Krajobraz po trade deadline

Za nami jeden z najgorętszych okresów w NBA. W tym roku podczas końcówki okna transferowego w Los Angeles Lakers doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi, które zakończyło się wieloma istotnymi zmianami, od najwyższych posad w klubie aż po wymianę dotyczącą gracza znajdującego się poza rotacją zespołu. Dodatkowo Lakers odegrali istotną rolę w zamieszaniu dotyczącym DeMarcusa Cousinsa oraz Paula George’a.Warto przyjrzeć się więc dokładnie wszelakim posunięciom organizacji w ostatnich dniach. Zarówno tych dokonanych jak i tych, które mogły się wydarzyć.

Największą sensacją całego okresu trade deadline w NBA niewątpliwie okazał się transfer DeMarcusa Cousina z Sacramento Kings do New Orleans Pelicans. Dla fanów Jeziorowców najciekawsze jednak okazały się informacje uzyskane już po potwierdzeniu owej wymiany. Lakers złożyli ofertę Kings jednak włodarze Sacramento zażądali Brandona Ingrama, na co z kolei nie zgodził się Mitch Kupchak. Nie wiemy jednak dokładnie czego jeszcze oczekiwali Kings, więc nie do końca w stanie jesteśmy ocenić decyzję byłego już menedżer Lakers. Osobiście uważam, że moment nie sprzyjał Jeziorowcom. Sam Cousins poprawiłby w tym sezonie bilans Lakers, ale cena jaką trzeba byłoby zapłacić raczej byłaby zbyt wysoka. Młodzi gracze z Los Angeles są wciąż dalecy od wejścia w koszykarski prime i oddawanie kilku z nich za Cousinsa byłoby bardzo ryzykowną decyzją, zwłaszcza iż Lakers nie mieliby żadnych gwarancji dotyczących ewentualnego podpisania przez DMC umowy w 2018 roku. Podjęte ryzyko byłoby w mojej opinii zbyt duże, więc ostatnią decyzję Mitcha o odpuszczeniu jednego z najlepszych centrów ligi uważam za słuszną.

Czytaj więcej

Analiza rozwoju D’Angelo Russella

Świetny początek sezonu w wykonaniu Jeziorowców z pewnością wielu fanom przesłonić mógł najważniejszy cel obecnych rozgrywek dla Lakers. W momencie, gdy ekipę Luke’a Waltona dopadła plaga kontuzji i podczas ciężkiego terminarza szesnastokrotni mistrzowie NBA zaliczyli serię porażek warto przyjrzeć się postępom jakie poczynili poszczególni młodzi gracze Los Angeles Lakers. Ze swojej strony skupić chciałbym się na wybranym z drugim numerem draftu 2015 rozgrywającym D’Angelo Russellem.

Zeszłoroczne oczekiwania wobec grającego wcześniej w Ohio State playmakera były wysokie. Jednakże połączenie pozaboiskowej afery, wolnej adaptacji do warunków najlepszej ligi świata oraz świetnego poziomu wysokich jacy weszli do NBA w klasie draftu 2015, spowodowały iż co bardziej niecierpliwi fani zaczęli nawet uznawać D’Angelo za pomyłkę draftową, Ganiono więc Mitcha Kupchaka za zły wybór nie uwzględniając wielu czynników – jak choćby młodego jak na kreatora wieku (Russell niedawno skończył 20 lat), specyficznego skillsetu, który powodować musiał dłuższy czas adaptacji w lidze, czy wreszcie gry pod wodzą fatalnego Byrona Scotta i u boku odbywającego swój farewell tour Bryanta. Po niemal połowie sezonu mimo problemów z kolanami D’Angelo dostaliśmy już dawkę statystyk oraz informacji, po których wyciągać można pewne wnioski.

Czytaj więcej

Rozwój talentów priorytetem dla Lakers

Od zaskakująco dobrych wyników w pierwszych sześciu spotkaniach Jeziorowcy rozpoczęli sezon 2016/17 – pierwszy od dwóch dekad bez Kobe’ego Bryanta w składzie. Sezon pełen niewiadomych, który jednak w porównaniu do poprzedniego powinien dawać fanom Lakers znacznie więcej radości z oglądania gry swych ulubieńców niż w ubiegłych latach, niezależnie od finalnego bilansu. Spowodowane jest to w głównej mierze zmianą podejścia włodarzy, którzy postanowili całkowicie postawić na zebraną w ostatnich trzech latach grupę młodych zawodników wybranych w drafcie i na niej starać się oprzeć przyszłość klubu. Emerytura Black Mamby oraz poprzednie niepowodzenia na rynku wolnych agentów z pewnością miały wpływ na czas podjęcia owej decyzji, która w mojej opinii wydaje się być jedyną właściwą, chociaż niekoniecznie w stu procentach popieram wszystkie szczegóły związane z jasnym postawieniem na rozwój D’Angelo Russella, Brandona Ingrama i pozostałych talentów, które udało się zebrać w Los Angeles.

Przede wszystkim wyraźnie widać, iż słynny już deadline Jima Bussa (dla przypomnienia – brak awansu do drugiej rundy PO na Zachodzie do sezonu 2016/17 ma spowodować utratę przez niego zarządzania sprawami koszykarskimi w organizacji) kompletnie nie miał wpływu na ruchy Los Angeles Lakers w ostatnich miesiącach. Mitch Kupchak nie starał się za wszelką cenę wzmocnić drużyny na teraz (kosztem przyszłości), wymieniając choćby 2 pick w obecnym drafcie na zawodnika, który z marszu miałby zostać liderem Lakers. Zamiast tego wybrano z dwójką Brandona Ingrama, który dołączył do Jeziorowców jako kolejny młody gracz, który po zaledwie jednym roku spędzonym w NCAA ma jeszcze przed sobą wiele nauki.

Czytaj więcej

Draft 2016 – Lakers drudzy od końca w lidze

Nie ma co ukrywać, iż od dłuższego czasu w tym rozczarowującym sezonie fani Jeziorowców z niepokojem wyczekują draftowej loterii, w której rozstrzygnie się czy Lakers utrzymają swój pick w drafcie. Od wczorajszego dnia wiemy już w jakiej sytuacji Lakers będą przystępować do loterii. Zbyt dużą stratę do Lakers ma ostatnia w tabeli Philadelphia 76ers, zwycięstwo Phoenix Suns w spotkaniu z Houston Rockets spowodowało, iż straciliśmy matematyczną szansę na zrównanie się w tabeli z rywalem z Pacific Division. Jedyne czego już teraz możemy być pewni to fakt, iż szesnastokrotni mistrzowie NBA są w posiadaniu 32 picku nadchodzącego draftu. Patrząc na ostatnie wybory z dalszymi numerami w drafcie – Jordana Clarksona czy Larry’ego Nance’a nie można wykluczyć iż Lakers nie zdecydują się na wymianę tego picku lecz ponownie postarają się przechwycić zawodnika, który powinien zostać wybrany wcześniej.

Czytaj więcej

O tym, dlaczego Byron Scott musi odejść…

Często zarzuca się fanom Los Angeles Lakers, że idą na łatwiznę i wszystko co złe próbują zwalić na Byrona Scotta. Bynajmniej, my również dostrzegamy wiele negatywów, które nie są bezpośrednio związane z trenerem Lakers. Jednakże argument, iż to nie Byron odpowiada za wszystkie problemy Jeziorowców nie może być przecież kluczowy jeśli chodzi o zatrzymanie posady przez Scotta! W poniższym tekście postaram się wypunktować swoje główne zarzuty względem trenera i wskazać z jakich powodów tak bardzo nie chcę oglądać w przyszłym sezonie zespołu wciąż pod jego wodzą.

Czytaj więcej

Pasywność Kupchaka nie pomaga Lakers

Zakończył się okres, podczas którego można było wymieniać zawodników w sezonie 2015/16. Los Angeles Lakers po raz kolejny nie wykonali żadnego ruchu podczas trade deadline, decydując się na pozostawienie aktualnego składu do końca rozgrywek w niezmienionym składzie. Rzecz jasna czasem szukanie transferów na siłę może kończyć się źle, ale w przypadku tankujących Lakers powtarzająca się od trzech lat sytuacja może już lekko irytować fanów.

Cofnijmy się do sezonu 2013/14. Osłabieni kontuzjami oraz odejściem Howarda Jeziorowcy po niezłym starcie sezonu (13-13) i późniejszych kolejnych urazach szybko przestali się liczyć w walce o play-offy. Podczas trade deadline poza zainteresowaniem kilku klubów Kamanem najwięcej mówiło się o możliwości odejścia Pau Gasola, o którym wiedziano, iż i tak przypuszczalnie odejdzie z zespołu podczas przyszłego offseason. Na stole była oferta z Suns (pick z trzeciej dziesiątki draftu), ale kluby się nie dogadały. Mitch poprzestał na oddaniu Steve’a Blake’a do Warriors za Kenta Bazemore i MarShona Brooksa. Już wtedy brak znaczącej aktywności budził niepokój. Za Chrisa Kamana można było uzyskać choćby pick drugiej rundy, a za Pau przynajmniej z okolic top 20. Pamiętać należy także, iż Lakers walczyli wtedy o jak najgorszy bilans przed draftem 2014, na którą to klasę był (z Wigginsem, Embiidem i Parkerem na czele) ówcześnie wielki hype. Stąd liczono na pogorszenie składu, więc pozostawienie w składzie Niemca powodowało zastrzeżenia. Brak wymiany Gasola można było jeszcze usprawiedliwić – w końcu była to już legenda Lakers, dodatkowo Kupchak liczył na to, iż latem jednak skłoni reprezentanta Hiszpanii do podpisania nowej umowy z szesnastokrotnymi mistrzami NBA, a akurat wtedy w lidze wyższe picki pierwszej rundy były bardzo szanowane i trudne do wyciągnięcia. Niemniej słaba aktywność GMa LAL podczas tamtego trade deadline już wtedy nie podobała się znacznej części obserwatorów, zwłaszcza gdy w końcówce sezonu kilka wygranych zrzuciło Lakers na 7 miejsce w drafcie.

Czytaj więcej

Trade deadline 2016 – weterani Lakers na sprzedaż

Nie tak w oczekiwaniach fanów Jeziorowców miał toczyć się obecny sezon. Nieśmiałe nadzieje nawet na walkę o 8 miejsce w osłabionej zachodniej konferencji zostały błyskawicznie rozwiane. Od dłuższego czasu Lakers walczą właściwie o jak najgorszy bilans i zwiększenie szans na utrzymanie słabo chronionego picku (ledwie top3 protected). Co gorsza nie zachwyca delikatnie mówiąc tempo rozwoju młodzieży, a styl gry szesnastokrotnych mistrzów NBA w sezonie 2015/16 po prostu zatrważa. Oczywiście złożyło się na to wiele czynników – radosne odpalanie rzutów przez Kobego na początku sezonu, spodziewane problemy z aklimatyzacją w najlepszej lidze świata Russella, czy słaba gra Hibberta, który jednak nie sprawdził się w Los Angeles. Niemal wszystkie zarzuty skupiają się jednak wokół osoby Byrona Scotta. Trudno wskazać na pozytywy prowadzenia przez niego Jeziorowców. Za to właściwie w każdy możliwy sposób trener Lakers udowadnia, iż nie powinno się z nim wiązać przyszłości organizacji. Zmiana w obecnych rozgrywkach jest mało prawdopodobna – Scott w przeciwieństwie choćby do D’Antoniego jest wspierany przez środowisko dawnych Jeziorowców jako były gracz tej drużyny, a Mitchowi Kupchakowi co zrozumiałe nie na rękę byłaby znacząca poprawa bilansu ekipy. Wręcz przeciwnie, wydaje się iż ewentualnymi wymianami będzie się starał „pomóc” Byronowi w osiągnięciu jak najgorszych wyników i przynajmniej utrzymaniu drugiego najgorszego bilansu w lidze, a może i ściganiu w liczbie porażek Sixers. Stąd też pojawiające się doniesienia o wystawieniu na trading block kwartetu bardziej doświadczonych koszykarzy – Lou Williamsa, Nicka Younga, Brandona Bassa oraz Roya Hibberta. Naturalnie oddanie przynajmniej części z nich pozwoliłoby zwiększyć minuty naszym rookies i sophomores, których czas gry jest ograniczony przez starszych kolegów. I nie chodzi tu tylko o Russella, czy Randle’a, którzy powinni grać zdecydowanie dłużej, ale choćby o Anthony’ego Browna, czy zwłaszcza Tarika Blacka, których występy są bardzo nieregularne.

Czytaj więcej

Budując nową drużynę – zapowiedź sezonu 2015/16

Po ośmiu spotkaniach, zakończonego bilansem 3-5 preseasonu, 28 pażdziernika Los Angeles Lakers rozpoczną sezon zasadniczy 2015/16 pojedynkiem z Minnesotą Timberwolves. Bez wątpienia będą to dla ekipy z Los Angeles rozgrywki zupełnie inne od tych, które oglądaliśmy w tym wieku. W pierwszej dekadzie tego stulecia złote karty w historii Lakers pisały drużyny oparte na duetach Shaq-Kobe, czy Kobe-Gasol. Oczywiście zdarzył się przejściowy okres słabości, gdy w podstawowym składzie występował choćby Smush Parker, jednak Jeziorowcy posiadali wtedy Bryanta, a ekipa po pozyskaniu drugiej opcji (Pau) błyskawicznie wróciła na szczyt. Siedem finałów i pięć tytułów w jedenaście sezonów to wynik znakomity, ale niestety nic nie trwa wiecznie.

W 2011 roku nie uwierzyłbym przed serią z Dallas Mavericks, iż walcząca o kolejny 3peat drużyna właśnie zaczyna się rozpadać. Bolesny sweep od Dirka i spółki, był tylko zapowiedzią wielkich kłopotów szesnastokrotnych mistrzów NBA. Z Los Angeles odszedł wybitny trener Phil Jackson, którego zastąpił Mike Brown, a cios poniżej pasa od włodarzy ligi (zablokowanie wymiany, na mocy której Lakers wzmocnić miał Chris Paul, zablokowanie jej w najgorszym możliwym momencie) pozbawił Mitcha Kupchaka podczas ówczesnego offseason wszelkich atutów. Nie tylko timing decyzji Sterna pozbawił możliwości sięgnięcia po opcje rezerwowe, nie tylko postawił GM Lakers w trudnej pozycji negocjacyjnej, ale i skłonił do chęci odejścia z klubu Lamara Odoma, na tyle że za najlepszego rezerwowego sezonu otrzymano ledwie słaby pick oraz rozpoczął nieszczęśliwą dla Jeziorowców serię nieustających spekulacji na temat przyszłości Pau Gasola, co w następnych latach niestety negatywnie wpływało na psychikę reprezentanta Hiszpanii. Daleki jestem od rzucania gromów na Browna akurat za sezon 2011/12. Lakers utrzymywali się w czubie konferencji zachodniej, a półfinały z Thunder przegrali co prawda 1-4, ale wynik w decydujących spotkaniach rozstrzygał się w samych końcówkach. I wtedy nadeszło lato 2012 roku, którego skutki organizacja odczuwa do dziś.

Czytaj więcej

Sylwetki zawodników: Roy Hibbert

Urodzony w Queens środkowy spędził aż cztery lata na słynącej z kształcenia świetnych centrów (Ewing, Mourning, Mutombo) uczelni Georgetown, nim w 2008 roku został wybrany w drafcie z 17 numerem przez Toronto Raptors, skąd niespełna miesiąc później poprzez wymianę przeniósł się do Indiany. Zaledwie po pierwszym sezonie swej profesjonalnej kariery, w którym adaptował się do gry w najlepszej lidze świata (średnio tylko 14 minut spędzanych na parkiecie) stał się podporą frountcourtu Pacers, grając jako starter w sześciu kolejnych latach i opuszczając jedynie kilka spotkań. Przeszedł wraz z Indianą Grangera, a później George’a drogę od ekipy grającej poza playoffami do drużyny walczącej jak równy z równym z najsilniejszym ówcześnie w NBA Miami Heat. Jego rozwój został oczywiście dostrzeżony i w 2012 roku zadebiutował w meczu gwiazd oraz podpisał nową, lukratywną umowę z Pacers. Okres od sezonu 2011/12 do swojego drugiego i jak dotąd ostatniego występu w ASG (2014) Roy może uważać za najlepszy w swojej karierze. Poza świetną defensywą imponował zwłaszcza w seriach z Heat, gdzie doskonale wykorzystywał swą przewagę fizyczną (mierzy aż 218 centymetrów) nad preferującą smallball ekipą z Miami. Jednakże w połowie rozgrywek 2013/14 Indianę dopadł kryzys, którego przyczyn upatrywano w konflikcie Hibberta z Lancem Stephensonem, a nawet Paulem Georgem. Roy obniżył loty i zaczęto spekulować na temat możliwej wymiany z jego udziałem. Po drafcie 2015, w którym Larry Bird zdecydował się na wybór Mylesa Turnera, Pacers postanowili zmienić styl gry i przestali wiązać swoją przyszłość z Royem, w związku z czym możliwe stało się wyciągnięcie go z Indiany podczas obecnego offseason za mocno zaniżoną cenę.

Czytaj więcej

Krajobraz po drafcie

25.06.2015 – to właśnie wokół tej daty od dłuższego czasu krążyły myśli wszystkich fanów Lakers. Wszakże jeszcze w poprzednim roku kalendarzowym legenda Lakers Magic Johnson stwierdził, iż liczy na porażki w każdym nadchodzącym spotkaniu do końca sezonu, by zwiększyć szanse na jak najwyższy pick w drafcie. Mimo kontuzji, osłabieni Jeziorowcy nie spadli na samo dno NBA, gdyż lepiej tankowały Minnesota Timberwolves, New York Knicks i Philadelphia 76ers, w związku czym 19 maja sympatycy szesnastokrotnych mistrzów NBA nie przeżywali spokojnej nocy. Szczęście uśmiechnęło się (wreszcie!) w tym kluczowym momencie do Lakers, o czym pisałem jeszcze w maju (link), ustawiając Jeziorowców w bardzo dobrej pozycji wyjściowej przed nadchodzącym draftem.

W ciągu ostatnich kilku tygodni, po sprawdzeniu w ośrodku treningowym kilkudziesięciu przystępujących do draftu zawodników, sytuacja przed draftem wydawała się klarowna, przynajmniej w sprawie wyboru z drugim pickiem. Timberwolves zdecydowali się na wybór Townsa, a do Los Angeles trafić miał Jahlil Okafor. Jednakże już po 20 czerwca do publicznej wiadomości przedostały się dwie kluczowe informacje związane z wyborem Lakers. Po pierwsze, D’Angelo Russell całkowicie zachwycił podczas workoutów włodarzy Jeziorowców, przez co wybór z drugim pickiem miał się rozstrzygnąć właśnie między nim, a typowanym wcześniej Okaforem. Po drugie, zaczęły się toczyć rozmowy z Sacramento Kings na temat wymiany z udziałem DeMarcusa Cousinsa. Informacje te, podawane przez solidne źródła, wykluczyły spokojną noc dla większości kibiców Lakers.

Czytaj więcej