Analiza terminarza Lakers na sezon 2016/17

Opublikowane przez , 14 sierpnia 2016 w Artykuły, Drużyna, 2 komentarze

Dwa dni temu wszyscy fani złota i purpury poznali terminarz Los Angeles Lakers na sezon 2016/17. Tak jak wstępnie pisaliśmy, na Jeziorowców czeka 16 spotkań rozgrywanych dzień po dniu, najdłuższa (siedmiomeczowa) seria wyjazdowa w grudniu oraz najdłuższa (sześciomeczowa) seria meczów przed własną publicznością w marcu. W swoim pierwszym starciu zmierzą się oni z Houston Rockets, na święta z Los Angeles Clippers, a na zakończenie rozgrywek z Golden State Warriors. Grammy Trip z kolei obejmie w tym roku pięć spotkań, które zostaną rozegrane w ciągu pierwszych dwóch tygodni lutego. Jeziorowcy odwiedzą w tym czasie Waszyngton, Boston, Nowy Jork, Detroit oraz Milwaukee. Po tym rozegrają jeszcze dwa starcia, a następnie będą mieli aż dziewięć dni odpoczynku podczas przerwy na All-Star Weekend. Warto także wspomnieć, że jak co roku z czterema drużynami z Konferencji Zachodniej, zmierzą się tylko trzy razy. W tym sezonie należą do nich Rockets, Thunder, Grizzlies i Nuggets.

Sam początek rozgrywek nie będzie jednak łatwy. Z pierwszych sześciu rywali, z którymi podopiecznym Luke’a Waltona przyjdzie się spotkać, pięć z nich awansowało do playoffs w zeszłym sezonie. Są to Rockets, Thunder, Pacers, Hawks oraz Warriors. Z kolei szósta ekipa – Utah Jazz była bardzo bliska gry w rozgrywkach posezonowych i stąd też mówi się, że w tym roku na pewno znajdzie się w najlepszej ósemce. Gdyby tego wszystkiego było mało, to cztery z tych meczów zostaną rozegrane na wyjeździe (i to pod rząd). Z kolei w Staples Center pojawią się zawodnicy Houston Rockets i… Golden State Warriors. Prawdę więc mówiąc, nie wróży to nic dobrego. Dla tak młodego i niedoświadczonego zespołu jakim są Lakers, początek sezonu z tak dobrymi zespołami i to w większości na wyjeździe, może skończyć się nawet sześcioma porażkami. Na szczęście kolejne sześć spotkań zostanie rozegrane z Suns, Mavericks, Kings, Pelicans, Timberwolves oraz Nets, więc być może Lakers uda się wtedy wyrwać jakieś trzy zwycięstwa. Ogólnie jednak w listopadzie, średni procent zwycięstw rywali Lakers z poprzedniego sezonu, wynosi aż 55.5%. Mówiąc więc krótko oznacza to, że Jeziorowcy już na starcie mogą znaleźć się na dnie tabeli NBA, z którego ciężko będzie im się wydostać.

Podobnie jak w zeszłym sezonie, Jeziorowcy na początku sezonu spędzą dużo czasu na wyjeździe. Aż 20 z 36 pierwszych spotkań (do 1 stycznia) zostanie rozegranych poza Los Angeles. To mimo wszystko i tak lepiej niż rok temu, kiedy to D’Angelo Russell i spółka zagrali 22 z pierwszych 33 meczów poza domem. Natomiast z ostatnich 23 konfrontacji, 15 z nich odbędzie się w Staples Center, a więc marzec i kwiecień zawodnicy spędzą głównie w swoich domach. Tak jednak jak pisałem wcześniej, spora liczba meczów wyjazdowych na początek, dla młodego zespołu nie jest niczym dobrym. Szczególnie, że wprowadzany będzie nowy system, a i część zawodników nie będzie się jeszcze dobrze znała ze sobą. Wygrać na wyjeździe w takich okolicznościach jest bardzo ciężko, a kolejne porażki mogą szybko „odebrać” zawodnikom chęć do gry w kolejnych meczach.

Julius Randle po jednym z lotów Lakers

Warto także spojrzeć na statystykę NBA Fresh, Tired and Even, która ukazuje liczbę meczów, przed którymi zespół mógł odpocząć. W przypadku Lakers, w ogólnym rozrachunku wynosi ona -4. Przed rozegraniem 10 spotkań, Jeziorowcy będą mieli przynajmniej jeden dzień odpoczynku, a ich rywale nie (fresh). W przypadku 14 meczów, to Jeziorowcy nie będą mieli żadnego dnia odpoczynku (będą to dla nich back-to-backi), a ich rywale z kolei wręcz odwrotnie (tired). W 56 innych konfrontacjach, obie ekipy będą miały przynajmniej dzień odpoczynku (even). Pozostałe dwa mecze oznaczają, że zarówno Lakers jak i ich rywale, nie będą mieli żadnego dnia odpoczynku (dla obu ekip będzie to więc mecz dzień po dniu).

Kolejnym negatywnym aspektem nadchodzącego sezonu będą podróże. W poprzednich rozgrywkach Lakers przebyli w sumie 44 992 mil, czyli prawie 72 500 kilometrów. W tym roku czeka na nich aż 52 316 mil, czyli ponad 84 tysięcy kilometrów. Co prawda do wyniku z sezonu 2014/15 jeszcze troche brakuje (55 tysięcy mil) ale i tak nie da się ukryć, że będzie to ogromne wyzwanie. Dla samych zawodników oraz całego sztabu szkoleniowego, w tym przede wszystkim Marca Nuneza, Carlosa Maplesa i Tima DiFrancesco, gdyż to oni będą musieli zadbać o wszystkie detale. Lakers czeka wiele przelotów ze wschodniego do zachodniego wybrzeża, nawet w celu rozegrania jednego pojedynku. Nie zawsze więc Jeziorowcy będą mogli za jednym razem odhaczyć konkretny region w Stanach Zjednoczonych. W obecnym sezonie często zamiast komfortowego łączenia kilku spotkań na wyjeździe (np. w Oklahomie City i Minnesocie), NBA postanowiło rozdzielić takie potencjalne mecze osobno. A to bez wątpienia negatywnie odbije się na podopiecznych Luke’a Waltona.

Jeżeli chodzi o pozostałe ciekawostki, to warto wspomnieć, że w nadchodzących rozgrywkach Lakers 17 spotkań rozegrają w piątki, pięć w soboty (wszystkie na wyjeździe, chociaż dwa z tego w Staples Center) i aż 18 w niedziele (głównie przed własną publicznością). Gorzej jednak sprawy się mają z godzinami rozgrywania meczów. Zaledwie pięć ze wszystkich 82 spotkań zostanie pokazane o dogodnej dla europejskich fanów porze, czyli 21.30 czasu polskiego (z Mavericks, Spurs, Grizzlies i dwukrotnie Clippers). To bez wątpienia ma związek ze słabym okresem 16-stokrotnych mistrzów NBA, stąd też liga zdecydowała się częściej o podobnej porze pokazać inne, cieszące się obecnie większym zainteresowaniem drużyny. W ogólnodostępnej telewizji w Stanach Zjednoczonych, zostanie z kolei pokazane 15 spotkań Lakers, choć oczywiście może to jeszcze ulec zmianie.

D'Angelo Russell w jednym z hoteli wybranych przez Lakers

Kończąc już tą krótką analizę, nie pozostaje mi nic innego jak stwierdzić, że terminarz Lakers na nadchodzący sezon będzie jednym z trudniejszych w całej lidze. Myślę, że stanowiłby on prawdziwe wyzwanie także dla utalentowanych i doświadczonych drużyn, a co dopiero dla Russella i jego kolegów. Wydaje się to potwierdzać także statystyka Strenght of Schedule, według której Jeziorowcy mają najtrudniejszy rozkład meczów w całej NBA (link). 16-stokrotni mistrzowie ligi będą mierzyć się z ekipami, które średnio wygrały 51.4% swoich spotkań w poprzednim sezonie. Tak jak wspomniałem już wcześniej, najcięższy będzie dla nich pierwszy miesiąc, po którym niewykluczone, że znowu będą walczyć już tylko i wyłącznie o zachowanie picku w pierwszej trójce. Dodanie do składu Timofey’a Mozgova oraz Luola Denga raczej nie wystarczy aby wykonać kolejny krok w przód. Wstępnie wydaje się więc, że nadchodzący sezon znowu będzie bardzo wymagający dla złota i purpury, a zwycięstwa będą przychodzić niezwykle rzadko. Ale oczywiście na szczegółowe analizy przyjdzie jeszcze czas.

Na koniec tradycyjnue zestaw subiektywnie najciekawszych spotkań w sezonie 2016/17:
– 26 października w Staples Center przeciwko Houston Rockets
– 4 listopada w Staples Center przeciwko Golden State Warriors
– 30 listopada w United Center przeciwko Chicago Bulls
– 16 grudnia w Wells Fargo Arena przeciwko Philadelphii 76ers
– 25 grudnia w Staples Center (gospodarz) przeciwko Los Angeles Clippers
– 1 stycznia w Staples Center przeciwko Toronto Raptors
– 3 lutego w Boston Garden przeciwko Boston Celtics
– 6 lutego w Madison Square Garden przeciwko New York Knicks
– 19 marca w Staples Center przeciwko Cleveland Cavaliers
– 12 kwietnia w Oracle Arena przeciwko Golden State Warriors

2 komentarze

  1. to czy jeziorowcy nadal będą okupować ostatnie miejsce w konferencji zależy od tego jak bardzo rozwinęli się w czasie tego offseason D’Angelo, JC, JR i Nance, który zapowiedział, że będzie trzeba się liczyć z nimi w przyszłym sezonie. Po SL widać było, że Russell w tym sezonie jeszcze nie będzie Chrisem Paulem. Po cichu mam nadzieję, że Tarik poczynił postępy a zdrowie Mozgova (a raczej jego brak) pozwoli grać Blackowi duze minuty.

    Dlaczego GSW mają najłatwiejszy grafik? Czy to się bierze stąd, że mieli największy odsetek zwycięstw w tamtym sezonie? Troche tego nie rozumiem, jeśli by mi to ktoś klarownie wytłumaczył to byłbym wdzięczny. Idąc dalej moim tokiem myślenia Cavs powinni mieć Strength of Schedule bliski temu GSW a mają ponad 49. Czy może po prostu liga ustawiła dla GSW najłatwiejszy grafik, po to żeby wygrywali a co za tym idzie żeby ludzie chodzili na mecze, koszulki się dobrze sprzedawały, i ogólnie hajs się zgadzał z oglądalności itd. ?

  2. wojtek napisał(a):to czy jeziorowcy nadal będą okupować ostatnie miejsce w konferencji zależy od tego jak bardzo rozwinęli się w czasie tego offseason D’Angelo, JC, JR i Nance, który zapowiedział, że będzie trzeba się liczyć z nimi w przyszłym sezonie. Po SL widać było, że Russell w tym sezonie jeszcze nie będzie Chrisem Paulem. Po cichu mam nadzieję, że Tarik poczynił postępy a zdrowie Mozgova (a raczej jego brak) pozwoli grać Blackowi duze minuty.
    Dlaczego GSW mają najłatwiejszy grafik? Czy to się bierze stąd, że mieli największy odsetek zwycięstw w tamtym sezonie? Troche tego nie rozumiem, jeśli by mi to ktoś klarownie wytłumaczył to byłbym wdzięczny. Idąc dalej moim tokiem myślenia Cavs powinni mieć Strength of Schedule bliski temu GSW a mają ponad 49. Czy może po prostu liga ustawiła dla GSW najłatwiejszy grafik, po to żeby wygrywali a co za tym idzie żeby ludzie chodzili na mecze, koszulki się dobrze sprzedawały, i ogólnie hajs się zgadzał z oglądalności itd. ?

    Ten procent zwycięstw o którym mówisz, przedstawia bodajże Relative Percent Index, który bierze pod uwagę w 25% procent zwycięstw danej drużyny, w 50% średni procent zwycięstw ich przeciwników oraz w 25% średni procent zwycięstw przeciwników ich przeciwników. Trochę to zawiłe, wiem.

    Relative Percent Index: The basic formula is 25% team winning percentage, 50% opponents’ average winning percentage, and 25% opponents’ opponents’ average winning percentage.

    http://www.espn.com/nba/stats/rpi/_/sort/SOS

    Strenght of Schedule z kolei jest liczony inaczej ale nie zgłębiłem jeszcze tematu na tyle, żeby bardziej szczegółowo wypowiedzieć się o nim. Jakby co to tutaj podobno jest dobre wyjaśnienie:

    http://www.pro-football-reference.com/blog/?p=37

    A tutaj w skrócie wg NBAstuffer:

    Strength Of Schedule (SOS) represents a team’s average schedule difficulty faced by each team in the games that it’s played so far or for all season. The schedule difficulty of a given game takes into account the rating of the opponent and the location of the game.

    Strength of schedule in the NBA has not been considered nearly as important as in the NFL or as in the NCAA basketball since the NBA teams play each other at least twice. Much of the schedule differences between teams come down to road trips, back-to-backs, afternoon games for example.

    http://www.nbastuffer.com/component/option,com_glossary/Itemid,0/catid,41/func,view/term,Strength%20Of%20Schedule%20(SOS)/

    SOS można liczyć na kilka sposób, m.in. uwzględniając RPI:

    SOS can be calculated by the help of Relative Percentage Index which incorporates W/L records of opponents and opponents’ opponents. This method is being used by ESPN. John Hollinger explains the calculation of SOS.

    Link z Twittera, który umieściłem w artykule zawierał SOS (ale pokazany jako ranking, a nie wartości punktowe) oraz RPI (wyrażony w procentach):


Skomentuj