wszelką cenę wzmocnić drużyny na teraz (kosztem przyszłości), wymieniając choćby 2 pick w obecnym drafcie na zawodnika, który z marszu miałby zostać liderem Lakers. Zamiast tego wybrano z dwójką Brandona Ingrama, który dołączył do Jeziorowców jako kolejny młody gracz, który po zaledwie jednym roku spędzonym w NCAA ma jeszcze przed sobą wiele nauki.

Czytaj więcej

Draft 2016 – Lakers drudzy od końca w lidze

Nie ma co ukrywać, iż od dłuższego czasu w tym rozczarowującym sezonie fani Jeziorowców z niepokojem wyczekują draftowej loterii, w której rozstrzygnie się czy Lakers utrzymają swój pick w drafcie. Od wczorajszego dnia wiemy już w jakiej sytuacji Lakers będą przystępować do loterii. Zbyt dużą stratę do Lakers ma ostatnia w tabeli Philadelphia 76ers, zwycięstwo Phoenix Suns w spotkaniu z Houston Rockets spowodowało, iż straciliśmy matematyczną szansę na zrównanie się w tabeli z rywalem z Pacific Division. Jedyne czego już teraz możemy być pewni to fakt, iż szesnastokrotni mistrzowie NBA są w posiadaniu 32 picku nadchodzącego draftu. Patrząc na ostatnie wybory z dalszymi numerami w drafcie – Jordana Clarksona czy Larry’ego Nance’a nie można wykluczyć iż Lakers nie zdecydują się na wymianę tego picku lecz ponownie postarają się przechwycić zawodnika, który powinien zostać wybrany wcześniej.

Czytaj więcej

O tym, dlaczego Byron Scott musi odejść…

Często zarzuca się fanom Los Angeles Lakers, że idą na łatwiznę i wszystko co złe próbują zwalić na Byrona Scotta. Bynajmniej, my również dostrzegamy wiele negatywów, które nie są bezpośrednio związane z trenerem Lakers. Jednakże argument, iż to nie Byron odpowiada za wszystkie problemy Jeziorowców nie może być przecież kluczowy jeśli chodzi o zatrzymanie posady przez Scotta! W poniższym tekście postaram się wypunktować swoje główne zarzuty względem trenera i wskazać z jakich powodów tak bardzo nie chcę oglądać w przyszłym sezonie zespołu wciąż pod jego wodzą.

Czytaj więcej

Pasywność Kupchaka nie pomaga Lakers

Zakończył się okres, podczas którego można było wymieniać zawodników w sezonie 2015/16. Los Angeles Lakers po raz kolejny nie wykonali żadnego ruchu podczas trade deadline, decydując się na pozostawienie aktualnego składu do końca rozgrywek w niezmienionym składzie. Rzecz jasna czasem szukanie transferów na siłę może kończyć się źle, ale w przypadku tankujących Lakers powtarzająca się od trzech lat sytuacja może już lekko irytować fanów.

Cofnijmy się do sezonu 2013/14. Osłabieni kontuzjami oraz odejściem Howarda Jeziorowcy po niezłym starcie sezonu (13-13) i późniejszych kolejnych urazach szybko przestali się liczyć w walce o play-offy. Podczas trade deadline poza zainteresowaniem kilku klubów Kamanem najwięcej mówiło się o możliwości odejścia Pau Gasola, o którym wiedziano, iż i tak przypuszczalnie odejdzie z zespołu podczas przyszłego offseason. Na stole była oferta z Suns (pick z trzeciej dziesiątki draftu), ale kluby się nie dogadały. Mitch poprzestał na oddaniu Steve’a Blake’a do Warriors za Kenta Bazemore i MarShona Brooksa. Już wtedy brak znaczącej aktywności budził niepokój. Za Chrisa Kamana można było uzyskać choćby pick drugiej rundy, a za Pau przynajmniej z okolic top 20. Pamiętać należy także, iż Lakers walczyli wtedy o jak najgorszy bilans przed draftem 2014, na którą to klasę był (z Wigginsem, Embiidem i Parkerem na czele) ówcześnie wielki hype. Stąd liczono na pogorszenie składu, więc pozostawienie w składzie Niemca powodowało zastrzeżenia. Brak wymiany Gasola można było jeszcze usprawiedliwić – w końcu była to już legenda Lakers, dodatkowo Kupchak liczył na to, iż latem jednak skłoni reprezentanta Hiszpanii do podpisania nowej umowy z szesnastokrotnymi mistrzami NBA, a akurat wtedy w lidze wyższe picki pierwszej rundy były bardzo szanowane i trudne do wyciągnięcia. Niemniej słaba aktywność GMa LAL podczas tamtego trade deadline już wtedy nie podobała się znacznej części obserwatorów, zwłaszcza gdy w końcówce sezonu kilka wygranych zrzuciło Lakers na 7 miejsce w drafcie.

Czytaj więcej

Trade deadline 2016 – weterani Lakers na sprzedaż

Nie tak w oczekiwaniach fanów Jeziorowców miał toczyć się obecny sezon. Nieśmiałe nadzieje nawet na walkę o 8 miejsce w osłabionej zachodniej konferencji zostały błyskawicznie rozwiane. Od dłuższego czasu Lakers walczą właściwie o jak najgorszy bilans i zwiększenie szans na utrzymanie słabo chronionego picku (ledwie top3 protected). Co gorsza nie zachwyca delikatnie mówiąc tempo rozwoju młodzieży, a styl gry szesnastokrotnych mistrzów NBA w sezonie 2015/16 po prostu zatrważa. Oczywiście złożyło się na to wiele czynników – radosne odpalanie rzutów przez Kobego na początku sezonu, spodziewane problemy z aklimatyzacją w najlepszej lidze świata Russella, czy słaba gra Hibberta, który jednak nie sprawdził się w Los Angeles. Niemal wszystkie zarzuty skupiają się jednak wokół osoby Byrona Scotta. Trudno wskazać na pozytywy prowadzenia przez niego Jeziorowców. Za to właściwie w każdy możliwy sposób trener Lakers udowadnia, iż nie powinno się z nim wiązać przyszłości organizacji. Zmiana w obecnych rozgrywkach jest mało prawdopodobna – Scott w przeciwieństwie choćby do D’Antoniego jest wspierany przez środowisko dawnych Jeziorowców jako były gracz tej drużyny, a Mitchowi Kupchakowi co zrozumiałe nie na rękę byłaby znacząca poprawa bilansu ekipy. Wręcz przeciwnie, wydaje się iż ewentualnymi wymianami będzie się starał „pomóc” Byronowi w osiągnięciu jak najgorszych wyników i przynajmniej utrzymaniu drugiego najgorszego bilansu w lidze, a może i ściganiu w liczbie porażek Sixers. Stąd też pojawiające się doniesienia o wystawieniu na trading block kwartetu bardziej doświadczonych koszykarzy – Lou Williamsa, Nicka Younga, Brandona Bassa oraz Roya Hibberta. Naturalnie oddanie przynajmniej części z nich pozwoliłoby zwiększyć minuty naszym rookies i sophomores, których czas gry jest ograniczony przez starszych kolegów. I nie chodzi tu tylko o Russella, czy Randle’a, którzy powinni grać zdecydowanie dłużej, ale choćby o Anthony’ego Browna, czy zwłaszcza Tarika Blacka, których występy są bardzo nieregularne.

Czytaj więcej

Budując nową drużynę – zapowiedź sezonu 2015/16

Po ośmiu spotkaniach, zakończonego bilansem 3-5 preseasonu, 28 pażdziernika Los Angeles Lakers rozpoczną sezon zasadniczy 2015/16 pojedynkiem z Minnesotą Timberwolves. Bez wątpienia będą to dla ekipy z Los Angeles rozgrywki zupełnie inne od tych, które oglądaliśmy w tym wieku. W pierwszej dekadzie tego stulecia złote karty w historii Lakers pisały drużyny oparte na duetach Shaq-Kobe, czy Kobe-Gasol. Oczywiście zdarzył się przejściowy okres słabości, gdy w podstawowym składzie występował choćby Smush Parker, jednak Jeziorowcy posiadali wtedy Bryanta, a ekipa po pozyskaniu drugiej opcji (Pau) błyskawicznie wróciła na szczyt. Siedem finałów i pięć tytułów w jedenaście sezonów to wynik znakomity, ale niestety nic nie trwa wiecznie.

W 2011 roku nie uwierzyłbym przed serią z Dallas Mavericks, iż walcząca o kolejny 3peat drużyna właśnie zaczyna się rozpadać. Bolesny sweep od Dirka i spółki, był tylko zapowiedzią wielkich kłopotów szesnastokrotnych mistrzów NBA. Z Los Angeles odszedł wybitny trener Phil Jackson, którego zastąpił Mike Brown, a cios poniżej pasa od włodarzy ligi (zablokowanie wymiany, na mocy której Lakers wzmocnić miał Chris Paul, zablokowanie jej w najgorszym możliwym momencie) pozbawił Mitcha Kupchaka podczas ówczesnego offseason wszelkich atutów. Nie tylko timing decyzji Sterna pozbawił możliwości sięgnięcia po opcje rezerwowe, nie tylko postawił GM Lakers w trudnej pozycji negocjacyjnej, ale i skłonił do chęci odejścia z klubu Lamara Odoma, na tyle że za najlepszego rezerwowego sezonu otrzymano ledwie słaby pick oraz rozpoczął nieszczęśliwą dla Jeziorowców serię nieustających spekulacji na temat przyszłości Pau Gasola, co w następnych latach niestety negatywnie wpływało na psychikę reprezentanta Hiszpanii. Daleki jestem od rzucania gromów na Browna akurat za sezon 2011/12. Lakers utrzymywali się w czubie konferencji zachodniej, a półfinały z Thunder przegrali co prawda 1-4, ale wynik w decydujących spotkaniach rozstrzygał się w samych końcówkach. I wtedy nadeszło lato 2012 roku, którego skutki organizacja odczuwa do dziś.

Czytaj więcej

Sylwetki zawodników: Roy Hibbert

Urodzony w Queens środkowy spędził aż cztery lata na słynącej z kształcenia świetnych centrów (Ewing, Mourning, Mutombo) uczelni Georgetown, nim w 2008 roku został wybrany w drafcie z 17 numerem przez Toronto Raptors, skąd niespełna miesiąc później poprzez wymianę przeniósł się do Indiany. Zaledwie po pierwszym sezonie swej profesjonalnej kariery, w którym adaptował się do gry w najlepszej lidze świata (średnio tylko 14 minut spędzanych na parkiecie) stał się podporą frountcourtu Pacers, grając jako starter w sześciu kolejnych latach i opuszczając jedynie kilka spotkań. Przeszedł wraz z Indianą Grangera, a później George’a drogę od ekipy grającej poza playoffami do drużyny walczącej jak równy z równym z najsilniejszym ówcześnie w NBA Miami Heat. Jego rozwój został oczywiście dostrzeżony i w 2012 roku zadebiutował w meczu gwiazd oraz podpisał nową, lukratywną umowę z Pacers. Okres od sezonu 2011/12 do swojego drugiego i jak dotąd ostatniego występu w ASG (2014) Roy może uważać za najlepszy w swojej karierze. Poza świetną defensywą imponował zwłaszcza w seriach z Heat, gdzie doskonale wykorzystywał swą przewagę fizyczną (mierzy aż 218 centymetrów) nad preferującą smallball ekipą z Miami. Jednakże w połowie rozgrywek 2013/14 Indianę dopadł kryzys, którego przyczyn upatrywano w konflikcie Hibberta z Lancem Stephensonem, a nawet Paulem Georgem. Roy obniżył loty i zaczęto spekulować na temat możliwej wymiany z jego udziałem. Po drafcie 2015, w którym Larry Bird zdecydował się na wybór Mylesa Turnera, Pacers postanowili zmienić styl gry i przestali wiązać swoją przyszłość z Royem, w związku z czym możliwe stało się wyciągnięcie go z Indiany podczas obecnego offseason za mocno zaniżoną cenę.

Czytaj więcej

Krajobraz po drafcie

25.06.2015 – to właśnie wokół tej daty od dłuższego czasu krążyły myśli wszystkich fanów Lakers. Wszakże jeszcze w poprzednim roku kalendarzowym legenda Lakers Magic Johnson stwierdził, iż liczy na porażki w każdym nadchodzącym spotkaniu do końca sezonu, by zwiększyć szanse na jak najwyższy pick w drafcie. Mimo kontuzji, osłabieni Jeziorowcy nie spadli na samo dno NBA, gdyż lepiej tankowały Minnesota Timberwolves, New York Knicks i Philadelphia 76ers, w związku czym 19 maja sympatycy szesnastokrotnych mistrzów NBA nie przeżywali spokojnej nocy. Szczęście uśmiechnęło się (wreszcie!) w tym kluczowym momencie do Lakers, o czym pisałem jeszcze w maju (link), ustawiając Jeziorowców w bardzo dobrej pozycji wyjściowej przed nadchodzącym draftem.

W ciągu ostatnich kilku tygodni, po sprawdzeniu w ośrodku treningowym kilkudziesięciu przystępujących do draftu zawodników, sytuacja przed draftem wydawała się klarowna, przynajmniej w sprawie wyboru z drugim pickiem. Timberwolves zdecydowali się na wybór Townsa, a do Los Angeles trafić miał Jahlil Okafor. Jednakże już po 20 czerwca do publicznej wiadomości przedostały się dwie kluczowe informacje związane z wyborem Lakers. Po pierwsze, D’Angelo Russell całkowicie zachwycił podczas workoutów włodarzy Jeziorowców, przez co wybór z drugim pickiem miał się rozstrzygnąć właśnie między nim, a typowanym wcześniej Okaforem. Po drugie, zaczęły się toczyć rozmowy z Sacramento Kings na temat wymiany z udziałem DeMarcusa Cousinsa. Informacje te, podawane przez solidne źródła, wykluczyły spokojną noc dla większości kibiców Lakers.

Czytaj więcej

Free Agency 2015 vol. 3 – role players

W pierwszym artykule na temat Free Agency (link) przedstawiłem najlepszych (a przede wszystkim najdroższych) graczy na rynku transferowym. Jednakże w przypadku, gdyby nie udało się do Los Angeles ściągnąć najbardziej znanych graczy, trzeba się będzie rozejrzeć za zawodnikami, którzy niekoniecznie odgrywają wiodącą rolę w drużynie. Mimo to, jak uczy historia rozgrywek, bez role-playerów prezentujących odpowiedni poziom osiągnięcie sukcesu jest praktycznie niemożliwe. Trudno przewidzieć, ile pieniędzy pozostanie Jeziorowcom na podpisanie umów z wymienionymi niżej koszykarzami, ale jedynie jeden z nich może spodziewać się kontraktu znacznie przekraczającego wartość 10 milionów dolarów za sezon. Kto wie, czy właśnie na taki model budowania drużyny (obudowanie Bryanta oraz młodzieży role-playerami) w razie niepowodzenia w walce o najlepszych wolnych agentów nie postawią Lakers?

Czytaj więcej